Hallo, hallo – tu mówi Teatr Lalka
Mój sześcioletni ekspert słuchał i patrzył oczarowany. Ja, śledząc rzecz wzrokiem dinozaura, z przyjemnością tak entuzjastyczny werdykt potwierdzam. Co słychać.,tekst pióra Agaty Biziuk i Agnieszki Makowskiej zrealizowany na scenie Foyer Teatru Lalka urzeka klarownym trybem narracji. Cały inscenizatorski kwintet [Agata Biziuk – reżyseria; Katarzyna Proniewska – Mazurek – scenografia; Anita Podkowa – ruch; Mateusz Czarnowski – muzyka; Michał Sapieha – projekcje multimedialne] mówi jednym tonem. Lecz ta szczególna jedność wcale nie ogranicza autonomii środków ekspresji. Bliski wyobraźni dziecięcego widza skrót pojęciowy prowadzi dialog i determinuje rozmaite pozawerbalne tworzywa.

W warszawskim Teatrze Polskim wielkie święto. Na Scenie Kameralnej ożył z wielką siłą gęsty od znaczeń autorski teatrzyk Janusza Wiśniewskiego. Po przerwanej dyrekcji w poznańskim Teatrze Nowym (2010) mogło się zdawać, że teatrowi Wiśniewskiego przetrąciła kręgosłup lokalna władza przy obojętnym milczeniu „centrali”, że to już koniec najoryginalniejszego w Polsce teatru postdramatycznego, naznaczonego tradycją narracji plastycznej, a zarazem poetyckiego teatru wielkich pytań moralnych i metafizycznych. Jednak splot dobrych okoliczności sprawił, że najpierw mogliśmy (i możemy nadal) poddawać się wizji Siedmiu rad dla zmarłych na scenie teatru w Radomiu, a teraz Quo vadis. To świat znajomy, którego rytm dyktuje muzyka Jerzego Satanowskiego i choreografia Emila Wesołowskiego, a kształt plastyczny wiedzie ku obrazom Goyi, Boscha i niemieckich ekspresjonistów.
Barbara Folta pisze o spektaklu dyplomowym Naszej klasy Tadeusza Słobodzianka w reżyserii Lukasza Kosa – we Wrocławiu
Póki trwa zabawa… O premierze „Młodego Stalina” Tadeusza Słobodzianka w reżyserii Ondreja Spišáka w warszawskim Teatrze Dramatycznym pisze Marzena Dobosz na blogu „Teatru głodna”



Teatr „Baj Pomorski” w Toruniu ma trzy postaci w jednym – teatr lalek, teatr dla dzieci, teatr żywy i artystyczny dla dzieci, młodzieży oraz dorosłych. A na te „trzy postaci w jednym” składa się rozmaitość repertuaru, dobry zespół aktorski i sprawne zespoły współpracowników artystycznych i technicznych oraz świadome swoich zadań kierownictwo.
Klemensa Krzyżagórskiego poznałam we Wrocławiu, w czasach, gdy był redaktorem naczelnym „Odry”. Poznałam go dzięki mojemu ojcu, rzeźbiarzowi. O dziennikarstwie mi się wtedy jeszcze w ogóle nie śniło. Od czasu do czasu odwiedzałam Klemensa z ojcem w redakcji, czasami Klemens wpadał do Klubu Związków Twórczych. Pamiętam ich rozmowy, pamiętam spory o sztukę i rzeczywistość. I swoje zasłuchanie w melodię języka. Piękną polszczyznę, którą Klemens posługiwał się nie tylko pisząc reportaże, scenariusze, szkice teatralne, recenzje, ale i po prostu rozmawiając
Heiner Müller mówił: „Lepszy rewolucjonista z syfem niż zdrowy kontrrewolucjonista”. Zdanie to cytuję z malowniczej książki świetnego a niedocenianego w kraju reżysera i animatora teatru, Henryka Baranowskiego Spowiedź bez konfesjonału, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Skorpion. To lektura obowiązkowa dla wszystkich pogubionych uczestników trwającego sporu, którędy prowadzić teatr (do przyszłości).
Międzynarodowy Dzień Teatru ustanowiony został przez IX Światowy Kongres ITI w Wiedniu w 1961 roku. Obchodzony jest na całym świecie od 1962 roku. Wybrano dzień 27 marca dla upamiętnienia pierwszego sezonu Teatru Narodów w Paryżu w 1957 roku. Z okazji tego święta orędzie ITI skierował do do twórców na całym świecie Dario Fo, a do twórców polskich Andrzej Seweryn
Tak mówił dwudziestoparoletni Malik, artysta z Maroka, który napadnięty i pobity na ulicy, zamknął się na tydzień w akademiku, niezdolny znowu wyjść na miasto. Spektakl Obsesja Teatru Remus, oparty na prawdziwych relacjach i zdarzeniach, opowiada się przeciw oznakom ksenofobii i rasizmu w Polsce, które nie zwalczane miewają moc choroby zakaźnej. W spektaklu pada niewiele słów, to fragmenty wypowiedzi dotkniętych prześladowaniami. To dość jednak, aby wzbudzić co najmniej niepokój.
Do Marienbadu jeździło się tyleż dla poratowania zdrowia i żeby „ubyć” (czyli schudnąć), co dla zawiązania korzystnych znajomości, znalezienia odpowiedniej partii dla córki, przelotnego flirtu i parady. Toteż liczyły się stroje, których uroda lśni ze sceny na tle skromniejszych, choć funkcjonalnych dekoracji. W spektaklu ocalał ironiczny dystans i nieco szelmowskie poczucie humoru Szolema Alejchema, wzmocnione piosenkami Macieja Wojtyszki do muzyki Jerzego Derfla, o łagodnym, stylizowanym brzmieniu.
…przez wieś. Sławomir Pacek z grającym bączkiem w rękach gramoli się z szuflady, aby z tęsknotą opowiadać o Grzesiu daremnie usiłującym donieść worek piasku. Tak zaczyna się parada przypominanych we fragmentach i w całości wiecznie żywych wierszyków dla dzieci Juliana Tuwima. Rzecz toczy się u stóp toaletki, z lewej strony widać końcówkę mopa, w tyle sceny gniazdko i wtyczkę, na szczotce do włosów ktoś wypoczywa, potem ktoś inny wychyla się z szuflady.
Kto się boi Virginii Woolf, jedna z najlepiej napisanych sztuk amerykańskich w duchu strindbergowskim na scenie Teatru IMKA. O spektaklu w tgtodniku „Przegląd”:
Tej najgłębszej prawdy można dotknąć tylko w sztuce. W teatrze. Tylko żeby można jej dotknąć, trzeba kochać teatr. Miłość jest motorem wszystkiego, co mnie otacza.– mówi Emilia Krakowska – Teatr jest możliwością wypowiedzenia tego, czego nie mogę z siebie wyszarpać w życiu. I sztuką. Zawodowe obracanie się w dramaturgii, w literaturze, to wspaniała ucieczka od chropowatej codzienności. Na zewnątrz, poza teatrem, jest wielka i mała polityka, wielkie i małe sprawy, wielka codzienność wielkich spraw, są misje, które w swoim przekonaniu różni ludzie mają do spełnienia, są podwyżki, jest chaos, zdenerwowanie, kłamstwo, jest niepewność jutra. W teatrze ten zwariowany świat przystaje. Wszystkie zdarzenia, układy, słowa mają swoją logikę i rozwiązanie jest tego konsekwencją. W życiu gramy naszą codzienność, nasze życie. W teatrze zaś cudzą. Przestaję na moment być główną bohaterką w sztuce życia. W teatrze łatwiej niż w życiu odkrywam prawdę.
Tomasz Milkowski o „Ożenku” Wyrypajewa na łamach „Przeglądu”:
Pierwsze słowa inscenizacji: „Poszukiwany: Jezus Chrystus…” mają podwójnie znaczenie, nie tylko fizycznego poszukiwania osoby z listu gończego, ale też poszukiwania duchowego tego, o którego istnieniu i głoszonych przez niego ideach, niemal zapomnieliśmy.