Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Kwaśny czwartek: Dzień kota

Dziś felieton będzie co nieco przyrodniczy. Ostatnio sporo było o polityce, to teraz może o zwierzętach, osobach dziennikarskich i osobach politycznych – jak powinienem napisać, nie urażając nienormatywnych preferencji niektórych z wyżej wymienionych. Zresztą, bo ja wiem, czy nienormatywnych? Jak się wydaje, teraz normą zaczyna być coś, czego kiedyś nie można było nawet obejrzeć w muzeum nienormatywności. I gdy jeden z sejmowych prawicowych korytarzowców zapętla się w rozmowie z dziennikarzem na temat tego, która część jego partii ma przesłanie dla normalsów, a która nie, czyli ma ofertę dla nienormalsów – gubię się i ja. Pewno jestem nienormatywnym nienormalsem.

Zwierzęta są normalniejsze. Jak wolą krowę, będąc krową, to wolą, nie chowają się po krzakach i nie udają byka. Jak wolą inne zwierzęta – na przykład będąc indykiem, preferują kury – to co najwyżej jaja z tego wychodzą spiczaste i Sławomir Mrożek ma o czym pisać. I tyle tego, nikt nie mówi o nich, że się zezwierzęciły i są nienormalsami.

Zacznijmy więc od ciekawostki przyrodniczej, czyli od jaj kobyły.

Kiedyś byłem dziennikarzem. Więc mam prawo zacząć klasycznie: Ja jako były dziennikarz… Z rosnącym zdziwieniem, ale i z rosnącym niesmakiem patrzę na to, co się stało z zawodem, który kiedyś był – i w nielicznych przypadkach nadal jest – zawodem zaufania publicznego. Kiedyś, dawno temu, za okupacji komunistycznej, kiedy działaliśmy w jarzmach cenzury (a częściej – autocenzury), powiedziałem jednemu z moich naczelnych, że znając realia ja mogę nie napisać prawdy, ale nie mogę napisać nieprawdy. Zdaje się, ten mój bon mot zrozumiał, bo zaczęło na łamach być dla mnie coraz mniej miejsca, aż wreszcie musiałem podziękować za pracę w renomowanym tygodniku i wylądowałem jako reporter pisma, będącego organem związku zawodowego pracowników gospodarstw rolnych.

Potem przyszła Solidarność, zasmakowałem w pracy dla dobrych gazet, potem demokracja i zarówno pism, jak i znakomitych stacji radiowych, z którymi współpracowałem było w bród. Ale zawsze starałem się przestrzegać dwóch zasad: facts are sacred but comment is free, a informacje od komentarza muszą być jasno i wyraźnie rozdzielone oraz jeśli podejmuję z kimś rozmowę, to ja zadaję pytania, on na nie odpowiada i już. Nie jestem od tego, żeby w czasie wywiadu przekonywać gościa, że on jest głupi i że ja go właśnie nauczę jak powinien postępować – jako premier, prezes, minister czy piłkarz. No i wiedziałem, że jednym z podstawowych obowiązków dziennikarskich jest to, żeby siebie samego nie wystawiać na pośmiewisko własnych czytelników, słuchaczy czy widzów.  Dziennikarz nieporadny, żałosny czy chamski jest przede wszystkim niewiarygodny – a to jest jego największa wada.

Dlatego zupełnie nie potrafię zrozumieć tego, co każdego dnia pokazują nam całymi hektarami rozmaite telewizje i inne media (radio i gazety teraz też są telewizją) w relacjach z korytarzy sejmowych czy podwórek partii politycznych (zwłaszcza jednej). Znacie Państwo ten obrazek doskonale: czołowy polityk PiS idzie, czy wręcz biegnie (w miarę możliwości wiekowo-zadyszkowo-artretycznych) korytarzem, a za nim, przed nim, obok niego wywija mikrofonem dziennikarz, usiłując najpierw zadać mu pytanie, a potem wydobyć odpowiedź. Przed dziennikarzem – i politykiem, który, w zależności od swojego miejsca w hierarchii partyjnej, bywa otoczony większym czy mniejszym wianuszkiem współwyznawców, pełniących również rolę ochroniarzy (częściej: ochroniarek) – biegnie tyłem operator z kamerą ważącą około 7 kilogramów, a przed operatorem – człowiek, który jego pilotuje.

Taki polityk przede wszystkim daje swoim wyznawcom do zrozumienia, jak bardzo lekceważy dziennikarza i jego środowisko. Po drugie – sygnalizuje, jaki on sam jest ważny, bo to on nadaje charakter tej, pożal się Boże, rozmowie. A dziennikarz – pokazuje, jaki jest dociekliwy, nieustępliwy, że dla dobrego poinformowania swoich odbiorców gotów jest narażać życie – swoje, operatora i tego, co operatora pilotuje – biegnąc korytarzem, po schodach czy dociskając polityka przed drzwiami wychodka.

Polityk zazwyczaj reaguje na to wszystko dość standardowo. Po pierwsze – udaje, że nie słyszał pytania (często rzeczywiście nie słyszy: hałas, tłok i wiek robią swoje). Po drugie – nie odpowiada, bo się bardzo spieszy (często rzeczywiście się spieszy: potrzeby fizjologiczne i napięty harmonogram prac sejmowych wymuszają pośpiech). Po trzecie – wykorzystuje sytuację do a: wykazania pogardy dla pytającego i/lub reprezentowanej przezeń stacji, b: przekazania własnej treści, absolutnie bez związku z pytaniem.

Zilustrujmy to przykładami.

Dziennikarz 1 (biegnąc): Jak pan skomentuje przegraną Orbana na Węgrzech?

Polityk 1 (krocząc): Pan i pańska stacja znowu kłamiecie.

Dziennikarz 1: Ale w którym miejscu skłamałem? Orban nie przegrał?

Polityk 1: Mogę udzielić odpowiedzi, ale tylko na żywo, w półgodzinnym wywiadzie. I to nie w waszej stacji.

Dziennikarz 2 (biegnąc): Jak pan skomentuje wizytę prezydenta u Orbana, który przegrał wybory?

Polityk 2 (krocząc, nawet nie patrząc na dziennikarza): Polityka Donalda Tuska składa się z samych kłamstw i doprowadziła Polskę do ruiny, a niebawem doprowadzi do utraty niepodległości.

Dziennikarz 2 (nadal biegnąc): Ale ja pytałem o wizytę prezydenta.

Polityk 2 (modyfikuje wypowiedź): Donald Tusk i jego rząd stale kłamią i prowadzą fatalną politykę wyprzedawania polskiej niepodległości.

Dziennikarz 2: Więc jak pan skomentuje wizytę prezydenta u Orbana, który przegrał wybory?

Polityk 2: Rząd Donalda Tuska…

I tak ad mortem defecatam…

Dziennikarz 3 (biegnąc): Czy zdał już pan ponownie egzamin na prawo jazdy?

Polityk 3 (odchodzi tyłem): Wiecznie te same kłamstwa, w Smoleńsku i tutaj. Do widzenia, miłego dnia.

Jest jeszcze jeden polityk, który najwyraźniej te korytarzowe pogwarki uwielbia, bo choć oczywiście nie udziela żadnej merytorycznej odpowiedzi na zadane pytania, to jednak, mamrocząc, stawia przed dziennikarzami trudne zadanie, bo oni potem w redakcyjnych komentarzach usiłują dokonywać egzegezy tych mamrotów, co jest bez sensu, bo ten polityk jest starej daty i swoją – niezwykle skuteczną, niestety – politykę uprawia za siedmioma zasłonami swojego gabinetu, a na perypatetycznych pogwarkach korytarzowych tylko śmieszy, tumani, przestrasza. A dziennikarze wchodzą w skład jego publiczności siedzącej w tej karczmie i tylko obserwującej, jak na patrona z trybunału, co milczkiem wypróżniał rondel, zadzwonił kieską pomału – z patrona robi się kondel

Ja rozumiem, że intencją korytarzowego dziennikarza początkowo jest uzyskanie merytorycznego komentarza od polityka opozycji, a potem – kontynuowanie rozmowy (że się tak wyrażę) ma wykazać złą wolę polityka i jego beznadziejny obciach. Tylko że to widzowie wiedzą już od dawna. Żaden większy obciach niż te, które już znamy ani nikogo spośród widzów nie zdziwi, ani nie zmieni jego poglądów, ani nie usposobi bardziej czy mniej krytycznie do polityków i ich partii. Więc po co to wszystko? Dla beki? Dla wkurzu? To całkowicie zbyteczne. Jeśli będziemy – my, dziennikarze, i my, odbiorcy mediów – nadal grali w tę grę, to ten chocholi taniec będzie trwał i wciąż najważniejsza będzie dla nas nieoczekiwana zupełnie konstatacja, że posłanka X jest zupełną kretynką, że poseł Y jest kompletnym chamem, a przewodniczący Z jest szczwanym lisem, dla którego dziennikarz jest tylko przeszkodą w drodze do władzy. Ewentualnie – do wychodka.

Bieganie za politykami po sejmowych korytarzach nie czyni z tego miejsca gaju Akademosa, zaś z dziennikarzy i polityków poważnych perypatetyków. Zadałeś pytanie raz i drugi – nie uzyskałeś odpowiedzi – koniec, odchodzisz. Ze świadomością,  że gdybyś nawet ją uzyskał, to będzie ona całkowicie pozbawiona treści, a już na pewno niczego w świecie polskiej polityki nie zmieni. Polityki nie robi się podczas joggingu na korytarzu. Ale dzisiejsze gwiazdy tzw. wolnych mediów ze swej kondycji w czasie sejmowych marszobiegów robią największą zaletę profesjonalną. Ale jestem dzielny – dopadłem go i sześć razy zadałem mu to samo pytanie, a on, skubany, nie odpowiedział! Ale jaja!

Zauważmy, że taka dziennikarska bieganina to sposób na prowadzenie wywiadów tylko z posłami PiS. Inni politycy w większości wypadków zatrzymują się przy dziennikarzach choćby na chwilę albo przynajmniej jakoś usprawiedliwiają swoją niechęć do konwersacji. Choć i im zdarza się wchodzenie w nieswoje buty – w sytuacjach, kiedy na konferencjach prasowych pseudodziennikarze zamiast zadawać pytania wygłaszają własne lub zlecone manifesty polityczne wykorzystując okazję do przeprowadzenia krótkiej narracji pro- lub częściej antyrządowej. Polityk w tej sytuacji powinien spokojnie tego wysłuchać i jeśli tam w ogóle będzie jakieś pytanie – w dwóch słowach udzielić odpowiedzi, a jeśli nie – poprosić o następne.

A co wynika z tego żałosnego korytarzowego teatrzyku? Jeśli dziennikarze przestaną uganiać się za politykami, którzy będą wyraźnie wykazywać, jak bardzo ich mają gdzieś, to z czasem się okaże, czy to była rzeczywista niechęć do dziennikarzy, czy tylko takie końskie zaloty. A jeśli po zadaniu pytania i ewentualnym jego powtórzeniu odpowiedzi nie będzie, albo co gorsza będzie wypowiedź nie związana z pytaniem – trzeba wyłączyć kamerę i po prostu odejść. Ewentualnie też życząc miłego dnia.

A ze spraw zwierzęcych – dobrze jest pamiętać, że jeśli kot ma swój dzień tylko raz w roku, 17 lutego, to bojkot powinien mieć swój dzień każdego dnia, kiedy polityk i dziennikarz zapomną, jakie role społeczne powinni odgrywać.

Maciej Pinkwart

23 kwietnia 2026

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.