Warszawskie wypominki teatralne: 29 kwietnia – 20 lat temu

Teatry wciąż zamknięte, Atlas Teatralny Stolicy proponuje powrót do warszawskich wydarzeń teatralnych sprzed 20 lat. Dzisiaj w Warszawskich wypominkach teatralnych premiery z 29 kwietnia 1990 roku i fragmenty recenzji. Zapraszamy do wspomnień:

29 kwietnia

TYLKO TA PCHŁA Naomi Wallace, tłum. Małgorzata Semil, reż. Anna Augustynowicz, scenografia Marek Braun, kostiumy Zofia de Ines, muz. Jacek Ostaszewski, Teatr Powszechny, Mała Scena.

Historia pięciu osób skazanych na wielotygodniową kwarantannę stała się w ujęciu Anny Augustynowicz poetyckim i drastycznym studium ludzkich uczuć. Zrezygnowała ona z siedemnastowiecznych realiów ogarniętego zarazą Londynu, nie pokazuje też szczurów, krwawiących ran, spalonego ciała, słowem żadnych dosłowności, jakie zapisała w tekście autorka. Umieszcza bohaterów w sterylnej przestrzeni, ściany obite gładką blachą i ubiera ich w przezroczyste ubrania przypominające celofanowe opakowania. Jej przedstawienie unika tym sposobem sentymentalizmu, ale nie poetyckości” [Elżbieta Baniewicz, „Twórczość” 2000 nr 9].

Ale „aktorzy renomowanego warszawskiego zespołu zrobili wszystko, by ze sztuki Naomi Wallace wydobyć akurat to, co pobrzmiewa tanią literaturą, by nie rzec: grafomanią. Natomiast psychiczna wiwisekcja, podczas której wszyscy stopniowo odsłaniają własne wnętrza, ma tak zaskakująco bezemocjonalny i bezduszny charakter, że pozostawia widza dziwnie obojętnym. Jednym słowem: pudło” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita”, 18 maja 2000].

Atlas Teatralny Stolicy zjechał ten zaskakująco aktualny – patrząc z dzisiejszej perspektywy – spektakl z iście „młodzieńczym” wigorem:

„Ewa Dałkowska nosi minę pokrzywdzonej, Jerzy Zelnik wytwornie prezentuje się w kostiumie, Anna Moskal uśmiecha się szeroko i co pewien czas okazuje gołe piersi, Sylwester Maciejewski na próżno starszy widzów wyliczankami i trzaskaniem drzwiami, a Marcin Władyniak próbuje zrobić wrażenie kogoś lepszego. Mimo że sztuka Naomi Wallace Tylko ta pchła obsypana została w USA i Anglii nagrodami, niewiele dorzuca do potocznej wiedzy o ludziach dotkniętych epidemią – po Defoe i Camusie niełatwo coś oryginalnego dodać. Nic nas nie obchodzi deklarowane cierpienie bohaterów, nie ma w nas ani strachu, ani współczucia. Nie udał się Annie Augustynowicz (reżyseria) warszawski debiut – nie potrafiła pokazać dramatu ludzi w objęciach śmierci”.

[Na zdj.: scena ze spektaklu Tylko ta pchła, materiały Teatru Powszechnego].

FARRAGO Lidii Amejko, reż. Bożena Suchocka, scenografa Jan Ciecierski, muz. Jarosław Siwinski, Teatr Dramatyczny, sala Prób im. Haliny Mikołajskiej [15 x, 979].

„Iskrzący się przednim humorem, bogaty w konteksty i ukryte znaczenia tekst Lidii Amejko dał reżyser Bożenie Suchockiej sposobność do komediowej zabawy, w której mroczna dystynkcja Wojciecha Wysockiego (Ekscelencja) i ponure malkontenctwo Majordomusa Piotra (Henryk Machalica) są wprost nie z tej ziemi. Zdzisław Wardejn (Farrago) zdaje się być do tej roli stworzony. W postaci skretyniałego od nadmiaru powodzenia idola zawarł wszystko, co powinno nas do niej skutecznie zrażać: prostackie maniery, knajackie zwroty, pijacką oślizłość, arogancję i dezynwolturę podstarzałego amanta” [Janusz R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” nr 105, 6 maja 2000].

Leave a Reply