Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Kto chce zajrzeć do swojego piekła

Schodząc w przygnębienia, uciekamy coraz częściej w sieć internetową. Ale piekło, które jest w nas, nie odpuści. Będą nim lęki i obsesje, w świecie, który zatracił granice szaleństwa i pragmatyzmu, miłości i destrukcji – pisze Andrzej Piątek o spektaklu „Inferno”, na podstawie powieści Augusta Strindberga, w adaptacji i reżyserii Radosława Stępnia, w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie.

Stępnień w opisie obłąkanego umysłu Strindberga oddziela rzeczywistą postać Autora powieści „Inferno”, od wymyślonej Bohatera – powierzając role odrębnym aktorom.

Tak doznajemy intymności dialogu ich obu – na płaszczyźnie realnej i nierealnej – w przedstawieniu w jednej przestrzeni, co podpowiada psychiczną tożsamość. Zabieg ten otwiera drzwi, też do niekiedy piekła w naszej, własnej psychice.

Na tej cienkiej granicy rozdwojenia jaźni jednej/obu tych osób sytuuje Stepień swoje przedstawienie – o kryzysie tożsamości człowieka współczesnego, który przeprowadza cywilizacyjno/kulturowe eksperymenty i nie wie kiedy rozpada się na dwa zależne/niezależne byty: siebie i kogoś, kim chciałby być, nawet za cenę obłędu.

W tej opowieści o lękach i obsesjach Stępień dyskretnie przesuwa ciężar z kryzysu psychicznego pojedynczego człowieka na taką samą diagnozę każdego z pędzących i pędzonych współcześnie za zdobyciem i osiąganiem czegoś jak najwięcej.

Strindberg próbuje dowieść własnej wielkości przez cierpienie i równocześnie zachować rodzinę, chociaż od niej ucieka. Takie rozdarcie człowieka Stępień czyni osią swej opowieści o świecie współczesnym – w postprawdzie, lęku klimatycznym, algorytmach podsycających paranoje.

Piekło, to stan umysłu. Stępień pokazuje tu mechanizmy – wprowadza figurę Bohatera – kogoś „osobnego” – czym ujawnia schizofreniczną naturę Autora, który pisząc, patrzy na siebie piszącego, żyjąc, postrzega siebie – w dystansie i oddaleniu. Schodząc coraz głębiej w obsesję i depresję.

Jeśli szukamy fabuły, będziemy mieli niedosyt. Jeśli odnajdziemy coś o sobie, wyjdziemy poirytowani.

Stępień prowadzi nas przez labirynt halucynacji, w którym poręczami są ironia i rytm. Tempo jest tu kluczowe – od ciszy po histeryczny krzyk. Jest też groteska, „wzniosłość” i banał, jak to na seansie spirytystycznym.

Milena Czarnik określa scenę sterylnym błękitem, masywną konstrukcją gwiazdy na tle galaktyki, platformami – co umownie może być związane z psychiką Strindberga. Światło zimne, biel kontrastuje z czernią, niewiele rekwizytów z bogactwem światła, błyski czerwieni mogą znamionować chwile psychicznej zapaści.

Kostiumy Aleksandry Harasimowicz i Moniki Brózdy są symboliczne: czerwień Burdelmamy – kolor grzechu, korale Modelki – „różaniec” na „ołtarzu sztuki”, suknie i szpitalne fartuchy Fridy, Gospodyni i Pielęgniarki – świadectwo mentalnych przeobrażeń.

Bartosz Dziadosz opisuje piekło dźwiękami – dudniące brzmienia budują napięcie. Podstawą jest niski, ciągły pomruk. Na to nakładają się zgrzyty metalu, szepty. W scenie z Wariatką-Śpiewaczką ludzki głos staje się „instrumentem tortur” – sopran Aleksandry Ożóg przechodzi w ultradźwiękowy pisk.

Video i mapping Jana Żórawskiego, to kosmiczne wizje, powidoki, zapętlone obrazy twarzy, podkreślające rosnącą paranoję. Obraz wideo zaciera granicę między tym, co „na żywo”, a projekcją umysłu. Zbliżenia oka, kropli krwi pokazują, że piekło jest już w takich detalach.

Paweł Gładyś – Autor i Stanisław Twaróg – Bohater, tworzą oś spektaklu – rozbicie postaci Strindberga daje niesamowity efekt: Gładyś – chłodny, intelektualny, ironiczny – w postaci zdaje się reżyserować własny obłęd z perwersyjną przyjemnością. Twaróg – rozbiegany, przerażony, doświadczający psychicznej udręki, bierze na siebie ciężar szaleństwa, związanej z nim paniki i spoconego lęku.

Sceny Gładysia i Twaroga, to szarpanie się – mózgu z ciałem, twórcy ze zwykłym człowiekiem. Ta, w której Autor dyktuje Bohaterowi jego własne wspomnienia, a ten nie umie ich powtórzyć, to majstersztyk. Tak, jak wspólny, finałowy monolog, mówiony unisono.

Aniela Kowalska – Frida Uhl – żona Strindberga: wyrzut sumienia, muza, oskarżycielka – to postacie na skrajnych emocjach – od czułości, po histerię. Małgorzata Machowska – Pielęgniarka, Burdelmama, Ciotka – misternie tworzy triadę kobiecych archetypów – Pielęgniarki zimnej, ognistej Burdelmamy, za chwilę Ciotki – lubieżnie przewrotnej.

Anna Demczuk – Gospodyni, Teściowa – przywdziewa groteskowe maski – opiekuńczość zwodzi nawet bystrego obserwatora, kiedy okaże się, że kryje opresyjny charakter. Aleksandra Ożóg – z karkołomną zręcznością uzewnętrznia perwersyjną niewinność Córeczki, zmysłowość Modelki, rozdzierający dramat Wariatki – szczególnie gdy śpiewa kołysankę w przejmującej scenie na granicy liryzmu i strachu.

Karol Kadłubiec – Przyjaciel: malarz Edward Munch – wnosi istotny motyw sztuki jako choroby (Munch i Strindberg doskonale rozumieli się w obłędzie. Kadłubiec gra Mincha – sobowtóra-lustro Strindberga). Adam Mężyk – Malarz – Kaznodzieja i Wariat – Egzorcysta – jest przerażająco prawdziwy. Robert Żurek – Ksiądz, Lekarz, Producent Jodu – tonem biurokraty dobitnie autoryzuje systemy religijne, medyczne i biznesowe sprowadzające „niewygodnych” do „poddaństwa”.

Stępień przekonuje, że załamanie nerwowe, to nie słabość, ale doświadczenie. Dzieli się refleksją, że piekło jest w ludzkich głowach. Każdy może mieć w sobie „swojego” Strindberga Autora, który racjonalizuje i Bohatera, który panicznie boi się ciemności.

Obłęd może być ceną, jaką zapłacimy za próbę dotknięcia absolutu – w sztuce, nauce, wierze. Piekło wtedy to może być stan permanentnej, niszczycielskiej gorączki. Taka podróż „między szaleństwem, a mistycznym przebudzeniem”, z której nie ma powrotu.

Czy wielka sztuka usprawiedliwia małą moralność? W paranoi Strindberga jest ziarno prawdy o kondycji artysty, której „inni” nie chcą widzieć i uznać.

A może piekło to stan samotności?

Stępień wyciąga ze Strindberga tematy boleśnie współczesne, jak depresja, mania prześladowcza czy lęk. O które łatwo, gdy umysł szuka wrogów, bo jego właściciel – człowiek się pogubił.

„Inferno” Stępnia, to spektakl gęsty i odważny – o strachach, rozdętym ego i ambicjach, które są diabłami i dręczą. Nie głaszcze – szarpie, zagląda pod podszewkę. Jeśli ktoś chce zajrzeć do swojego piekła – niech idzie.

Andrzej Piątek

N/z Paweł Gładyś i Józef Twaróg.

Fot. Wit Hadło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.