Bożena Frankowska JAN ENGLERT – RZEMIOSŁO I MYŚL (12)

ROZDZIAŁ IV DROGA PRZEZ TEATR NARODOWY – 25 SEZONÓW JAKO AKTOR (OD 1996/1997), A 18 JAKO DYREKTOR ARTYSTYCZNY (OD 2003/2004) – ciąg dalszy…
3. OBJĘCIE DYREKCJI ARTYSTYCZNEJ TEATRU NARODOWEGO PRZEZ JANA ENGLERTA (OD SEZONU 2003/2004)

W 2002 roku, gdy sprawa następcy Jerzego Grzegorzewskiego stała się aktualna a nawet pilna, Kazimierz Dejmek, który wielokrotnie jako Minister Kultury i Sztuki bezskutecznie proponował Janowi Englertowi objęcie dyrekcji teatru – najpierw Teatru Polskiego, a następnie Teatru Narodowego, oceniając kandydaturę Jana Englerta i stan Teatru Narodowego, powiedział: „W okresie przejściowym przydałby się Teatrowi Narodowemu właśnie fachowiec, a nie żaden hochsztapler czy szalbierz (…). Ważny jest repertuar. To nie jest proste, bo pojawiła się nowa publiczność. Sarah Kane, brutaliści, o których myślę jak o podcieraniu d… papierem ściernym. Te kwestie pozostają do rozstrzygnięcia. (…) będzie musiał zmagać się nie tylko z oporną machiną Teatru Narodowego, zmuszony będzie do działania w warunkach ideowej pustki wokół sceny. Nie będzie jednak zupełnie sam – choć marna to pociecha. (…) Kryzys zespołu, repertuaru, idei nie jest bowiem specjalnością warszawskiego Teatru Narodowego” (J.C.[Jacek Cieślak], Byli dyrektorzy Teatru Narodowego oceniają, „Rzeczpospolita” 2002 nr 261).

Dnia 5 grudnia 2002 roku Jan Englert otrzymał z rąk Ministra Kultury i Sztuki Waldemara Dąbrowskiego nominację na następcę Jerzego Grzegorzewskiego i na dyrektora artystycznego Teatru Narodowego od 1 września 2003 roku na czas do 31 sierpnia 2007 roku (nominacja była potem przedłużana, m.in. w marcu 2010 na pięć lat: 2010/2011-2014/2015, potem na czas dalszy i dalszy).

Z kurtuazyjnym stanowiskiem Ministerstwa Kultury i Sztuki wobec Jerzego Grzegorzewskiego jako ustępującego dyrektora i Jana Englerta jako jego następcy nie szło w parze stanowisko krytyki. Dorobek Jerzego Grzegorzewskiego w Teatrze Narodowym „podsumował” Tomasz Mościcki. Już w pierwszym numerze miesięcznika „Odra” z 2003 roku można było przeczytać znamienny

„nekrolog” Teatru Narodowego za dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego w artykule pt. Krótka i smutna historia narodowej sceny 1997-2002 (por. także: „Teatr” 2002 nr 9; „Dialog” 2003 nr 3; „Kwartalnik Teatralny” 2002/2003 nr 3/1). Cóż się dziwić – „nekrolog” Teatru Narodowego za dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego napisał krytyk niebawem wsławiony (i nagradzany za to!) obroną teatrów jawnych organizowanych podczas okupacji przez Niemców, zbojkotowanych przez Związek Artystów Scen Polskich i polskie społeczeństwo w myśl hasła Małego Sabotażu Szarych Szeregów: „Tylko świnie siedzą w kinie, co bogatsze to w teatrze”.

Natomiast nominacja Jana Englerta na dyrektora artystycznego Teatru Narodowego natychmiast została skwitowana przez „Rzeczpospolitą” donoszącą kalamburem o „serialowcu” kierującym Teatrem Narodowym (2002 nr 284), a następnie przez „Życie Warszawy”: „Były amant w roli dyrektora”. W czerwcu 2003 to samo „Życie Warszawy” donosiło triumfalnie: „Nowy pan na włościach. Znamy już plany artystyczne dyrektora Teatru Narodowego Jana Englerta” (2003 nr 147 z 26 czerwca). Toteż Jan Englert już w jednym z pierwszych wywiadów powiedział: „Po odbudowie z pożaru Narodowy był właściwie teatrem autorskim Jerzego Grzegorzewskiego. To jest jedna z możliwości funkcjonowania tej sceny – wszystko podporządkowane wielkiej osobowości, tworzącej w określonej estetyce. Ten pomysł jest przeciwny innemu – teatrowi eklektycznemu. Ja optuję raczej za różnymi stylami i formami. Uważam jednak, że jedną z najważniejszych wypowiedzi teatralnych są w tej chwili w Polsce prace Grzegorzewskiego, i nie wyobrażam sobie bez nich repertuaru Narodowego. (…) Czytałem wszystko, co pisano na temat dyrekcji Teatru Narodowego, i było to zabawne, gdyż są to sprzeczne i wykluczające się sądy”. Delikatnie i dyplomatycznie sformułowana bystra ocena (jak zawsze u Jana Englerta).

W całych dziejach Teatru Narodowego w Polsce nie raz dyskutowano o jego powinnościach i wyznacznikach narodowych obowiązków. Wypowiadał się „o scenie narodowej” Ludwik Osiński. „Gazeta Warszawska” drukowała Uwagi nad sceną narodową (1820). Karol Kurpiński formułował Krótki rys teatru narodowego. Mówiono i pisano na ten temat w dwudziestoleciu międzywojennym i po II wojnie światowej. Jedna z tych dyskusji przetoczyła się w czasie dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego, gdy Jan Englert był już w zespole Teatru Narodowego, druga na samym początku dyrekcji Jana Englerta. Podczas obu dyskusji mało kto protestował, gdy przedstawiciele krytyki zamiast zajmować się rozważaniami o specyfice i obowiązkach Teatru Narodowego bezmyślnie zgłaszali propozycję usunięcia z nazwy przymiotnika „narodowy” (jako „anachronizmu”), negowali potrzebę istnienia instytucji Teatru Narodowego (jako niepotrzebnego „w wolnej Polsce”), zalecali przekształcenie Teatru Narodowego w „festiwalowy” teatr impresaryjny, jakby swego rodzaju przypomnienie Teatru Rzeczypospolitej powołanego do życia w stanie wojennym! Tymczasem Teatr Narodowy w powszechnej świadomości Polaków od chwili powołania przez króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego (1765), pierwszej premiery polskiej (19 listopada 1765) i ugruntowania jego istnienia przez Wojciecha Bogusławskiego (1783-1829) aż do odzyskania przez Polskę Niepodległości (1918) i oficjalnego przywrócenia nazwy Teatr Narodowy w roku 1924 zachował ciągłość i ważne cechy przypisywane tej instytucji. Mimo zmiennych kolei losu: przerw w działalności (1767-1774), kilkakrotnych zmian siedziby (1765 -1768 w Operalni w Ogrodzie Saskim, 1773-1778 w Pałacu Radziwiłłów na Krakowskim Przedmieściu, 1779-1833 we własnym budynku na Placu Krasińskich, a także w latach 1829-1833 w Domu Dobroczynności na Krakowskim Przedmieściu, 1833-1836 w Salach Redutowych Teatru Wielkiego i wreszcie od roku 1836 we własnej sali na ulicy Wierzbowej), zatarcia właściwej nazwy przez władze zaboru rosyjskiego (1833-1915 „Teatry Rządowe” w Warszawie, „Warszawskie Teatry Rządowe”), a nawet przez władze Warszawy już po odzyskaniu przez Polskę Niepodległości (Teatry Miejskie, 1919-1924). Dlatego ostatecznie przeważyły głosy twórców zastanawiających się nad modelem Teatru Narodowego (teatr tradycyjny o charakterze muzeum, teatr eklektyczny, teatr autorski) oraz nad jego podstawowymi obowiązkami wobec kultury narodowej – polskiego słowa i dramaturgii, sztuki aktorskiej i innych sztuk teatralnych oraz obywatelskiej edukacji. Słowem – nad głównymi wyznacznikami programu i poziomu w zakresie repertuaru i inscenizacji. Nawet jeśli za kolejnych dyrektorów Teatr Narodowy w swojej dwu i pół wieku liczącej historii był rozmaicie kształtowany to okazało się jasne, że na wzór europejskich teatrów narodowych jak Theatre Français w Paryżu (tak brzmi oficjalna nazwa teatru nazywanego potocznie: Comèdie Française) powinien to być teatr: wystawiający największe polskie dzieła dramatyczne od staropolszczyzny do współczesności oraz najwybitniejsze dramaty światowe wszystkich czasów, we współczesnej interpretacji i inscenizacji oraz w wykonaniu najlepszych artystów – aktorów, reżyserów, scenografów, kompozytorów. Zatem czynnik kulturotwórczy – kształtujący świadomość obywatelską i artystyczną widzów a łączący znajomość polskiej tradycji ze rozumieniem kultury europejskiej i światowej.

Jan Englert okazał się sprawnym i właściwym artystycznym kierownikiem instytucji Teatru Narodowego. Najwidoczniej przemyślał jego historię i znaczenie. Przeanalizował blaski i cienie najświetniejszych dwudziestowiecznych dyrekcji od Aleksandra Zelwerowicza, Bohdana Korzeniewskiego, Wilama Horzycy, po Kazimierza Dejmka, Adama Hanuszkiewicza i Jerzego Krasowskiego. Wyciągnął wnioski ze wszystkich dotychczasowych dyskusji. Zaproponował model, w którym jak za czasów Wojciecha Bogusławskiego znalazł się zawiązek (oby kontynuowany) współczesnej instytucji teatralnej, która ma na względzie wszechstronny model artystyczny teatru, jest miejscem wzajemnego przenikania tradycji i nowatorstwa, tworzy wzorzec teatralny, nie ulega niewolniczo gustom krytyki i widowni, a poczuwa się do obowiązku ich kształtowania. Zawsze cenił słowo i rzemiosło („Kurier Szczeciński”, 2004 nr 60 z 25 marca). Teraz ustalił swoje zadania jako dyrektora Teatru Narodowego: stworzyć miejsce pracy teatralnej – zgromadzić zespół wykształcony w swoim fachu, zdyscyplinowany i najlepiej jeśli także utalentowany, zadbać o doborowych reżyserów do pracy z tym zespołem, uprzystępnić publiczności z namysłem ułożony repertuar polski i światowy, dawny i najnowszy, w dobrym zawodowym wykonaniu i odkrywczej inscenizacji, zadbać o nieustanny rozwój artystyczny sceny i nie dopuścić na nią współczesnej tandety. Obrazowo przedstawił te zadania w jednej z wypowiedzi: „Jedynym zadaniem dyrektora Teatru Narodowego jest ustawienie rusztowania, którym jest warsztat i zawodowstwo aktorów, na to wchodzą reżyserzy. Dyrektor powinien nie dopuścić do malowania bohomazu. Ma udostępnić publiczności literaturę (…) w możliwie najlepszym wykonaniu” (Ewa Jastrzębowska, U nas co dzień teatra, „Gazeta Wyborcza”, Olsztyn, 2007 nr 68). Na samym też wstępie podjął cztery tyleż trudne co ważkie decyzje, mające na względzie przeszłość i przyszłość, tradycję i współczesność.

a) Stworzył warunki dla dalszych prac reżyserskich Jerzego Grzegorzewskiego a w roku 2004 urządził imponujący retrospektywny przegląd artystycznego dorobku swego poprzednika pod hasłem sformułowanym przez Tadeusza Różewicza „Planeta Grzegorzewski”.

b) Utrzymał w repertuarze Teatru Narodowego wiele sztuk wyreżyserowanych w latach poprzednich.

c) W dalszym ciągu zapraszał do współpracy wybitnych reżyserów z całej Polski.

d) Uczynił krok w stronę integracji swego programu dla Teatru Narodowego z eksperymentami i próbami w zakresie repertuaru i inscenizacji przedstawicieli teatru post-dramatycznego. Zaczął zapraszać do pracy z zespołem Teatru Narodowego młodych reżyserów spod znaku „TR” i sam zagrał w przedstawieniach przez nich reżyserowanych.

Na początku XXI w. decyzja o połączeniu tradycji oraz doświadczeń inscenizacyjnych modelu teatru Jerzego Grzegorzewskiego, a także nowatorstwa spod znaku teatru post-dramatycznego wymagała bystrej obserwacji, trafnego przewidywania i nie byle jakiej odwagi.

4. PRZEGLĄD „GRZEGORZEWSKI PLANETA” ZORGANIZOWANY PRZEZ JANA ENGLERTA (OD 31 STYCZNA DO 8 LUTEGO 2004)

Jan Englert w cztery miesiące po objęciu rządów po Jerzym Grzegorzewskim w Teatrze Narodowym urządził imponujący retrospektywny przegląd artystycznego dorobku swego poprzednika pod Różewiczowskim hasłem „Planeta Grzegorzewski”. Postanowił pokazać – nie tylko z kurtuazji wobec swego dyrektora-pracodawcy, reżysera oraz poprzednika na stanowisku – podstawowe rysy twórczości teatralnej Jerzego Grzegorzewskiego, indywidualny stosunek do tekstu, swoiście kształtowaną przestrzeń i obraz, głębię metafizycznego katastrofizmu i niepokoju egzystencjalnego uzewnętrznianych w przedstawieniach – oryginalną i niepowtarzalną misję jego teatru – artystyczną i filozoficzną.

W ciągu ośmiu (8) dni od 31 stycznia do 7 lutego 2004 roku pokazano trzynaście (13) przedstawień dziewięciu (9) tytułów z okresu ponad sześciu (6) lat dyrekcji Grzegorzewskiego w Teatrze Narodowym (1 stycznia 1997 do 31 sierpnia 2003). Zostały pokazane w całej przestrzeni Teatru Narodowego: na widowni głównej w Sali Wojciecha Bogusławskiego (porażającej brzydotą a silącej się na gust „z epoki ojca sceny narodowej”), Sali przy Wierzbowej (zwykłej, prostej, bez pretensji nowobogackich badylarzy wczesnego kapitalizmu) i „Przejście korytarzowe pod Wierzbową” czyli „teatr w miejscach nieteatralnych” wg arcytrafnego określenia Juliusza Tyszki, profesora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ułożenie przedstawień miało czysto przemyślaną konstrukcję, która pozwoliła na wszechstronne i dogłębne zaprezentowanie poetyki i myślowego przesłania – przez obraz i przez słowo – teatru Jerzego Grzegorzewskiego. Cały Przegląd został ujęty jak w ramy: w przedstawienia dwóch trawestacji wysnutych z dzieł Williama Szekspira: Hamleta wg Studium o „Hamlecie” Stanisława Wyspiańskiego oraz Morza i zwierciadła Wystana Hugh Audena przywołującego na pamięć Burzę Szekspira. Przegląd dawał nie tylko obraz twórczości Jerzego Grzegorzewskiego, przedstawiał jego repertuar (bez wyjątku złożony z wielkich dzieł wybitnych i uznanych autorów), zainteresowania tematyczne (człowiek, naród, teatr), a nade wszystko skupienie się na fundamentalnych dla XX wieku rozważaniach filozoficznych o kondycji człowieka i o kulturze – od czasów rewolucji technicznej i przyspieszenia cywilizacyjnego, od modernizmu (Wyspiański) przez lata wojny i ludobójstwa (Auden), po współczesność bezustannie, niepokojąco, bez nadziei na sens i ład, przegrywającej z chaosem… Jak w przywoływanym wierszu angielskiego poety okresu Baroku Henry Vaughana z Walii (XVII w.) pt. Świat w przekładzie Stanisława Barańczaka. Mówi on o Wszechświecie-Wieczności. Widzi go w postaci wielkiego pierścienia światła, ale wypełnionego w środku ciemnością i pędzącego w przestrzeń z zawrotną szybkością. Ta ciemność wyobraża CZAS, „pędzący niepowstrzymanie”, a napędzany „przez sfery krążące” („czas absolutny Newtona” lub ”czas względny Einsteina”): „W odmęty tej ciemności, Świat nasz – widziałem – był ciśnięty”. Przegląd przedstawień Jerzego Grzegorzewskiego ilustrujących beznadziejne i tragiczne zapasy człowieka i sztuki z czasem i odchodzeniem, ciemnością i chaosem otwierało i zamykało przedstawienie ostatniej przed Przeglądem premiery w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego – Duszyczki Tadeusza Różewicza z tytułową rolą Jana Englerta jego następcy w Teatrze Narodowym (w sumie zagrane pięć razy: 31 stycznia 2004 roku oraz 1, 2, 4 i 7 lutego 2004). A ciąg przedstawień stanowiły kolejno: Hamlet Williama Szekspira w trawestacji Stanisława Wyspiańskiego (31 stycznia 2004, premiera 29 września 2003) i Duszyczka Tadeusza Różewicza (31 stycznia 2004, prapremiera 21 grudnia 2002), Operetka Witolda Gombrowicza (1 lutego 2004, premiera 25 czerwca 2000), Sędziowie Stanisława Wyspiańskiego (2 stycznia 2004, premiera 29 stycznia 1999) i Sen nocy letniej Williama Szekspira (3 stycznia 2004, premiera 29 stycznia 1999), Nie-Boska komedia Zygmunta Krasińskiego (4 stycznia 2004, premiera 9 czerwca 2002), Wesele Stanisława Wyspiańskiego (5 lutego 2004, premiera 30 stycznia 2000), Ślub Witolda Gombrowicza (6 lutego 2004, premiera 27 marca 1998), Morze i zwierciadło Wystana Hugh Audena (7 stycznia 2004, premiera 21 grudnia 2002).

Przegląd, o szlachetnie przemyślanej kompozycji, rozpoczął się 31 stycznia 2004 roku filmem Jerzego Kaliny pt. Jerzy Grzegorzewski. Skrywana obecność, wręczeniem nagrody specjalnej przyznanej artyście na Festiwalu Szekspira w Gdańsku za przedstawienie Morze i zwierciadło Wystana Hugh Audena oraz prezentacją dwóch przedstawień „Hamleta w trawestacji Stanisława Wyspiańskiego i Duszyczki Tadeusza Różewicza. Zakończył się pokazem Morza i zwierciadła oraz Duszyczki.

I rzecz ciekawa. Przedstawienia Jerzego Grzegorzewskiego zawsze pesymistyczne z natury (jak los ludzkości i przemijanie człowieka) pokazane w szeregu zostawiały kropelkę nadziei – jasne płomyki miłości, która daje życie, zrozumienie, współczucie, oraz świetliste ogniki piękna, które daje sztuka, prawda, odwaga.

Było to niecodzienne wydarzenie. W polskim teatrze nie często spotykane. W Warszawie chyba całkowicie odosobnione. Pani Dobrochna Ratajczakowa, profesor Uniwersytetu Poznańskiego i krytyk teatru, małżonka oryginalnego poety, wypunktowała trzy charakterystyczne cechy tego przeglądu: „Teatr Jerzego Grzegorzewskiego jest rozpoznawalny nie od dziś. Autorska sygnatura reżysera naznacza spektakle specyficznym piętnem, można je przyjąć lub odrzucić wraz z otaczającą je aurą laboratorium wysoko artystycznych poczynań [podkreślenie moje – B.F.]. Przegląd twórczości, jakim podsumował dyrekcję Grzegorzewskiego w Teatrze Narodowym Jan Englert, miał charakter szczególnej manifestacji. Z jednej strony był pięknym dżentelmeńskim gestem następcy, a tego w artystycznych środowiskach nie ma przecież zbyt wiele, z drugiej zamykał pewien etap istnienia sceny narodowej, z trzeciej wreszcie był specyficznym hołdem środowiskowym, swoistym homagium, zakomponowanym z pojedynczych cegiełek-spektakli. Nazwa tego hołdu – Planeta Grzegorzewski – podkreślała odrębność tej twórczości od wytworów teatralnych ostatnich lat” (Dobrochna Ratajczakowa, Cień Duszyczki, „Teatr” 2004 nr 1- 2, s. 3).

Na zakończenie Przeglądu zorganizowano panel prowadzony przez Elżbietę Morawiec, zasłużonego popularyzatora twórczości Jerzego Grzegorzewskiego i znawcę polskiego teatru współczesnego. W panelu wzięli udział artyści współpracujący z Jerzym Grzegorzewskim (Małgorzata Dziewulska, Barbara Hanicka, Jerzy Radziwiłowicz, Jerzy Trela) i krytycy towarzyszący teatrowi Jerzego Grzegorzewskiego (Małgorzata Dziewulska, Grzegorz Niziołek, Rafał Węgrzyniak, Janusz Majcherek) oraz dyrektor artystyczny Teatru Narodowego, sprawca tego Przeglądu. Wypowiedział się również sam Jerzy Grzegorzewski. Czasopismo „Teatr”, dokumentując ten Przegląd, opublikowało fragmenty tego panelu spisane przez Annę Wachowiak, panelową wypowiedź Janusza Majcherka pt. Foyer oraz artykuły o sztuce teatralnej Jerzego Grzegorzewskiego – Niny Kiraly (Grzegorzewski: poeta teatru), Roberta Cieślaka (Rzecz narodowa – rzecz prywatna), Dobrochny Ratajczakowej (Cień Duszyczki), Bartłomieja Miernika (O światach wymyślonych), Janusza Majcherka (Animula). Elżbieta Morawiec podkreślała związki Jerzego Grzegorzewskiego z dziedzictwem i tradycją: „po Wyspiańskim (…) odziedziczył wielką misję i posłannictwo sztuki, a także to (…) że ma bardzo indywidualny stosunek do tekstu. (…) Natomiast po Witkacym niewątpliwie odziedziczył metafizyczny katastrofizm i metafizyczny niepokój”. („Teatr” 2004 nr 1-2, s. 5). Współpracownicy wskazywali najważniejsze „cechy” teatru Jerzego Grzegorzewskiego. Jerzy Radziwiłowicz skomentował etykietkę: „teatr plastyczny Jerzego Grzegorzewskiego”, wskazując, że „przestrzeń Grzegorzewskiego jest sama w sobie dziełem sztuki, tylko że on nie robi tych przestrzeni po to, żeby je wystawiać po galeriach i pokazywać jako instalacje, ale po to, żeby w tych przestrzeniach odbył się dramat” (tamże, s. 8). Jerzy Trela charakteryzował stosunek Jerzego Grzegorzewskiego do dramaturgii – „nieprawdą jest, że Grzegorzewski nie ma szacunku dla tekstu, że lekceważy tekst. Otóż myślę, że to nieprawda – Grzegorzewski przede wszystkim szanuje myśl autora” (tamże, s. 9). Jan Englert, podsumowując Przegląd i dyskusję powiedział na zakończenie: „(…) wczoraj zadałem pytanie wyjeżdżającej Pani Eugenii Tropp z Petersburga, z Festiwalu, która się zetknęła z Grzegorzewskim po raz pierwszy w życiu. Sądzę, że powiedziała rzecz bardzo znamienną i istotną. (…) Mianowicie powiedziała, że teatr Grzegorzewskiego jest jak narkotyk. Pierwszego dnia nic nie rozumiała, drugiego dnia zaczęła rozumieć, a wyjeżdżając wczoraj żałowała, że następnego dnia nie obejrzy Grzegorzewskiego. A na pytanie, dlaczego, odpowiedziała coś, co chyba jest dość istotną odpowiedzią na nasze wątpliwości (zacytuję po rosyjsku, bo to lepiej brzmi): „Ot, kakaja wysokaja kultura”. Otóż mamy tutaj do czynienia z wysoką kulturą teatralną. Proszę się więc nie dziwić, że ci, którzy nie rozumieją wysokiej kultury teatralnej, a nawet programowo ją zwalczają, nie rozumieją tego teatru. Być może nawet bez złej woli. Tylko mają inny program na życie – wprost przeciwny. Ja jestem szczęśliwy i myślę, że Państwo również, że uczestniczymy w wysokiej kulturze” (tamże, s. 9-10). Na koniec Jerzy Grzegorzewski, niekwestionowany bohater Przeglądu, mówił o swojej sztuce: „Ja moją obecność w teatrze i to, co robię, traktuję w sposób bardziej skromny. Nie uważam tej profesji za profesję prawdziwie artystyczną. (…) Ja czuję się – nie bez pewnej dumy – bliżej pozycji inspicjenta teatralnego. Inspicjent to jest taka osobistość w teatrze, która musi być od początku do końca. I w rezultacie decyduje o tym, czy ktoś wchodzi z lewej kulisy, czy z prawej, czy na czworakach, czy w lewo, czy w prawo. I siła tych decyzji moim zdaniem często przesądza o tym, jakie jest przedstawienie. (…) Ale ja czułem się i czuję inspicjentem w tym sensie, że jest to pewna choreografia i to ma znaczenie ogromne.(…) Jest to pewna choreografia, która ma decydujący wpływ na kształt przedstawienia, na jego rytm. To jest problem rytmu. (…) Ja do tego przywiązuję ogromną wagę. I jeżeli mi się coś czasami udawało, to temu wyczuciu rytmu być może zawdzięczam jakieś powodzenie. Co nie znaczy, że nie czytam tego, co piszą w tych sztukach i jakoś staram się je zrozumieć” („Teatr” 2004 nr 1-2, s. 10). Dziękował uczestnikom panelu i publiczności, szczególne podziękowania kierując „na ręce Pana Dyrektora Englerta, że ten festiwal czy przegląd (jak go nazwać) został zorganizowany. Wiem, jakim wysiłkiem, i bardzo dziękuję. (…) Myślę, że to przeżywają czasem malarze, mając wystawy retrospektywne, gdzie jeden obraz rozmawia z drugim, koresponduje, uzupełnia; rzeźbiarze – to samo, ale ja nie sadzę, żeby reżyser miał takie specjalne przywileje, a mnie to spotkało. I za to dziękuję. Nie potrafię napisać wspomnień, nie potrafię wydać tomiku wierszy, napisać powieści-rzeki – nic takiego mnie nie spotka. Jeszcze raz wszystkim Państwu dziękuję – i tu na scenie, i tu na widowni siedzącym ogromnie dziękuję. Ogromnie dziękuję za tę obecność i pewną życzliwość, którą odczułem” (tamże, s. 10).

Przegląd został powtórzony w rok później, po śmierci Jerzego Grzegorzewskiego (zmarł 9 kwietnia 2005 roku) od 11 do19 listopada 2005 roku. Podczas Przeglądu 13 listopada po przedstawieniu Sędziów Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego Małej Sali na Wierzbowej nadano imię Jerzego Grzegorzewskiego.

Bożena Frankowska

Leave a Reply