Przejdź do treści

Yorick nr 45 (czerwiec 2016)

Przegląd Teatralny i Literacki ISSN 2080-9980

Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Rozmowa o miłości

 

Ma-ma – dwie sylaby, od których zaczyna się życie, to fizyczne i to świadome.

Czy matką jest ta która urodzi, czy ta która wychowa? Czy możemy wyobrazić sobie, co przeżywa matka, która musi porzucić dziecko, by – być może – uratować mu życie? Czy można kochać matkę nie znając jej twarzy? Czy można tęsknić za matką nie pamiętając czułego dotyku jej rąk? Nie pamiętając ciepła jej ciała? Słów szeptanych przed snem? Czy można kochać matkę niewłasną, a jednak swoją? Czy można naprawdę kochać cudze dziecko? Co dzieje się z dziecięcym światem, gdy pewnego dnia okazuje się, że biologiczna matka była Żydówką? Dowiedz się więcej »Rozmowa o miłości

War-toś-ci! War-toś-ci!

Tomasz Miłkowski pisze w „Dzienniku Trybuna” o gościnnym spektaklu Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki BIAŁA SIŁA, CZARNA PAMIĘĆ na deskach warszawskiego Teatru Powszechnego:

Skandują ni to kibole, ni to młodzież endecka, która wdarła się na małą scenę Teatru Powszechnego w Warszawie.

Właśnie pani dyrektor teatru z Białegostoku, który przyjechał na gościnny występ do stolicy, rozpoczęła wprowadzenie do spektaklu, kiedy jakiś podekscytowany młodzieniec przerywa jej wystąpienie. Natarczywie pyta, czy pani dyrektor reprezentuje taki teatr, który potrzebuje wstępów?

Dowiedz się więcej »War-toś-ci! War-toś-ci!

Niewidzialni?

Ta opowieść przypomina w Polsce bajkę o żelaznym wilku. Mówi o sytuacji, która wydaje się nieprawdopodobna. Oto bowiem zbolała matka (Krystyna Janda) odwiedza niespodziewanie partnera jej syna, zmarłego przez 15 laty na AIDS. Michael (Piotr Ciołkosz) żyje teraz w legalnym małżeńskim związku ze swoim mężem Willem (Antoni Pawlicki), co więcej wspólnie z nim wychowują syna (Adama Tomaszewski na zmianę z Antonim Zakowiczem).

Dowiedz się więcej »Niewidzialni?

Londyńsko – azjatycki Eurypides

Tylko przez dwa wieczory (17 i 18. 05.16) gościł w Teatrze Polskim w Warszawie londyński zespół Thiasos z przedstawieniem Hippolytos, będącym adaptacją sztuki Eurypidesa w konwencji indonezyjskiego tańca w maskach topeng.

Obecność w Polsce zespołu Thiasos wiązała się z artystyczno- naukowym projektem Włodzimierza Staniewskiego, założyciela i twórcy Europejskiego Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”, który we współpracy nie tylko z teatrem Thiasos, ale i wydziałem „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego i Teatrem Polskim w Warszawie zorganizował w Gardzienicach (13-15.05.16) konferencję pn. „Eurypides Innowator”.

Dowiedz się więcej »Londyńsko – azjatycki Eurypides

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: WITEK W ORANŻERII

PRZYPADEK Bartosza Szydłowskiego w teatrze Łaźnia Nowa:

Od razu należy się wyjaśnienie, a może i przestroga. Jeżeli ktoś wybierze się do nowohuckiej „Łaźni” na teatralną wersję klasycznego już Przypadku, filmu w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego, może poczuć się rozczarowany. Oryginalny scenariusz Przypadku posłużył bowiem Bartoszowi Szydłowskiemu zaledwie jako punkt wyjścia do bardzo współczesnej, chociaż osadzonej w PRL-owskim kostiumie, przypowieści o mechanizmach wyborów.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: WITEK W ORANŻERII

Niedźwiedź Wojtek czyli Taka historia

Tomasz Miłkowski o najnowszym dramacie Tadeusza Słobodzianka w reżyserii Ondreja Spišáka (Scena na Woli):

Historia przedstawiona w najnowszym dramacie Tadeusza Słobodzianka, określona w podtytule jako „historia arcypolska” jest nią w istocie. Pisarz sięgając bowiem po zmitologizowaną już opowieść o niedźwiadku syryjskim, przygarniętym przez żołnierzy 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii 2 Korpusu Polskiego i ich wzajemnych związkach, odsłania zapomniane dzieje zapomnianych żołnierzy. To arcypolska historia. Piękna i smutna. Prawdziwa jak skomplikowane były polskie dzieje. Pomyślana niczym socjologiczny przekrój przez polskie społeczeństwo II Rzeczypospolitej, a zarazem opowieść poetycka. Jak do tej pory niedźwiedzie nie opowiadają historii. Ale tutaj tak. Jak w bajce dla dzieci.

Dowiedz się więcej »Niedźwiedź Wojtek czyli Taka historia

Jowita Budnik: Teraz gram

– Ta kobieta była tak długo coś warta, jak długo była na szczycie. Zastanawialiśmy się, czy widz będzie mógł się identyfikować z taką bohaterką, bo w końcu kto z widowni jest szefową telewizji czy innych mediów? Ale na każdym szczeblu kariery i na każdym poziomie zamożności ludzie przeżywają podobne sytuacje – mówi aktorka Jowita Budnik o monodramie „Supermenka” w rozmowie z Tomaszem Miłkowskim w Przeglądzie.

Mówi się o tym z pewnym zdziwieniem: pani, która zarzekała się tyle razy, że grywa tylko od czasu do czasu, i to w filmach, zdecydowała się na skok do basenu bez wody. Mam na myśli monodram „Supermenka”, którym po wielu latach wraca pani na scenę.

 – To jak zwykle u mnie – ewolucja. Przestałam się zajmować różnymi obowiązkami, którymi zajmowałam się przez większą część życia, np. przestałam pracować w agencji aktorskiej jako agentka. Dowiedz się więcej »Jowita Budnik: Teraz gram

Z fotela Łukasza Maciejewskiego – ZA BÓL SERCA NIE ODPOWIADAM

„WSZYSTKO O MOJEJ MATCE” w reżyserii Michała Borczucha w teatrze Łaźnia Nowa

„Wszystko o mojej matce”, prawie wszystko o naszych matkach – czyli o nas samych. Hołd dla Pedro Almodóvara, najlepszego reżysera kobiet wyrażony przez utalentowanego inscenizatora i aktora opowiadającego o wszystkich kobietach, i tej jednej, najważniejszej. O ich matce.

Najnowszy spektakl Michała Borczucha w Łaźni Nowej, jak często u Borczucha zbudowany jest z w dużym stopniu z intuicyjnych pasaży skojarzeniowych: z kina, literatury, plastyki, z wrażliwości własnej.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego – ZA BÓL SERCA NIE ODPOWIADAM

Z fotela Łukasza Maciejewskiego TYLKO STRACH

„PODOPIECZNI” w Starym Teatrze:

Minął tydzień od premiery „Podopiecznych” w Starym Teatrze. Tydzień mija, ale sceny wcale nie mijają. Odłożyły się w pamięci, jak spam. Są gdzieś tam, głęboko. Strach je uaktywniać.

Pisanie o spektaklu Miśkiewicza jest dla mnie w jakimś sensie przyznaniem się do autokompromitacji. W tym przypadku odpadają bowiem tak zwane narzędzia recenzenckie. Wszystko, cały aparat pojęciowy, hasła i nawyki, trzeba odstawić na bok. By stanąć twarzą w twarz z „Podopiecznymi” trzeba odświeżyć rudymenty dawno zapomnianej naturalności, czegoś być może naiwnego, ale prawdziwego, własnego: wrócić do przedstawienia bez balastu teorii i ideologii, samymi emocjami.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego TYLKO STRACH

Z fotela Łukasza Maciejewskiego – WIĘCEJ „FRASZKI”!

ZWARIOWANA TERAPIA w Teatrze Komedia w Warszawie:

Poza terapią, film z połowy lat osiemdziesiątych oparty na sztuce Christophera Duranga to jeden z najmniej znanych w Polsce filmów w dorobku wielkiego Roberta Altmana: autora Nashville, Dnia weselnego czy M.A.S.H. Podejrzewam, że również większość widzów oklaskujących Zwariowaną terapię w reżyserii Marcina Sławińskiego w Teatrze Komedia, zupełnie nie zna filmowego pierwowzoru. Trochę szkoda, bo zarówno w filmie Altmana, jak i warszawskim przedstawieniu, o sukcesie przedsięwzięcia decydują role aktorskie. U Altmana zagrali Julie Hagerty, Jeff Goldblum i Christopher Guest, w Komedii podziwiamy między innymi Annę Dereszowską, Krzysztofa Dracza czy Przemysława Sadowskiego, jednak zarówno w filmie, jak i w spektaklu pierwsze skrzypce należą do drugoplanowej postaci psychoterapeutki Charlotte. W filmie Altmana tę lekką, komediową rolę fenomenalnie zagrała Glenda Jackson, jedna z największych tragiczek brytyjskiego teatru, okazjonalnie tylko współpracująca z kinem, również spektakl Sławińskiego jest w zasadzie fajerwerkiem jednej aktorki. Kiedy na scenę wychodzi Charlotta Brawn – Jolanta Fraszyńska, mimowolnie skupia na sobie całą uwagę widowni. „Jaka ona jest wspaniała” – słyszałem kilka razy szepczących do siebie sąsiadów. Trudno polemizować.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego – WIĘCEJ „FRASZKI”!

Dziady w całym kraju

Przywróć nam dziady! – prosi namiętnie Gustaw. I rzeczywiście, stało się. Niemal jak Polska długa i szeroka, wszędzie grają Dziady. Po raz kolejny Mickiewicz trafia pod strzechy – pisze Tomasz Miłkowski:

Okazało się, że Mickiewiczowskie Dziady, korona dramatu romantycznego, która miała już na zawsze pomieszkiwać archiwa, stają się repertuarowym hitem polskiego teatru. Ze zdumieniem odkryli to twórcy wrocławskich Dziadów, najbardziej śmiałego projektu w historii realizacji scenicznych dzieła Mickiewicza. Michał Zadara bowiem wraz ze swoją ekipą podjął się zadania wystawienia całych Dziadów, literalnie całych – i dokonał tego. Całe Dziady miały być wydarzeniem jednorazowym, może na kilka pokazów, a tymczasem 14-godzinny spektakl ma swoich zagorzałych zwolenników, a spektakl grany częściami jest wprost oblegany. Zaskoczyło to samego Zadarę, który chciał po prostu przeczytać Dziady od deski do deski i przy okazji wydało się, że marzy o tym pokaźna część zwłaszcza młodej widowni. To rzeczywiście fenomen wart solidnej socjologicznej analizy. Dowiedz się więcej »Dziady w całym kraju

„CZARNA MASKA” DLA OPERY BAŁTYCKIEJ

Opuszczając stanowisko dyrektora Marek Grzesiński-Weiss przygotował na swój wieczór pożegnalny jednoaktową operę Czarna maska Krzysztofa Pendereckiego, opartą na sztuce Gerharta Hauptmanna; niemieckiego Noblisty całkiem zapomnianego po wojnie. To jeden z najsłabszych dramatów autora, którego premiera w roku 1929 była kompletną porażką artystyczną i frekwencyjną. Z mroków zapomnienia wyciągnął Czarną maskę na dzienne światło kompozytor Krzysztof Penderecki, szukając materiału literackiego do opery, którą zamówili u niego organizatorzy Festiwalu w Salzburgu.

Dowiedz się więcej »„CZARNA MASKA” DLA OPERY BAŁTYCKIEJ

Nowy Czechow

Tomasz Miłkowski o nowej gwieździe dramaturgii rosyjskiej:

Czy mamy nowego Czechowa? Tak utrzymują krytycy rosyjscy, a wielu znawców literatury rosyjskiej potwierdza tę diagnozę. To Michaił Durnienkow.

W mieście Togliati, gdzie wychował się i dorastał pisarz u boku swego brata, też autora dramatów, i w środowisku uwrażliwionych jak on na zmierzch dawnego świata młodych ludzi narodził się dramaturg wielkiej klasy, Michaił Durnienkow. Jak swój wielki poprzednik ukazuje nową inteligencję, czy też klasę średnią w stadium paraliżującej apatii i daremnego wyczekiwania na odmianę losu.

Dowiedz się więcej »Nowy Czechow

Fronczewski w telewizyjnym FEUERBACHU

Studio Teatralne Dwójki sprawiło hojny prezent z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru, które przypadło w tym roku w pierwszym dniu świąt wielkanocnych. Pokazana została telewizyjna wersja znakomitego spektaklu Teatru Ateneum, Ja Feuerbach Tankreda Dorsta w reżyserii (debiut!) i z tytułową rolą Piotra Fronczewskiego, uhonorowaną Nagrodą im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego (2013).

Telewizyjna wersja nic nie straciła z blasku spektaklu na żywo, choć ze zrozumiałych względów różniła się od niego. Bariera szklanego ekranu nie stanowiła jednak przeszkody w śledzeniu wielkiego pojedynku aktora z przybyłym do teatru profanem, reprezentantem nowej zmiany (precyzyjna i znacząca rola Grzegorza Damięckiego).

Dowiedz się więcej »Fronczewski w telewizyjnym FEUERBACHU

Pomnik rzuca cień

Takiej Wielkiej Improwizacji na polskiej scenie jeszcze nie słyszano. Grzegorz Malecki jako Konrad w inscenizacji Eimuntasa Nekrošiusa na Scenie Narodowej zamiast po gwałtowne gesty, patetyczne i mocno artykułowane frazy i całą tę gorączkę emocjonalną z repertuaru romantycznego – sięga po intymność.

Jego zmagania z Bogiem przypominają bez mała rozmowę z przyjacielem, emocje są powściągane, a zastosowane środki ekspresji zdumiewają prostotą. Wulkan emocji zastępuje nasycone skrywaną emocją, ale przede wszystkim klarownym przewodem myślowym rozumowanie. Tym razem Konrad nie wybucha gwałtownym buntem, ale wyłuszcza powody tego buntu, jego głębokie, zaskakująco racjonalne korzenie. Od czasu do czasu tylko ten tonowany monolog, w którym emocje trzymane są na wodzy, zakłóca, nadruch głowy, którą Malecki odrzuca w bok, tak jakby bohater próbował zerwać się z uwięzi, jakby rwał się na swobodę. Na naszych oczach zamiast Konrada ekstrawertyka rodzi się introwertyk. Ktoś, kto się buntuje ze ściśniętym sercem. To przecież nie znaczy, że reżyserowi i aktorowi nieznana czy obca jest tradycja romantycznych uniesień – próbę jej zastosowania widzimy na samym początku, kiedy Grzegorz Małecki we fragmencie Upiora najwyraźniej nawiązuje do stylistyki bliskiej Józefowi Węgrzynowi.

Dowiedz się więcej »Pomnik rzuca cień

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: SKRZYWDZENI I PONIŻENI

KTO SIĘ BOI VIRGINII WOOLF w reż. Grzegorza Wiśniewskiego w Teatrze Wybrzeże:

Z evergreenami w teatrze trzeba uważać. Czasami mogą się zemścić nawet na najbardziej utalentowanych adaptatorach. Kto się boi Virginii Woolf? Edwarda Albeego widziałem już tyle razy, także pod odmiennymi tytułami (od inspiracji po niemal plagiaty), że trudno mi sobie wyobrazić, żeby komukolwiek udało się jeszcze wycisnąć z tej sztuki coś nowego. Sukces przedstawienia Grzegorza Wiśniewskiego w Teatrze Wybrzeże polega na tym, że twórcy właśnie niczego nie zamierzali odkrywać na nowo, zawierzyli sprawie, która od czasu powstania dramatu nie uległa przedawnieniu. Nowością jest za to bez wątpienia bardziej współczesny, ostry przekład Jacka Poniedziałka, dzięki któremu podwójną małżeńską psychodramę o nienawiści bez dna, nienawiści, która jest także a może przede wszystkim miłością, ogląda się ze ściśniętym sercem.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: SKRZYWDZENI I PONIŻENI

„CZAS PRZYPOMNIEĆ OJCÓW DZIEJE”

Bożena Frankowska o DZIADACH w Teatrze Narodowym w reżyserii Eimuntasa Nekrosiusa:

1. ODWAGA.

Odwaga nie jest po stronie Pana Eimuntasa Nekrosiusa – reżysera „Dziadów” Adama Mickiewicza w Teatrze Narodowym w Warszawie, znanego w Polsce od trzydziestu lat z przedstawień granych gościnnie w wielu miastach Polski (Bydgoszcz, Katowice, Kraków, Lublin, Łódź, Poznań, Toruń, Warszawa). Ostatecznie zadaniem reżysera jest po prostu reżyserowanie wg uzgodnionych warunków artystycznych.

Odwaga jest po stronie Jana Englerta dyrektora polskiego Teatru Narodowego w Warszawie. Nie często bowiem zdarza się, by na scenach narodowych reżyserowali repertuar narodowy danego kraju reżyserzy cudzoziemcy. W wypadku „Dziadów” Adama Mickiewicza rzecz pewnie w ogóle nie dałaby się wytłumaczyć. Z jednym właśnie wyjątkiem – reżysera z Białorusi, Litwy czy Łotwy, terenów od wieków podlegających wzajemnym wpływom.

Dowiedz się więcej »„CZAS PRZYPOMNIEĆ OJCÓW DZIEJE”

PO CO BYĆ JAK KRAWCZYK?

Dalibóg, coraz częściej nie pojmuję, jakimi kryteriami kierują się dyrektorzy teatrów i reżyserzy wybierając teksty do realizacji na scenie. Oferta repertuarowa teatrów jest coraz bardziej mizerna i poszukiwanie „polskiego Szekspira” – coraz dramatyczniejsze. Na scenę wchodzą sztuki słabe, których nie jest w stanie uratować żadna ekwilibrystyka inscenizacyjna. Czy chodzi tutaj o własne reżyserskie ego, czy o złaknioną takowego tematu publiczność? W Teatrze Miejskim im. W. Gombrowicza w Gdyni gdyński reżyser-dokumentalista filmowy, Andrzej Mańkowski, zrealizował własną sztukę „Być jak Krzysztof Krawczyk”, podążając śladem takich realizacji, jak: „Być jak John Malkovich”, „Być jak Kazimierz Dejna”, „Być jak Marylin Monroe”… Tylko po co być jak Krzysztof Krawczyk? Średniej klasy piosenkarz, o niezłym głosie, z kilkoma przebojami, uwielbiany przez nasze babcie… Niestety, osnuty na Krawczyku spektakl nie daje odpowiedzi na to zasadnicze pytanie. Dowiedz się więcej »PO CO BYĆ JAK KRAWCZYK?

Śmierć się bawi

Janusz Wiśniewski wraca do Moliera. Niedawno dał „Szkołę żon” w łódzkim Powszechnym, a teraz Uczone białogłowy w Ateneum pod zmienionym tytułem Dziewice i mężatki. Na dobrą sprawę autorski teatr Wiśniewskiego zaczął się właśnie od Molierowskiego Chorego z urojenia. Wprawdzie wówczas niewiele się zostało z tekstu Moliera, zaledwie jeden monolog, ale przesłanie spektaklu pozostawało w zgodzie z tą klasyczną komedią. I wówczas Wiśniewski zmienił tytuł – przedstawienie nazywało się Panopticum à la Madame Tissaud. Wielkie umieranie, czyli czarna śmierć. Paris 1680. Wywarło wielkie wrażenie – młody reżyser zademonstrował swój odrębny teatr z własnym, charakterystycznym językiem i motywami.

Dowiedz się więcej »Śmierć się bawi

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.