Czekamy przed wejściem, jakbyśmy sami mieli za chwilę wyruszyć wraz z ptakami przed oblicze Simurgha. Z sali dobiega mocna muzyka. Widzowie stoją przed drzwiami trochę jak pielgrzymi, jeszcze poza opowieścią, ale już przez nią otoczeni. Muzyka zmienia stan skupienia, odcina od tego, co zostało na zewnątrz. Przecież czeka nas droga – suficka droga poznania, droga oświecenia, a może przede wszystkim droga w głąb siebie.
Na Scenie w Fabryce Sztuki widzowie zajmują miejsca na pufach i poduchach rozłożonych wokół perskiego dywanu. Od początku wiadomo jednak, że opowieść nie będzie rozgrywać się wyłącznie na tym jednym planie. Dzięki trzem olbrzymim ekranom spektakl staje się wieloplanowy, a jego elementy pozostają widoczne w różnych kontekstach. A jak się potem okaże, rozszerzy się o kolejne pomieszczenie.
Ptaki kłócą się, wahają, znajdują kolejne powody, żeby nie wyruszyć w drogę. Przewodzi im Dudek. I ten wielki nieobecny Król Simurgh, którego pióro spadło w Chinach, a każdy ma rysunek jego pióra wyryty w sercu. Na spotkanie króla może ruszyć tylko istota „o sercu lwa”.
W świecie tej opowieści znaczenia nieustannie przesuwają się pomiędzy słowem, ciałem i obrazem. Szczególną rolę odgrywa też sam tekst. Dudek dzierży tekst, zwraca uwagę ptaków na zapisane słowa. Tekst staje się niemal nieosobowym aktorem spektaklu. To zarazem wieczorne opowiadanie historii, klasyczna sztuka teatralna i czytanie performatywne. W jej sednie jednak leży wytworzenie atmosfery dawnej wspólnoty zatopionej w opowieści. Widzowie wydają się być w tę wspólnotę wciągnięci, Ci na pufach, ale też Ci na krzesłach, powstaje pewna emocjonalna synchronizacja, i nawet przypadkowy dźwięk dzwonka telefonu wydaje się być częścią scenariusza.
Kamera, za którą odpowiada wyśmienity Kamil Wallace Walesiak, raz wyostrza obraz, raz pozwala mu rozpłynąć się na ekranie. Wchodzenie w ostrość i wychodzenie z niej buduje osobną dramaturgię. Czasem oglądamy cierpienie, czasem twarz, fragment ciała, portret ptaka. Kamera ustawiona naprzeciwko ekranu multiplikuje obraz, a widz sam decyduje, na którym planie zatrzymać spojrzenie. Można obserwować aktora, ekran, operatora, pozostałych wykonawców. Teatr staje się wieloplanowy, a jego elementy pozostają widoczne.
Role nie są przypisane do płci. Księżniczką może być mężczyzna, rycerzem kobieta. Aktorzy zmieniają postaci, przechodzą pomiędzy opowiadaniem i uczestnictwem w opowieści, przyglądają się sobie nawzajem. Są zarazem postaciami, narratorami i świadkami wydarzenia. Spektakl rozmywa utrwalone pojęcia i przyzwyczajenia percepcyjne. Wprowadza kontrolowany chaos i rodzaj poznawczego dysonansu, ale nigdy nie traci klarowności swojej duchowej drogi.
Rekwizyty pozostają skromne: kawałek drewna, piasek, kamienie, świeca, szkielet ptaka. W spektaklu jest wiele takich prostych efektów, które działają właśnie dzięki swojej prostocie. W pewnym momencie aktorzy używają plasteliny, która zaczyna łączyć dwie przestrzenie gry – aktorów pozostających wewnątrz i tych znajdujących się na zewnątrz. Powstają nici pomiędzy planami. Precyzja prostoty okazuje się jednym z najważniejszych języków przedstawienia.
Muzyka, za którą odpowiada Maciej Maciaszek, cały czas współtworzy świat spektaklu. Grana na żywo, rytmiczna, podnosząca dramaturgię, a chwilami pozwalająca jej opaść. Trąbka pojawia się niemal jak osobny głos. Świat sceniczny współpracuje z tekstem, nie próbuje go zagłuszyć ani interpretacyjnie ujarzmić. Dodatkowo warstwę muzyczną buduje śpiew aktorów, a na szczególną uwagę zasługuje czystość głosu i profesjonalny warsztat.
Trzeba iść. Wieje zimny wiatr. Trzeba iść do kresu czasu. W spektaklu wraca ruch, wysiłek i konieczność dalszej drogi – nieustanne bycie „biegunem”. Ptaki wybierają się do kolejnych dolin, do hallu wejściowego, a za nimi podąża kamera. A jednocześnie pojawiają się momenty zatrzymania. Czas ciszy. Skupienie. Desynchronizacja dwóch planów jest ledwie dostrzegalna, ale potrafi wydobyć śpiew ptaka czy gest aktora. To bardzo czuły spektakl: nie narzuca przeżycia, tylko buduje dla niego przestrzeń. Czuć, że twórcy rozumieją opowieść nie jako egzotyczną baśń, ale jako doświadczenie, którego trzeba dotknąć.
I w tym doświadczeniu równie mocno jak aktorzy uczestniczą tłumaczki języka migowego, ekspresyjnie przekładające warstwę tekstową spektaklu na własny język sceniczny.
Pod koniec reakcje publiczności zaczynają niemal niezauważalnie dopisywać się do przedstawienia. Ktoś płacze albo się śmieje – nie sposób powiedzieć. Widzowie uczestniczą poprzez własne skupienie, ciszę i emocje. A kiedy spektakl się kończy, cisza trwa jeszcze długo. Po zakończeniu widz, wychodząc, może również potknąć się o rozsypane kamienie z drogi ptaków.
Czas spektaklu płynie jakby w aborygeńskim Dreamtime. I choć w innych tradycjach i interpretacjach mityczne ptaki — Anqā, Saēna czy Sēnmurw — przyjmują odmienne formy i znaczenia, u Farid ud-Din Attara, a następnie u Jean-Claude’a Carrière’a i Petera Brooka(ur. 1925), wybitny angielski reżyser teatralny, inscenizat... More, Simurgh prowadzi jedynie ku temu, co w nas samych. Jedynie czy aż? I jeśli gdzieś w teatrze można znaleźć człowieka, to być może właśnie tutaj — w opowieści o ptakach Teatru Chorea.
Anna Kędziorek
22 sierpnia 2026, ŁÓDŹ
15. MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TEATRALNY RETROPERSPEKTYWY: WYWROTY
Twórcy: Teatr CHOREA
Tekst: spektakl na podstawie poematu „Konferencja Ptaków” Fariduddina Attara oraz dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More „Konferencja Ptaków” Petera Brooka i Jean-Claude’a Carrière’a, w przekładzie Mariusza Radomyskiego i Roberta Urbańskiego
Reżyseria: Łukasz Kos
Muzyka: Maciej Maciaszek
Scenografia, kostiumy: Paweł Walicki
Wizualizacje, kamera live: Kamil Wallace Walesiak
Światło: Tomasz Krukowski
Dźwięk: Hubert Żurawski
Obsada: Janusz Adam Biedrzycki, Joanna Chmielecka, Łukasz Kos, Małgorzata Lipczyńska, Maciej Maciaszek, Tomasz Rodowicz, Paweł Smagała, Kamil Wallace Walesiak
Plakat: Kamil Rekosz
Zdjęcia: Bartosz Ciechanowicz
Producentki: Zofia Kędra, Anna Maszewska
Produkcja: Teatr CHOREA
Premiera: 11 lipca 2026
