DIALOG Z KOMEDIĄ
Juliusz Machulski znowu ruszył do boju o polską komedię, występując tym razem jako dramatopisarz. Trzeba powiedzieć, że wszystkie jego projekty literackie noszą wyraźny ślad reżyserskiej ręki.

Juliusz Machulski znowu ruszył do boju o polską komedię, występując tym razem jako dramatopisarz. Trzeba powiedzieć, że wszystkie jego projekty literackie noszą wyraźny ślad reżyserskiej ręki.
W Teatrze Wielkim polska prapremiera Trojan, romantycznej grand opery Hektora Berlioza w międzynarodowym wykonaniu, przedsięwzięcie imponujące rozmachem inscenizacyjnym za sprawą hiszpańskiego reżysera Carlusa Padrissy, który dzieje wojny trojańskiej i tułaczki Eneasza opowiedział z perspektywy wojen gwiezdnych, a głównym atrybutem wojowników uczynił laptopy.

Ten paradoksalny pomysł inscenizacyjny polegał na zderzeniu bajek z rozmaitych epok, z legendarnej przeszłości, i z przyszłości w konwencji science-fiction.
W Galerii van Golik na Saskiej Kępie pokazał swoje prace Wiesław Janasz, niepokorny rzeźbiarz.
Dowiedz się więcej »RZEŻBA OPLĄTANA REFLEKSJĄ CZYLI DIALOG Z BACONEM
Wszyscyśmy z piaskownicy

To był zaskakujący pomysł. Po ubiegłorocznym festiwalu, kiedy nagrodzono niebanalny monodram Krzysztofa Grabowskiego na podstawie Piaskownicy Michała Walczaka, dyrektorzy Wrocławskich Spotkań Teatru Jednego Aktora wpadli na pomysł wyprodukowania monodramatycznej wersji Piaskownicy po rosyjsku, a do tej idei przekonali Wsiewołoda Czubenkę, ulubieńca publiczności WROSTJA, zdobywcy nagród na niejednym festiwalu monodramów.
——
W spektaklu Belfer Marka Cichuckiego (obok) „wystąpił” gościnnie Tomasz Miłkowski, wyciągnięty na scenę spośród widzów. Ale nie spał, tylko udawał. Fot. Maciej Szwed
„Zawsze tak bywa z tymi schillerowskimi pięknoduchami: do ostatniej chwili stroją człowieka w pawie piórka, do ostatniej chwili oczekują dobra, nie zła; i choć czują pismo nosem, za nic w świecie nie powiedzą sobie prawdy zawczasu; skręcają się na samą taką myśl; oburącz opędzają się prawdziwie – aż do momentu, gdy upiększony przez nich człowiek własnoręcznie puści im finfę w nos.” – Fiodor Dostojewski
Pierwsza premiera w sezonie zawsze jest dość dużym wydarzeniem kulturalnym. Tak było i tym razem. Od dawna zapowiadana realizacja „Zbrodni i kary” w lubelskim Teatrze Osterwy, w adaptacji i reżyserii Krzysztofa Babickiego, jak zwykle owiana mgłą tajemnicy miała być wielkim wydarzeniem. Niestety, tym razem się nie udało.
Pytanie, które nasuwało się przy innej sztuce tego samego reżysera „Monologach penisa” – „co by powiedział penis, gdyby umiał mówić?” – tu padać nie musi. Cały spektakl gada jak najęty…
W krakowskich teatrach z początkiem sezonu przede wszystkim trzy istotne festiwale: Mitos21 European Theatre Network, Festiwal Boska Komedia oraz festiwal Re-Kreacje.
Dowiedz się więcej »Początek sezonu 2010/2011 w teatrach krakowskich
Z Bożeną Kociołkowską, prezesem Fundacji Sztuki Tańca, rozmawia Anna Leszkowska.
Z Jerzym Radziwiłowiczem po festiwalu ZDARZENIA w Tczewie rozmawia Anna Bernat.

„Jeżeli faktycznie – tak, jak określał to Lutosławski – muzyka jest formą milczenia, to tym bardziej trzeba nam w tym świecie zgiełku, hałasu nauczyć się nie tracić najważniejszego – a więc wciąż poszukiwać sensu, czyli nieustannie i aktywnie wsłuchiwać się, wgłębiać w ciszę, wciąż na nowo odnajdując nowe poruszenia, motywy i wartości, którymi pulsuje głębia milczenia.”
o. Bernard Sawicki
„Jakie to dziwne było to nasze życie” pisze Abram Baker, dawniej Piekarz, w post scriptum listu do Marianny, dawniej Racheli, jedynej ocalałej z pogromu koleżanki z klasy. Kiedy list nadszedł, Marianna jeszcze żyła, ale go nie przeczytała, bo pismo wydało się jej zbyt drobne. Całe dnie jak przykuta do telewizora – oglądała z zapartym tchem programy o zwierzętach na Discovery i Animal Planet, poszukując odpowiedzi na pytanie: „jaki sens miało to życie?”. Ale i ona wkrótce umarła, podobnie jak Abram, jedyny kolega z klasy, który zachował niewinność (ale i naiwność), bo jeszcze przed wojną wyjechał Nowego Yorku, aby uczyć się na rabina. On też umarł, jak wszyscy bohaterowie Naszej klasy, jedni zamordowani, inni śmiercią naturalną, powaleni przez choroby, nękani wyrzutami sumienia i przeszłością, od której nie sposób się uwolnić.

Dowiedz się więcej »Po premierze Naszej klasy: Lekcja obowiązkowa
Mimo narzekań na globalizację i unifikację kultury światowej – a może właśnie dlatego – od paru lat można zaobserwować wzmożone zainteresowania zagadnieniem zarówno teatru narodowego jako pewnej idei, jak też już konkretnie – problemami, jakie stają dziś przed Teatrami Narodowymi.
Teatr Narodowy wprowadza na scenę znaczący tekst Ödöna von Horvátha. Prapremierowe wykonanie „Kazimierza i Karoliny” wywołuje raczej uczucie zakłopotania oraz zażenowania, niż zachwytu.
Władysław M. Owczarzak napisał książkę o zwykłym człowieku, czyli o Stanisławie Stapfie. Wiele o Stapfie słyszałam w moich czasach wrocławskich. I wiem, że nie był to „zwykły człowiek”.

„Czy tym właśnie jesteśmy, wszyscy bez wyjątku – petentami oczekującymi werdyktu?”
John Maxwell Coetzee, „Elizabeth Costello”
To się musiało zdarzyć wcześniej czy później. Artysta serio myślący o świecie musi zderzyć się z zagadką śmierci, z pułapką przemijania i cielesnej egzystencji.

Dowiedz się więcej »Koniec/początek albo Ukąszenie Kafkowskie
Ukazała się książka Jarosława Borowca „Szare światło” (wtedy, w 2009, było jeszcze to światło szare). Jest to zapis rozmów z Krystyną Miłobędzką i Andrzejem Falkiewiczem.

Na Wirtualny Fotel zaprosiłam artystę plastykę Tomasza Niewiadomskiego – Ratmana. A może Ratmana – Niewiadomskiego? Sama już nie wiem, bo postać z jego komiksów zlała się z jego nazwiskiem w jedno i występuje zamiennie. Świat komiksu ma swoich miłośników, zwolenników i, jak zwykle to bywa w sztuce, przeciwników bardziej lub mniej zagorzałych. Dziś już nie wytacza się ciężkich armat przeciw komiksom, jak było to jeszcze kilkanaście lat temu. W końcu zaakceptowano jego istnienie, chociaż niekoniecznie jako dziedzinę sztuki.

Nie zdawałam sobie sprawy z okrucieństwa tego słowa, z jego często dramatycznych w życiu konotacji, uzależnień, kontekstów, z narzucania wyborów. To tak łatwo i właściwie przyjemnie się mówi: jestem pomiędzy fantazją a rzeczywistością, pomiędzy światami, krawędziami, znakami, stylami itd. itd… Tylko, że urodzić się „pomiędzy” to już nie brzmi tak niewinnie, ma swoje konsekwencje, niekiedy dramatyczne, ma swój ciężar. Zofia Reklewska – Braun jest jedną z tych osób, które urodziły się „pomiędzy”.
