Ludzie, ludzie, cuda w tej budzie – chciałoby się zakrzyknąć po finale „Bujdagrandy” w Teatrze Żydowskim. To opowieść o kabarecie, nawiązująca do legendy Qui pro quo, opowiedziana w małej salce przy ulicy Senatorskiej 35. Smaku tej opowieści dodaje niegdysiejsze sąsiedztwo Teatrzyku Qui Pro Qui, który mieścił się nieopodal w podziemiach Galerii Luxemburga przy ulicy Senatorskiej 19 – dzisiaj po tym budynku nie ma śladu, jak i po widzach: teatrzyk zamknął podwoje w roku 1931. Widownia liczyła w nim ponad 500 miejsc. Tymczasem Joanna Drozda zmieściła „Qui Pro Quo” w salce dysponującej dziesięciokrotnie mniejszą widownią. Podobno nawet Gołda Tencer, której nikt nie posądza o brak wyobraźni i rozmachu, zachodziła w głowę, jak Droździe uda się pomieścić w tej łupince trzy sceny, stoliki kawiarniane, krzesła zwykle i barowe, miejsce dla Pijanisty (tak właśnie nazywanego ze względu na nieustanny stan podchmielenia) i bufet na dokładkę. Udało się.
Kabaret w tej scenerii dzieje się wszędzie, na dwóch scenach, w środku i z boku, w bufecie, a nawet na galeryjce, czyli „dziupli” kawiarni Ziemiańskiej. Zaskakująca transformacja miejsca dokonała się we współpracy ze scenografem Michałem Głaszczką, także współautorem piosenek i magiem od światła. Samba „Pan Światełko’ w pełnym uroku wykonaniu Izabelli Rzeszowskiej (w roli Hanki Ordonówny) do niego i wszystkich mistrzów oświetlenia teatralnego najwyraźniej była adresowana. Równie ciepłe podziękowania należały się Bartoszowi Dopytalskiemu, który w tej maleńkiej przestrzeni stworzył wyrazistą choreografię(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... More i sam wystąpił w kilku, jeśli nie kilkunastu rolach, m.in., jako Nagistka, Niemowlę czy Stonoga, by o Tatianie Wysockiej tylko wspomnieć.
Joanna Drozda nie trzyma się kurczowo historii „Qui Pro Quo”, nie stara się jej streszczać, tak jak nie korzysta z gotowego repertuaru przebojów międzywojennego kabaretu. Proponuje nowe teksty, nierzadko nawiązujące do sławnych rymów poprzedników, stąd często spotkać można dowcipy i wersety Juliana Tuwima, głównej podpory kabaretu (w tej roli wszędobylski, roztańczony, rozśpiewany i zwinny jak kot Mateusz Trzmiel).
Drozda buduje swój scenariusz, który na początku rozkręca się powoli, ale potem wiruje. W pierwszych scenach twórcy kabaretu nie mają jeszcze pomysłu, jaki ma być ich kabaret. Szukają nazwy, finału i numerów, które będą przyciągać – jednym z nich okaże się kobieta przydźwigana w kufrze. Z tego poszukiwania wyłaniają się celne aluzje do sytuacji politycznej (przewrót majowy, ale nasz dzisiejszy stosunek do emigrantów czy kryzys w Zatoce Perskiej), kto ma uszy, to usłyszy. Ale przede wszystkim wyłania się nienatrętnie ukazany etos artysty kabaretu, który bawi, wzrusza i daje do myślenia. Ten rysunek wspólnie tworzą aktorzy, obdarzeni wielkim poczuciem humoru, talentem wokalnym i łatwością nawiązywania bliskiej więzi z publicznością, z którą w tym spektaklu wciąż są oko w oko. Henryk Rajfer przypomina wice Kazimierza Krukowskiegio (ale go nie naśladuje), swoim czarem przywołując aurę szmoncesu. Monika Chrząstowska ożywia egzaltacje gwiazdy międzywojnia, przebojowej Miry Zimińskiej, Piotr Sierecki wywołuje ducha Antoniego Słonimskiego, a Piotr Chomik powołuje do życia nie tylko mistrza kabaretowej konferansjerki, Fryderyka Jarossy’ego, ale też lirycznego partnera subtelnych dialogów miłosnych z Izabellą Rzeszowską. Tę kolorową grupę z talentem wspomagał Krzysztof Brzeziński jako Pijanista.
Joannie Droździe i jej zespołowi udało się zbudować formę lekką, dowcipną, a zarazem poważną, zgodnie z przesłaniem Antoniego Słonimskiego: „Brak poczucia humoru nie zawsze jest dowodem powagi”.
Tomasz Miłkowski
BUJDAGRANDA Joanny Drozdy, reż. Joanna Drozda, teksty piosenek Joanna Drozda, Michał Głaszczka, scenografia i światło Michał Głaszczka, muzyka Tomasz Filipczak, kostiumy Jola Łobacz, choreografia(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... More Bartek Dopytalski, przygotowanie wokalne Terasa Wrońska, Teatr Żydowski w Warszawie, premiera 19 czerwca 2026.
