BOYownicy: JACEK WOSZCZEROWICZ (1904-1970)

Laureat Nagrody im. Boya 1959

za inscenizację i rolę tytułową w Ryszardzie III Szekspira na deskach warszawskiego Teatru Ateneum.

I znowu mamy pokój w naszej Anglii.

Miecze do pochew, zbroje do lamusa.

Rycerze miast na polach bitew

po damskich garderobach hasają.

Lecz że natura łask mi poskąpiła,

postanowiłem zostać [tu następował jadowity śmiech] łajdakiem!

Tak rozpoczynał się spektakl w Teatrze Ateneum – wielkim monologiem otwierającym szekspirowskiego „Ryszarda III” w opracowaniu, przekładzie i wykonaniu Jacka Woszczerowicza.

Aktor długo sposobił się do premiery. Prezentował publicznie fragmenty projektowanego przez siebie spektaklu po to, aby przełamać administracyjną i polityczną niechęć do tego dramatu (a był to rok 1956 i 1957), pachnącego nazbyt gorąco w czasach gorących, przewalających protestów, powstania węgierskiego, wydarzeń poznańskich i mgliście rysującej się przyszłości. Ten Ryszard za bardzo kogoś przypominał. Tak czy owak, sceny, które Woszczer prezentował, były złożone z kilku sytuacji z udziałem innych aktorów (scena miłosna z Lady Anną, którą grała młodziutka Krystyna Brylówna) i z jego wielkiego monologu, który zasługuje na miano pierwszego nowoczesnego monodramu szekspirowskiego.

Można przywołać na świadka nie byle kogo, bo samego Jana Kotta, autora sławnych a przełomowych Szkiców szekspirowskich, w których pomieścił sugestywny opis walki Woszczera o wejście na dużą scenę i opis tego, co się zdarzyło, kiedy na tej scenie się znalazł. Oto jak Kott relacjonował występ Woszczerowicza ze szkicami scen z Ryszarda:

„(…) w warszawskim Domu Kultury na Elektoralnej Woszczerowicz z grupką młodych aktorów z „Ateneum” odegrał, nie, pokazał kilka scen z Ryszarda III. Sala była nabita publicznością, mała wysepka estrady niemal tonęła w tłumie. Światła były zwykłe, żadnych rekwizytów. Woszczerowicz zrzucił marynarkę, był w czarnym, grubym golfie sięgającym pod brodę. Lewy rękaw podwinął, opadł kikut ręki. Na wskazującym palcu prawej dłoni miał wielki pierścień. Nic więcej. Brylówna grała Lady Annę. Była w zwykłej sukience. Człowiek w czarnym swetrze zamordował jej ojca i męża. Teraz żądał, żeby poszła z nim spać. Czarny sweter zakrywający część brody podobny był do pancerza. Ale czy potrzebny jest pancerz, żeby mordować? Takiego Szekspira nie widziałem nigdy przedtem. Tak gęstego Szekspira. Od tego czasu czekałem na Ryszarda z Woszczerowiczem”.

Nie czekał na próżno. Wkrótce doszło do premiery (1959) w warszawskim Ateneum i wtedy Woszczerowicz ukazał się ponownie w swoim „monodramie”, bo od monodramu, tego samego co na Elektoralnej rozpoczynało się to przedstawienie. Relacjonuje Kott:

„Przeszedł szybko pierwsze parę kroków, lekko powłócząc nogą. Stanął. Zaczął się śmiać. Mówi, że skończyła się wojna, że nastał pokój, że można odłożyć wyszczerbiony miecz. Z góry spadają kraty. Jedna, druga, potem trzecia, potem czwarta. Ryszard mówi do siebie, nie do nas. Śmieje się znowu, z siebie, nie – z nas. Ma szeroką twarz, zmierzwione włosy, jest w brudnej, potarganej opończy. Tak Woszczer mógłby zacząć rolę Sganarela; w tej samej masce, od tego samego tonu, od tego samego śmiechu. Rozkraczył się, zwisa mu kikut lewej ręki”.

To było wielkie przedstawienie. Jeden z najważniejszych Szekspirów w dziejach polskiego teatru. Potwierdził to Andrzej Żurowski w swojej książce Demon? błazen? cynik? czyli żywot sceniczny Ryszarda III Williama Szekspira w teatrze polskim. Kreacja Woszczera promieniowała, rodziła naśladownictwa, ale i zachęcała do mierzenia się w sposób odkrywczy z materią dzieła Szekspira. Nikt tego nie zbadał dokładnie, ale nietrudno zauważyć, że wiele późniejszych inscenizacji i powstałych monodramów szekspirowskich inspirację czerpało z tego wielkiego spektaklu, m.in. spektakl Janusza Wiśniewskiego w poznańskim Teatrze Nowym.

Woszczerowicz w swojej kreacji łączył uwodzicielską, hipnotyczną siłę oddziaływania Ryszarda, właśnie jako demona wcielonego, ze skłonnością do błazenady, przybierania udrapowanych póz na pokaz, wielkiej pobożności, głębokiego na pozór cierpienia czy współczucia, oraz z bezwzględnością cynika, który manipuluje swoim otoczeniem, za nic mając zasady elementarnej przyzwoitości. Andrzej Żurowski trafnie te cechy interpretacji Woszczerowicza wydobył, choć nadal to wielkie przedstawienie z małego Ateneum czeka na osobną monografię. Trudno bowiem przecenić znaczenie i kreacji Woszczerowicza, i jego scenicznej wizji dla polskiego teatru. „Woszczerowicz pokazuje wszystko, co chce – pisał Jan Paweł Gawlik – lubuje się doskonałością, epatuje nią widownię. Ryszard III jest kaleką, ma bezwładną rękę, uschniętą rękę, Wpatrywałem się w ten wykrzywiony martwy kikut z obsesyjnym zafascynowaniem, nie wiedząc, czy jest to atrapa, czy prawdziwa ręka, tak dalece nieprawdopodobna była ta deformacja, tak bardzo prawdziwa była ta patologia. Okazało się, że jest to żywa ręka aktora, zręcznie „zrobiona” gestem i ruchem palców”. Gawlik miał nawet aktorowi za złe, że biegłość techniczna przykrywała postać. Niepotrzebnie – artysta doskonale potrafił uchwycić balans między techniką i porażającym obrazem wnętrza postaci, choć doskonałość techniczna była dla Woszczerowicza warunkiem prawdy postaci.

W Ryszardzie III na malutkiej scenie Ateneum silne wrażenie wywierały same dekoracje Wojciecha Siecińskiego – owe kraty, o których pisze Kott. Czarne, ponure, więzienne, sprawiające wrażenie ciężkich, kutych zapór nie do przebicia. W rzeczywistości były lekkie, wykonane z cienkiego drewna, chropawego, pomalowane na czarno, ale w mroku sceny olbrzymiały i nabierały wagi. Podobnie jak wiszący nad sceną podest, raz służący do spaceru Ryszarda z Biblią, kiedy udaje pobożnisia, a potem służący duchom jego pomordowanych krewnych i przeciwników, kiedy nachodzą go nocne zmory przed ostatnią bitwą. Mroczna aura tego spektaklu, ascetyczna surowość i opętańcze rozpasanie namiętności to otwarta puszka Pandory, z której wypełzły wszystkie występki i strachy świata.

Żeby to zagrać, potrzebne były lata doświadczeń i prób, które miał już za sobą artysta, kiedy do swego dzieła życia przystępował. Swoją drogę aktorską rozpoczynał w sławnej Reducie Juliusza Osterwy i Mieczysława Limanowskiego (1924-1927). To właśnie z Reduty wyniósł swego rodzaju poczucie misji i absolutnego oddania pracy artystycznej. Wiązał się z wieloma teatrami, ale bodaj najważniejszy był kontrakt w Ateneum Stefana Jaracza (1932-1934), do którego po latach, już po wojnie miał powrócić, a potem w Szyfmanowskim Teatrze Polskim (1937-1939), gdzie z wielkim sukcesem stworzył Sokratesa w Obronie Ksantypy Ludwika Hieronima Morstina (1939). Zasłynął jako niezrównany technik, który potrafi wcielić się w każdą postać, dostosowując środki wyrazu do roli, wieku i osobowości. Pod koniec wojny w Teatrze Wojska Polskiego wyreżyserował Wesele (1944) – było to flagowe przedstawienie tego teatru, które objeżdżało wszystkie ziemie wyzwolone spod okupacji niemieckiej.

Po wojnie zasłynął kreacjami Łatki w Dożywociu Aleksandra Fredry (1945), Arnolfa w Szkole żon czy Sganarela w Don Juanie Moliera (1953). Najdojrzalsze i hipnotyzujące role stworzył po powrocie do Ateneum (1958-1968), gdzie oprócz Ryszarda III zagrał przejmująco Józefa K. w Procesie Kafki i tytułową rolę w Dozorcy Harolda Pintera. Swoją perfekcyjnością i wysokimi wymaganiami wobec siebie budził szacunek, a nawet lęk partnerów nie tylko w teatrze, ale także na planie filmowym czy telewizyjnym (niezapomniany spektakl Jesienny wieczór Friedricha Dürrenmatta, 1959). Dla teatru był gotów na wszystko. „Od teatru odcięła go dopiero śmierć” – jak napisał Henryk Szletyński.

* O sobie: „Wczesną wiosna 1939 r. zabrałem się do Ryszarda III. W 1939 roku można było założyć, że go nie zagram. W 1940 r. byłem w Białymstoku, 13 października 1940 r. egzemplarz Ryszarda III (egzemplarz reżyserski) był gotów. W bardzo zbliżonym kształcie do dzisiejszego. W 1941 r. znów bomby poleciały z góry. Od 1945 r. proponowałem każdemu dyrektorowi teatru, w którym pracowałem, wystawienie Ryszarda III. Jeden odpowiedział, że marksistowscy literaturoznawcy uważają kroniki Szekspirowskie za utwory profaszystowskie. Inny powiedział, że go interesują inne utwory Szekspira. Jeszcze inny, że mały ma zespół, aby wystawić taki utwór. Jeszcze inny umówił się ze mną, że wystawi Ryszarda III, ale po dwóch miesiącach rozmyślił się i oświadczył, że jego teatr stara się dawać spektakle zapięte na ostatni guzki, a obawia się, czy „Ryszard będzie takim spektaklem”.

O Nim Edward Csató: „Można by o nim powiedzieć, że jest moralistą, oddziałującym nie pojęciami, ale samym skupieniem ekspresji. Wszystkie postacie Woszczerowicza są dziwne i osobliwe, ich ludzki charakter miesza się z czymś nieludzkim, koboldowatym, czymś z granicy jawy i snu, czymś z baśni”.

Jan Paweł Gawlik: Ryszard III fascynował nas. Nie, to Woszczerowicz fascynował nas. Fascynował techniką, mistrzostwem, lekkością transformacji. (…) po0kazywał mechanizm historii poprzez pokazanie mechanizmu zbrodni, wylęgającej się w jednym człowieku o demonicznej sile charakteru, przenikliwości i mądrości”.

Henryk Szletyński: „W całym moim pokoleniu on był najpracowitszy. Jego całkowite oddanie się zdobywaniu rzemiosła i wszystkiego co potrzebne przypominało legendarnego Kazimierza Kamińskiego (…). Woszczerowicz przez nieustanny trening osiągnął po latach odrębność, wypukłość każdego muskułu. (…) Doprowadził giętkość i wyrazistość dłoni do stopnia, który posiadali dawni komedianci sprzed stuleci”.

Krzysztof Teodor Toeplitz: Jego sztuka była sztuką mroczną. Patrząc na jego grę odnosiło się wrażenie, że postacie które kreował, podszyte były niespełnionymi ambicjami, marzeniami, złościami, pragnieniami i zawodami, że w duszach tych postaci szaleje piekło”.

*** Jacek Woszczerowicz (1904– 1970), aktor i reżyser. Początkowo studiował prawo, za trzecim razem zdał egzaminy do Instytutu Reduty, a potem rozpoczął w wileńskim teatrze Juliusza Osterwy swoją drogę aktorską (1925-27). Związany był z wieloma teatrami, podczas wojny aktor polskiego teatru w Grodnie i Białymstoku, gdzie wraz z Aleksandrem Węgierką prowadził studio aktorskie. Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej pracował w Wilnie jako robotnik. Od września 1944 w Teatrze I Armii Wojska (reżyserował „Wesele” i zagrał Stańczyka). Potem pracował w Łodzi a od 1948 w Warszawie, najdłużej w Teatrze Ateneum, gdzie stworzył swoje najsławniejsze role (Józef K. w Procesie, Ryszard III). Występował również w filmie (Rejent w Zemście, 1956) i Teatrze TVP. Wielkie osiągnięcia aktora nie zostały zapomniane: od 1997 ZASP przyznaje Nagrodę im. Jacka Woszczerowicza za rolę drugoplanową na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych – Festiwalu Sztuki Aktorskiej, a w jego rodzinnych Siedlcach działa Studio Teatralne im. Jacka Woszczerowicza.

**** Jan Paweł Gawlik, Jacek Woszczerowicz, w: tegoż, Twarze teatru, 1963; Grażyna Kompel, Jacek Woszczerowicz. Geniusz? Błazen? Mag?, 2014; Monika Mokrzycka-Pokora, Jacek Woszczerowicz, culture.pl, 2004; Henryk Szletyński, Jacek Woszczerowicz, w: tegoż, Szkice o aktorach, 1975; Andrzej Żurowski, Demon? błazen? cynik? czyli żywot sceniczny Ryszarda III Williama Szekspira w teatrze polskim, 2000.

***** Ryszard III Jacka Woszczerowicza zrealizowany został niezwykle skromnymi środkami, nieledwie jak w teatrze rapsodycznym, a może słuszniej byłoby powiedzieć, prawie jak u Craiga – symboliczne dekoracje: opuszczane w dół kraty, kilka siedzisk, pomost, składany tron królewski na podwyższeniu i to niemal wszystko. Dość jednak, aby wykreować na scenie mroczny świat tragedii władzy, ukazać psychozę opętania władzą.

Tomasz Miłkowski

[Na zdj. Jacek Woszczerowicz jako Ryszard III, fot, archiwum]

Leave a Reply