Muzyka łagodzi obyczaje

z Markiem Wierońskim, muzykologiem, producentem, wydawcą płyt CD i SACD, właścicielem i dyrektorem Wydawnictwa BeArTon rozmawia WIESŁAW ŁUKA

Kończy się jubileuszowy – 20. Wielkanocny Festiwal im. L. Van Beethovena. Który artysta/tka, wirtuoz instrumentalista, wirtuoz pałeczki dyrygenckiej zachwycił Cię czymś nowym?

– Każda edycja festiwalu obfituje w wiele wydarzeń.Tak było i tym razem… Moją uwagę przykuł młody pianista Andew Tyson, zwycięzca Konkursu Gezy Andy 2015. Podobały mi się dwie urokliwe skrzypaczki, Agata Szymczewska, grająca w Kwartecie Szymanowskiego oraz Anne Akiko Meyer w quasi-orientalnym odczytaniu I Koncertu skrzypcowego Karola Szymanowskiego.

Zachwyciły mnie trzy kreacje dyrygenckie. W pierwszym rzędzie Jerzego Maksymiuka, naszego tegorocznego Jubilata, któremu powierzono młodziutką orkiestrę Santander i która pod batutą mistrza, zabrzmiała jak zespół profesjonalnych rutyniarzy, nie tracąc jednak nic ze swej spontanicznej, młodzieńczej ekspresji i sprawiając, że wykonanie IX Symfonii Dymitra Szostakowicza stało się oryginalne, by nie powiedzieć – odkrywcze. Niejako uzupełnieniem tego wykonania stała się interpretacja równie wybitnego dzieła Szostakowicza – X Symfonii, autorstwa Krzysztofa Urbańskiego, terminującego niegdyś u Antoniego Wita, a teraz robiącego światową karierę dyrygencką. Jego dynamiczna i precyzyjna maestria prowadzenia znakomitej niemieckiej orkiestry z Hamburga [NDR Sinfonieorchester Hamburg] długo pozostanie w pamięci. Ten koncert to jedno z bezspornych wydarzeń jubileuszowej edycji festiwalu, bo Krzysztof Urbański to jeden z naszych najwybitniejszych dyrygentów młodego pokolenia. Mocnym akcentem repertuarowym był koncert Sinfonii Varsovii pod batutą Johna Axelroda, który z popularnym warszawskim zespołem przypomniał mało grywane arcydzieło XX-wiecznej muzyki – Świeto wiosny Igora Strawińskiego; przypomniał sugestywnie akcentując nowatorstwo tego niezwykłego utworu, które do dziś nie straciło na aktualności. Wymownym zwieńczeniem jubileuszowej edycji festiwalu, stało się wykonanie Pasji wg Św. Łukasza Krzysztofa Pendereckiego z połączonymi chórami Filharmonii Krakowskiej i Narodowej, Warszawskiego Chóru Chłopięcego i orkiestry FN pod batutą kompozytora. Pamiętam jedno z pierwszych wykonań tego utworu, 50. lat temu, kiedy w gronie studentów muzykologii zastanawialiśmy się, czy awangardowy wówczas utwór, przetrwa próbę czasu. Otóż przetrwał. Słuchając Pasji dzisiaj nie szokuje nas nowatorstwo środków, ale przykuwa uwagę adekwatny dla tematu Męki Pańskiej wyraz, porusza sugestywna narracja, kunsztowna forma i przejmująca ekspresja. Zaryzykuję twierdzenie, że Pasja z perspektywy półwiecza potwierdza swój status jedynego w swoim rodzaju arcydzieła, które zaliczyć trzeba do utworów muzyki XX – wiecznej, najwybitniejszych.

 

Jako wydawca muzyczny, również obchodzący 20-lecie swojej firmy – kogo byś chciał z artystów festiwalowych uwiecznić na płycie BeArTonu?

– Z pewnością Jerzego Maksymiuka [mimo wielu dokonanych z nim nagrań] i Krzysztofa Urbańskiego. Nie sądzę jednak, by w przypadku tego drugiego byłoby to możliwe. Z reguły dyrygenci o takiej pozycji mają długoletnie kontrakty nagraniowe…

W czym widzisz wyjątkowość Festiwalu Wielkanocnego w kontekście wielu podobnych imprez muzycznych w naszym kraju i za granicą?

– W kraju to obok festiwalu Chopin i jego Europa największa impreza artystyczna. Jej cecha szczególna to prezentacja beethovenowskiej twórczości na tle szerokiej panoramy stylów, gatunków, form z udziałem wybitnych solistów i zespołów. Jeśli chodzi o zagranicę nie mam zbyt dużej skali porównawczej. O ile wiem, tam tematem festiwali jest na ogół twórczość jednego kompozytora…

Towarzyszysz Festiwalowi od jego pierwszej edycji, najpierw krakowskiej – masz dużą skalę porównawczą w aspekcie organizacyjnym i muzycznym. Co widzisz w tej dwudziestowiecznej historii oryginalnego, cennego zwłaszcza pod względem muzycznym?

– Pierwsze krakowskie edycje wspominam z dużym sentymentem. Miały one niepowtarzalną, niemal rodzinną, kameralną atmosferę. Wielka w tym zasługa Artystycznej Dyrektorki festiwalu, Pani Elżbiety Pendereckiej witającej słuchaczy każdego wieczoru w foyer Krakowskiej Filharmonii, nierzadko z lampką wina. Koncerty odbywały się w Filharmonii i krakowskich kościołach, a słuchacze, wśród których zaczęli dominować zagraniczni goście, zapełniali okoliczne kafejki, restauracje, głównie te na krakowskim rynku. Kraków zyskał dodatkową atrakcję, która zwiększyła ilość przybywających do miasta turystów. Pomysł festiwalu zasługuje na wysokie uznanie, tym bardziej że od razu była to impreza o wzorcowej organizacji, repertuarowo różnorodna i z udziałem wybitnych artystów. Z okresu krakowskiego nie zapomnę genialnych interpretacji bachowskiej Pasji wg Św. Jana i oratorium Mesjasz G.F. Haendla w wykonaniu kameralnego zespołu muzyki dawnej z Bostonu. Zresztą w każdej edycji zdarzają się jakieś szczególne artystyczne „fajerwerki”. Do dzisiejszego dnia pod tym względem wiele się nie zmieniło, tyle że w okresie warszawskim imprezy znacznie poszerzył się repertuar o utwory symfoniczne, w tym wokalno-instrumentalne z dużą obsadą oraz operowe. Do ich prezentacji korzysta się z wielu miejsc koncertowych, obok Filharmonii Narodowej, Studio S1 PR, Teatr Wielki, Salę Koncertową na Zamku Królewskim. Uzupełnieniem koncertów festiwalowych odbywających się teraz w wielu miastach [Kraków, Gdańsk] są imprezy towarzyszące: wykłady, sympozja, warsztaty, wystawy. Każda edycja zawiera jakieś szersze repertuarowe odniesienie, ujmujące twórczość Beethovena w kontekście różnej problematyki, np. ostatnia edycja dotyczyła tematu „Beethoven i nowe drogi”. Ten poszerzony repertuarowy kontekst realizowany ze znawstwem wysokiej próby, wprowadza dodatkowy, istotny dla odbiorcy walor poznawczy. To ważna cecha wyróżniająca festiwal .

Czy możesz powiedzieć jako obserwator koncertów, że Festiwal wpłynął na naszą wrażliwość i świadomość muzyczną; i wykreował swoją publiczność?

– Z racji wspomnianego waloru poznawczego i wysokiego poziomu artystycznego festiwal jest ucztą dla melomanów i miłośników dobrej muzyki, kształtując ich wrażliwość, w każdym razie z pewnością tych, którzy są jego stałymi bywalcami. I rzeczywiście ma swoją publiczność, także wśród zagranicznego i młodego odbiorcy , czekającą na każdą nową edycję z zainteresowaniem.

O jakich inspiracjach muzycznych i wykonawczych możesz powiedzieć jako słuchacz koncertów, miłośnik muzyki i jako wydawca albumów fonograficznych w swojej firmie?

– Jako stały bywalec koncertów fascynują mnie kreacje dyrygenckie i wykonawcze. One są głównym źródłem inspiracji w mojej działalności producenta i wydawcy. Ale jest nią także wiedza o muzyce. Jeszcze jako student muzykologii zetknąłem się ze wstępem do Wydania Narodowego pod redakcją prof. Jana Ekiera. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy, że po wielu, wielu latach założę wydawnictwo z myślą o rejestracji fonograficznej dzieł wszystkich Chopina na podstawie tego epokowego źródłowego wydania .

Pisze się o BeArTonie jako o „rejestratorze oryginalnych projektów i wybitnych kreacji wykonawczych” – na które projekty chciałbyś zwrócić szczególną uwagę?

– Obok fonograficznego cyklu Wydania Narodowego dzieł Chopina serii A – utworów wydanych za życia Chopina i serii B – utworów wydanych po śmierci kompozytora, równolegle realizuję cykl Pereł Muzyki Polskiej i co ważne – jako jedyny w kraju od 2005 roku – w nowej technologii SACD w wersji hybrydowej. Cykl zakłada prezentację utworów wybitnych, wybranych z polskiej kilkusetletniej historii muzyki z artystyczną kreacj wykonawczą. Mam na swoim koncie kilkanaście takich albumów . Odsyłam do internetowego portalu wszystkich płyt nagrywanych w SACD na świecie www.Sa-Cd.net, gdzie w recenzjach arbitralnych angielskich krytyków, moje CD uzyskują najwyższe oceny artystyczne i realizacyjne. Wspomnę o szczególnie mi bliskim nagraniu Symfonii Odrodzenie Mieczysława Karłowicza w wykonaniu Sinfonii Varsovii pod dyrekcją Jerzego Maksymiuka, która w tym wykonaniu uzyskała status arcydzieła, przyrównanego do utworów najwybitniejszego kompozytora angielskiego E. Elgara.

Znakomite recenzje i liczne krajowe oraz międzynarodowe nagrody zbiera Wydanie Narodowe Dzieł Fryderyka Chopina; co cennego i inspirującego dla siebie jako wydawcy dostrzegasz w recenzjach?

– Dla każdego wydawcy rzeczowe, napisane ze znawstwem tematu recenzje są ważnym impulsem do działania, potwierdzając słuszny albo też i niesłuszny wybór utworu, wykonawcy lub zastosowanej koncepcji interpretacyjnej.

Oprócz polskiej klasyki muzycznej dużo wydajesz poważnej muzyki współczesnej, dwudziestowiecznej, trudnej w odbiorze. Mimo to wydajesz ją, znaczy, że ludzie kupują, więc słuchają. Jak oceniasz wrażliwość i kulturę muzyczną (duże K) rodaków ?

– Nie mogę narzekać na brak odbiorców moich płyt. Oczywiście nie jest to sprzedaż ilościowo szokująca, ale co istotne – na stałym poziomie. Ten poziom wynika – jak sądzę – z przemyślanego wyboru wykonawców i utworów do nagrania oraz wysokiego poziomu realizacyjnego.

Faktycznie, wrażliwość na tzw. muzykę poważną pozostawia wiele do życzenia. Od wielu lat u nas w kraju, jej szeroko pojęty odbiór a w tym i fonografia, przeżywa kryzys, wobec konkurencji internetu; możliwości ściągania muzyki w formie internetowych plików. Ta łatwość dostępu dla wykonawców i odbiorców muzyki nie idzie w parze z jej jakością. W krajach europejskich kultura muzyczna wyższego rzędu jest objęta mecenatem państwa. Dotyczy on także rejestracji fonograficznych kreacji twórczych i wykonawczych, zaliczanych do dziedzictwa narodowego. Te rejestracje dotyczące zwłaszcza zespołów symfonicznych, niemożliwe bez wsparcia ze strony państwa, nie są u nas przedmiotem zainteresowania decydentów kultury. Rezultat – większość wybitnej polskiej symfoniki jest w fonografii, a tym samym na rynku, nieobecna. Dodajmy, że od lat wielu światłym dydaktykom sen z oczu spędza brak w szkołach wychowania muzycznego, niezwykle istotnego we współczesnych trendach wychowawczych. Bo przecież jest wiele korzyści wynikających z obcowania z muzyką, to nie tylko kształtowanie wrażliwości, osobowości i wielu umiejętności, pozornie niezwiązanych z muzyką. To także widzenie obok siebie innych i szacunek dla ich odrębności. Wszak muzyka łagodzi obyczaje….

Rozmawiał: Wiesław ŁUKA

Leave a Reply