Dwie walizki
Póki trwa zabawa… O premierze „Młodego Stalina” Tadeusza Słobodzianka w reżyserii Ondreja Spišáka w warszawskim Teatrze Dramatycznym pisze Marzena Dobosz na blogu „Teatru głodna”
Na premierę Młodego Stalina, kolejną sztukę duetu Słobodzianek-Spišák, czekaliśmy z niecierpliwością. Po Merlinie, Naszej klasie i Proroku Ilji poprzeczkę ustawili sobie wysoko. I nawet jeśli nie poszli na rekord, udało im się jej nie strącić.
Ci, którzy spodziewali się na scenie intrygi, pozostali zawiedzeni. Rozczarowali się również ci, którzy chcieli dowiedzieć się czegoś nowego na temat Stalina. Słobodzianek nie jest dokumentalistą ani historykiem, nie zaskakuje nas żadnymi nowymi faktami z biografii największego zbrodniarza w historii, nie daje odpowiedzi na pytanie o jego mordercze skłonności. Autor zatytułował swój utwór Młody Stalin, choć właściwie nie Stalin jest głównym bohaterem dramatu, a w każdym razie nie tylko on. Sztuka ma podtytuł Prawdopodobna historia w VII obrazach. I jest to właśnie wariacja na temat historii.





Teatr „Baj Pomorski” w Toruniu ma trzy postaci w jednym – teatr lalek, teatr dla dzieci, teatr żywy i artystyczny dla dzieci, młodzieży oraz dorosłych. A na te „trzy postaci w jednym” składa się rozmaitość repertuaru, dobry zespół aktorski i sprawne zespoły współpracowników artystycznych i technicznych oraz świadome swoich zadań kierownictwo.
Klemensa Krzyżagórskiego poznałam we Wrocławiu, w czasach, gdy był redaktorem naczelnym „Odry”. Poznałam go dzięki mojemu ojcu, rzeźbiarzowi. O dziennikarstwie mi się wtedy jeszcze w ogóle nie śniło. Od czasu do czasu odwiedzałam Klemensa z ojcem w redakcji, czasami Klemens wpadał do Klubu Związków Twórczych. Pamiętam ich rozmowy, pamiętam spory o sztukę i rzeczywistość. I swoje zasłuchanie w melodię języka. Piękną polszczyznę, którą Klemens posługiwał się nie tylko pisząc reportaże, scenariusze, szkice teatralne, recenzje, ale i po prostu rozmawiając
Heiner Müller mówił: „Lepszy rewolucjonista z syfem niż zdrowy kontrrewolucjonista”. Zdanie to cytuję z malowniczej książki świetnego a niedocenianego w kraju reżysera i animatora teatru, Henryka Baranowskiego Spowiedź bez konfesjonału, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Skorpion. To lektura obowiązkowa dla wszystkich pogubionych uczestników trwającego sporu, którędy prowadzić teatr (do przyszłości).
Międzynarodowy Dzień Teatru ustanowiony został przez IX Światowy Kongres ITI w Wiedniu w 1961 roku. Obchodzony jest na całym świecie od 1962 roku. Wybrano dzień 27 marca dla upamiętnienia pierwszego sezonu Teatru Narodów w Paryżu w 1957 roku. Z okazji tego święta orędzie ITI skierował do do twórców na całym świecie Dario Fo, a do twórców polskich Andrzej Seweryn
Tak mówił dwudziestoparoletni Malik, artysta z Maroka, który napadnięty i pobity na ulicy, zamknął się na tydzień w akademiku, niezdolny znowu wyjść na miasto. Spektakl Obsesja Teatru Remus, oparty na prawdziwych relacjach i zdarzeniach, opowiada się przeciw oznakom ksenofobii i rasizmu w Polsce, które nie zwalczane miewają moc choroby zakaźnej. W spektaklu pada niewiele słów, to fragmenty wypowiedzi dotkniętych prześladowaniami. To dość jednak, aby wzbudzić co najmniej niepokój.
Do Marienbadu jeździło się tyleż dla poratowania zdrowia i żeby „ubyć” (czyli schudnąć), co dla zawiązania korzystnych znajomości, znalezienia odpowiedniej partii dla córki, przelotnego flirtu i parady. Toteż liczyły się stroje, których uroda lśni ze sceny na tle skromniejszych, choć funkcjonalnych dekoracji. W spektaklu ocalał ironiczny dystans i nieco szelmowskie poczucie humoru Szolema Alejchema, wzmocnione piosenkami Macieja Wojtyszki do muzyki Jerzego Derfla, o łagodnym, stylizowanym brzmieniu.
…przez wieś. Sławomir Pacek z grającym bączkiem w rękach gramoli się z szuflady, aby z tęsknotą opowiadać o Grzesiu daremnie usiłującym donieść worek piasku. Tak zaczyna się parada przypominanych we fragmentach i w całości wiecznie żywych wierszyków dla dzieci Juliana Tuwima. Rzecz toczy się u stóp toaletki, z lewej strony widać końcówkę mopa, w tyle sceny gniazdko i wtyczkę, na szczotce do włosów ktoś wypoczywa, potem ktoś inny wychyla się z szuflady.
Kto się boi Virginii Woolf, jedna z najlepiej napisanych sztuk amerykańskich w duchu strindbergowskim na scenie Teatru IMKA. O spektaklu w tgtodniku „Przegląd”:
Tej najgłębszej prawdy można dotknąć tylko w sztuce. W teatrze. Tylko żeby można jej dotknąć, trzeba kochać teatr. Miłość jest motorem wszystkiego, co mnie otacza.– mówi Emilia Krakowska – Teatr jest możliwością wypowiedzenia tego, czego nie mogę z siebie wyszarpać w życiu. I sztuką. Zawodowe obracanie się w dramaturgii, w literaturze, to wspaniała ucieczka od chropowatej codzienności. Na zewnątrz, poza teatrem, jest wielka i mała polityka, wielkie i małe sprawy, wielka codzienność wielkich spraw, są misje, które w swoim przekonaniu różni ludzie mają do spełnienia, są podwyżki, jest chaos, zdenerwowanie, kłamstwo, jest niepewność jutra. W teatrze ten zwariowany świat przystaje. Wszystkie zdarzenia, układy, słowa mają swoją logikę i rozwiązanie jest tego konsekwencją. W życiu gramy naszą codzienność, nasze życie. W teatrze zaś cudzą. Przestaję na moment być główną bohaterką w sztuce życia. W teatrze łatwiej niż w życiu odkrywam prawdę.
Tomasz Milkowski o „Ożenku” Wyrypajewa na łamach „Przeglądu”:
Pierwsze słowa inscenizacji: „Poszukiwany: Jezus Chrystus…” mają podwójnie znaczenie, nie tylko fizycznego poszukiwania osoby z listu gończego, ale też poszukiwania duchowego tego, o którego istnieniu i głoszonych przez niego ideach, niemal zapomnieliśmy.
Poszerzona wersja recenzji opublikowanej na łamach „Przeglądu” 2013 nr 8: Kogo Agnieszka Glińska wzywa na Sąd ostateczny? Czy sumiennego zawiadowcę (Łukasz Simlat), który kuszony przez córkę karczmarza (Agnieszka Pawełkiewicz) tylko raz zaniedbuje obowiązki i doprowadza do katastrofy kolejowej? Czy uwodzicielkę, która dla kaprysu zwodzi go, a potem daje alibi, by dręczona wyrzutami sumienia być gotowa wyznać prawdę? Czy żonę zawiadowcy (Dorota Landowska), sekutnicę, która wiedziona zazdrością denuncjuje męża? Czy jej chwiejnego brata (Krzysztof Stroiński), który zmienia stosunek do zawiadowcy, jak wiatr powieje? Czy karczmarza (Paweł Wawrzecki), który ochoczo staje na czele zwolenników oskarżonego zawiadowcy, aby potem przewodzić krucjacie przeciw niemu”? A może wścibską sąsiadkę (Elżbieta Piwek), której uwadze nic nie uchodzi, chyba że nieuwagi wymaga jej i sąsiedzki interes? A może mieszkańców miasteczka, przypominającego miasteczko Güllen z Wizyty starszej pani Dürrennmatta, a także ofiary katastrofy, żywych i umarłych? [Na zdj. Modest Ruciński].