„JEZIORO” w reż. Yany Ross w TR Warszawa:

„Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem, / Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie, / Powiada przewiązując pomidory: / Innego końca świata nie będzie, / Innego końca świata nie będzie”. Finał „Piosenki o końcu świata” Czesława Miłosza błąka mi się po głowie, kiedy zabieram się za pisanie recenzji z „Jeziora” Michaiła Durnienkowa w reżyserii Yany Ross w TR Warszawa. Kłopot z recepcją tego zadziwiającego spektaklu polega chyba na tym, że jeżeli w zapowiedziach z ust samej reżyserki co rusz słyszeliśmy zdanie o apokaliptycznych wizjach, odpowiedzialności za rzeczywistość, to akurat w tym kraju, od wieków rozkoszującym się własną mitologią, a zaraz potem demitologizacją, określenia typu „krańcowość”, „zmierzch”, czy „upadek cywilizacji” musiały pachnieć post-romantyczną gigantomanią. Tymczasem „Jezioro” oferuje tylko i aż obrazowy galimatias. Zamiast patriotycznych trąb jerychońskich, jakiś lichy staruszek przewiązujący pomidory. „Staruszkiem” w sztuce Durnienkowa są trzy panie i trzech panów na daczy, oraz ten czwarty: sumienie zagrane przez Dawida Ogrodnika. Sumienie specjalne, z gołym zadkiem.
Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: PRZEWIĄZUJĄC POMIDORY