Relacja z weekendu otwarcia XXI Międzynarodowego Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek ANIMA w Olsztynie (3 – 6 lipca)
Jedenaście tytułów, a dokładnie trzynaście spektakli w teatrze oraz w przestrzeni miasta złożyło się na weekend otwarcia XXI Międzynarodowego Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek ANIMA w Olsztynie. Trudno było w tym programie znaleźć jeden wspólny mianownik, ale w tym właśnie tkwi największa siła tego festiwalu. Wielogłos i różnorodność. Począwszy od klasyki dziecięcej i teatru familijnego przez animację i zabawę teatrem, aż do propozycji dla dorosłych, gdzie jest miejsce i na eksperyment z formą i na teatr podejmujący kwestie społeczne.
Pierwszy dzień należał do najmłodszych widzów. Olsztyński Teatr Lalek pokazał swoje trzy spektakle. Pierwszy to „Pchła Szachrajka” w reżyserii Zbigniewa Głowackiego oraz w adaptacji i wykonaniu Agnieszki Roszko. Drugim spektaklem była „Zakurzona Królewna” w reżyserii Leny Alberskiej. Autoironiczna opowieść o teatrze jako miejscu, które jest czymś więcej niż tylko przestrzenią rozrywki. To także rzecz o pamięci i o sile tradycji. Istotny kontekst w tym przedstawieniu budowały lalki z dawnych realizacji, które po latach powróciły na scenę. Najważniejszym jednak wydarzeniem pierwszego dnia była premiera spektaklu „Jezioro, łabędzie” w reżyserii Honoraty Mierzejewskiej-Mikoszy, która oficjalnie otworzyła festiwal. To poetyckie widowisko, które nie próbowało konkurować z baletowym pierwowzorem, lecz budowało własny, autonomiczny język oparty na animacji, teatrze cieni i muzyce. A wplecione ludowe motywy warmińskie nie były tam jedynie lokalnym ornamentem, ale znacząco poszerzały interpretację spektaklu.
Drugi dzień to najpierw wyjście teatru w miejską przestrzeń, a potem kameralny monodram. „Ruchomy plac zabaw” Filipa Jaśkiewicza zamienił olsztyński rynek w przestrzeń teatralnej animacji i zabawy. Performerzy z Teatru Lalka nie tyle pokazywali gotowy spektakl, ile inicjowali sytuacje, w których dzieci spontanicznie stawały się współtwórcami wydarzenia. Prezentowany wieczorem „Odmęt” Marka Idzikowskiego był to teatr z nurtu poszukującego i otwartego na eksperyment. Z prostych przedmiotów i animacji aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More tworzył etiudy, które budowały opowieść o człowieku dryfującym nie tyle po morzu, ile we własnym życiu. Finałowa zaś prezentacja „bohaterów” wyjmowanych z reklamówki zdecydowanie przesunęła granicę teatru formy i wyobraźni.
Najbardziej intensywna była niedziela, bo przewidziano aż pięć spektakli. Dzień zaczęły „Drogi”Pawła Paszty grane w jadącym autobusie miejskim. Ta nietypowa przestrzeń nie była jedynie efektownym zabiegiem inscenizacyjnym, lecz tworzyła integralną część opowieści o dziedziczonej z pokolenia na pokolenie męskości przesyconej przemocą. Spektakl, balansując między dokumentalnym zapisem a teatralną metaforą, stawiał pytanie o możliwość przerwania tego trans generacyjnego kodu i odnalezienia innego języka budowania relacji.
Potem „Skok na księżyc” TeatRyli grany w plenerze przypomniał, że teatr dla dzieci może jednocześnie bawić i podejmować ważne tematy związane z akceptacją odmienności, poszukiwaniem własnej tożsamości oraz odkrywaniem swojego miejsca w świecie. Dzięki pełnym ciepła lalkom, ożywającej scenografii i niezwykłej ekspresji aktorów prosta historia małej żaby zyskała wymiar uniwersalnej opowieści o dojrzewaniu i potrzebie bycia sobą.
Z kolei „Balladyna ’68” według Jeremiego Przybory w wykonaniu Agnieszki Solskiej była to studencka propozycja, która z przekorną lekkością zajęła się reinterpretacją romantycznego dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More. Wyciągnięta niczym z krypty Balladyna opowiadała o swojej drodze do władzy, wykorzystując przy tym do animacji między innymi maliny i kiełbasę. Było ciekawie i dowcipnie.
Kolejnym spektaklem tego dnia był „Wampir” w reżyserii Tomasza Kaczorowskiego. Przedstawienie inspirowane prozą Władysława Reymonta przeniesione w duszną przestrzeń teatralnego foyer, czyli hotelu, gdzie ezoteryka mieszała się z groteską. Historia nie tyle o duchach, które bohaterowie chętnie wywoływali, ile o życiowej bierności i niemożności podjęcia decyzji, i też marazmie, który więził i wysysał życie.
Na finał tego dnia zaprezentowany był „Kwiat paproci” Mateusza Tymury. Spektakl, który pokazał, że ludowość wciąż jest żywym źródłem współczesnej estetyki teatralnej, a klasyczna baśń pozostaje ponadczasową opowieścią o ludzkich pragnieniach, lękach i wyborach.
Weekend domknął w poniedziałek belgijski „Pale Baron” teatru Kopergietery z koncertowo-teatralną opowieścią o przyjaźni i oporze wobec autorytaryzmu i świata, w którym wartość poetów i artystów wyznacza wyłącznie ich społeczna użyteczność. Nieco przewrotny spektakl wypełniony prostymi i poetyckimi piosenkami zanurzonymi w rockowych rytmach składał się na teatr zaangażowany, choć wolny od publicystycznej dosłowności.
ANIMA potrwa jeszcze przez trzy kolejne weekendy lipca, ale już pierwsza odsłona pokazała kierunek, w którym po ubiegłorocznej reaktywacji festiwal prowadzony przez dyrektora Tomasza Kaczorowskiego konsekwentnie zmierza. To przestrzeń spotkania różnych form i estetyk, pokoleń twórców i sposobów myślenia o teatrze. Wydaje się, że właśnie taka formuła przeglądu daje ANIMIE największą szansę na dalszy rozwój, jako festiwalowi otwartemu, poszukującemu i świadomemu, gdzie programowa różnorodność może stać się nie tylko deklaracją, ale przede wszystkim wartością.
Hania Wittstock
Fot. Kornelia Głowacka-Wolf
