Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Isabelle Huppert, WST i Nagroda im. Heleny Modrzejewskiej

Isabelle Huppert przed 16 laty miała otwierać Warszawskie Spotkania Teatralne. Jednak katastrofa smoleńska i żałoba narodowa pokrzyżowała te plany. Ale i tak aktorka przyjechała nieco później ze spektaklem „Tramwaj” (wg znanego dramatu Tennessee Williamsa „Tramwaj zwany pożądaniem”) w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. Spektakl powstał jako koprodukcja Nowego Teatru w Warszawie i Theatre de l’Odeon w Paryżu. Isabelle Huppert zagrała rolę Blanche DuBois, a partnerował jej Andrzej Chyra jak Stanley Kowalski.

Polska premiera miała miejsce 30 kwietnia 2010 na scenie Teatru Polskiego.

Po premierze odbyła się skromna uroczystość, podczas której Isabelle Huppert odebrała Nagrodę im. Heleny Modrzejewskiej.

Jak przypomina sztuczna inteligencja: „Zamiast tradycyjnej, nowoczesnej statuetki, aktorka otrzymała artystyczny naszyjnik, który był kopią autentycznej biżuterii należącej do Heleny Modrzejewskiej. Podarowanie tego konkretnego elementu miało podkreślić łączność między obiema wybitnymi artystkami teatru. Modrzejewska słynęła z dbałości o kostiumy i wykwintną, pełną klasy biżuterię sceniczną, a Huppert, odbierając wyróżnienie po warszawskim spektaklu, została w ten sposób symbolicznie wpisana w tę samą tradycję wielkich, charyzmatycznych aktorek o międzynarodowej sławie”.

AI dodaje:Za tą unikalną formą nagrody stały wspólnie Polski Ośrodek ITI, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego oraz polska sekcja AICT, które zainicjowały tę nagrodę w celu honorowania największych gwiazd światowego formatu”.

Wszystko się zgadza, dodam tylko, że nagrodę artystce wręczył ówczesny Dyrektor Biura Kultury warszawskiego Ratusza Marek Kraszewski, któremu towarzyszył Daniel Olbrychski, partner artystki w głośnym filmie francuskiego reżysera Josepha Loseya pt. „Pstrąg” (La Truite, 1982). Ceremonię prowadził Maciej Nowak, ówczesny dyrektor Instytutu Teatralnego a Małgorzata Semil i ja przypatrywaliśmy się ceremonii z boku.

Miała to być nagroda cykliczna, takie przynajmniej snuliśmy plany, Małgorzata Semil, szefująca ITI, Maciej Nowak i ja jako przewodniczący polskiej sekcji AICT.

A zaczęło się od pomysłu Justyny Hoffman-Wiśniewskiej (wówczas sekretarzującej Zarządowi polskiej sekcji), która zaproponowała ustanowienie nagrody AICT dla wybitnych aktorek w patriarchalnie myślącym teatrze wciąż spychanym na drugi plan. Zaproponowała też, aby laureatką pierwszej edycji tej nagrody została Danuta Szaflarska. Podjęliśmy te ideę z entuzjazmem – i przy okazji przygotowań do WST zdradziłem ten zamysł Maciejowi Nowakowi, który z kolei zaproponował, żeby wręczać tę nagrodę podczas Warszawskich Spotkań Teatralnych. Podobał mi się ten projekt, mogło to podnieść znaczenie debiutującej nagrody. Potem przy jakiejś okazji Maciej Nowak zdradził ten zamysł ówczesnemu ministrowi kultury Bogdanowi Zdrojewskiemu, a ten z kolei zasugerował, żeby nadać nagrodzie charakter międzynarodowy i wyróżniać nią artystki wspierające swoim talentem polską kulturę na świecie, podpowiadając jednocześnie że byłoby świetnie, gdyby to była nagroda środowiskowa, ponad podziałami. Wkrótce też zawiązaliśmy trójprzymierze: Instytut, AICT i ITI i zaczęliśmy się rozglądać za kandydatkami do pierwszej edycji.

Tymczasem nie do końca zorientowana w zmieniających się planach Justyna Hoffman-Wiśniewska zdążyła już powiadomić Danutę Szaflarską, że to ona zostanie laureatką Nagrody Modrzejewskiej, która zmieniła swój charakter z nagrody krajowej na międzynarodową.

Znaleźliśmy wkrótce w polskiej sekcji AICT rozwiązanie, ustanawiając Nagrodę im. Ireny Solskiej, która miała służyć oddaniu honorów aktorkom, których twórczość w szczególny sposób wpłynęła na kształt sztuki aktorskiej i zarazem już oficjalnie obdarzając tym laurem Danutę Szaflarską. Po cichu liczyliśmy, że Danuta Szaflarska nie będzie pamiętała o projekcie nagrody im. Modrzejewskiej. Daremnie! Nestorka miała świetną pamięć i nie obyło się bez wyjaśnień, ale nagrodę Solskiej przyjęła.

Tymczasem Małgorzata Semil podjęła już poważne przygotowania,do obdarzenia laurem Modrzejewskiej jednej z wielkich gwiazd kina i teatru amerykańskiego – wydawało się nam, że startującej Nagrodzie imienia Modrzejewskiej dobrze by zrobił amerykański adres, gdzie Modrzejewska, vel Modjeska zrobiła tak oszałamiającą karierę. Pojawiła się jednak wówczas kandydatura Isabelle Huppert – a zgłosił ją mistrz Andrzej Wajda, zafascynowany jej rolą w „Tramwaju”. I tak się stało.

*

Następnych edycji Nagrody Modrzejewskiej już nie było. Wkrótce Maciej Nowak przestał być dyrektorem Instytutu, minister Zdrojewski przestał być ministrem i prawdę mówiąc zabrakło mam z Małgosią Semil energii, aby o nagrodę walczyć, zwłaszcza że po drodze miałem „na głowie” warszawski Kongres IATC/AICT (2012), na którym gościliśmy krytyków teatralnych z ponad 30 krajów, także podczas kolejnych WST.

Z okazji niedawnych występów Isabelle Huppert w Warszawie w spektaklu Romea Castellucciego „Berenice”, przypominam z archiwum „Yoricka” moją recenzję „Tramwaju”, zamieszczoną 16 lat temu na łamach tygodnika „Przegląd”

Tomasz Miłkowski

*

Traumatyczny „Tramwaj”

Paryskie przedstawienie Krzysztofa Warlikowskiego niepokoi, nuży, a chwilami fascynuje. Nosi cechy przerafinowania i wewnętrznego rozkładu, jest rodzajem bomby podłożonej pod teatr.

Warlikowski z przedstawienia na przedstawienie coraz bardziej ulega modzie na technicyzację teatru, jego uzależnienie od wideo, klipu, internetu, mikroportu. Aktorzy już nie mówią do siebie, nie wchodzą w rzeczywisty dialog, ale rozmawiają za pośrednictwem głośników, zwracają się jak w teatrze XIX-wiecznym do publiczności. Zamiast sytuacji scenicznych, które ogniskują się na żywym aktorze, widz obserwuje skrawki, które podsuwa mu kamera, choćby niewielka kamerka przy laptopie, wyławiająca na ekranie fragment twarzy albo usta aktorki. To są w teatrze stosunkowo nowe zabawki, sprawdzone już wcześniej w eksperymentalnej sztuce konceptualnej i wariacjach wizualnych, modnych w plastyce w latach 70. Teraz, od kilkunastu lat, weszły szturmem do teatru i infekują przedstawienie, które w coraz większym stopniu staje się projekcją i występem elektronicznym. Czy to jeszcze teatr żywego planu, czy tylko jego szczątki, szamocące się w garrocie coraz bardziej agresywnej techniki? Czy idąc tą drogą artyści nie osłabiają istoty teatru, czyli żywego kontaktu człowieka z człowiekiem.

Co by nie rzec, w kolejnych premierach Warlikowskiego widać narastającą presję masowych widowisk, gdzie aktor bez elektronicznego wspomagania nie ma szansy zapanować nad widownią. Trudno wyobrazić sobie gwiazdę pop, która obyłaby się bez elektroniki. Ale czy to warunek istnienia teatru? Czy już nigdy u Warlikowskiego nie usłyszymy głosu aktora nieprzetworzonego elektronicznie? W spektaklach realizowanych w Dramatycznym czy Rozmaitościach jego aktorzy mówili jeszcze ludzkim głosem. Rozbrat z naturalnością zapoczątkował „Dybuk”, najwyraźniej początek dziecięcej wręcz fascynacji nową techniką, a także przestrzeniami nietradycyjnymi, Wprawdzie „Tramwaj” trafił z powrotem do teatru, ale ze strukturą scenografii wcześniej wypróbowaną w spektaklach realizowanych poza budynkiem teatralnym (po „Dybuku”, „Anioły w Ameryce” i „(A)pollonia”). Głównym elementem jest ruchoma aleja pudełek z pleksi, przesuwana do przodu z sceny i wgłąb z kilkoma „mansjonami” (łazienka, wc, kuchnia, korytarz), z przodu sceny obojętne, pozbawione prywatności sprzęty – w „Tramwaju” to kanapa, łóżko i fotele. Dodatkowy element stanowią kręgle, których komplety do zbicia, jak w profesjonalnych kręgielniach, ustawione są pod ruchomą platformą z mansjonami. Stan Kowalski uwielbia grę w kręgle, to się tłumaczy w sztuce, ale ich stała obecność na scenie znaczy coś więcej – ma sygnalizować swego rodzaju przestrogę: oto świat, w którym dominuje gra w z(a)bijanie, sprawniejszy wygrywa, w każdej chwili może trafić cię kula.

Zauroczeniu techniką towarzyszy zniechęcenie do dramaturgii, Warlikowski najwyraźniej przeszedł do obozu zwolenników teatru postdramatycznego, zgodnie z definicją Hansa Petera Lehmana. Wprawdzie najważniejsze dokonania Warlikowskiego związane są z klasycznymi i współczesnymi dramatami, to począwszy od „(A)polonii” zerwał się z łańcucha dramaturgii. Nie jest to jeszcze wyzwolenie od literatury, ale przejście na pozycje dekonstruktora i twórcy kolaży. „Tramwaj” mimo pozorów powrotu do dramatu – w punkcie wyjścia był przecież dramat Tennessee Williamsa „Tramwaj zwany pożądaniem” – jest ucieczką od źródła w stronę swobodnie prowadzonej gry skojarzeń. Stąd inkrustacja scenariusza monologami zaczerpniętymi z Platona, Tassa, Sofoklesa i innych, a nawet wierszy absurdystów. Takim wierszykiem, modelowanym na dziecięcą wyliczankę spektakl się rozpoczyna. Isabelle Hupert, kreująca Blanche, siedzi na stołku z wypchaną jedzeniem twarzą, z rozstawionymi szeroko nogami w środkowej części odsuniętej głęboko platformy, i z trudem wydobywa z siebie rwany tekst wyliczanki: „Jeśli znajdziesz na plaży / Muszelkę jak się marzy, / Numer tak się wybiera, / Ocean i dwa zera. / Słuchawkę przyłóż do ucha, / Morze językiem baśni, / Powierzy ci swego ducha. / Tata wszystko wyjaśni”. Trwa to długo, niemiłosiernie długo, ale to zabieg celowy – widz od razu powinien się zorientować, że ten świat nie będzie mieć racjonalnego jądra, że tu nic się nie poukłada.

Nie znaczy to jednak, że nie będzie porządku, które wprowadzać miały intermedia – piosenki-komentarze Renate Jett. Warlikowski nawiązuje tu do starej tradycji tradycji europejskiego, ten element spektaklu stanowi istotny łącznik z tradycją i zwornik wewnętrzny opowiadania, a jeśli dodać do tego talent artystki, dodatkowy walor spektaklu. Mimo to trudno uciec od przeświadczenia, że spektakl jest niespójny (tak zresztą się zapowiadało, wierszyk!), że się nie składa w całość, raczej rozpada niż zdąża do określonego celu. Opowieść Williamsa zostanie wprawdzie opowiedziana: historia starzejącej się Blanche, która po wielu dramatach, samobójstwie męża biseksualisty i ryzykownym romansie z uczniem, szuka schronienia u swojej siostry Stelli i jej chamskiego męża Stana (Andrzej Chyra), ale nie znajduje ukojenia, zgwałcona przez szwagra na koniec trafia do domu dla obłąkanych, oddana tam przez siostrę, zachowuje tu swoją logikę, ale roztopioną w wielu działaniach ubocznych, cytatach i autocytatach, piosenkach, efektach wizualnych tak dalece, że nawet scena gwałtu nie działa emocjonalnie na widza. Spektakl nie ma rytmu, co chwila rozpada się na fragmenty, wśród których dwie sceny elektryzują publiczność: pierwszy to deja vu, czyli scena nawiązująca do homoseksualnego romansu męża Blanche, druga, to zaczerpnięty z Platona monolog o micie androgenicznym. Hupert, spętana suknią jak kokonem, pod którym ukryta jest także twarz aktorki, sugestywnie opowiada historię rozpołowienia człowieka, kiedy zagrażał swoją siłą bogom.

Dokąd zmierza „Tramwaj”? Z jednej strony jest przedstawienie dyskusyjne, w którym zalety (wyśmienita, odważna rola Hupert) ustępują wadom, z drugiej jednak strony może być ważnym etapem budowania przez Warlikowskiego własnego niepowtarzalnego języka. Kiedy się szuka nowej formuły, w tym wypadku nowej formuły teatralności, porażki bywają cenniejsze od sukcesów. Co z tego doświadczenia wyniknie, dowiodą następne premiery teatru Warlikowskiego.

Tomasz Miłkowski

TRAMWAJ, wg Tramwaju zwanego pożądaniem Tennessee Williamsa, reżyseria i adaptacja Krzysztof Warlikowski, dramaturgia Piotr Gruszczyński, scenografia i kostiumy Małgorzata Szczęśniak, światło Felice Ross, muzyka Piotr Mykietyn, stylizacja fryzur i charakteryzacji Luc Verschueren, wideo Denis Guéguin, dźwięk Jean-Louis Imbert, Odéon-Théâtre de l’Europe, Nowy Teatr w Warszawie, premiera warszawska 30 kwietnia 2010.

Druk w tygodniku „Przegląd” nr 19/2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.