Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Artur Żmijewski – Po miłości kres

To coś więcej niż koncert czy promocja albumu pieśni Leonarda Cohena. Zapewne dzięki aktorskiemu temperamentowi Artura Żmijewskiego, który nie poprzestał na wykonaniu sławnych utworów barda, takich jak „Alleluja”, „W tajnym życiu mym” (In My Secret Life), „Zuzanna”, „Tańcz mnie po miłości kres” (Dance Me To The End of Love), „Wspomnienie” (Memories), ale oplótł je lekturą wierszy Cohena, a także krótkimi komentarzami i anegdotami, Wspomagał go w tej mierze Andrzej „e-moll” Kowalczyk (śpiew, gitary i instrumenty klawiszowe), który ma za sobą twórczą współpracę z Maciejem Zembatym. A to przecież Zembaty sprawił, że Cohen stał się swego czasu ulubieńcem polskiej publiczności, zwłaszcza tej klubowej i bardziej wymagającej.

Dzisiaj Cohen nie zajmuje już tak poczesnego miejsca na polskiej scenie muzycznej, ale kto wie – może za sprawą tego koncerto-spektaklu zainteresowanie niepokojącą liryką Leonarda Cohena wróci. Zwłaszcza że klimat temu wydarzeniu nadaje wzorcowe opracowanie instrumentalne, solowe wirtuozerskie pasaże gitarowe Wojciecha Pilichowskiego i zapadające w pamięć brzmienia kobiecych głosów – w męskich pieśniach i balladach Cohena to dość zaskakujące – Ewy Żmijewskiej (wokal, gitara), córki artysty i „Shandy” Casper (instrumenty perkusyjne i wokal), pochodzącej z dalekich Antyli.

Spektakl ogniskuje się wokół tytułowego ever greenu „Tańcz mnie po miłości kres”, krąży wokół miłości i śmierci. Żmijewski wraca do młodzieńczych fascynacji, lat swego śpiewania (występował nawet na festiwalu w Opolu), jako aktor dojrzały, o bogatym warsztacie, mocnym, pewnym glosie, z nienaganną dykcją, elegancją i charakterystyczną powściągliwością. Kilka utworów najwyraźniej porusza publiczność, nawet skłania do wspólnego śpiewania (chociaż to nie Zenek, jak żartuje Żmijewski), ale bodaj najsilniejsze wrażenie sprawia song „Ona jest” z zapadającą w pamięć frazą: „Na śmierć trzeba zasłużyć”.

Mimo tej mrocznej w gruncie rzeczy, dramatycznej, a nawet tragicznej nuty, wieczór tchnie spokojem i dziwnym optymizmem, jaki zawsze budzi bliska zwykłym sprawom poezja.

Oto dlaczego spektakl-koncert Artura Żmijewskiego i jego zespołu w Teatrze Kwadrat (24 września) stał się prawdziwą ozdobą tegorocznej edycji festiwalu Warszawa Singera.

tm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.