Z fotela Maciejewskiego: MOJA TEATRALNA DZIESIĄTKA 2016

1.

Tomasz Śpiewak „Wszystko o mojej matce”, reż. Michał Borczuch, Teatr Łaźnia Nowa, Kraków

Tak sobie stoją. A potem mówią. Oni i one. Synowie i matki – wszyscy o wszystkim.

Między wyznaniem matki, nieobecnej matki, umarłej matki, matki z mitu i ze wspomnienia, a wyrzutem sumienia syna, który nie zdążył tej matki należycie pokochać lub znienawidzić rodzi się wielki teatr. Teatr znakomitych kreacji, bezbłędnej reżyserii i czegoś, co za Julianem Stryjkowskim określiłem w recenzji jako „ból serca”. Tak, za ból serca nie odpowiadam, nie potrafię. Ból czyli mamusia.

2.

Elfirede Jelinek, „Podopieczni”, dramaturgia i adaptacja – Joanna Bednarczyk, przekład – Karolina Bikont, reżyseria i adaptacja – Paweł Miśkiewicz, Narodowy Teatr Stary, Kraków

Zaprojektowana przez niezawodną Barbarę Hanicką scena to lightowe pandemonium. Nic wyzywającego, bardzo mała apokalipsa. Jakiś ściek, jakaś woda, jacyś ludzie w fosforyzujących skafandrach. Uchodźcy a może aktorzy udający uchodźców? Pyszniący się tym. Z zawstydzenia? Chwała Miśkiewiczowi (to jego najlepszy spektakl od dawna), że tak rozwibrował zespół. Chwała zespołowi „Starego” że zagrali to, co było niemożliwe. Jednak zagrali.

3.

Marcin Wierzchowski, Daniel Sołtysiński, „Sekretne życie Friedmanów”, reżyseria Marcin Wierzchowski, Teatr Ludowy, Kraków

Najpiękniejsza teatralna niespodzianka tego roku. Łażenie z pokoju do pokoju, z góry na dół, i z powrotem na górę. Pokój Friedmanów, posterunek policji, sąd nad Friedmanami. W tych pokojach wiszą stare plakaty, wycinki z gazet, są zdjęcia, niektóre z nich niesmaczne, zabazgrane pocztówki. Sąd nad Friedmanami jest w głowach widzów, w sumieniach. Wspólnie kręcimy film o perwersji, pożądaniu, o lęku i poprawności politycznej. Film o nas, nie o nich. Autorce scenografii, Barbarze Ferlak, należy się teatralny Oscar. Nie tylko jej. Także reżyserowi, aktorom, dramaturgom. Nowe otwarcie „Ludowego”, wybitny spektakl.

4.

Marta Sokołowska, „Holzwege”, reż. Katarzyna Kalwat, TR Warszawa

Słucham kompozycji Tomka Sikorskiego. Klastery rozprężenia. A tam nienawiść, strach, paranoja, i absolutne wyciszenie. Melodia. Co musiało dziać się w głowie kompozytora, skoro słuchacz doznaje wstrząsu? Samotność dźwięków według Sikorskiego w przedstawieniu Katarzyny Kalwat ma dzikość i kruchość Tomka Tyndyka, zdziwienie i czułość Sandry Korzeniak, sceptycyzm Jana Dravnela, niewypowiedziane wyrzuty sumienia Zygmunta Krauze. Nie ma natomiast tak częstej w biografistyce teatralnej postawy prymusa który wie więcej niż portretowany. Palpitacja muzyki zamiast ego-popisu. Dla mnie spektakl roku w Warszawie.

5.

Anton Czechow, „Płatonow”, tłumaczenie – Agnieszka Lubomira Piotrowska, reż. Konstantin Bogomołow, Narodowy Stary Teatr, Kraków

Abrahamie Wiengierowiczu (Ewa Kaim) – dlaczego masz elfie uszy? Piękny Michaile Płatonowie (Anna Radwan) – skąd w tobie to rozdwojenie, damsko-męskie, męsko-damskie, dziecięco-dojrzałe?

Bogomołow poprzestawiał Czechowowi płcie, ale zostawił sedno. Sedno, czyli rozpacz – ale rozpacz za znakami zapytania, znakami przestankowymi, rozpacz ze znamiennym trzykropkiem…

W roli Sergieja – Małgorzata Hajewska. To ostatnia rola Hai w barwach „Starego”. Aktorka gigant, aktorka nad aktorkami. Dziękuję za wszystkie cuda dla nas, dla Krakowa. Będę tęsknił.

6.

Iwan Wyrypajew, „Słoneczna linia”, przekład: Agnieszka Lubomira Piotrowska, reż. Iwan Wyrypajew, Teatr Polonia, Warszawa

Rozkraczyli się emocjonalnie. Za dużo było pewnie słów, za mało milczenia. „Słoneczna linia” Iwana Wyrypajewa jest sztuką o potrzebie słuchania, o tym, żeby nie zagadać siebie i nie zwymiotować tym gadaniem. Bohaterowie „Słonecznej linii” grani bezbłędnie przez Karolinę Gruszkę i Borysa Szyca przekroczyli próg w którym słowa mogą tylko ranić: nadają jak katarynki, na siebie, na to, że chyba nie żyli tak jak powinni, na ludzi, na świat, na wszystko. Talent Wyrypajewa polega również na tym, że nie możemy ich osądzić. Wydrwić lub ośmieszyć. Są słabi, ale wciąż marzą o sile. Wierzą w „słoneczną linię”. Wiara to sens.

7.

Jolanta Janiczak, „Każdy dostanie to, w co wierzy „na motywach „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa, reż. Wiktor Rubin, Teatr Powszechny, Warszawa

Odwagi, droga publiczności! Nikt nie obiecywał że będzie łatwo. Trupa Wolanda może zabrać ci portfel, zabrać majtki, zapytać o rajtki. Co w zamian: wódka z zakąską (ogórki kiszone, a jak!), niedyskretne pytania i na wpół anonimowe odpowiedzi. Woland w wannie, resztki z Bułhakowa, socjologiczna ankieta, okrągły stół chropowatych pytań i kot Behemot (Mateusz Łasowski) przypominający kocurka z „Ladies Night”. Niech nas wszystkich diabli porwą!

8.

Helmut Kajzar, „Gwiazda”, dramaturgia: Jadwiga Juczkowicz, Krzysztof Czeczot, reż. Krzysztof Czeczot, Teatr Współczesny, Wrocław

Gwiazda u Helmuta Kajzara była kobietą. „Gwiazdą” w spektaklu Czeczota jest facet (Maciej Tomaszewski). Fizys Tomaszewskiego duplikuje się jednak w tunelu fonicznym. Widzowie uzbrojeni w słuchawki z dostępem do dźwięku binauralnego, czyli ścieżki dźwiękowej dającej złudzenie pełnej, naturalnej przestrzeni akustycznej, otrzymują również archiwalne zeznania Tadeusza Łomnickiego. On, podobnie jak Tomaszewski, również gra gwiazdę bez szans na dalsze splendory. Ten innowacyjny technologicznie spektakl byłby może jedynie ciekawostką, gdyby nie poruszające, głębokie i intymne wczytanie się w tekst Kajzara. Gwiazda to artysta, ale „gwiazda” to także każdy wrażliwy samotnik żyjący pod kuratelą: matki, Matki Polki, albo po prostu Polski. Każde z tych rozwiązań równie niebezpieczne.

9.

Edward Albee, „Kto się boi Virginii Woolf?”, przekład: Jacek Poniedziałek, reż. Grzegorz Wiśniewski, Teatr Wybrzeże, Gdańsk

Wiśniewski staje się coraz ciekawszym artystą. Pracuje intensywnie, nie ma w zasadzie słabszych zawodowo momentów. Jego ostatnie spektakle: znakomita „Maria Stuart” (Teatr Studyjny w Łodzi) – jeden z najlepszych dyplomów aktorskich ostatnich lat, „Kamień” w stołecznym Teatrze Współczesnym czy niedawne „Plastiki” w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie, to pokaz kunsztu inscenizacyjnego, znakomitej pracy z aktorem i dobrego gustu. Z tych produkcji wybrałem nieco starszą „Virginię Woolf”, ponieważ na sukces przedstawienia zapracowały wszystkie komponenty o których pisałem wcześniej. Nic tutaj nie szwankuje, zagrało wszystko. Teatr środka na najwyższym poziomie.

10.

Bertold Brecht, „Matka Courage i jej dzieci”, przekład: Jacek St. Buras, reż. Michał Zadara, Teatr Narodowy, Warszawa

Mniejsza o Brechta, zestarzał się czy nie. Bo jest Stenka. Najeżona i obcięta na jeża, silna i zdesperowana. Na czas wojny w Mutter Courage rodzi się żądza przetrwania. Trzeba przetrwać żeby żyć. Nawet jeżeli to życie miałoby przypominać ochłapy z dawnego trwania, paskudne, gnijące resztki. Zgarbiona Courage pcha swój wózek, czyli przerdzewiały samochód, pcha również ludzi, którzy przyklejają się do niej i odklejają. Rzepy-dzieci, rzepy-księża, rzepy-dziwki. Matka Stenka przyjmuje wszystkich patałachów i szybko o nich zapomina. Idzie dalej. Będzie szła, aż upadnie. Nikt tego nie zauważy. Wojna potrwa jeszcze chwilę.

Łukasz Maciejewski

Leave a Reply