Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: LOSING MY RELIGION

„REM” w TEATRZE WIELKIM:

Na miejscu Piotra Hulla, reżysera, producentka i spiritus movens hybrydalnego spektaklu „REM” zaprezentowanego w Teatrze Wielkiem Operze Narodowej, wysłałabym zapis przedstawienia Michaelowi Stipe’owi, liderowi i wokaliście kultowej kapeli „R.E.M”. Podejrzewam, że – podobnie jak większość widzów – byłby pod wrażeniem.

 

REM nie ma oczywiście nic wspólnego z amerykańskim zespołem rockowym. Zarówno muzycy, jak i Hull skorzystali z tego samego terminu medycznego, określającego najbardziej powierzchniową fazę snu uaktywniającą tak zwane marzenia senne, której towarzyszą szybkie zmiany gałek ocznych (to właśnie REM – Rapid Eye Movement). Śnienie na tym etapie może być głęboką rozmową z samym sobą, obrazami pokrętnych korytarzy naszej podświadomości.

W ujęciu Hulla i dramaturżki spektaklu, Anny Herbut, na styku rzeczywistości onirycznej i realistycznej powstaje organiczna materia łącząca dwie tajemnicze, wciąż pozostające w sferze mitu i tabu stany: sen i śmierć. „REM” jest zatem opowieścią o zamkniętych, otwartych oczach. Co widzimy, kiedy śnimy.

Hull, miłośnik teatru tańca, przedsiębiorca, wydawca art-booka „Żurnal”, zaprosił do współpracy w „REM” solistów Polskiego Baletu Narodowego oraz aktora Teatru Studio – Marcina Bosaka. Powstał spektakl łączący balet, teatr postdramatyczny z filmowymi wizualizacjami, wreszcie z teatrem tańca. Można oczywiście tego rodzaju propozycję przyjąć lub odrzucić. Kiedy rozmawiamy o śmierci, starości, albo o mechanizmach pamięci lub jej utraty, zawsze można zostać podejrzanym o intelektualną łatwiznę. Współczesna kultura, zwłaszcza popkultura, wyeliminowała niemal z dyskursu tak zwane pytania serio. Nie pytamy o śmierć czy starość, ponieważ wolimy młode i roztrzepane życie, najczęściej w kieszonkowej wersji depresji dla wiecznych hipsterów.

W spektaklu Hulla, Anki Herbutt oraz odpowiedzialnej za wizualizacje Martyny Iwańskiej, nikt nie boi się zadawać pytań serio. Są zamieniane w taniec, w litery tekstu żarliwie podawanego przez Marcina Bosaka i odtańczonego przez jego „śnione” alter ego – Pawła Koncewoja. Duże wrażenie robią również wizualizacje młodych rąk baletnicy przechodzące w fascynującą dojrzałą dłoń upstrzoną siecią żyłek i zgrubień. Najpiękniejszym momentem przedstawienia jest zaś występ Zofii Rudnickiej, niegdysiejszej Mirty w „Giselle”, Frygii w „Spartakusie”, Fedry w „Fedrze” Lifara, reżyserki wielu spektakli baletowych, w tym „Nienasycenia” do muzyki Tomasza Stańki i „La Dolce Vita” – spektakl o Federico Fellinim z muzyką Nino Roty. Rudnicka w „REM” Hulla staje się upostaciowieniem dojrzałości z przeczuciem starości. Baletnicy nie wolno się zestarzeć. Baletnica jest zawsze młoda. Starość to sen. Śmierć jest snem. REM.

 

Łukasz Maciejewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.