Dwie szalki

Wykonawca spektaklu w Teatrze Jednego Aktora ma na pewno jeden problem – musi czuć w sobie wagę, która ma dwie szalki: ubóstwo i bogactwo.
Ubóstwo, to prawda, powód wypowiedzi.
Bogactwo zaś, to forma, środki wyrażania.


Wykonawca spektaklu w Teatrze Jednego Aktora ma na pewno jeden problem – musi czuć w sobie wagę, która ma dwie szalki: ubóstwo i bogactwo.
Ubóstwo, to prawda, powód wypowiedzi.
Bogactwo zaś, to forma, środki wyrażania.
Pamiętam wyrok, który padł na mnie z ust Lidii Zamkow po obejrzeniu jednego z moich monodramów – bodaj we Wrocławiu, że to, co przedstawiam, to nie jest monodram. To prawda, nie wiem, co to jest monodram po zrobieniu pięciu spektakli jednego aktora. Kiedy obserwuję dzisiaj różne one man show, to widzę, że to są po prostu monologi, a nie monodramy. Nie jestem purystą, wiernym jakiejkolwiek regule, która zmuszałaby mnie do takiego czy innego potraktowania solowej wypowiedzi. Właśnie to „solo” jest ogołoceniem z reguł. Taka solistyczna wypowiedź wyrasta z potrzeby eksplozji własnych niepokojów, wrażeń, która może dokonać się w każdej przestrzeni. Tak jak unieważnia się obecność przypadkowych sprzętów, unieważnia się kulisy – aktor jest zamknięty w swoim ciele i jego ciało jest instrumentem wypowiedzi. I w tym sensie jest to teatr ubogi. Niezależny od techniki.

Drogi Wiesławie,
Pytasz mnie,drogi Przyjacielu, czy Teatr Jednego Aktora jest teatrem ubogim i domagasz się stanowczo odpowiedzi w tej sprawie. Zdaję sobie sprawę, że Ty, któremu powstanie i rozwój tego jednoosobowego teatru w Polsce i na świecie, zawdzięcza swój kilkudziesięcioletni sukces,doskonale potrafisz sam odpowiedzieć na to pytanie. Ja również w mojej książeczce, zatytułowanej „Teatr Jednego Aktora – Refleksje krytyczne” mówiłem o tym obszernie…
Mój pogląd na teatr jednego aktora może się wydać zaskakujący, zwłaszcza że jestem kojarzony z tym teatrem od roku 1976, kiedy rozpocząłem pokazywać Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego, napisany specjalnie dla mnie przez Bogusława Schaeffera. I choć nadal ten tekst przedstawiam, często wątpię, czy teatr realizowany przez jedną osobę jest wypowiedzią rzeczywiście organiczną. O ile monolog jako fragment dramatyczny ma z natury rzeczy charakter organiczny, to tzw. monodram często bywa konstruktem sztucznym. Kiedy oglądam jednoosobowy spektakl i wyczuwam widoczny wysiłek autora, a tym samym aktora, aby obronić sens występu indywidualnego, a zarazem czuję brak innych osób, sytuacja nie wygląda najlepiej.
Zaczęło się od czytania, od zwykłej lektury Gombrowicza przy stoliku podczas festiwalu w Radomiu. Najpierw zamierzałem siedzieć i po prostu czytać, a potem pomyślałem, że wstanę, a potem pomyślałem, że jak będę stał, to będę się poruszał. I to już niezupełnie było czytanie, to był jakiś rodzaj spektaklu, chyba ubogiego. Można było to nazwać jakimś rodzajem monodramu, ale tak naprawdę pierwszym i jak dotąd jedynym moim monodramem jest „Wyobraźcie sobie…” wg Szekspira. Chociaż…
Zaczęło się od czytania, od zwykłej lektury Gombrowicza przy stoliku podczas festiwalu w Radomiu. Najpierw zamierzałem siedzieć i po prostu czytać, a potem pomyślałem, że wstanę, a potem pomyślałem, że jak będę stał, to będę się poruszał. I to już niezupełnie było czytanie, to był jakiś rodzaj spektaklu, chyba ubogiego. Można było to nazwać jakimś rodzajem monodramu, ale tak naprawdę pierwszym i jak dotąd jedynym moim monodramem jest „Wyobraźcie sobie…” wg Szekspira. Chociaż…
Z Kontrabasistą Patricka Süskinda wędruję już ponad ćwierć wieku. Gdyby nie publiczność, nie grałbym tego od dawna. Wiek bohatera jest tu niezwykle istotny. Co innego znaczy, gdy ktoś młody, kto ma jeszcze życie przed sobą, ujawnia poczucie przegranej, a co innego, kiedy narzeka człowiek dojrzały, który życie aktywne ma za sobą. I to jest pierwszy powód, dlaczego ja jako reżyser tego przedstawienia i ja jako jego wykonawca już bym z niego zrezygnował.

Kiedy Ludwik Flaszen pisał o ubogim teatrze Wojciecha Siemiona, teatr repertuarowy posługiwał się dość bogatym wystrojem. Wieża malowana i inne spektakle Siemiona na tym tle prezentowały się bardzo skromnie, a poza tym on sam to wszystko wygrzebał, dotknął, naznaczył i pewnie dlatego Flaszen nazwał to teatrem jednego aktora, bo aktor był w tym teatrze sam sobie sterem, okrętem, żeglarzem.

Blada i do niewprawnie wyszytej podobna,
Szepnęła mi: „…J e s t ź r ó d ł o…” – a dalej, w parowie
Poczułem coś jak wilgoć.
C.K. Norwid „Źródło”
W roku 2009 podczas wrocławskich spotkań teatrów jednego aktora został zaprezentowany tysięczny spektakl. Imponujące żniwo i zarazem zdumiewający wynik. Nie ma bowiem bardziej okrutnego sprawdzianu dla aktora od tej właśnie formy teatru, gdzie zdany na siebie, oko w oko z publicznością musi walczyć o wszystko. Najłatwiej tu o porażkę, najtrudniej o zwycięstwo. A jednak co roku przybywają nowi kandydaci, stający do tego piekielnie trudnego egzaminu.
Dowiedz się więcej »Na scenie jednoosobowej panuje tłok: Ponad 1000 monodramów
W numerze listopadowym 4/2011(31) Dowiedz się więcej »Yorick nr 31 (listopad 2011) – spis treści
W numerze lipcowym, 3/2011 (30) Dowiedz się więcej »Yorick nr 30 (lipiec 2011) – spis treści
Z pewnego punktu widzenia to numer niezwykły – spotykają się w nim debiutanci i nestorzy w zawodzie krytyka, a rdzeniem tego wydania są wystąpienia wygłoszone podczas Forum Krytyków w Instytucie Teatralnym, zwołanym przez Klub Krytyki Teatralnej, z udziałem szefów IATC/AICT, prof. Yun-Cheol Kima i dr. Michela Vaisa. Ich pobyt w Warszawie wiązał się z przygotowaniami do Kongresu Krytyków, który obradować będzie w Warszawie w marcu przyszłego roku – gospodarzem tego wydarzenia będzie Oddział Warszawski Stowarzyszenia Dziennikarzy RP i KKT.

Jest takie zdjęcie: grupa ludzi stoi na tle wejścia do tunelu prowadzącego na murawę Stadionu Dziesięciolecia (dziś już nie istnieje). Nad nimi widać fragment stadionowych trybun. Ci ludzie, na czele z Zygmuntem Hübnerem, kierownikiem artystycznym, to zespół aktorski Teatru Powszechnego sfotografowany tuż przed otwarciem tej placówki w styczniu 1975 roku. W drugim rzędzie między Janem Jeruzalem a Wojciechem Pszoniakiem stoi Elżbieta Kępińska. Tak oto jej życie artystyczne zatoczyło koło. Znów znalazła się w zespole teatru prowadzonym przez Zygmunta Hübnera, u którego debiutowała przed 16 laty.
Dowiedz się więcej »LAUREACI BOYA Elżbieta Kępińska: Pełne lęków przed życiem, dziwne postaci
5 października, podczas pobytu w Warszawie przewodniczącego Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych Yun Cheol Kima (Korea) i sekretarza generalnego Michela Vaisa (Kanada) odbyło się Forum Krytyków poświęcone zasadom postępowania krytyka teatralnego. Publikujemy wystąpienie Henryka Talara i „kodeks autorski”, Dobre Obyczaje Krytyka Magdy Raszewskiej, który został przedstawiony na tym Forum.
Szanowni Państwo! Już długo pracuję w teatrze i wokół teatru, w różnym charakterze. Byłam recenzentem, publicystą, pracowałam w teatrach, byłam „człowiekiem do wynajęcia”, który redagował druki teatralne, prowadził biura festiwalowe, w końcu zostałam porządnym historykiem teatru, jestem profesorem Akademii Sztuk Pięknych, wykładam w Katedrze Scenografii. I cały czas maniacko chodzę do teatru, oglądam wszystko, co tylko wpadnie mi pod rękę. Czytam. Piszę. Oto, przygotowana na zamówienie red. Tomasza Miłkowskiego garść refleksji o zawodzie krytyka teatralnego, wynikająca z moich różnorodnych teatralnych doświadczeń – choć niektóre brzmią absurdalnie, zaręczam Państwu, że albo doświadczyłam ich na własnej skórze albo spotkałam się z nim „w realu”.
Ludzie teatru, artyści, muszą być dziś szczególnie przygotowani – intelektualnie i emocjonalnie – na najdrażliwsze pytania i zastrzeżenia krytyków, z bardzo moim osobistym zastrzeżeniem: usunięcia z arsenału środków krytyków niszczenia, poniewierania, tworzenia przez krytyka (czy grupę), poza teatralnym placem własnych, oddzielnych kategorii i reguł.

Najgorszy w getcie, jak zaświadcza Władysław Szpilman, był pozór normalnego życia, iluzja przypominająca smak utraconej wolności. Spacerowano, spotykano się w kawiarniach, na koncertach, w prywatnych mieszkaniach. Początkowo jeszcze nie głodowano, nie trapiły mieszkańców wszy i epidemie. Tak było potem. Na początku życie wyglądało na pierwszy rzut oka normalnie, tyle że wszyscy chodzili w opaskach z gwiazdą Dawida. Nawet w snach, nawet tych snach, które dotyczyły czasów przedwojennych. „Jednak ulice getta – pisze Szpilman – prowadziły donikąd. Kończyły się zawsze murem”.
W poniedziałek 26.10.2011 roku, w Programie I Polskiego Radia o godz. 20 znów można było usłyszeć piosenki Władysława Szpilmana.
[fot. Sezon łowiecki w reż. Roberta Sturui]
Markę teatrowi gruzińskiemu wyrobił Robert Sturua, którego żywa obecność wraz ze spektaklami Teatru Narodowego im. Rustavellego na wielu scenach Europy, a także prace reżyserskie w wielu teatrach poza Gruzją, były świadectwem rosnącej pozycji.
Dowiedz się więcej »Teatr gruziński zerka na Europę: Sezon łowiecki
…I nastało Metro. Jaskółka zmian na polskiej scenie teatralnej, która szukała adekwatnego do czasu i rynku modelu funkcjonowania. Uwolnienie teatru od narodowych posług zmusiło go do poszukiwania tożsamości i racji bytu. Odnalezienia nowej roli dla istnienia dramatu romantycznego oraz nagle jedynego kryterium – wartości artystycznej. I zmieniło się wiele…