Marcowe granie (II): Ciągną ten wóz

Druga część szkicu Tomasza Miłkowskiego o echach 50. rocznicy Marca 1968 w polskim teatrze. W tej części o premierach Teatru Żydowskiego:

To zrozumiałe, że Gołda Tencer inicjowała znaczną część zdarzeń w 50. rocznicę Marca 1968. Dla jej teatru to rocznica bardzo bliska, wspomnienie wielkiej straty – i znacznej części publiczności, i sterniczki Idy Kamińskiej.

Nic więc dziwnego, że wokół Idy Kamińskiej i misji Teatru Żydowskiego krążą aż dwa marcowe spektakle tego teatru; „Kilka obcych słów po polsku” Anny Smolar i monodram Joanny Szczepkowskiej „Ida Kamińska”. W obu przedstawieniach pada znamienna deklaracja – o potrzebie przetrwania mimo wszystko.

Trzy wskrzeszenia

Idzie Kamińskiej (1899-1980) teatr ten zawdzięcza swoje powojenne wskrzeszenie. Wychodziła bowiem i wydarła od władz stary budynek przy Królewskiej, długą kiszkę, w której scena żydowska mogła zaistnieć w Warszawie. Potem Kamińska patronowała budowie nowego, na owe czasy nowoczesnego gmachu teatru przy placu Grzybowskim. Nie doczekała jego otwarcia. W roku 1968 pod naporem antysemickiej nagonki opuściła Polskę. Wydawało się, że Żydowski będzie musiał zakończyć działalność.

Grupa artystów, która pozostała, nie pozwoliła jednak Żydowskiemu pójść w rozsypkę. Kamińska cieszyła się, że teatr wytrwał, uratowany przez Szymona Szurmieja. Teraz znowu sytuacja się powtarza – teatr stracił swoją historyczną już scenę na Placu Grzybowskim, wygnany z tego miejsca przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów – tego nie można było przewidzieć w najczarniejszych scenariuszach. Tam, gdzie stał teatr, panoszy się parking.

Z pokoleń pójdzie w pokolenia

Wśród teatralnych spojrzeń na marcowy wyrzut sumienia, spektakl Anny Smolar wyróżnia się odmiennym punktem widzenia. Choć bohaterami są ci, którzy podlegali prześladowaniom, szykanom i upokorzeniom, na plan pierwszy wysuwają się ich potomkowie – rówieśnicy Anny Smolar, dzieci marcowych emigrantów. Ci, którzy sami nie pamiętają tamtych wydarzeń albo pamiętają bardzo mgliście. I to właśnie oni szukają odpowiedzi na pytania, dlaczego do tego doszło i czy możliwe jest zabliźnienie dawnych ran. Czy traumę się przekazuje z pokolenia w pokolenie?

Twórcy spektaklu tworzyli scenariusz na podstawie rozmów prowadzonych z marcowymi emigrantami i ich dziećmi. Zderzali zatem dwie perspektywy: tych, którzy pamiętają, dla których ojczyzną była Polska, i tych, którzy już nie pamiętają, ale poniekąd wychowywali się w cieniu tych wspomnień albo w atmosferze ich wypierania. Bo nie mówiło się już po polsku, bo nie wymieniało się nawet nazwy kraju pochodzenia, bo były słowa zakazane, z wysiłkiem, czasem nawet przejmującym, „zapominane”. Potem jednak wracały jako lęki, jako tęsknota, jako bolesne wspomnienia.

Na scenie obserwujemy próby odtworzenia atmosfery marcowych koszmarów. Czasem takich jak sąsiedzka wizyta, podczas której znajomi rozglądają się po lokalu, taksują wnętrze i sprzęty, czując się już właścicielami, i to prawowitymi tego mienia, bo przecież „im się to należy”. Takich bolesnych sytuacji przytacza się w tym spektaklu wiele, m.in. w przejmującym monologu Grażyny Barszczewskiej, który pokazuje jak głębokie pozostały blizny i przepaść trudna do zasypania.

Anna Smolar ucieka przy tym od dosłowności. Zarówno przestrzeń spektaklu, w dużej mierze symboliczna, demonstracyjnie teatralna, jak i forma poszczególnych zdarzeń stroni od małego realizmu. Taką szeroką furtką, a nawet bramą, otwierającą duszny świat historycznych rozliczeń jest taniec. Choreografię ułożył Paweł Sakowicz, utalentowany artysta młodego pokolenia, który nie tylko tutaj tańczy, ale występuje w spektaklu w wielu rolach, m.in. jako reporter zbierający relacje emigrantów i ich dzieci, ale także polski narzeczony jednej z bohaterek, który nie przyjdzie na dworzec, aby pożegnać się z ukochaną, wreszcie szansonista śpiewający o żydowskiej asymilacji. Jego choreografia jest wyrazem tęsknoty za światem wolnym od trosk, pełnym radości, bez kłamstwa.

W spektaklu pojawiła się znamienna scena, nawiązująca wprost do historii teatru. Oto w jedną aktorek, Joannę Rzączyńską, wnuczkę Szymona Szurmieja, wstępuje dybuk Idy Kamińskiej. Aktorka parodiuje wielką heroinę Teatru Żydowskiego, ale w taki sposób, że zaskarbia sobie sympatię widowni – dybuk Kamińskiej bowiem wyraża rozmaite wątpliwości i pytania, jakie pojawiały się po jej wyjeździe do Ameryki. Spektakl stawia tu kropkę nad „i” piosenką dybuka: „mam nadzieję, że nie masz pretensji, w końcu dziadek nadał teatrowi twoje imię, chyba że to za mało, może się mylę, ale jakoś tak to czuję”.

Ida – przewodniczka

To, co było tylko zasygnalizowane, dopowiada na malutkiej scence kameralnej Teatru Żydowskiego Joanna Szczepkowska, wcielając się w postać Idy Kamińskiej. Ubrana w czarną sukienka z białymi koronkowymi mankietami i kołnierzykiem, niemal bez makijażu, jakby „cywilnie”, rezyduje chyba w garderobie – bo wokół niej widać kilka kostiumów, jakieś afisze, rekwizyty. Po prostu oddycha się tu teatrem, a grupa muzyków przywołuje na skrzypcach i flecie czas obecny tylko we wspomnieniach.

Państwowy Teatr Żydowski pod rządami Idy Kamińskiej (wtedy imienia jej matki, a dzisiaj także jej imienia) rozwijał warsztat, kształcił nowe kadry, dawał wielkie przedstawienia, inscenizacje klasyki żydowskiej, a także dzieł Brechta, m.in. „Matki Courage” z wielką rolą tytułową artystki. Po śmierci Idy Kamińskiej (1980) piękny esej poświęcił jej Adolf Rudnicki, „Teatr zawsze grany”. W nostalgicznym, pełnym smutku tekście pytał z rezygnacją: „Wspomni kto kiedykolwiek Idę Kamińską? Komu potrzebna będzie pamięć o aktorce Idzie Kamińskiej?”. Był przekonany, że pamięć o niej zaginie. Ale mylił się – premiera w Teatrze Żydowskim świadczy, że jej dzieło wciąż wydaje owoce, że duch Kamińskiej nadal sprawuje opiekę nad tym teatrem.

Joanna Szczepkowska portretuje artystkę powściągliwie, unika nadmiernej ekspresji, zachowuje umiar i poczucie zdobytego doświadczenia. Opowiada o swoim niełatwym życiu od dzieciństwa związanym z teatrem – wszędzie, gdzie tylko rodzice się znaleźli, przed wojną i po pierwszej wojnie pojawiał się teatr. A wraz z nim zadania dla Idy, najpierw pomocnicze, potem coraz poważniejsze. Po śmierci matki sama stanęła na czele zespołu i przejęła jej role. Bo też i zawsze teatr był jej domem, jej światem. Teatr to jest prawdziwe życie – przekonuje Szczepkowska i trudno jej nie wierzyć.

Rozkwit jej talentu przerwała brutalnie wojna. Hitlerowcy podjęli próbę zamordowania całego narodu, a więc i teatru. Kamińska z rodziną uciekła do Lwowa i nadal prowadziła teatr. Potem przedarła się w głąb ZSRR. Po wojnie wróciła do Polski, żeby nadal tworzyć żydowski teatr, wbrew wszystkiemu, żeby dowieść, że jej teatr nie umarł. I odrodziła ten teatr mimo wielu kłopotów i ograniczeń, a nawet tragedii – jej córka i zięć padli ofiarą prześladowań stalinowskich w ZSRR. Kiedy jeździli po świecie, wszędzie pytano, czemu nie opuści Polski, czemu nie zostanie z nimi? Ale ona aż do 1968 roku nieugięcie trwała. Wtedy coś pękło.

Wyjeżdżała z biletem w jedną stronę, przekonana, że będzie nadal pracować. Ale życie potoczyło się inaczej. Z goryczą zadaje sobie retoryczne pytanie: A może już teatr żydowski nie jest potrzebny? Kończy jednak swoje wspomnienia, niepozbawione uśmiechu, a nawet nuconej dla siebie piosenki, cytatem z recenzji Jana Kotta, który po premierze „Matki Courtage” pisał, jak niestrudzenie bohaterka ciągnie swój wóz: „Wóz jest prawie pusty, ale za ciężki jak na starą kobietę. Ale co można zrobić innego, jak go ciągnąć?” – kończy Joanna Szczepkowska jak Ida-przewodniczka, która nigdy nie ustępuje. Ta puenta to rodzaj deklaracji – nie tylko bohaterki i kreującej ją aktorki, ale całego Teatru Żydowskiego z jego niezłomną współczesną przewodniczką, Gołdą Tencer. Oni ten wóz nadal ciągną.

Tomasz Miłkowski

IDA KAMIŃSKA, Scenariusz i reżyseria Gołda Tencer, autor sztuki „Mój teatr” – Henryk Grynberg, muzyka Paweł Szamburski, scenografia Izabela Chełkowska, Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich, premiera 15 marca 2018

KILKA OBCYCH SŁÓW PO POLSKU, reżyseria Anna Smolar, tekst i dramaturgia Michał Buszewicz, scenografia Anna Met muzyka Jan Duszyński, światło i wideo Rafał Paradowski, choreografia Paweł Sakowicz, Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich przy współpracy Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana, prapremiera 10 marca 2018

[Tekst opublikowany w „Dzienniku Trybuna”, 23 marca 2018]

[Na zdjęciu: scena ze spektaklu „Kilka obcych słów po polsku”, fot. Magda Hueckel]

Leave a Reply