37 WST: Triumf woli

Tytuł spektaklu przewrotnie nawiązuje do głośnego filmu propagandowego Leni Riefenstahl, flagowego wytworu niemieckiego nazizmu, ale z filmem tym nie ma nic wspólnego. Przedstawienie Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego jest przede wszystkim radosną zabawą, która na prawach naiwności dziecka głosi wiarę w nieograniczone możliwości człowieka. Słowem, że jeśli ktoś chce, to „da radę”. Jeden z bohaterów powiada w pewnej chwili: „Stań naprzeciwko jakiejś góry i przenieś ją”. I jakkolwiek naiwnie brzmią te zawołania, to przecież twórcy spektaklu, sięgając po przykłady wzięte z życia, kiedy właśnie dochodziło do przekroczenia granic własnych możliwości, udzielają temu zawołaniu kredytu zaufaniu. Skoro oni mogli, czemu nie my?

Strzępka/ Demirski przyzwyczaili swoich widzów do innej strawy. Karmią ich złośliwościami, trudnymi pytaniami, gryzącą ironią, a tu, proszę, wpuszczają na scenę świętego Mikołaja (świetny Radosław Krzyżowski) czy rozbrykaną dobrą wróżkę (Anna Radwan). Potrzeba odreagowania? Nieposkromiona potrzeba komicznego grymasu? Kto wie.

Można by bez trudu sporządzić katalog zarzutów, ukazujących słabości tego przedstawienia. A to, że za długie (bo, rzeczywiście, od czasu do czasu tempo „siada”), a to, że wtórne, bo żywi się linijkami wziętymi od Szekspira czy Marlowe’a, że to już było, jak choćby historia sojuszu środowiska LGBT i walijskich górników, że brak dramaturgii, że to właściwie estradowa składanka, a nie porządnie skrojony dramat. To wszystko prawda, ale niezależnie od tego, jakie by działa „ponuractwa” nie wytoczyć przeciw autorom spektaklu, publiczność bawi się świetnie i nawet zawodowi śledziennicy ulegają szaleńczemu poczuciu humoru, które demonstrują aktorzy Starego Teatru. I tak sekundują zmaganiom maratońskim Doroty Segdy, która truchtem zdobywa metę, cieszą się nieobyczajnością i rauszem Willa Szekspira (Krzysztof Zawadzki), który z wdziękiem pełni w tym przedstawieniu rolę konferansjera, uśmiechają się słuchając wynurzeń ekolożki Doroty Pomykały, doznają paroksyzmu śmiechu, oglądając gimnastyczno-wokalne popisy Moniki Frajczyk, płaczą ze śmiechu na widok pląsów pingwina Marcina Czarnika, czy też duetu górniczo-gejowskiego Juliusza Chrząstowskiego i Michała Majnicza. Zresztą wszyscy aktorzy ścigają się pomysłami i farsowymi pokazami, wprowadzając publiczność w stan bez mała euforyczny. Nic dziwnego, że spektakl wieńczy owacja na stojąco i trzykrotnie bisowane piosenki, w tym hymn górników walijskich, prawdziwy hit tego spektaklu.

Osobliwego smaku warszawskiej prezentacji „Triumfu woli” dodawał kontekst – działo się to wszystko 10 kwietnia, kiedy jak Warszawa długa i szeroka celebrowano z patosem i wzniosłością siódmą rocznicę katastrofy smoleńskiej. Zbieg przypadków sprawił, że prezentowany tego dnia spektakl Moniki Strzępki, nawiązujący do Szekspirowskiej „Burzy”, rozpoczyna się nie od katastrofy morskiej, ale właśnie lotniczej. Z jej „ofiarami” obcowaliśmy potem przed ponad trzy i pół godziny w atmosferze radości i wspólnej zabawy. Nic dziwnego – wszyscy pasażerowie samolotu ze spektaklu Strzępki przeżyli.

Tomasz Miłkowski
TRIUMF WOLI

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Reżyseria: Monika Strzępka

Dramaturgia: Paweł Demirski

Scenografia: Martyna Solecka

Kostiumy: Arek Ślesiński

Muzyka: Stefan Wesołowski

Ruch sceniczny: Jarosław Staniek

Video: Robert Mleczko

Obsada: Juliusz Chrząstowski, Marcin Czarnik, Monika Frajczyk, Radosław Krzyżowski, Michał Majnicz, Adam Nawojczyk, Marta Nieradkiewicz, Dorota Pomykała, Anna Radwan, Dorota Segda, Małgorzata Zawadzka, Krzysztof Zawadzki, Krystian Durman

Leave a Reply