Szczęście Frania
Z Romanem Kłosowskim rozmawia Tomasz Miłkowski
Obchodzi Pan piękny jubileusz – sześćdziesięciolecia pracy artystycznej. W Pańskiej biografii, niejako siłą rzeczy, odcisnęła się historia powojennej Polski, a dla kilku generacji Polaków stał się Pan kimś, kto zawsze był, z kim się szło przez życie. Tak też nazywa się wydana niedawno książka o Pańskich losach, Z Kłosem przez życie…
Ta książka to moje życie. Napisana została w moim imieniu przez przyjaciółkę, Jadwigę Opalińską. Ale to wszystko, o czym pisze, jest prawdą, cały życiorys jest opisany prawdziwie. Choć jestem gładszy w tej książce niż w ogóle jestem. Niedawno byliśmy na promocji książki w Puławach, w tamtejszej Bibliotece. Zdarzyło się coś niespotykanego, proszę spojrzeć, dostałem taką piękną laurkę z okazji jubileuszu, złożoną z kilku stron serdecznych życzeń.

Muzyczny hula
Mieli rację ci wszyscy, którzy prorokowali, że Hanoch Levin – gdzie jak gdzie – ale w Polsce nie tylko się przyjmie, ale zabrzmi znajomo. Jego poczucie absurdu, melancholia, łączenie akcentów komicznych i tragicznych, śmiałość w odsłanianiu życia, ale w otoczce baśni, wszystko to bardzo przylega do polskiej tradycji teatralnej i literackiej. Nowa premiera Levina, niegranej wcześniej „Dziwki z Ohio” potwierdza to w pełni. Sprzyja termu temperament reżysera, Adama Sajnuka, który ostatnio zadziwia swoim wyczuleniem na sceniczny detal, umiejętnością pracy z aktorami i wydobywaniem za pomocą znaków teatralnych podwójnego sensu słów, znowu odniósł zwycięstwo.
Kochamy Marcina Dorocińskiego za wszystkie jego role filmowe. Bez wyjątku. Natomiast o wiele mniej za kreacje teatralne. Żadnej nie zagrał na miarę swojego niewątpliwego talentu. Oglądając Dorocińskiego najpierw w roli Miszy, pierwszej po jego przejściu do Teatru Ateneum, w spektaklu „Merylin Mongoł” (reż. B. Linda), a teraz w najnowszej premierze „Nastasja Filipowna”, w reżyserii Andrzeja Domalika, w której gra Rogożyna, zastanawiamy się, co go pęta.
Teatr PRL był teatrem uwikłanym ideologicznie, w zwarciu (ale i swoistej symbiozie) z cenzurą, walczący i potulny
„Nosorożec” Eugene`a Ionesco, w reżyserii Artura Tyszkiewicza w stołecznym Teatrze Dramatycznym, to dobry spektakl. Konsekwentny z jasno podkreślonym przesłaniem i dobrymi rolami Pawła Domagały (Berenger), Krzysztofa Ogłozy (Jean) i Sławomira Grzymkowskiego (Dudard).
O „Upadku pierwszych ludzi” Antoniego Ferencego w reżyserii autora w Teatrze Soho w Warszawie pisze Marzena Dobosz na blogu „teatru głodna”
Reżyser Paweł Paszta nadał swojemu spektaklowi, na który złożyły się adaptacje Opowiadań dla dzieci Isaaca Bashevisa Singera tytuł Opowiadania nie tylko dla dzieci. Słusznie. Bo chociaż premiera spektaklu odbywała się o godzinie 12.00 , co jest wyraźnym wskazaniem do jakiej publiczności jest skierowana, to z równym skupieniem i uwagą, oglądali ją młodzi widzowie, jak i dorośli.
Z teatrem dla dzieci sprawa jest trudna… by nie rzec – bardzo trudna. Młodego widza się lekceważy, mylnie uważając, iż wystarczy kilka błazeńskich sztuczek na scenie, by wywołać śmiech, a ten wówczas jest kontent. Mamy zatem w repertuarach teatrów prawdziwy zalew spektakli co najmniej słabych. Milczeniem pominę spektakle przedszkolne, szkolne czy te wystawiane w domach kultury. Jako matka dwójki dzieci, a tym samym klientka co najmniej trzech biletów na „kulturę”, odczuwam już pewnego rodzaju niechęć na myśl o wyrzuceniu pieniędzy.
Premiera monodramu Manatki Bogusława Kierca, ktora zainaugurowała tegoroczną edycję Wroclawskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora to wydarzenie trudne do przecenienia. Przedstawieniem tym autor wraca do źródeł teatru jednoosobowego, a jednocześnie otwiera przed nim nowe perspektywy artystyczne i etyczne. To rodzaj spowiedzi-modlitwy dokonywanej w obecności widzów.
Tomasz Miłkowski o Milczeniu o Hiobie Piotra Cieplaka w Teatrze Narodowym – poszerzona wersja recenzji opublikowanej w „Przeglądzie” nr 45/2013:
Janusz Wiśniewski nie usiłował tu ani pouczać, ani oceniać. Zresztą nigdy tego nie robił, natomiast zawsze mówił własnym językiem szczegółowo konstruowanych obrazów – egzemplifikacji. Nawet kiedy owa własność reżyserskich projektów denerwowała Mistrza Kantora, Wiśniewski – klucząc, modyfikując tropy po swojemu – rzeźbił każdy detal przestrzeni.