Z fotela Łukasza Maciejewskiego – WIĘCEJ „FRASZKI”!

ZWARIOWANA TERAPIA w Teatrze Komedia w Warszawie:

Poza terapią, film z połowy lat osiemdziesiątych oparty na sztuce Christophera Duranga to jeden z najmniej znanych w Polsce filmów w dorobku wielkiego Roberta Altmana: autora Nashville, Dnia weselnego czy M.A.S.H. Podejrzewam, że również większość widzów oklaskujących Zwariowaną terapię w reżyserii Marcina Sławińskiego w Teatrze Komedia, zupełnie nie zna filmowego pierwowzoru. Trochę szkoda, bo zarówno w filmie Altmana, jak i warszawskim przedstawieniu, o sukcesie przedsięwzięcia decydują role aktorskie. U Altmana zagrali Julie Hagerty, Jeff Goldblum i Christopher Guest, w Komedii podziwiamy między innymi Annę Dereszowską, Krzysztofa Dracza czy Przemysława Sadowskiego, jednak zarówno w filmie, jak i w spektaklu pierwsze skrzypce należą do drugoplanowej postaci psychoterapeutki Charlotte. W filmie Altmana tę lekką, komediową rolę fenomenalnie zagrała Glenda Jackson, jedna z największych tragiczek brytyjskiego teatru, okazjonalnie tylko współpracująca z kinem, również spektakl Sławińskiego jest w zasadzie fajerwerkiem jednej aktorki. Kiedy na scenę wychodzi Charlotta Brawn – Jolanta Fraszyńska, mimowolnie skupia na sobie całą uwagę widowni. „Jaka ona jest wspaniała” – słyszałem kilka razy szepczących do siebie sąsiadów. Trudno polemizować.

Fabułka jest raczej pretekstowa. Wracając na moment do kina, już Woody Allen (który nota bene spokojnie mógłby podpisać się pod Zwariowaną terapią) udowodnił jak niewyczerpanym źródłem komizmu mogą być wizyty na kozetce u psychoanalityka, a kiedy zaczynamy opowiadać o problemach samych terapeutów, robi się naprawdę śmiesznie. Żywioł radosnego qui pro quo, w którym zagubiony biseksualny singiel-maminsynek i nieco aseksualna singielka (grani przez Sadowskiego i Dereszowską) szukają ukojenia nerwów u dużo bardziej niż oni dysfunkcyjnych życiowo terapeutów (Fraszyńska i Dracz) nie wychodzi poza standard dosyć topornie inscenizowanych efektownych scenek z błyskotliwymi ripostami. Na szczęście aktorzy unoszą spektakl co najmniej szczebel wyżej. Homoseksualny przyjaciel Chrisa został przez Jana Jankowskiego zagrany powściągliwie, z dużym wyczuciem, Krzysztof Dracz ma kilka świetnych momentów, szkoda tylko, że miejscami, niesiony entuzjazmem widowni, daje się ponieść przykrej szarży. Nawet jednak gdyby pozostali aktorzy zawiedli, trzeba zobaczyć Zwariowaną terapię dla popisu Fraszyńskiej. Tak brawurowo zagranej roli komediowej nie widziałem w naszym teatrze od dawna. W doskonałym kostiumie zaprojektowanym przez Dorotę Roqueplo Fraszyńska z nieodłącznym pluszowym pieskiem, wygląda jak połączenie hippiski z Giulettą Masiną. Nadmierna ruchliwość Charlotte, dialogi wyrzucane przez bohaterkę z szybkością karabinu maszynowego, zapominanie słów i przywracanie ich w zmiennym szyku, tworzą postać, z której bardzo długo po prostu się śmiejemy: dobrotliwie i bez szyderstwa, ale w finale okazuje się, że to właśnie Charlotte pociągała wszystkimi za sznurki, była autorką zbiorowej, międzyludzkiej terapii. Można było zrobić z Charlotte jednorazowy wygłup, ale Jolanta Fraszyńska wykonała koronkową robotę analityczną. Podobnie jak Glenda Jackson w filmie Altmana z okruchów zbudowała fascynujący, wieloznaczny kobiecy portret. Zdecydowanie zbyt rzadko oglądamy tę aktorkę w naszym teatrze. Warto wybrać się do Komedii, żeby zobaczyć, ile na tym tracimy. Więcej „Fraszki”!

Łukasz Maciejewski

Leave a Reply