Przejdź do treści

Yorick


Przegląd Teatralny i Literacki
ISSN 2080-9980

Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Honda, wanna, drabina – czyli Adama Hanuszkiewicza spójność Formy z Treścią…

O ukochaniu szczerości, prostoty i bezpośredniości Widzów i Krytyków. Takoż o odpowiednich proporcjach Formy, Treści, Wyobraźni i Wrażliwości – czyli o recepcie na idealną inscenizację. Gdzieś pomiędzy fascynująca rozmowa Renaty Dymnej i Janusza Roszkowskiego z Adamem Hanuszkiewiczem, przez wydawnictwo BOSZ w książkową formę ubrana, „Reszta jest monologiem…”

„nazwać fenomen Adama Hanuszkiewicza. I pokazać go ludziom mądrym i wrażliwym”*

Magdalena Cwen–Hanuszkiewicz, miała rację w wywiadzie udzielonym Iwonie Kłopockiej. Jej wybitnego męża – Adama Stanisława – nie dało się zakwalifikować, sklasyfikować, skatalogować w jakiejkolwiek semantyczno-prasowej szufladzie. Był ponad wszystko, wbrew oportunistom i niezależnie od okoliczności indywidualnością. Dowiedz się więcej »Honda, wanna, drabina – czyli Adama Hanuszkiewicza spójność Formy z Treścią…

Z fotela Łukasza Maciejewskiego – ZA BÓL SERCA NIE ODPOWIADAM

„WSZYSTKO O MOJEJ MATCE” w reżyserii Michała Borczucha w teatrze Łaźnia Nowa

„Wszystko o mojej matce”, prawie wszystko o naszych matkach – czyli o nas samych. Hołd dla Pedro Almodóvara, najlepszego reżysera kobiet wyrażony przez utalentowanego inscenizatora i aktora opowiadającego o wszystkich kobietach, i tej jednej, najważniejszej. O ich matce.

Najnowszy spektakl Michała Borczucha w Łaźni Nowej, jak często u Borczucha zbudowany jest z w dużym stopniu z intuicyjnych pasaży skojarzeniowych: z kina, literatury, plastyki, z wrażliwości własnej.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego – ZA BÓL SERCA NIE ODPOWIADAM

Z fotela Łukasza Maciejewskiego TYLKO STRACH

„PODOPIECZNI” w Starym Teatrze:

Minął tydzień od premiery „Podopiecznych” w Starym Teatrze. Tydzień mija, ale sceny wcale nie mijają. Odłożyły się w pamięci, jak spam. Są gdzieś tam, głęboko. Strach je uaktywniać.

Pisanie o spektaklu Miśkiewicza jest dla mnie w jakimś sensie przyznaniem się do autokompromitacji. W tym przypadku odpadają bowiem tak zwane narzędzia recenzenckie. Wszystko, cały aparat pojęciowy, hasła i nawyki, trzeba odstawić na bok. By stanąć twarzą w twarz z „Podopiecznymi” trzeba odświeżyć rudymenty dawno zapomnianej naturalności, czegoś być może naiwnego, ale prawdziwego, własnego: wrócić do przedstawienia bez balastu teorii i ideologii, samymi emocjami.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego TYLKO STRACH

Z fotela Łukasza Maciejewskiego – WIĘCEJ „FRASZKI”!

ZWARIOWANA TERAPIA w Teatrze Komedia w Warszawie:

Poza terapią, film z połowy lat osiemdziesiątych oparty na sztuce Christophera Duranga to jeden z najmniej znanych w Polsce filmów w dorobku wielkiego Roberta Altmana: autora Nashville, Dnia weselnego czy M.A.S.H. Podejrzewam, że również większość widzów oklaskujących Zwariowaną terapię w reżyserii Marcina Sławińskiego w Teatrze Komedia, zupełnie nie zna filmowego pierwowzoru. Trochę szkoda, bo zarówno w filmie Altmana, jak i warszawskim przedstawieniu, o sukcesie przedsięwzięcia decydują role aktorskie. U Altmana zagrali Julie Hagerty, Jeff Goldblum i Christopher Guest, w Komedii podziwiamy między innymi Annę Dereszowską, Krzysztofa Dracza czy Przemysława Sadowskiego, jednak zarówno w filmie, jak i w spektaklu pierwsze skrzypce należą do drugoplanowej postaci psychoterapeutki Charlotte. W filmie Altmana tę lekką, komediową rolę fenomenalnie zagrała Glenda Jackson, jedna z największych tragiczek brytyjskiego teatru, okazjonalnie tylko współpracująca z kinem, również spektakl Sławińskiego jest w zasadzie fajerwerkiem jednej aktorki. Kiedy na scenę wychodzi Charlotta Brawn – Jolanta Fraszyńska, mimowolnie skupia na sobie całą uwagę widowni. „Jaka ona jest wspaniała” – słyszałem kilka razy szepczących do siebie sąsiadów. Trudno polemizować.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego – WIĘCEJ „FRASZKI”!

Dziady w całym kraju

Przywróć nam dziady! – prosi namiętnie Gustaw. I rzeczywiście, stało się. Niemal jak Polska długa i szeroka, wszędzie grają Dziady. Po raz kolejny Mickiewicz trafia pod strzechy – pisze Tomasz Miłkowski:

Okazało się, że Mickiewiczowskie Dziady, korona dramatu romantycznego, która miała już na zawsze pomieszkiwać archiwa, stają się repertuarowym hitem polskiego teatru. Ze zdumieniem odkryli to twórcy wrocławskich Dziadów, najbardziej śmiałego projektu w historii realizacji scenicznych dzieła Mickiewicza. Michał Zadara bowiem wraz ze swoją ekipą podjął się zadania wystawienia całych Dziadów, literalnie całych – i dokonał tego. Całe Dziady miały być wydarzeniem jednorazowym, może na kilka pokazów, a tymczasem 14-godzinny spektakl ma swoich zagorzałych zwolenników, a spektakl grany częściami jest wprost oblegany. Zaskoczyło to samego Zadarę, który chciał po prostu przeczytać Dziady od deski do deski i przy okazji wydało się, że marzy o tym pokaźna część zwłaszcza młodej widowni. To rzeczywiście fenomen wart solidnej socjologicznej analizy. Dowiedz się więcej »Dziady w całym kraju

„CZARNA MASKA” DLA OPERY BAŁTYCKIEJ

Opuszczając stanowisko dyrektora Marek Grzesiński-Weiss przygotował na swój wieczór pożegnalny jednoaktową operę Czarna maska Krzysztofa Pendereckiego, opartą na sztuce Gerharta Hauptmanna; niemieckiego Noblisty całkiem zapomnianego po wojnie. To jeden z najsłabszych dramatów autora, którego premiera w roku 1929 była kompletną porażką artystyczną i frekwencyjną. Z mroków zapomnienia wyciągnął Czarną maskę na dzienne światło kompozytor Krzysztof Penderecki, szukając materiału literackiego do opery, którą zamówili u niego organizatorzy Festiwalu w Salzburgu.

Dowiedz się więcej »„CZARNA MASKA” DLA OPERY BAŁTYCKIEJ

Nowy Czechow

Tomasz Miłkowski o nowej gwieździe dramaturgii rosyjskiej:

Czy mamy nowego Czechowa? Tak utrzymują krytycy rosyjscy, a wielu znawców literatury rosyjskiej potwierdza tę diagnozę. To Michaił Durnienkow.

W mieście Togliati, gdzie wychował się i dorastał pisarz u boku swego brata, też autora dramatów, i w środowisku uwrażliwionych jak on na zmierzch dawnego świata młodych ludzi narodził się dramaturg wielkiej klasy, Michaił Durnienkow. Jak swój wielki poprzednik ukazuje nową inteligencję, czy też klasę średnią w stadium paraliżującej apatii i daremnego wyczekiwania na odmianę losu.

Dowiedz się więcej »Nowy Czechow

Teatr – azyl czy piekło?

Z Jerzym Schejbalem rozmawia Tomasz Miłkowski

Jest pan właśnie po próbie w warszawskim Teatrze Polskim. Co to będzie?

Robimy sztukę Dekameron ukraiński, rzecz o ludowej proweniencji. To kompozycja dosyć frywolnego tekstu, opartego na seksie, miłości, dywagacjach na temat śmierci. Historia popa, chłopa i jego żony. Pojawia się też anioł i szatan, do tego dopisane są przepiękne ukraińskie pieśni ludowe. Jesteśmy dopiero na pierwszym etapie, czytamy, analizujemy. To jest dosyć dowcipne i frywolne, ale na pierwszy rzut oka – reżyser chciałby, żebyśmy się dokopali głębiej, do refleksji nad sensem życia. Myślę, że to może być dosyć ciekawe doświadczenie.

Dowiedz się więcej »Teatr – azyl czy piekło?

Sługa pana Szekspira

Gdyby od tego monodramu (Szekspir – siedmiu błaznów) Piotr Kondrat zaczynał swoją przygodę z Szekspirem, można by go posądzać o chęć wykorzystania jubileuszowych okoliczności – okrągłe rocznice zawsze wzmagają popyt na „towar kulturalny”, a więc i na Szekspira w roku czterechsetletniej rocznicy jego śmierci. Ale w przypadku Kondrata jest inaczej – aktor od wielu, wielu lat może siebie śmiało zaliczać do zasłużonych sług pana Szekspira.

Dowiedz się więcej »Sługa pana Szekspira

Muzyka łagodzi obyczaje

z Markiem Wierońskim, muzykologiem, producentem, wydawcą płyt CD i SACD, właścicielem i dyrektorem Wydawnictwa BeArTon rozmawia WIESŁAW ŁUKA

Kończy się jubileuszowy – 20. Wielkanocny Festiwal im. L. Van Beethovena. Który artysta/tka, wirtuoz instrumentalista, wirtuoz pałeczki dyrygenckiej zachwycił Cię czymś nowym?

– Każda edycja festiwalu obfituje w wiele wydarzeń.Tak było i tym razem… Moją uwagę przykuł młody pianista Andew Tyson, zwycięzca Konkursu Gezy Andy 2015. Podobały mi się dwie urokliwe skrzypaczki, Agata Szymczewska, grająca w Kwartecie Szymanowskiego oraz Anne Akiko Meyer w quasi-orientalnym odczytaniu I Koncertu skrzypcowego Karola Szymanowskiego.

Dowiedz się więcej »Muzyka łagodzi obyczaje

Wiara, Nadzieja, Miłość, Nienawiść, Trwanie…

Mierzyć się przez pół roku z Hanocha Levina pomysłem na życie, śmierć i trwanie. Po to, by w ciągu jednej lektury zostać neofitką i nie móc doczekać się premiery? Anna Rzepa Wertmann o polskiej prapremierze „Wszyscy chcą żyć” w tłumaczeniu Agnieszki Olek, wyreżyserowanej przez Dawida Żłobińskiego na scenie kieleckiego Teatru im. Stefana Żeromskiego.

Dziwne są moje ścieżki do szacunku i zachwytu nad mądrością i głębią tekstów Hanocha Levina, zaiste dziwne. Od niechęci, wściekłości podszytej ekscentryzmem i długotrwałej irytacji do zauroczenia, rozbawienia, czekania zwieńczonego zachwytem.

Dowiedz się więcej »Wiara, Nadzieja, Miłość, Nienawiść, Trwanie…

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: PRZEWIĄZUJĄC POMIDORY

„JEZIORO” w reż. Yany Ross w TR Warszawa:

„Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem, / Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie, / Powiada przewiązując pomidory: / Innego końca świata nie będzie, / Innego końca świata nie będzie”. Finał „Piosenki o końcu świata” Czesława Miłosza błąka mi się po głowie, kiedy zabieram się za pisanie recenzji z „Jeziora” Michaiła Durnienkowa w reżyserii Yany Ross w TR Warszawa. Kłopot z recepcją tego zadziwiającego spektaklu polega chyba na tym, że jeżeli w zapowiedziach z ust samej reżyserki co rusz słyszeliśmy zdanie o apokaliptycznych wizjach, odpowiedzialności za rzeczywistość, to akurat w tym kraju, od wieków rozkoszującym się własną mitologią, a zaraz potem demitologizacją, określenia typu „krańcowość”, „zmierzch”, czy „upadek cywilizacji” musiały pachnieć post-romantyczną gigantomanią. Tymczasem „Jezioro” oferuje tylko i aż obrazowy galimatias. Zamiast patriotycznych trąb jerychońskich, jakiś lichy staruszek przewiązujący pomidory. „Staruszkiem” w sztuce Durnienkowa są trzy panie i trzech panów na daczy, oraz ten czwarty: sumienie zagrane przez Dawida Ogrodnika. Sumienie specjalne, z gołym zadkiem.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: PRZEWIĄZUJĄC POMIDORY

Chudy artysta

W poniedziałek o 16.00 w krakowskim Teatrze Ludowym debata po publikacji „Artysto scen polskich powiedz nam, z czego żyjesz?” Joanny Szulborskiej-Łukaszewicz, wieńczącej ZASP-owska ankietę o sytuacji materialnej i socjalnej artystów. Tymczasem u nas refleksje wokół tego ważnego raportu przedstawia Tomasz Miłkowski:

Kilka tygodni temu TVN-owskie „Fakty” przekazały informacje o strajku głodowym pracowników Opery Bałtyckiej. Okazało się, że strajkuje trzech: dwóch z pionu artystycznego, jeden z technicznego. Domagali się podwyżki płac o 200 złotych.

Kiedy dziennikarze „Faktów” podawali tę informację, wyglądali tak, jakby mieli umrzeć ze śmiechu. Strajk o 200 złotych? Co to za pomysł? Cóż, syty nigdy nie zrozumie głodnego.

Dowiedz się więcej »Chudy artysta

To tu, to tam

„we are not superheroes” w choreogr. i reż. Kamila Wawrzuty w Teatrze Ochoty w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Jeden z bohaterów przedstawienia w finałowym monologu wyraża dystans do demonstrowania wobec innych sprawności, tężyzny i wiecznego sukcesu. Woli się rozglądać to tu, to tam w nadziei na odnalezienie własnej drogi.

Dowiedz się więcej »To tu, to tam

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: LOSING MY RELIGION

„REM” w TEATRZE WIELKIM:

Na miejscu Piotra Hulla, reżysera, producentka i spiritus movens hybrydalnego spektaklu „REM” zaprezentowanego w Teatrze Wielkiem Operze Narodowej, wysłałabym zapis przedstawienia Michaelowi Stipe’owi, liderowi i wokaliście kultowej kapeli „R.E.M”. Podejrzewam, że – podobnie jak większość widzów – byłby pod wrażeniem.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: LOSING MY RELIGION

Fronczewski w telewizyjnym FEUERBACHU

Studio Teatralne Dwójki sprawiło hojny prezent z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru, które przypadło w tym roku w pierwszym dniu świąt wielkanocnych. Pokazana została telewizyjna wersja znakomitego spektaklu Teatru Ateneum, Ja Feuerbach Tankreda Dorsta w reżyserii (debiut!) i z tytułową rolą Piotra Fronczewskiego, uhonorowaną Nagrodą im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego (2013).

Telewizyjna wersja nic nie straciła z blasku spektaklu na żywo, choć ze zrozumiałych względów różniła się od niego. Bariera szklanego ekranu nie stanowiła jednak przeszkody w śledzeniu wielkiego pojedynku aktora z przybyłym do teatru profanem, reprezentantem nowej zmiany (precyzyjna i znacząca rola Grzegorza Damięckiego).

Dowiedz się więcej »Fronczewski w telewizyjnym FEUERBACHU

Pomnik rzuca cień

Takiej Wielkiej Improwizacji na polskiej scenie jeszcze nie słyszano. Grzegorz Malecki jako Konrad w inscenizacji Eimuntasa Nekrošiusa na Scenie Narodowej zamiast po gwałtowne gesty, patetyczne i mocno artykułowane frazy i całą tę gorączkę emocjonalną z repertuaru romantycznego – sięga po intymność.

Jego zmagania z Bogiem przypominają bez mała rozmowę z przyjacielem, emocje są powściągane, a zastosowane środki ekspresji zdumiewają prostotą. Wulkan emocji zastępuje nasycone skrywaną emocją, ale przede wszystkim klarownym przewodem myślowym rozumowanie. Tym razem Konrad nie wybucha gwałtownym buntem, ale wyłuszcza powody tego buntu, jego głębokie, zaskakująco racjonalne korzenie. Od czasu do czasu tylko ten tonowany monolog, w którym emocje trzymane są na wodzy, zakłóca, nadruch głowy, którą Malecki odrzuca w bok, tak jakby bohater próbował zerwać się z uwięzi, jakby rwał się na swobodę. Na naszych oczach zamiast Konrada ekstrawertyka rodzi się introwertyk. Ktoś, kto się buntuje ze ściśniętym sercem. To przecież nie znaczy, że reżyserowi i aktorowi nieznana czy obca jest tradycja romantycznych uniesień – próbę jej zastosowania widzimy na samym początku, kiedy Grzegorz Małecki we fragmencie Upiora najwyraźniej nawiązuje do stylistyki bliskiej Józefowi Węgrzynowi.

Dowiedz się więcej »Pomnik rzuca cień

Pani Radna

Starsi Czytelnicy na pewno to pamiętają. Kiedy Barbara Krafftówna została radną Stołecznej Rady Narodowej, Jeremi Przybora zareagował natychmiast i wprowadził Panią Radną na mały ekran.

W ten sposób narodziła się postać Pani Radnej w Kabarecie Starszych Panów. Jak przyznaje sama Krafftówna była bardziej radną w kabarecie niż naprawdę, w gruncie rzeczy nie miała czasu, aby sprostać nowym obowiązkom, czasem więc tylko podejmowała jakąś interwencję „na twarz”. Ale jako radna królowała w telewizji. Starsi Panowie traktowali jej wysoką funkcję z lekkim dystansem, ale też ze staromodnie okazywanym szacunkiem należnym władzy. Nie było więc końca ceremoniałom, karesom i barokowym komplementom, aby coś u Pani Radnej uprosić. A Pani Radna, jak to radna, osoba zajęta i urzędowa, nie miała za wiele czasu, więc pojawiała się i równie nagle znikała, gnana enigmatycznymi obowiązkami.

Dowiedz się więcej »Pani Radna

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: SKRZYWDZENI I PONIŻENI

KTO SIĘ BOI VIRGINII WOOLF w reż. Grzegorza Wiśniewskiego w Teatrze Wybrzeże:

Z evergreenami w teatrze trzeba uważać. Czasami mogą się zemścić nawet na najbardziej utalentowanych adaptatorach. Kto się boi Virginii Woolf? Edwarda Albeego widziałem już tyle razy, także pod odmiennymi tytułami (od inspiracji po niemal plagiaty), że trudno mi sobie wyobrazić, żeby komukolwiek udało się jeszcze wycisnąć z tej sztuki coś nowego. Sukces przedstawienia Grzegorza Wiśniewskiego w Teatrze Wybrzeże polega na tym, że twórcy właśnie niczego nie zamierzali odkrywać na nowo, zawierzyli sprawie, która od czasu powstania dramatu nie uległa przedawnieniu. Nowością jest za to bez wątpienia bardziej współczesny, ostry przekład Jacka Poniedziałka, dzięki któremu podwójną małżeńską psychodramę o nienawiści bez dna, nienawiści, która jest także a może przede wszystkim miłością, ogląda się ze ściśniętym sercem.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: SKRZYWDZENI I PONIŻENI

Dwie wiosny

„Wiosna” wg tekstu i w reż. Leonarda Moreiery w Teatrze Studio w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Scena w Malarni Teatru Studio tylko na początku i na końcu jest jedna. Po krótkim wprowadzeniu i ona, i widownia dzielą się na dwie części. Powstaje rodzaj labiryntu. A publiczność widzi tylko to, co jest po jej stronie. Czasem słyszy strzępy dialogów zza ściany. Można się domyślać, że po obu stronach toczą się podobne albo te same rozmowy, tylko trochę zmienione. Brazylijski artysta, dramaturg i reżyser Leonardo Moreira tworzy kompozycje sceniczne nawiązujące do koncepcji Borgesa o losach rozwidlających się, równoległych. A co, pyta artysta, jeśliby losy pozamieniać?

Dowiedz się więcej »Dwie wiosny

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.