LAUDACJA – DLA ANNY LUTOSŁAWSKIEJ, AKTORKI, REŻYSERKI, MALARKI, AUTORKI

Laudacja prof. Bożeny Frankowskiej przygotowana na Galę na Scenie Miniatura Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie z okazji przyznania ANNIE LUTOSŁAWSKIEJ przez polską sekcję IATC/AICT Nagrody im. Ireny Solskiej:

1. Laudacja. Trudno znaleźć to słowo w polskich słownikach i encyklopediach. Są natomiast dwa rzeczowniki łacińskie laudatio oznaczający pochwalę, laudator nazywający chwalcę i wielbiciela oraz czasownik laudo tłumaczący czynność – chwalić, sławić, wielbić.

W czasach nowożytnych używano słowa lauda. Miało trzy znaczenia. Pierwsze – pieśń pochwalna. Drugie – starsze – z terenu Włoch, żywe od XII do XIX w., nazywało powszechnie śpiewaną ludową pieśń religijną o charakterze pozaliturgicznym, której powstanie związane jest z zakonem Franciszkanów, szerzącym ludowe formy kultu. Trzecie – późniejsze znaczenie – z terenu Polski, używane od XIV do XVIII w. oznaczało uchwały sejmików ziemskich (ogółu szlachty danej ziemi), które miały moc ustaw i obowiązywały powszechnie bez zatwierdzenia władzy królewskiej.

Laudacja na cześć Anny Lutosławskiej jest zatem pieśnią pochwalną, a uchwalona przez „sejmik krytyków teatralnych” Stowarzyszenia Dziennikarzy RP przy ulicy Foksal w Warszawie ma mieć – poprzez Nagrodę Imienia Ireny Solskiej – moc powszechnie w teatrze polskim obowiązującą. Jak po szlacheckich sejmikach ziemskich! I bez zatwierdzenia władzy zwierzchniej, jeśli taka w zakresie teatru jeszcze w Polsce istnieje.

Nasza pochwała sztuki aktorskiej Anny Lutosławskiej opiera się na ocenach, spisanych przez widzów i krytyków w czasie wieloletniej pracy Anny Lutosławskiej na scenach polskich (od 1945 roku), w filmie (od 1948), w telewizji (od 1958), teatrze małych form (od 1966), reżyserowania (od 1966), pracy pedagogicznej w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie (od 1972). Także na opiniach utrwalonych w druku przez recenzentów i krytyków teatralnych, tej miary, co Zygmunt Greń i Krzysztof Miklaszewski z Krakowa, Józef Kelera z Wrocławia, Jerzy Koenig z Warszawy oraz historyków teatru.

Wybitny polski uczony, historyk i teoretyk teatru, Zbigniew Raszewski, w części swego Raptularza zatytułowanej Pochwała Krakowa zanotował: „(…) wielkie wrażenie zrobił na mnie Sen srebrny Salomei. (…) Był to prawdziwy powrót Słowackiego na polską scenę. Adaptacja świetna, brzmienie wiersza chwilami upajające, szczególnie wtedy, gdy go mówiła Anna Lutosławska znana mi już z doskonałej inscenizacji Kaukaskiego kredowego koła w Teatrze im. Słowackiego, piękna, zgrabna, bardzo utalentowana. Księżniczka w Śnie srebrnym Salomei była jej życiową rolą (…).” (Mój świat, Warszawa 1997 s. 93).

Historycy teatru w swoich książkach i encyklopediach pisali o sztuce aktorskiej i rolach Anny Lutosławskiej w takich słowach i takich sformułowaniach:

Historyk polskiego teatru współczesnego Stanisław Marczak-Oborski w książce Życie teatralne w latach1944-1964 notował: „Anna Lutosławska potrafiła nadać cechy scenicznej prawdy wiejskiej dziewczynie, Gruszy z Kaukaskiego koła kredowego, pełnej grandezzy księżniczce ze Snu srebrnego Salomei, stylizowanej Kassandrze z Orestei” (1968, s.187).

Leksykon teatralny Barbary Osterfoff, Magdaleny Raszewskiej i Krzysztofa Sielickiego podawał: „Jej najwybitniejsze role cechuje delikatność, poetyckość, świadomość losu. Wszystkie jej bohaterki są mądre, inteligentne, nieco sceptyczne. Szczególną wagę przywiązuje do starannie opracowanego posługiwania się gestem i słowem” (1996, s. 131).

Joanna Kowalska, niewątpliwie najwybitniejszy historyk teatru młodszego pokolenia, tak charakteryzowała sztukę aktorską Anny Lutosławskiej w książce Teatr Polski we Wrocławiu 1946-2011: „Anna Lutosławska. Dawniej mówiło się: heroina. Czyli gwiazda pierwszej wielkości, specjalistka od bohaterek dramatycznych i tragicznych. Słowem – sceniczna primadonna. Taką godność za czasów dyrekcji Skuszanki i Krasowskiego piastowała w Teatrze Polskim [we Wrocławiu] Anna Lutosławska. (…) Była idealnym medium dla realizowanych przez nich poetyk teatralnych. (…) Artystka, należąca do generacji formowanej jeszcze przez mistrzów epoki międzywojnia, miała wyczucie wysokiego stylu. Potrafiła operować w patetycznych diapazonach i wykorzystywać ich pęknięcia. Budowała swoje role niemal muzycznie, uważnie komponując je w przebiegach rytmicznych, kontrastach i wielogłosowości podtekstów, jakimi potrafiła nasycić dialog. Pielęgnowała coraz rzadszą w późniejszych generacjach aktorskich dbałość o retoryczne walory roli: logikę zdania, architekturę składni, melodię intonacji oraz ukształtowanie dynamiki i tempa mowy. Wraz z jej odejściem [do Krakowa] Teatr Polski stracił wyborną interpretatorkę Shakespeare` a i dramaturgii romantycznej” (Anna Lutosławska, w rozdziale pt. Teatr Polski. Siły i środki, tom 1 pt. Rekonstrukcje, Wrocław 2010, s. 122-126).

2. Anna Lutosławska występowała w polskim teatrze przez 36 lat (od 1945 do końca sezonu 1980/1981). Ale nigdy teatru polskiego naprawdę nie porzuciła. Po 1981 odmieniła tylko kontakty z widownią i zmieniła sposób bywania na scenie. Zacytowane opinie krytyków, recenzentów, sprawozdawców i historyków określają Jej miejsce na polskiej scenie.

Ale nie mówią o tradycjach, z których wyrosła i którym pozostała wierna przez całe życie, o Jej przywiązaniu do miejsca urodzenia – Polski i Krakowa, o obszarach Jej działalności, pasjach i zamiłowaniach pozascenicznych i pozateatralnych, o Jej osobowości. A te są ważne i to one kształtowały Jej sztukę aktorską – wybory repertuarowe i interpretację granych postaci.

Urodziła się jako Anna Redlich i wychowywała się w rodzinie inteligencji o starych tradycjach, związanej pochodzeniem z Alp Austriackich, a zamieszkaniem i losami z okolicami Czerniowiec, Rzeszowa, Sambora, Wieliczki oraz Krakowa.

Z domu rodzinnego i tradycji rodzinnego miasta wyniosła przekonania patriotyczne (wiem – niemodne dziś słowo, lecz i tak zwycięża jego waga i szlachetność!), przywiązanie do polskiej tradycji, znajomość polskiej historii i wielkiej polskiej literatury oraz zamiłowania artystyczne.

Jej Matka, Sława Płachcińska, była malarką. Studiowała pod kierunkiem Zbigniewa Pronaszki. Kolegowała z Czesławem Rzepińskim. Jej Ojciec, Zygmunt Redlich uczył się w Szkole Podchorążych w Modlinie, potem pracował w Krakowie jako urzędnik w Dyrekcji Okręgowej Polskich Kolei Państwowych, które swoją organizacją przynosiły chlubę krajowi odrodzonemu po ponad stu latach niewoli.

Oboje pochodzili z rodzin o żywych tradycjach patriotycznych. Babka Anny Lutosławskiej ze strony Ojca straciła w Powstaniu Styczniowym dwóch braci, dwaj bracia Matki zginęli jako żołnierze Legionów Polskich na Wołyniu w bitwie pod Hulewiczami.

Obie rodziny miały zamiłowania artystyczne, przejęte ze środowiska polskiej inteligencji, która w czasach zaborów miała za punkt honoru kultywować i rozwijać polską kulturę.

Matka Anny Lutosławskiej pasję artystyczną odziedziczyła po swoim ojcu, architekcie z wykształcenia a rzeźbiarzu z zamiłowania. Ojciec Anny Lutosławskiej od młodości marzył o zawodzie aktora, więc związawszy się pracą z PKP przez wiele lat zajmował się także działalnością w teatrach amatorskich Związku Zawodowego Kolejarzy.

Anna Lutosławska w dniu wybuchu II wojny światowej nazywała się Anna Redlich i miała jedenaście lat. Na tyle dużo, by móc obserwować i pamiętać wiele z tego, co się w latach wojny w Polsce działo. Na szczęście – na tyle mało, by nie zginąć w walkach Armii Krajowej z Niemcami. Co nie znaczy, że wojna nie dotknęła Jej, Jej Rodziców, Jej Rodziny i Rodziny Jej przyszłego Męża Romana Lutosławskiego.

Przeżyła całą grozę życia pod okupacją niemiecką i wszelkie związane z wojną wypadki. Bombardowania i strzelaniny. Dowiadywała się o przerażających okrucieństwach Niemców – aresztowaniach, łapankach, śledztwach, torturach, egzekucjach, obozach koncentracyjnych wywózkach do pracy przymusowej, o zamknięciu Żydów w gettach, a następnie systematycznej eksterminacji całego narodu – gazowaniu i paleniu w krematoriach. Zaznała wszelkich niedogodności i trudności życia w czasie wojny – aprowizacyjnych, mieszkaniowych, ubraniowych. Wśród nich niemożliwości normalnego uczenia się na poziomie wyższym niż szkoła powszechna (dziś szkoła podstawowa), konieczności odbywania nauki w warunkach konspiracyjnych, niemożliwości uczestniczenia w normalnym życiu kulturalnym przez uczęszczanie do kina, na koncerty, do muzeum, do teatru, na wystawy.

Niemcy bowiem na drodze do uczynienia z Polaków siły roboczej realizowali swój plan od niszczenia kultury – nie tylko zlikwidowali Polskie Radio (18 X 1939), aresztowali i zesłali do obozów koncentracyjnych profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego (6 XI 1939), zburzyli pomniki narodowej historii i sztuki (m.in. w Krakowie pomnik Adama Mickiewicza, 17 VIII 1940), ale przede wszystkim zamknęli wszystkie szkoły średnie i instytucje wyższej użyteczności publicznej o charakterze kulturalno-oświatowym – muzea i teatry, powołując w najbardziej okazałych gmachach, jak Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, jedynie teatr dla Niemców (nur fur Deutsche), a dla Polaków w podrzędnych salach tzw. jawne teatrzyki, przeważnie niewybrednej farsy lub podkasanej muzy, zbojkotowane przez polskich artystów i przez szanujących swoją narodowość polskich widzów.

Wypadki wojenne zaprowadziły Ojca Anny Lutosławskiej aż na Kołymę, a stamtąd do Armii Polskiej, uformowanej na Wschodzie pod dowództwem generała Władysława Andersa. I pod Monte Cassino, gdzie został ranny. Po leczeniu w Wielkiej Brytanii i powrocie do kraju przez wiele lat pracował na Ziemiach Zachodnich, tzw. Odzyskanych (we Wrocławiu), gdzie w okresie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej było więcej miejsca dla „politycznie niepewnych”.

Podobne doświadczenia miała rodzina Lutosławskich, rodzina jej pierwszego męża Romana – ziemian wywodzących się z gniazda rodowego Drozdowo w Łomżyńskiem. Roman był synem Aleksandry i Bohdana Lutosławskiego, który gospodarował w rodzinnym majątku Wiktorzyn koło Łomży, a w 1942 roku został zamordowany wraz z innymi AK-owcami w Auschwitz–Birkenau, w obozie koncentracyjnym, założonym przez Niemców w polskim Oświęcimiu–Brzezince. Po śmierci ojca i zakończeniu II wojny światowej Roman ożenił się z Anną Redlich, doczekał się syna Bolesława (ur. 5 IX 1949). Bolesław początkowo (od 1967) studiował na Wydziale Operatorskim Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi (zob. Filmówka. Powieść o łódzkiej szkole filmowej, s. 264), ale relegowany po wydarzeniach Marca 68, ostatecznie ukończył historię sztuki i jest dziś artystą fotografikiem, autorem kilku książek wydanych w Polsce, na stałe zamieszkałym w Cambridge w Anglii wraz z dwoma synami Maksymilianem i Romanem. Na niedyskretne pytania o sposób spędzania wolnego czasu Anna Lutosławska mówi autorom informatora biograficznego Kto jest kim w Polsce (Warszawa 1993, s. 404): „zabawy z wnukami, lektura, tkanie kilimów, pływanie (…) muzyka poważna”.

W dniu wyzwolenia Krakowa w czwartek 18 stycznia 1945 roku Anna Redlich nie miała ukończonych lat siedemnastu. Otaczała ją Polska, Kraków i życie takie, jakie opisywał Arnold Szyfman 1 i 7 lutego 1945 roku: „Kraków jeszcze nie wrócił do równowagi! (…) Miasto bardzo powoli wraca do normalnego życia. Ledwo, ledwo otwierają sklepy, gdzieniegdzie biorą się do remontu witryn i wejść sklepowych (…). Miasto tonie wieczorami w ciemnościach, bo połączenie z elektrownią w Jaworznie jest przerwane. Z tego samego powodu nie ma też i tramwajów. Gazu również nie ma, bo zbiornik uszkodzony. Węgla brak, świec dostać nie można, jeść nie ma co (…), rozpoczął się gremialny powrót więźniów z Oświęcimia. Do Krakowa przybywają codziennie setki ludzi w pasiakach i w paltach z łatami naszytymi na plecach, często w stanie strasznego wyczerpania. Co krok znajomi potrzebujący natychmiastowej pomocy i opieki. (…) Życie kulturalne zaczyna się organizować szybciej niż życie gospodarcze” (Arnold Szyfman, Moja tułaczka wojenna, Warszawa 1960, s. 351, 354, 355).

Anna Lutosławska w czasie wojny i po wojnie mogła nie mieć butów czy ciepłego ubrania, ale od młodości miała charakter. Już w lutym 1945 roku, natychmiast po wyzwoleniu Krakowa a jeszcze przed zakończeniem wojny, zgłosiła się do Studia Starego Teatru w Krakowie i w połowie marca tego roku rozpoczęła naukę aktorstwa. Musiała dodać sobie jeden rok życia, by móc zdawać egzaminy i złożyć przyrzeczenie, że do końca nauki w Studiu uzyska maturę.

Poszła urzeczywistnić marzenia rodzinne. Znalazła się w od razu w środowisku czołówki artystycznej Polski. Razem z Nią studiowali znani potem w polskim teatrze aktorzy, reżyserzy, scenografowie, m.in. aktorki i reżyserki Irena Babel, Natalia Gołębska, Wanda Laskowska, Halina Mikołajska, Marta Stebnicka, Krystyna Sznerr, aktorzy, reżyserzy, scenografowie – Ali Bunsch, Marian Cebulski, Jerzy Dobrzański, Rudolf Gołębiowski, Andrzej Hiolski, Juliusz Kydryński, Tadeusz Łomnicki, Kazimierz Mikulski, Adam Mularczyk, Józef Nowak, Wiktor Sadecki, Andrzej Szczepkowski, Marcin Wenzel, Stanisław Zaczyk. Anna Lutosławska od młodości była człowiekiem życzliwym i przyjaznym wobec innych, więc z większością kolegów ze Studia przez całe życie utrzymała bliskie i przyjazne kontakty.

Umiała korzystać z umiejętności i wiedzy swoich profesorów, którzy szczególną uwagę kładli na praktyczne aktorskie wyszkolenie zawodowe poprzez ćwiczenia głosowe, mimiczne, ruchowe, na umiejętność analizy tekstu i wiedzę o budowie wiersza, na znajomość utworów teatralnych oraz podstawową znajomość historii i teorii zarówno dramatu jak teatru. A kogóż tam nie było z wielkich luminarzy teatru i nauki Krakowa: Maria Billiżanka, Jerzy Ronard-Bujański, Halina Gallowa, Wiesław Gorecki, Wilam Horzyca, Mieczysław Kotlarczyk, Juliusz Osterwa, Andrzej Pronaszko, Janusz Warnecki i – mistrzyni Anny Lutosławskiej – Maria Dulęba. Obok nich profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego (Antoni Euzebiusz Balicki, Roman Dybowski, Zygmunt Mysłakowski, Stanisław Pigoń), krytycy (Stanisław Witold Balicki, Krystyna Grzybowska, Tadeusz Kudliński, Wojciech Natanson) i pisarze (Ludwik Morstin, Julian Przyboś, Jerzy Zawieyski, Witold Zechenter).

Od młodości nie bała się ciężkiej pracy i trudów obranego zawodu. Po zaliczeniu w Studiu I i II kursu oraz uzyskaniu dyplomu wraz z kolegami ze Studia, a pod opieką swoich wykładowców (Maria Dulęba, Jan Ciecierski) weszła od sezonu 1946/1947 do zespołu Teatru Objazdowego Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego (TUR), potocznie nazywanego „T. – 17”.

Za Jej właściwy debiut w 1946 roku uznaje się rolę zagraną właśnie w Teatrze Objazdowym TUR – postać Teresy w dramacie Jana Ursyna Niemcewicza Powrót posła w reżyserii Marii Dulęby (8 X 1946). Przedstawienie zostało pokazane w Krakowie przy ulicy Świętego Jana 6 – w sali należącej do Polskiego Towarzystwa Handlowego S.A. a użytkowanej przez Teatr Kameralny TUR, po czym ruszyło w trudne objazdy.

Po odejściu z Teatru Objazdowego TUR (w ciągu 1 sezonu zagrała tu 3 role), dalszą pracę w teatrze związała z Wrocławiem (4 sezony – 1947/1948 – 1950/1951 i 10 ról), jeszcze dalszą ponownie z Krakowem (6 sezonów – 1951/1952 – 1956/1957 i 8 ról), potem z Nową Hutą (1957/1958 – 1964/1965 pod dyrekcją Krystyny Skuszanki i Jerzego Krasowskiego – zagrała 20 ról) oraz ponownie z Wrocławiem ( 7 sezonów 1965/1966 – 1971/1972 – 19 ról) i po raz trzeci – z Krakowem (9 i pół sezonu 1972/1972 – 1981/1982, 19 ról).

3. Dość szybko po debiucie dała się zauważyć widzom i krytykom. Już w ciągu pierwszych pięciu lat po ukończeniu „Studia” Starego Teatru Anna Lutosławska zaistniała wśród plejady znakomitości polskiego teatru, działających po 1945 roku.

O jej roli Celii w Jak wam się podoba Williama Szekspira w reżyserii Edmunda Wiercińskiego, zagranej w Teatrze Polskim we Wrocławiu (3 III 1951) pisał Jan Kott z uznaniem: „Drugą parę miłosną odtwarzali Schmidt i Lutosławska. Lutosławska rolę Celii zagrała z wewnętrznym przekonaniem. I umiała oddać wybuch namiętności w piątym akcie” (Spór o Szekspira, przedruk w: Jak wam się podoba. Spotkanie pierwsze, Warszawa 1955, s. 133).

W 3 lata później w T. im. Juliusza Słowackiego w Krakowie wyróżniła się w roli Gruszy Wachnadze w Kaukaskim kole kredowym Bertolta Brechta w reżyserii Ireny Babel, koleżanki ze „Studia” (31 XII 1954, scen. Andrzeja Stopki, inscenizacja Ireny Babel i Andrzeja Stopki), a przedstawienie otrzymało w 1955 Nagrodę Państwową: dla Ireny Babel, Andrzeja Stopki oraz głównych wykonawców – Anny Lutosławskiej w roli Gruszy i Henryka Bąka w roli Azdaka.

Następnie wiele ról, najwspanialszych w swojej karierze, zagrała w przedstawieniach reżyserowanych przez Krystynę Skuszankę i Jerzego Krasowskiego w teatrach przez nich kierowanych – w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie, Teatrze Polskim we Wrocławiu, Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Wysoko przez nich ceniona i powszechnie uważana za największą heroinę ich teatru oraz za wybitnego pedagoga, gdy podjęła pracę w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie.

W Nowej Hucie szybko wyróżniła się wieloma rolami, a wśród nich kreacją Księżniczki ze „Snu srebrnego Salomei” Juliusza Słowackiego (17 X 1959) w reżyserii Krystyny Skuszanki, zdobywając pozycję, którą jeszcze w pierwszej połowie XX wieku określano terminami: gwiazda, heroina dramatyczna, czy – wg terminologii operowej – primadonna.

W dodatku gwiazda, heroina, primadonna nadzwyczajnej wielkości, bo wcielająca się na scenie w postaci bohaterek niezwykłych. Inteligentnych, o dużej samowiedzy i silnej indywidualności, które wiedzą, czego chcą, do czego dążą i potrafią swoją wolę narzucić otoczeniu, a nawet zdarzeniom. Zawsze uwikłane w sprawy wielkie jak dążenie do miłości i walka o prawdę, zawsze z zachowaniem godności i honoru. Heroiną dramatyczną bywała Anna Lutosławska także poza sceną – otaczana szczególnym aspektem, poważaniem, szacunkiem z racji elegancji postawy, gestu, zachowania, oryginalności, wdzięku – w życiu artystycznym, kulturalnym, społecznym, publicznym.

Nina Andrycz o heroinie dramatycznej napisała: „Heroina dramatyczna widzi otaczający ją świat barwnie, groźnie, kontrastowo i problemowo, a więc, w konsekwencji nierzadko i tragicznie. Różni się tym zasadniczo od z reguły naiwnej i rozszlochanej bohaterki mieszczańskiego melodramatu. Tamta znosi los, poddaje się losowi, (…) bohaterka zawsze podejmuje walkę. (…) walkę z losem, walkę o władzę, o miłość, o wolność, o rozszerzenie samoświadomości, krótko mówiąc – walkę z życiem o życie” (Nina Andrycz, Szkic do portretu, „Teatr” 1980 nr 3, cykl Aktor – marzenia, myśli, rozterki).

Anna Lutosławska grała właśnie takie postacie heroiczne. Nigdy nie była naiwna i rozszlochana, nie poddawała się losowi i nie znosiła pokornie jego ciężaru. Jak prawdziwa bohaterka podejmowała walkę z losem. O „władzę, o miłość, o wolność” – „walkę z życiem o życie”. Z tą jedynie zasadniczą różnicą, że grała zawsze bohaterki, czy to w klasycznym, czy we współczesnym repertuarze, które obdarzała wysoką samowiedzą, przewyższającą otoczenie przenikliwą inteligencją i zdobywające się na pobłażliwy uśmiech, humor, ironię, sarkazm.

4. Anna Lutosławska miało szerokie emploi – grywała rozmaite role w rozmaitym repertuarze i w każdym potrafiła zaistnieć na scenie i zwrócić uwagę na postać, która kreowała.

Zagrała wiele ról w klasycznym repertuarze polskim. Po debiucie w roli Teresy w Powrocie posła Jana Ursyna Niemcewicza (1946), grała tak różne role, jak Bronia w Ciężkich czasach Michała Bałuckiego (Kraków, 1952) czy Juliasiewiczowa w Moralności pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej (Kraków 1977).

Nie był jej obcy polski repertuar współczesny. Grała w dramatach dwudziestolecia międzywojennego Śmierć w Śmierci na gruszy Witolda Wandurskiego (Nowa Huta, 1964), w najnowszej dramaturgii wystąpiła jako Monika w Ocaleniu Jakuba Jerzego Zawieyskiego (Wrocław, 1948) i jako Panna Zofija Rożnówna w sztuce Hieronima Morstina Polacy nie gęsi (Kraków, 1953); była Dziennikarką w Rzeczy Listopadowej Ernesta Brylla (Wrocław 1968) i Dyrektorem Teatru w Dwóch teatrach Jerzego Szaniawskiego (Kraków, 1974). Niezapomnianą postać stworzyła w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie, mówiąc wiersze Mieczysława Jastruna jako Dziewczyna Komentator w Imionach władzy Jerzego Broszkiewicza (19 X 1957).

Występowała w polskim repertuarze romantycznym – w Dziadach Adama Mickiewicza (Nowa Huta, 1962) i jako Podstolina w Zemście Aleksandra Fredry (Wrocław,1968). W dramatach Stanisława Wyspiańskiego była Panną Młodą (Kraków, 1956) i Rachelą w Weselu (Kraków, 1973) oraz tytułową bohaterką w dramacie Protesilas i Laodamia (Wrocław, 1969). Romantyczne były jej role u prześmiewcy polskiego Romantyzmu – Witolda Gombrowicza w Ślubie (Katarzyna – Matka i Królowa, Kraków, 1975).

Ale przede wszystkim grywała w najważniejszych dramatach Juliusza Słowackiego. Czasem w kilku odmiennych inscenizacjach tego samego dramatu. Oprócz Laury w Kordianie (1965), rozpoczynającym wrocławską dyrekcję Krasowskich i Rozy Wenedy w Lilli Wenedzie w odkrywczej inscenizacji Krystyny Skuszanki (Kraków, 17 XI 1973) stworzyła wielkie i odmienne kreacje Księżniczki Wiśniowieckiej w Śnie srebrnym Salomei (Nowa Huta, 17 X 1959; Wrocław 15 IX 1867) i Hrabiny Idalii w Fantazym (Wrocław 30 I 1969, Kraków 16 VI 1979).

A co równie ważne miała wielkie role nie tylko w najważniejszych dramatach polskich autorów klasycznych, ale także w największych dramatach wszech czasów – w sztukach klasycznych z repertuaru światowego. Bez różnicy – w tragediach i komediach. W tragediach Ajschylosa grała Kasandrę w Orestei (Nowa Huta, 1960) i Antygonę w Siedmiu przeciw Tebom (Nowa Huta, 1964), u Sofoklesa Antygonę (Nowa Huta, 1964), u Eurypidesa – Kreuzę (Ijon, Kraków, 1976). Była Rozaurą w Życiu snem Calderona de la Barca (Wrocław, 1968; Kraków, 1978) i Ismael w Księżniczce Turandot Carla Gozziego (Nowa Huta, 1958), w dramacie Siudraki Wasantasena. Ale Jej specjalnością w dramacie obcym były role Szekspirowskie. Choć występowała też w rolach z dramatów George Bernarda Shawa (1948), Bertolta Brechta (1954), Alberta Camus (1970) czy Pedera V. Cappelena (1976).

5. Z Jej repertuaru co najmniej kilka ról uznano za wielkie – jako role wpisane w tradycję polskiego teatru i linie rozwojowe polskiego aktorstwa: w tragediach Juliusza Słowackiego – Księżniczkę Wiśniowiecką w Śnie srebrnym Salomei, Idalię w Fantazym, Rozę Wenedę w Lilli Wenedzie, Podstolinę w komedii Aleksandra Fredry Zemsta, Rozalindę w Jak wam się podoba Williama Szekspira, Rozaurę w Życiu snem Calderona, Laodamię w Protesilas i Laodamia Stanisława Wyspiańskiego, Wasantasenę Siudraki, Różę z Cudzoziemki Marii Kuncewiczowej, Panią Helenę – Helenę Modrzejewską z dramatu Karola Wojtyły Brat naszego Boga.

Podczas drugiego pobytu we Wrocławiu Anna Lutosławska, miała cztery role Szekspirowskie: prócz wymienionej już Rozalindy w Jak wam się podoba, Ariela w Burzy, Marianę w Miarce za miarkę, Violę w Wieczorze Trzech Króli. Dołączyła je do wcześniejszych – wrocławskiej Celii z Jak wam się podoba w reżyserii Edmunda Wiercińskiego i ról nowohuckich (Miranda w Burzy, Oliwia – Wieczorze Trzech Króli, Tytania ze Snu nocy letniej) oraz późniejszych krakowskich (Hermiona i Perdita w Opowieści zimowej i Królowa Gertruda w Hamlecie). Co razem daje 10 ról (11 postaci) w 7 dramatach.

Wszystkie role długo, a może wciąż jeszcze, zostały niedoścignione. Mimo Idalii w wykonaniu Mirosławy Dubrawskiej w Fantazym w reżyserii Konrada Swinarskiego (Stary Teatr w Krakowie, 1967), mimo Anny Seniuk w brawurowej Zemście w reżyserii Zygmunta Hübnera (Teatr Powszechny w Warszawie, 1978).

Smutno, ale na tym koniec i konkurencji, i kontynuacji w historii stylu polskiego aktorstwa w tych rolach! Nie z braku utalentowanych aktorów, ale z racji stylu, który zawładnął dzisiejszym polskim teatrem zawłaszczonym przez awangardę o prowincjonalnych horyzontach.

Role poetyckie i liryczne, dramatyczne i tragiczne, charakterystyczne i komediowe Anny Lutosławskiej miały jeden rys powtarzalny, choć zawsze odmienny – postać stworzona na scenie przez Annę Lutosławską była postacią pełną, całą osobowością i zawsze w tej całości i pełni zaciekawiającą – intrygującą wyglądem postaci, jej zachowaniem, sposobem mówienia, gestem i ruchem, relacjami z otoczeniem – sceniczną osobnością i niepowtarzalnością.

Były rezultatem talentu, przenikliwej inteligencji, wielkiej wrażliwości, poetyckiego słuchu. Ale także ogromnej pracowitości i mistrzowskiego opanowania rzemiosła w zakresie słowa, gestu, postawy, ruchu – barwy głosu, dykcji, rytmu, melodii wypowiadanych zdań, wyrazistego gestu, umiejętności noszenia kostiumu, sztuki słuchana partnera i zaczarowania widza wewnętrznym życiem postaci teatralnej.

7. Obok wielu ról Anny Lutosławskiej, z rozmaitego repertuaru – tragicznego i komediowego, dawnego i współczesnego, ról różnorodnych, ról wybitnych Anny Lutosławskiej trzeba zwrócić uwagę na wielość obszarów Jej działalności.

Oprócz teatru (od 1945 roku) już w 1948 roku był film – w Ostatnim etapie w reżyserii Wandy Jakubowskiej Anna Lutosławska wcieliła się w postać Urszuli – więźniarki obozu koncentracyjnego Auschwitz założonego przez Niemców na terenie polskiego Oświęcimia.

Zaraz potem była telewizja – w październiku 1958 roku Anna Lutosławska wystąpiła po raz pierwszy w Telewizji Polskiej w programie Słowa Norwidowe w inscenizacji i reżyserii Adama Hanuszkiewicza (Estrada Poetycka TVP Warszawa, Program I), a w pięć lat później (4 I 1963) pokazała swoją pierwszą telewizyjną rolę aktorską – Kokotę w sztuce Sprawiedliwość w Kioto Władysława Orłowskiego w reżyserii Krystyny Skuszanki (TVP Kraków, Program I).

W 1966 roku rozpoczął się teatr małych form Anny Lutosławskiej – od Tum-bałałajki wg poezji Żydów polskich w tłumaczeniu Jerzego Ficowskiego (scenariusz, wykonanie i reżyseria Anny Lutosławskiej).

Od tego roku 1966 i właśnie z okazji Tum-bałałajki Anna Lutosławska zajęła się także reżyserią – najpierw w swoim teatrze jednego aktora, potem na Estradzie Poetyckiej TVP (Nietrwała i trwożna wg wierszy i listów Marii Pawlikowskiej -Jasnorzewskiej, 22 XI 1970) oraz w teatrze stacjonarnym (Cudzoziemka wg Marii Kuncewiczowej, T. Miniatura w Krakowie – mała scena T. im. Juliusza Słowackiego, 14 X 1977).

Przedstawienia małych form pokazywała z powodzeniem na wielu festiwalach, przeglądach, spotkaniach, zdobywając liczne nagrody oceniających jury lub Publiczności – główne, pierwsze, wielkie, jak za Cudzoziemkę na Ogólnopolskim Przeglądzie Zawodowych Teatrów Małych Form podczas Szczecińskiego Tygodnia Teatralnego.

Maria Bojarska relacjonowała obszernie szczeciński występ Anny Lutosławskiej: „I wreszcie deszcz nagród, czyli Cudzoziemka. Spektakl krakowskiego T. Miniatura, a raczej spektakl Anny Lutosławskiej, która dokonała adaptacji powieści M. Kuncewiczowej (adaptacji bardzo jędrnej i zwartej), przedstawienie wyreżyserowała i zagrała w nim tytułową bohaterkę – Różę. I jak zagrała!

Anna Lutosławska zagrała tę osobowość niezwykle cienko, koncentrując się na sile psychicznej Róży, na jej despotyzmie, jakże często przeradzającym się w komiczne wręcz wybuchy złości – aby na tym tle delikatnie i niemal mimochodem poprowadzić widza do odkrycia jak słaba, nieszczęśliwa jest ta postać rozczarowanej matki, niedobrej żony, niedokończonej skrzypaczki, tej cudzoziemki, która przez miłość i dążenie wieczne do życia piękniejszego niż to, co przypadło jej w udziale, nigdy już i i nigdzie nie była u siebie.

Bardzo pięknie zagrała to Lutosławska. Pięknie i przejmująco. I jeszcze – profesjonalnie.” (Wielki tydzień małych form, „Scena” 1978 nr 7).

Jakby tego było mało, do różnych „teatralnych” obszarów działalności Anny Lutosławskiej dołączyły obowiązki podjęte dla dobra innych – praca społeczna w Stowarzyszeniu Polskich Artystów Teatru i Filmu (SPATIF), czyli w Związku Artystów Scen Polskich, gdzie pełniła różne funkcje: 1957-1971 była członkiem Zarządu Oddziału w Krakowie, 1960-1963 przewodniczącą Koła SPATiF-ZASP w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie. W 1972 roku rozpoczęła bardzo poważnie traktowaną pracę pedagogiczna na Wydziale Aktorskim i na Wydziale Reżyserii w Państw. Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie.

W późniejszych latach (mniej więcej od roku 1977) zajmowała się także działalnością charytatywną na rzecz dzieci niewidomych. Grała dla nich i recytowała, odwiedzała Domy w Krakowie i na ich rzecz przeznaczała także zarobione pieniądze (jak dochód z nagrania na kasety Pamiętnika psa Aresa, przeznaczony dla krakowskiego i niepołomickiego Domu Niewidomych przy ul. Tynieckiej i przy ul. Zabierzowskiej.

Dopiero po tych zatrudnieniach znalazło miejsce na podróżowanie (także festiwalowe – grała w Paryżu i we Włoszech) i pracowite próżnowanie pośród ludzi i ludzkich powinności – rodziny i bliskich, wśród przyrody, z przyjaciółmi i znajomymi. Oraz na … malowanie i pisanie.

Anna Lutosławska równie świetnie, jak słowem i gestem, włada też piórem i pędzlem. W 1981 roku wraz z drugim mężem Michałem Jaworskim wyjechała do Algierii. Przebywała tam kilka lat. Zachwyciła się barwami kraju i z zainteresowaniem poznawała okolice i tradycje. Barwy i światło Algierii ożywiły Jej pasję do malarstwa. Tam zaczęła malować akwarele. I pisać książki. Najpierw dla dzieci, potem dla dorosłych. A także występować w środowiskach polonijnych z recitalami poezji i teatrem małych form oraz reżyserować.

Po powrocie do Polski powracała też na scenę – jako recytatorka, wykonawczyni i reżyserka małych form teatralnych, szczególnie monodramów, w których od lat święciła triumfy na festiwalach i w objazdach po Polsce, oraz jako autorka audycji poetyckich w Polskim Radiu i Telewizji Polskiej. Czasem jako reżyserka w teatrze Polskiego Ośrodka Kulturalno-Społecznego (POSK) w Londynie – wystawiła tu m. in. Bohiń wg Tadeusza Konwickiego i własny przejmujący dramat Wędrówka, w którym jest historia, baśń, romantyczny polski dramat i wstrząsająca poezja zaklęta w zdarzeniach i postaciach, w postawach, działaniach, marzeniach dwojga polskich dzieci szukających matki na bezdrożach Sybiru podczas II wojny światowej. A w Londynie bywa często, ponieważ w Cambridge mieszka Jej syn Bolesław z rodziną. I jest znana oraz ceniona przez tamtejszą publiczność polonijną.

Jej umiejętności pisarskich dowodzą wspomnienia O Nestorkach, Gruszy i dziecku z Plant w księdze pamiątkowej T. im. Juliusza Słowackiego w Krakowie … dwadzieścia kroków wszerz i wzdłuż… (Kraków 1993, s. 237-242) i wydane przez Wydawnictwo WAM Skojarzenia zapisane w brulionie (Kraków 2014). Ale nie wspomnienia stanowią Jej główną dziedzinę pracy literackiej, lecz adaptacje prozy i poezji dla programów telewizyjnych i teatru małych form, reportaże z podróży, impresje poetyckie (Kwiaty też zasypiają) oraz opowiadania i opowieści – dla dorosłych i dla dzieci. Wśród nich Pamiętnik psa Aresa, Opowieści biblijne Dla Ciebie, Jak Dorotka i Bartek poznawali Ewangelię. I dramat Wędrówka.

Obok pisania Anna Lutoslawska maluje – akwarelami. Jej obrazy były pokazywane na różnych wystawach – artystów amatorów i artystów zawodowych. A malowanie spotkało się z zainteresowaniem fachowej krytyki, z przychylnymi ocenami zwiedzających, a nawet wzruszającym uznaniem kupujących.

Ostatnio zaprezentowała swoją akwarelę Pierwszy śnieg – barwną i tryskającą życiem – na wystawie zatytułowanej Jaka tam zima!. Jest to III Wystawa Artystów Powiatu Krakowskiego, zainspirowana malowniczymi zmianami pór roku i czarami polskiej zimy, ukrytymi w jej krajobrazach i tradycji (zorganizowana przez Starostwo Powiatowe w Krakowie, Centrum Kultury i Sportu w Krzeszowicach oraz Hotel Galaxy Jordan Group, luty 2014).

8. Różnorodne zatrudnienia były zawsze podporządkowane budującym działaniom dla dobra innych albo prawdy. Niemodne i wyśmiewane dziś słowa. A przecież trzeba je powtórzyć – dla dobra innych i prawdy. Więc dla dobra polskiej kultury, dla uszanowania polskiego języka, literatury, tradycji, historii. Zatem dla misji (artystycznej, zawodowej, społecznej, patriotycznej – narodowej). Choć Anna Lutosławska nie nazywała swych zadań czy prac w sposób pompatyczny, z poczucia skromności i taktu wobec oczywistej powinności.

Przekonanie o misji sztuki wyniosła z domu rodzinnego, ze środowiska polskiej inteligencji Krakowa oraz z nauk wielkich Mistrzów polskiego teatru okresu Dwudziestolecia między wojnami, z którymi zetknęła się w czasie nauki w Studiu Starego Teatru w Krakowie.

W jednym z programów Teatru Kameralnego TUR, z którym Anna Lutosławska była związana w pieszych latach swojej pracy w teatrze, Jerzy Broszkiewicz pisał na ten temat przekonująco: „Nigdy nie będzie za mało powtarzania takiej prawdy: siła i samodzielność danego narodu to także w wielkiej mierze siła i samodzielność jego kultury”.

Gdy się patrzy na pracę Anny Lutosławskiej dla teatru, Jej role, Jej działania pozateatralne i poznaje Jej stosunek do otoczenia to wyraźnie widać, że Anna Lutosławska wysokim poziomem swojej sztuki aktorskiej, logiką i czystością linii interpretacyjnej swoich postaci scenicznych, ładem i porządkiem środków aktorskich, najwyraźniej realizowała takie zadania, o jakie upominał się Jerzy Broszkiewicz.

A dodać do tego trzeba, że zawsze pracowała w teatrach kierowanych przez artystów, którzy mieli pełną świadomość słuszności słów pisarza i społeczne obowiązki sztuki teatru nie były im obce – od twórców Teatru Kameralnego TUR i jego drugiej sceny Teatru Objazdowego TUR, jak wielka artystka Maria Dulęba, Jan Ciecierski, po Henryka Szletyńskiego i Bronisława Dąbrowskiego, do teatru Krystyny Skuszanki i Jerzego Krasowskiego. Wszyscy oni, razem z Nią, chcieli tworzyć teatr na dobrym poziomie artystycznym, reagujący na swój czas i mający żywy kontakt z widzami, trafiający we współczesną strefę wrażliwości swoich rodaków i wnoszący trwałe pierwiastki do rozwoju sztuki i kultury w Polsce.

Podobne zasady, choć nie wynoszone głośno i natrętnie w wypowiedziach i wywiadach, przyświecały też innym dziedzinom działalności Anny Lutosławskiej – poza teatrem stacjonarnym i poza teatrem: Jej recitalom poezji i teatrowi małych form, pracy pedagogicznej, reżyserii, pracy społecznej.

9. Jerzy Madeyski, sztuce Anny Lutosławskiej poświęcił esej, zaczynający się od słów: „Nieugięta, dynamiczna, wręcz szalona – mawiają o aktorce, reżyserce, pisarce i dziennikarce – po prostu o Annie Lutosławskiej”. Opowiedział Jej drogę przez teatr i dał charakterystykę jej sztuki malowania akwarelą: „Czymże jednak jest malarstwo? Ano jest, lub przynajmniej – powinno być sztuką, zaś sztuka jest w swej najgłębszej istocie porządkiem uczuć, myśli i form, służących do ich wyrażenia oraz sposobem pięknego porozumienia się na dodatek. Tym samym sztuka wszystkich dyscyplin tworzy jedność. Zmienia się tylko jej wokabularz.

Zapewne z tej właśnie przyczyny pani Hanka Lutosławska tak łatwo przekroczyła granicę dzieląca wypowiedź aktorską od malarskiej i tak łatwo oddziela w swych akwarelach elementy istotne od mniej ważnych. To zatem, co jest sensem dzieła i wypowiedzią od tego, co je dopełnia lub nawet tylko przyozdabia. Tym samym autorka tworzy hierarchię ważności, czyli porządek właśnie i zmienia formę swych obrazów w zależności od ich treści, oscylujących od barwnego, kontrastowego rysunku, po miękką plamę monochromu.

Jeden tylko rys pozostaje niezmiennie, a mianowicie emocjonalność jej sztuki. I rys ów chyba będzie towarzyszył artystce w dalszych etapach doskonalenia jej malarskiego kunsztu”.

Jerzy Madeyski w tej wypowiedzi dając definicję sztuki („sztuka jest w swej najgłębszej istocie porządkiem uczuć, myśli i form, służących do ich wyrażenia oraz sposobem pięknego porozumienia się na dodatek. Tym samym sztuka wszystkich dyscyplin tworzy jedność. Zmienia się tylko jej wokabularz”), zarazem rzucił światło na sztukę aktorską Anny Lutosławskiej, będącą wg jego słów „w swej najgłębszej istocie porządkiem uczuć, myśli i form, służących do ich wyrażenia oraz sposobem pięknego porozumienia się na dodatek”.

 

Bożena Frankowska

Dodaj komentarz