Politycy i sztuczna krew

Tomasz Miłkowski o premierze JULIUSZA CEZARA w warszawskim Teatrze Powszechnym:

Manipulacja, demagogia, cyniczna gra, wszystkie chwyty dozwolone. To nie jest świat miłych pań i panów, choć niektórzy uchodzą za szlachetnych. Za ludzi honoru. To świat polityki, w którym liczy się tylko zwycięstwo.

Taki obraz rzeczywistości wyłania się ze spektaklu Barbary Wysockiej w Teatrze Powszechnym, choć Szekspir został tu przykrojony do wymiarów naszych czasów. Kończący spektakl fragment z wystąpienia Wojciecha Jaruzelskiego, ogłaszającego wprowadzenie stanu wojennego, miał uświadomić opornym widzom, że mowa tu była o polityce dzisiaj uprawianej. Takie uwspółcześniające doraźne podpórki są świadectwem niewiary we własne siły. Skoro przez dwie godziny nie udało się widzów przekonać, aby zaczęli się bać, to na koniec trzeba ich ich postraszyć Generałem: Uwaga, autorytaryzm nadchodzi, jak grzmiała jedna z posłanek w naszym Sejmie.

Szekspir pisał „Juliusza Cezara” zapewne nie bez związku z sytuacją w elżbietańskiej Anglii. Sędziwa Królowa trzymała jeszcze państwo w garści, ale wstrząsane spiskami w każdej chwili mogło stanąć w ogniu wojny domowej. Zapewne pragnął przestrzec przed jej zgubnymi konsekwencjami. Nie pisał jednak o spiskach i knowaniach w rodzimej Anglii, ale odtwarzał zdarzenia sprzed wieków, kiedy rodziła się potęga Cesarstwa Rzymskiego. Pewnie i tak cenzura nie pozwoliłaby mu wystawić sztuki o współczesnej walce politycznej. Ale w Rzymie? Nie było przeszkód. Tak więc pisząc sztukę o zamachu na Juliusza Cezara i skutkach tego czynu, napisał Szekspir sztukę o polityce i politykach, o mechanizmach politycznych, o sprzecznościach etyki i polityki, o kosztach uprawiania tej gry, jeśli staje się tylko grą.

Zdawał sobie doskonale sprawę, że jego dramat jest parabolą. Chociaż oparty na rzeczywistych wydarzeniach, jakie poprzedziły bodaj najsławniejszy w dziejach Europy mord polityczny i o tych, które nastąpiły po morderstwie Cezara, dotykał samej istoty wciąż powracających sprzeczności, trudnych do rozwikłania i rozsądzenia, które trawiły i trawią politykę od wieków. Stąd też autorefleksja Szekspira, który po morderstwie dyktatora prorokuje ustami Kasjusza: „W ilu to jeszcze teatrach, w nieznanych językach, nieznanych kostiumach zostanie odegrana ta scena”. W przekładzie Barańczaka te słowa brzmią jak dzisiejszy komentarz do tragedii Szekspira, ktoś, kto nie zna zbyt dobrze tego utworu może uznać, że to słowa dopisane przez inscenizatora.

To właśnie te słowa, a także pomysł na wpisanie w spektakl charakterystycznych miejsc współczesnej Warszawy (m.in. ogrody na dachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego) sprawiły, że przed 10 laty Jan Englert podjął się telewizyjnej realizacji „Juliusza Cezara”. Interpretując tragedię Szekspira jako dramat manipulacji opinią publiczną, odnalazł genialny w swej prostocie klucz do opisania rzeczywistości. Oznaki tej manipulacji dostrzegł nawet w architekturze, wybierając na Koloseum wznoszony przy ul. Woronicza okrąglak telewizji publicznej. Forum rzymskie przeniósł do pubów, gdzie bywalcy śledzą wydarzenia relacjonowane za pośrednictwem telewizji. Dzięki tym zabiegom (nie zmieniwszy ani jednego zdania Szekspirowi, ale doskonale stosując ołówek reżyserski) stworzył Englert przekonujący, do bólu aktualny traktat polityczny o mechanizmie panowania nad maluczkimi za pomocą mass mediów, a jednocześnie ukazał galerię cynicznych graczy politycznych, wykorzystujących media do swoich celów.

Premiera tego spektaklu miała miejsce w marcu 2007, za czasów rządów PIS-u, i została przez niektórych odczytana jako bezpośredni komentarz do rzeczywistości politycznej – Brutus (świetna rola Jerzego Radziwiłowicza) miał być jakoby rzecznikiem programu PIS-u. Przeciw takim upraszczającym ujęciom oponował Jan Englert: „Brutus jest rezonerem, mizantropem. Kto może wiedzieć, czy ma rację? Równie dobrze można obsadzać polityków PiS w roli Marka Antoniusza, który ma jedynie słuszne poglądy, walczy w obronie tradycji, autorytetu. A gdy tylko obejmuje władzę, zastanawia się, z której obietnicy zrezygnować, kogo skreślić z listy beneficjentów zwycięstwa, a kogo dopisać”.

O Marku Antoniuszu mógł mówić z przekonaniem praktyka, bo sam wcielił się w tę postać 10 lat wcześniej na deskach warszawskiego Teatru Polskiego w doskonale dopracowanym w każdym szczególe spektaklu Macieja Prusa. Przemówienie po śmierci Cezara, kierowane do tłumu, to korona tej roli, w której zręczność demagoga spotyka się ze sztuką oratora. Wspaniałą rolę stworzył także Ignacy Gogolewski jako Cezar. W jego grze przeglądały się wszystkie odcienie kabotyństwa. Śmierć Cezara ukazana została w stylu poniekąd operowym. Cezar sztyletowany po wielekroć monologuje i przetacza się po wielkiej scenie, jak w chocholim tańcu, aby paść wreszcie w objęcia ostatniego zamachowca, najbliższego druha, Brutusa. Koło fortuny Cezara będzie przeznaczeniem wielu jego następców. On pierwszy tak tańczy.

I wreszcie ten trzeci – Brutus. Dławiony przez wątpliwości. Ciągle niepewny wyboru. Niechętny zemście i przelewowi krwi, a jednak wyciągający sztylet. Mariusz Benoit ukazał świat zwątpień Brutusa bardzo prawdziwie, a w scenie ostatniej zagrał rozpacz człowieka przegranego – niemal bez jednego słowa.

Po tym pamiętnym przedstawieniu do „Juliusza Cezara” prawie nie wracano. Raz tylko sięgnął po tę tragedię Remigiusz Brzyk we Wrocławiu (2007). W Polsce „Juliusza Cezara” nie grywa się zbyt często, choć bywa porównywany z „Hamletem”. Dostrzega się w nim nie tylko polityczną grę i zbójecką jatkę, bo trup ściele się na koniec gęsto, ale także subtelną analizę postaw. Herosi przechodzą próbę lojalności, przyjaźni, miłości, strachu.

Najnowszej adaptacji Barbary Wysockiej najwyraźniej bliżej do politycznej manifestacji niż głębszej analizy postaci. Taki wniosek nasuwa się wobec częściowej rezygnacji z postaci, nie tylko ilościowej (zamiast ponad 30 aktorów, gra zaledwie 7), ale i jakościowej – mamy do czynienia ze szkicami ról. Zgodne to z dominującą w teatrze postdramatycznym i postmodernistycznym niechęcią do postaci. Teatr postdramatyczny woli fragmenty, tymczasowe zarysy, ucieka przed wyrazistą akcją w stronę jej rozbijania, a postmodernistyczny bawi się swoją teatralnością.

Tak właśnie jest w Powszechnym. Dekorację stanowi amfiteatralny segment widowni – rzędy zdezelowanych foteli ustawionych pod ostrym kątem. To na tej arenie (?), sali sejmowej (?) czy teatralnej, jak kto chce, rozgrywają się wszystkie sceny, co zresztą sprawia wiele kłopotów. Jest to dekoracja tyleż efektowna co nieprzyjazna aktorom – nazywam ją dekoracją do „pierwszej złamanej nogi”. Aktorzy bowiem wspinają się po poręczach foteli, skaczą po siedziskach, gramolą z wyższych rzędów, w równej mierze zajęci utrzymaniem równowagi co uwagi dla partnerów. Prawdopodobnie chodzi o to, aby unaocznić, ile wysiłku wymaga ta robota polityczna i jak jest niebezpieczna. Grają zresztą, zwłaszcza Brutus i Kasjusz jak aktorzy z kiepskiego kabaretu, czyli raczej przedrzeźniają role niż próbują je materializować. Całość sprawia wrażenie próby czytanej, wszyscy są wyposażeni w egzemplarze, które mogą uchodzić za papiery urzędników, cały czas zajętych swoją biurokratyczna mitręgą. Po śmierci Cezara na scenę wkracza reżyserka jako Marek Antoniusz. Można to wtargnięcie potraktować jako nagle zastępstwo, może zabrakło aktora do obsady, więc markuje tę rolę reżyserka, staje przed mikrofonem z egzemplarzem sztuki i czyta nawet didaskalia, informując, jak rzymski lud reaguje na orację Antoniusza. Pomysł ryzykowny, ale po części udany, bo czytanie w wykonaniu Wysockiej wypada solidniej i głębiej niż pokrzykiwania innych bohaterów na fotelach. Tym ostatnim jest teraz trudniej, bo ekipa techniczna przestawia rzędy foteli tak, że stoją przechylone w jedną stronę. Wiadomo, po śmierci władcy, niełatwo utrzymać równowagę.

Kiedy bohaterowie schodzą ze sceny (to jest, kiedy umierają) mażą sobie twarze sztuczną krwią i widowiskowo padają na scenę. Cały czas toczy się przecież gra w zabijanego, zabawa teatralna z podtekstem. Toteż kiedy ma przychodzić do wbijania sztyletów czy mieczy, używane są pistolety (na kapiszony?). Kiedy już prawie wszyscy bohaterowie zostaną wybici i Marek Antoniusz ogłosi, że Brutus „Wiódł życie / Godnie i pęknie (…). To był człowiek!”, z offu zabiera głos generał Jaruzelski. Kurtyna nie zapada, bo została wcześniej zdjęta.

Tomasz Miłkowski

JULIUSZ CEZAR Williama Shakespeare’a, tłum. Stanisław Barańczak, reż. Barbara Wysocka, dramaturgia Tomasz Śpiewak, scenografia Barbara Hanicka, kostiumy Julia Kornacka, światło Artur Sienicki, Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera, premiera 23 stycznia 2016

Tekst publikowany w „Dzienniku Trybuna”  29 stycznia 2016

Dodaj komentarz