100 × 100. ARTYŚCI I WYDARZENIA: 100 RAZY TEATR POLSKI NA STULECIE POLSKI ODRODZONEJ I NIEPODLEGŁEJ (42)

21 września 1946

NIEPOSPOLITE WYDARZENIE TEATRALNE: „ORFEUSZ” ANNY ŚWIRSZCZYŃSKIEJ W REŻYSERII WILAMA HORZYCY W TEATRZE ZIEMI POMORSKIEJ W TORUNIU

Orfeusz” był debiutem scenicznym Anny Świrszczyńskiej, znanej poetki, już w 1934 roku wyróżnionej jedną z dwóch pierwszych nagród w Turnieju Młodych Poetów zorganizowanym przez „Wiadomości Literackie”, autorki tomu „Wiersze i proza” (1936) oraz wierszy, opowiadań i sztuk dla dzieci (drukowanych także na łamach pisma dla dzieci „Mały Płomyczek”, który redagowała w latach 1936-1939).

Za „niepospolite wydarzenie teatralne”, w którym „ze sceny przemówiła prawdziwa poezja w ciekawej, śmiałej, twórczej realizacji teatralnej”, uznał toruńskie przedstawienie Stefan Srebrny, jeden z najwybitniejszych znawców tragedii, komedii, meliki i mimu greckiego, tłumacz tragedii Ajschylosa (wyd. 1952) i komedii Arystofanesa (wyd. 1955, 1962). filolog klasyczny, profesor uniwersytetów w Lublinie, Wilnie i Toruniu.

W odczycie wygłoszonym przed mikrofonami Polskiego Radia mówił: „Powiadają, że sztuka Świrszczyńskiej jest „trudna”. Owszem jest trudna. Ale czy teatr koniecznie musi być łatwy? Gdyby był tylko rozrywką i niczym więcej, czy mógłby być tak poważną, takiej ogromnej doniosłości pozycją w dziejach kultury od najdawniejszych wieków? Znacznie ważniejsze od kwestii czy sztuka Świrszczyńskiej jest „trudna” czy „łatwa”, jest fakt, że jest to sztuka prawdziwie poetycka, głęboka i mądra”.

A następnie po kolei tłumaczył „trudności” sztuki wynikające z trzech powodów. Po pierwsze, z powodu potraktowania treści mitu o Orfeuszu „pół-żartem”, „pół-serio” („W formie, w stylu – bo w istotnej swej treści jest to rzecz głęboko, do dna poważna”). Po drugie, z powodu jej skomplikowanej konstrukcji myślowej, która została podana przy tym „nie w formie systematycznej, ale w postaci rozrzuconych to tu, to tam, cegiełek, z których nie podobna zbudować gmachu bez czujnej wytężonej uwagi i współpracy widza”. Po trzecie, „z przyczyny oparcia konstrukcji sztuki: na materiale antycznym, dziś u nas, niestety, bardzo mało popularnym, choć to przecie nasza prawa własność duchowa, nasze europejskie dziedzictwo”. (Tekst odczytu z Polskiego Radia „O „trudnej” sztuce” ukazał się w piśmie „Teatr” 1946 nr 6-7; przedruk w: Stefan Srebrny „Teatr grecki i polski”. Wybór i opracowanie Szczepan Gąssowski. Wstęp Jerzy Łanowski, Warszawa 1984, część pt. „Z inspiracji antycznych w dramacie polskim XX wieku”, rozdz. II pt. „Orfeusz „Anny Świrszczyńskiej” s. 541-542 i 710).

Stefan Srebrny opublikował także recenzję „Orfeusza” pt. „Na scenie Teatru Ziemi Pomorskiej w Toruniu” w „Twórczości”. Pisał: „Mamy do czynienia z dziełem wysokiej wartości artystycznej. Chcąc w krótkim szkicu uwypuklić przede wszystkim szkielet myślowy utworu, pominąłem z konieczności całą przebogatą mozaikę motywów, które można by nazwać „poetyckimi”, a które tchną niekiedy jakimś zupełnie osobliwym, przesubtelnym czarem. Nie można też na podstawie wyżej powiedzianego wyrobić sobie pojęcia o stylu utworu, nie widząc, że te głębokie wariacje na temat antyczny są pisane pół-serio, pół-żartem. Jest to umyślnie kapryśna mieszanina motywów antycznych, współczesnych i średniowiecznych. Orfeusz przesiaduje w delfickiej kawiarni, dusze czyśćcowe śpiewają znakomicie „podrobioną” średniowieczną pieśń pokutną. Cały świat królestwa zmarłych balansuje na granicy parodii i głębokiego „serio”. Przeskoki od powagi do żartu i odwrotnie zdarzają się na każdym niemal kroku, nieraz na przestrzeni jednej kwestii aktora. Zależność pod tym względem od nowoczesnej dramaturgii francuskiej (przede wszystkim Giraudoux, po części Cocteau) jest niewątpliwa.

Ta zmienność utworu czyni jego realizację sceniczną szczególnie trudną. Postacie nie mogą być traktowane na płaszczyźnie jednolitości psychologicznej, co z kolei wywołuje niebezpieczeństwo pustej zewnętrzności. Potrzebna jest drobiazgowa analiza każdej niemal kwestii. Ujęcie dekoracyjno-kostiumowe nastręcza również zagadnienia bardzo zawiłe.

Teatr Ziemi Pomorskiej, który pierwszy wystawił sztukę Świrszczyńskiej, dokonał dzieła o poważnym znaczeniu artystycznym. Widowisko toruńskie, w inscenizacji i reżyserii dyrektora Wilama Horzycy, w ujęciu akustyczno-ruchowym Maryny Broniewskiej, a dekoracyjno-kostiumowym Leonarda Torwirta, z muzyką Stefana Kisielewskiego, tworzy całość o wysokich walorach.

Nie znaczy to, by pewne rzeczy nie nadawały się do dyskusji. Podwójne, poważnie-żartobliwe oblicze utworu nie zostało, zdaniem moim, w dostatecznym stopniu uwydatnione. Odbiło się to zwłaszcza ujemnie na ujęciu aktorskim scen podziemnych. Persefona Świrszczyńskiej, szczególnie, mieni się co chwila najsprzeczniejszymi barwami; monumentalne, hieratyczne, jednolite w stylu ujęcie reżyserskie tej postaci utrudniło bardzo zadanie utalentowanej wykonawczyni, Bronisławie Frejtażance, nie pozwoliło jej wydobyć całego bogactwa barw, jakie dała jej do rozporządzenia autorka. W ramach jednak tej koncepcji, której musiała się trzymać, zrobiła ona tak wiele, że chyba trudno było o więcej.

Mam wrażenie, że ogólna koncepcja, wprowadzająca umyślnie pewne zmonotonizowanie sposobu wygłaszania tekstu i zwolnienie tempa (przede wszystkim w scenach zaświatowych), zaszkodziła również znanej z szeregu znakomitych kreacyj na naszej scenie Irenie Maślińskiej; jej Eurydyka miała momenty prześliczne. Ale „zaświatowa” sztywność w postaci i mowie była tylko sztywnością, nie przemawiała przekonująco swoim sensem wewnętrznym. Znając jej wielkie możliwości, sądzę, że przy większej swobodzie twórczości aktorskiej mogłaby znacznie więcej powiedzieć w tej przedziwnie przez autorkę pomyślanej roli.

Zaświatowa „matowość” najlepiej przystawała do postaci Hermesa, którą przeważnie w ten sposób potraktowała sama poetka. Zdzisław Salaburski mówił pięknie i bardzo był wyrazisty w nieruchomej postawie cichego przewodnika dusz. (…).

Leon Gołębiowski, młody, początkujący aktor, któremu przypadła wielka i trudna rola Orfeusza, posiada niewątpliwie wybitny talent, który, o ile można sądzić na podstawie jednorazowego widzenia, rokuje najlepsze nadzieje na przyszłość.

Inscenizacyjnie akt pierwszy, składający się z czterech w różnych miejscach rozgrywających się obrazów, rozwiązany był na podstawie „sceny jednoczesnej”. Podstawa piękna, stara i czcigodna, rdzennie teatralna. Ale scena toruńska jest mała i szkopuł ten mocno dał się we znaki. Zwłaszcza obraz trzeci, spotkanie Orfeusza z menadami w górach, pozbawiony był koniecznej przestrzeni, pustki (…).

Bardzo udane były fragmenty architektoniczne, zaznaczające kawiarnię i mieszkanie Orfeusza. Świetnym pomysłem – należącym zresztą raczej do dziedziny inscenizacji – było zawieszenie wysoko w powietrzu mostu, po którym Hermes prowadzi Odyseusza i z którego ten w dół spogląda na sceny świata podziemnego. Znakomicie wypadło, na ikonografii średniowiecznej oparte, rozwiązanie chóru grzeszników w ogniu czyśćcowym, jak również ujęcie plastyczne dusz, kroczących ku wodzie letejskiej. Nie zapomni się ciemnych, metalowo połyskujących twarzy bóstw Podziemia. Niezatartą sylwetą utrwaliła się w pamięci Persefona na tronie (…).

Piękna, pełna ekspresji muzyka pogłębiała wyraz widowiska. Mogłaby się nawet w czasie akcji odzywać częściej (…)” (Stefan Srebrny, „Na scenie Teatru Ziemi Pomorskiej w Toruniu”, „Twórczość” 1946 z. 11, przedruk: Stefan Srebrny, „Teatr grecki i polski”, s. 543-546, 710). Po inscenizacji toruńskiej sztuka Anny Świrszczyńskiej była grana 31 X 1946 w Starym Teatrze w Krakowie – w reżyserii Edmunda Wiercińskiego i Władysława Woźnika, scenografii Jana Kosińskiego, z muzyką Artura Malawskiego.

Okazało się wówczas, że dramat Anny Świrszczyńskiej stwarza możliwości różnych – niemal skrajnie różnych – interpretacji. W tej sytuacji Anna Świrszczyńska opublikowała swoje rozumienie dramatu oraz winy Orfeusza („Na marginesie „Orfeusza”, „Teatr” 1946 nr 6-7):

„Prawo śmierci, które chciał przełamać nie dla szczęścia wszystkich, ale dla szczęścia jednostki, okazuje się silniejsze od niego. Bo siła bohatera mierzy się ilością tych, w których obronie on staje i w których imieniu przemawia”.

W dziesięć lat później, w 1957 roku, z okazji wydania dramatu Anny Świrszczyńskiej przez Wydawnictwo Literackie w Krakowie (1956 – wydanie drugie), Stefan Srebrny podjął ponownie rozważania o dramacie Anny Świrszczyńskiej.

Podkreślił prekursorstwo stylu: „Ta głęboko tragiczna sztuka ujęta jest w formę oscylującą między powagą a żartem”. A potem wskazywał na rozmaite możliwości interpretacyjne tego dzieła, świadczące o jego wielkiej oryginalności.

Przypomniał sens sztuki z komentarza samej Autorki, napisanego po prapremierze w Toruniu i premierze w Starym Teatrze w Krakowie, gdy spotykała się z różnymi interpretacjami swego dramatu – nawet takimi, co jej „nigdy przedtem nie przyszły do głowy”, a „zaskakiwały swą trafnością”: „Orfeusz, podobnie jak Prometeusz, powstaje przeciw bogom, którzy źle urządzili świat, w obronie ludzi. Motorem jego działania jest litość i miłosierdzie. Ale okazuje się, że miłosierdzie to nie było doskonałe, gdyż zstępuje on do piekieł nie po to, by na miejsce praw bogów (…) ustanowić nowe, lepsze, a jedynie po to, by z powrotem wyprowadzić na światło dnia zmarłą Eurydykę: osobiste nieszczęście przeważyło sprawę ogólną”.

Wyłożył własne rozumienie dramatu Anny Świrszczyńskiej: „Istota wyzwolona z lęku. Oto ideał, do którego dążył Orfeusz. Nie, na tej drodze nie ma wyjścia ze sprzeczności.

Gdzie więc jest? Nigdzie. Taka jest, jak mi się zdaje, odpowiedź dramatu Anny Świrszczyńskiej, mimo jej własnego komentarza. Wyjścia być nie może: sprzeczność tragiczna tkwi w samym rdzeniu świata”. Zasygnalizował też jeszcze inne – niż w prapremierowym przedstawieniu – rozumienie „Orfeusza” przez Wilama Horzycę a wyłożone w przedmowie do pierwszego wydania dramatu przez Eugeniusza Kuthana (Warszawa-Kraków 1947). .

A kończył swoje rozważania słowami: „Taki był pierwszy debiut dramatyczny poetki. Powiedzieć: „obiecujący – byłoby to powiedzieć o wiele za mało”. I wskazywał, jaki dramatyczny wpływ na koleje twórczości Anny Świrszczyńskiej i sceniczne dzieje jej dramatu miały „kajdany, w jakie zakuto sztukę, w minionym, na szczęście, okresie”. (Stefan Srebrny ,„Orfeusz” Anny Świrszczyńskiej”, „Dialog” 1957 nr 4, przedruk pt. „W dziesięć lat później”, w: „Teatr grecki i polski”, s. 547-555).

W 1962 roku w „Dialogu” (1962 nr 9) Cezary Rowiński w artykule „Moda na mity greckie” powrócił do tematu i zwrócił uwagę, że utwór Anny Świrszczyńskiej wyraża nie tylko, jak w interpretacji Wilama Horzycy i Stefana Srebrnego problemy ponadczasowe – zarówno ludzi czasów starożytnych jak współczesnych, ale może być odczytany z powodu przemiany Orfeusza- poety w Orfeusza-bojownika jako doświadczenie jednego tylko, ale dokładnie określonego pokolenia: tragicznego pokolenia wojennego – Baczyńskich i Gajcych.

Premiera „Orfeusza” Anny Świrszczyńskiej w reżyserii Wilama Horzycy była jedną z 36 za jego dyrekcji w Teatrze Ziemi Pomorskiej w Toruniu (1945-1948), a jedną z 19 w jego reżyserii w tym czasie. Odbyła się w pięć miesięcy po głośnej inscenizacji „Snu nocy letniej” Wiliama Szekspira wyreżyserowanej przez Wilama Horzycę (30 III 1946, scenografia Leonarda Torwirta, opisana przez Kazimierza Wykę pt. „Dwa razy Szekspir”, „Twórczość” 1946 nr 5), a przed kolejnym, równie głośnym przedstawieniem, jak „Za kulisami” Cypriana Kamila Norwida w Toruniu (21 XII 1946, scenografia Leonarda Torwirta, muzyka Henryk Czyż, recenzowana przez Irenę Sławińską – „Odra” 1947 nr 8).

W czasach odbudowy teatru polskiego po II wojnie światowej „Orfeusz” Anny Świrszczyńskiej należał do pierwszych sztuk polskich autorów współczesnych i dramatopisarzy zachodnio-europejskich tworzących – obok sztuk klasycznych polskich i obcych – repertuar w latach 1945-1948, jak:

„Mąż doskonały” Jerzego Zawieyskiego w Starym Teatrze w Krakowie (31 III 1945 – na otwarcie tej sceny), w reżyserii Jerzego Ronarda Bujańskiego, scenografii Andrzeja Pronaszki, z udziałem Zofii Małynicz i Janusza Warneckiego;

„Dzień jego powrotu” Zofii Nałkowskiej na Małej Scenie Starego Teatru w Krakowie (17 VI 1945), w opracowaniu scenicznym Jerzego Ronarda Bujańskiego, scenografii Tadeusza Kantora;

„Elektra” Jean Giraudoux na Scenie Poetyckiej Teatru Wojska Polskiego w Łodzi (16 II 1946), w reżyserii Edmunda Wiercińskiego, scenografii Teresy Roszkowskiej;

„Dwa teatry” Jerzego Szaniawskiego w Teatrze Powszechnym im. Żołnierza Polskiego w Krakowie pod dyrekcją Karola Adwentowicza (24 II 1946), w reżyserii Ireny Grywińskiej i scenografii Tadeusza Kantora (a następnie w Teatrze im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, w reżyserii Edmunda Wiercińskiego, 23 I 1947);

„Rozdroże miłości” Jerzego Zawieyskiego na Małej Scenie Starego Teatru (20 XI 1946), w reżyserii Romana Zawistowskiego, scenografii Józefa Kasaraba, z muzyką Włodzimierza Poźniaka, z udziałem Zofii Rysiówny i Władysława Hańczy;

„Homer i Orchidea” Tadeusza Gajcego w Teatrze Wybrzeże w Gdyni (20 XI 1946), w reżyserii Iwo Galla, scenografii Łuczkiewicza;

„Szklana menażeria” Tennessee Williamsa, w reżyserii Erwina Axera i scenografii Jana Kosińskiego w Teatrze Kameralnym w Łodzi (1 III 1947);

„Powrót syna marnotrawnego” Romana Brandstaettera w Starym Teatrze w Krakowie (20 XI 1947), debiut teatralny pisarza, w inscenizacji Janusza Warneckiego i współpracy reżyserskiej Maryny Broniewskiej, w scenografii Karola Frycza, z kompozycjami muzycznymi Kazimierza Meyerholda;

„Dom pod Oświęcimiem” Tadeusza Hołuja, prapremiera w Teatrze Polskim w Warszawie (18 III 1948), w reżyserii Jana Kreczmara;

„Odwety” Leona Kruczkowskiego, prapremiera w Teatrze Polskim w Warszawie (28 V 1948), w reżyserii Mariana Wyrzykowskiego;

„Amfitrion 38” Jean Giraudoux w Starym Teatrze w Krakowie (16 XI 1948), w reżyserii Bohdana Korzeniewskiego i scenografii Andrzeja Pronaszki, z udziałem Gustawa Holoubka (Trębacz), Zdzisława Mrożewskiego (Jowisz) i Jacka Woszczerowicza (Merkury).

„Niemcy” Leona Kruczkowskiego, prapremiera w Starym Teatrze w Krakowie (22 X 1949). w reżyserii Bronisława Dąbrowskiego i scenografii Jana Kosińskiego.

Do czasu, gdy po Zjeździe Związku Zawodowego Literatów Polskich w Szczecinie (20-23 I 1949) i po Krajowej Naradzie Teatralnej w Oborach (18-19 VI 1949), na których proklamowano „realizm socjalistyczny” i… wywołano na scenę polską „wzorowy produkcyjniak” pt. „Brygada szlifierza Karhana” Vaska Kani w nowo otwartym Teatrze Nowym w Łodzi (12 XI 1949, w reżyserii zbiorowej pod kierunkiem Jerzego Merunowicza), na otwarcie odbudowanego Teatru Narodowego w Warszawie (13 XII 1949 – feralna trzynastka!) wybrano „Jegora Bułyczowa” Maksyma Gorkiego, a potem przez pół tuzina lat – do „odwilży” rozpoczęto niszczenie (w rezultacie – bezskuteczne!) repertuaru a częściowo i stylu teatru polskiego za pomocą dramatycznych i teatralnych osiągnięć realizmu socjalistycznego” w postaci wystawianych w latach 1950-1954 dramatów – dla przykładu: Krzysztofa Gruszczyńskiego („Dobry człowiek”, 1950), Janusza Warmińskiego („Zwycięstwo” i „Chwasty”, 1950 i 1954), Adama Tarna („Zwykła sprawa”, 1950) czy Jerzego Lutowskiego („Próba sił”, „Sprawa rodzinna”, „Kret”, 1950, 1952, 1953).

Aż do odmiany – wraz z przedstawieniem „Łaźni” Majakowskiego w reżyserii Kazimierza Dejmka (11 XII 1954, Teatr Nowy w Łodzi, scenografia Józefa Rachwalskiego), „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Maryny Broniewskiej i Jana Świderskiego w Teatrze Domu Wojska Polskiego w Warszawie (22 VII 1955, scenografia Andrzeja Pronaszki), „Dziadów” Adama Mickiewicza w reżyserii Aleksandra Bardiniego (26 XI 1955, Teatr Polski w Warszawie, scenografia Jana Kosińskiego, z Gustawem – Konradem granym przez Ignacego Gogolewskiego i Stanisława Jasiukiewicza) i „Kordiana” Juliusza Słowackiego w Teatrze Narodowym w Warszawie (21 IV 1956), w reżyserii Erwina Axera i Jerzego Kreczmara.

BIBLIOGRAFIA (m.in.):

Anna Świrszczyńska, „Na marginesie „Orfeusza”, „Teatr” 1946 nr 6-7;

Wilam Horzyca, „Na marginesie „Orfeusza”, „Program TZP w Toruniu”, 1946 nr 1;

Wilam Horzyca, „O inscenizacji „Orfeusza”, „Teatr” 1946 nr 6/7;

Wilam Horzyca, „Sens moralny „Orfeusza”, „Listy z Teatru” 1946 nr 5 (przedruk w: „O dramacie”, Warszawa 1969);

Konrad Górski, „Orfeusz” Anny Świrszczyńskiej”, „Tygodnik Powszechny” 1946 nr 48;

Tadeusz Peiper, „Wśród mroków”, „Odrodzenie” 146 nr 49;

(ski) „Teatr Ziemi Toruńskiej w roku 1946/47. „Orfeusz” – jednio z najwybitniejszych dzieł dramatycznych ostatnich czasów”. Wywiad z dyrektorem Wilamem Horzycą, „Robotnik Pomorski:” 1946 nr 257 z dnia 23 IX 1946 (także: „Robotnik Kujawski” 1946 nr 257);

Cezary Rowiński, „Moda na mity greckie”, „Dialog” 1962 nr 9 (Było to „odczytanie „Orfeusza” jako alegorii losu polskiego inteligenta z 1920 roku, a więc dokument pokolenia, które nie mogło zwyciężyć Ananke” – pokolenia wojennego Baczyńskich i Gajcych);

Lidia Kuchtówna, „Sezon 1946/47” , w: „Wielkie dni małej sceny. Wilam Horzyca w Teatrze Ziemi Pomorskiej w Toruniu 1945-1948”, Wrocław… Ossolineum 1972, s. 58-62;

Szczepan Gąssowski, „Anna Świrszczyńska”, druk w: Szczepan Gąssowski „Współcześni dramatopisarze polscy, 1945-1975 – 37 sylwetek”. Warszawa 1979, s. 309 – 314 (ze znakomitą charakterystyką dramatu „Orfeusz”);

Stanisław Stabryła, „Hellada i Roma w Polsce Ludowej”, Kraków 1983;

Lidia Kuchtówna, „Wstęp”, w: „Polski teatr monumentalny Wilama Horzycy”, Wrocław 1994, s. 18-19.

Bożena Frankowska

Leave a Reply