Przejdź do treści

Yorick


Przegląd Teatralny i Literacki
ISSN 2080-9980

Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

My błazenkowie

Z Grzegorzem Mrówczyńskim rozmawia Tomasz Miłkowski

Przyzwyczaiłeś nas jako reżyser do wysokiej półki literackiej. A to Norwid, a to Witkacy, a to Tołstoj, a to Różewicz czy Mrożek, żeby nawiązać do najnowszych twoich spektakli. Aż tu nagle na afiszu Rampy nieobyczajna komedia Jak Nanna swą córeczkę Pippę na kurtyzanę kształciła Pietro Aretino. Co się właściwie stało?

To zamówienie dyrektora, który właśnie po tych wymienionych pozycjach powiedział: zrób na karnawał komedię. Nie chciałem brać na warsztat typowych fars francuskich czy anglosaskich, zadałem sobie pewnego rodzaju zagadkę. Otóż często przesiaduję w bibliotekach, przeglądam zaległości, wciąż czytam, tak mi się ostatnio życie układa, i natknąłem się na dialogi Aretino. Postanowiłem po nie sięgnąć, sprawdzić, czy tam poza posądzeniem autora o pornografię, jest jeszcze coś dla teatru ciekawego.

I?

Znalazłem taki dialog, który jest rozmową matki z córką o utracie dziewictwa, Zauważyłem wówczas, że istnieje w nim paradoksalna w edukacji dla kurtyzany pochwała cnoty, pochwała niewinności. A poza tym sam temat (i tytuł) gwarantował, że to się może dobrze sprzedać. Nadto wydał mi się to bardzo dobry materiał do pracy z aktorem. Dowiedz się więcej »My błazenkowie

NIEPRZECIĘTNE OSOBOWOŚCI I NASZE DZIEJE – WCIĄŻ DRAMATYCZNE

Bożena Frankowska pisze o książce Aliny Kietrys Niespokojni:

Pod koniec roku 2015 PWN wydało książkę Niespokojni. Zawiera ona teksty o sześciu Polakach zapisanych w naszej historii, kulturze i polityce. Są to w kolejności alfabetycznej: Lech Bądkowski, Jan Karski (Kozielewski), Stefan Kisielewski, Marian Kołodziej, Jacek Kuroń i Kazimierz Moczarski. Książkę – ciekawą, wciągającą, ważną – napisała Alina Kietrys, gdańska dziennikarka i wykładowca umiejętności i zasad dziennikarskich na tamtejszych uczelniach.

Dowiedz się więcej »NIEPRZECIĘTNE OSOBOWOŚCI I NASZE DZIEJE – WCIĄŻ DRAMATYCZNE

Lekcja Czechowa

Już tytułem Sześć portretów z mewą w tle spektakl nawiązuje do pamiętnej inscenizacji Jerzego Grzegorzewskiego w Starym Teatrze, Dziesięć portretów z czajką w tle (1979). Andrzej Domalik wyznaczył sobie zadanie skromniejsze, nie tylko ilościowo, pamiętając, że to przede wszystkim warsztat dyplomowy. Jednak idea główna, spajająca spektakl prowadzi od Grzegorzewskiego – marzenie, proroctwo awangardowego teatru nadaje całości kształt – od przygotowania do pokazu spektaklu Konstantego wszystko się zaczyna, a na jego fragmentarycznym ucieleśnieniu kończy. Sześć postaci uwięzionych w bezczasie, jak byłoby już po śmierci, okazuje swoją rozpaczliwą samotność i trwogę. Tylko mętne wspomnienie nieudanego spektaklu tli się w ich pamięci jak kaprys, nadzieja, zarys czegoś, co mogłoby sztukę, świat, ich samych odmienić.

Dowiedz się więcej »Lekcja Czechowa

WOJCIECH SZELACHOWSKI PRZED 30 ROCZNICĄ DEBIUTU

Szybko znalazł się wśród reżyserów, którzy – zajmując w zespołach artystycznych stanowiska reżyserów lub pełniąc funkcje kierownicze – zaczęli wywierać coraz większy wpływ na kształt artystyczny nie tylko swojego teatru, ale także całego teatru lalek w Polsce – o Wojciechu Szelachowskim pisze Bożena Frankowska.

 

Wojciech Szelachowski jest reżyserem teatralnym, autorem scenariuszy inscenizacji, wierszy i tekstów piosenek dla teatru lalek i teatru literacko-muzycznego, wykładowcą na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. W latach 1992-2003 był dyrektorem artystycznym Białostockiego Teatru Lalek (BTL) za dyrekcji Wojciecha Kobrzyńskiego. W 2014 roku minęło 30 lat od Jego debiutu, którym było przedstawienie warsztatowe (jeszcze studenta) Pan Fajnacki (Białostocki Teatr Lalek, 10 II 1984). W roku 2015 minie 30 lat od premiery przedstawień dyplomowych (Krasnal Odsapka, Białostocki Teatr Lalek, 26 V 1985; Pan Fajnacki, Teatr lalek „Arlekin” w Łodzi, 18 III 1986).

Dowiedz się więcej »WOJCIECH SZELACHOWSKI PRZED 30 ROCZNICĄ DEBIUTU

Wszystko jest muzyka

O Fortepianie pijanym Toma Waitsa w reż. Marcina Przybylskiego na Scenie Studio Teatru Narodowego pisze Tomasz Miłkowski

Wszystko jest poezja – pisał kiedyś Edward Stachura. Po tym spektaklu trzeba by mówić: wszystko jest muzyka. Bo grać tu można dosłownie na wszystkim: megafonie, staroświeckim młynku do kawy, wiadrze, a nawet klapie zdezelowanego kosza na śmieci, choć ton nadaje grająca na żywo kapela Andrzeja Perkmana.

Dowiedz się więcej »Wszystko jest muzyka

NO, I PO ZABAWIE

Bożena Frankowska o przedstawieniu After Play w BTL:

Tak jest w Białostockim Teatrze Lalek po godzinie i dziesięciu minutach. I po przedstawieniu sztuki irlandzkiego pisarza Briana Friela After Play [Afterplay] w przekładzie Anny Wołek w reżyserii Bogdana Michalika [Władysława wg teatralnego programu].

Bogdan Michalik jest znanym reżyserem i profesorem w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Scenografia została zaprojektowana przez Julię Skuratową, sławną projektantkę dekoracji i kostiumów z Litwy, współpracującą z Białostockim Teatrem Lalek, a w 2010 roku podziwianą w Galerii BTL z okazji wystawy projektów scenograficznych Teatr Skuratowej. Przekładu dokonała Anna Wołek, tłumaczka wielu innych autorów i tekstów, jak Mój boski rozwód [My Brilliant Divorce] Geraldine Aron, Survival [Place At The Table] Simon Block, Kamienie w kieszeniach [Stones In His Pockets] Marie Jones, była dyrektorka warszawskiej Agencji Teatralnej BIS oraz Centrum Sztuki Impart i Mandala Performance Festival we Wrocławiu, obecnie działająca w Toruniu. Grają Sylwia Janowicz-Dobrowolska i Ryszard Doliński, aktorzy Białostockiego Teatru Lalek, absolwenci Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie-Białymstoku, a także wykładowcy przedmiotów zawodowych na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku.

Dowiedz się więcej »NO, I PO ZABAWIE

WESELE: Sen Gospodarza

Tomasz Miłkowski o najnowszej inscenizacji WESELA w Teatrze Polskim im. Arnolda Szyfmana w Warszawie w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego:

To przedstawienie mogło mieć mocny finał. Pod sam koniec spektaklu zrozpaczony Jasiek (Paweł Krucz), którego nikt nie słucha, a nawet nie zauważa, okazuje z bolesną szczerością swoje osamotnienie, bezradność i głęboki żal. W niejednym Weselu taki finał (z laserami, stroboskopową pulsacją) pewnie uchodziłby za poruszający protest młodego pokolenia pozostawionego samemu sobie, bez perspektyw i wiary w przyszłość. Ale nie tym razem. Kiedy ręce publiczności (nieomylnie) składają się do oklasków, okazuje się, że to wcale nie koniec – reżyser bowiem zaplanował jeszcze jeden finał, który nawiązuje do otwarcia spektaklu: oto Gospodarz ze świecą w ręku schodzi ze sceny, a potem wychodzi z widowni bocznym drzwiami. Tak więc mamy do czynienia z klasyczną budową ramową, za pośrednictwem której reżyser informuje nas, że przedstawienie, które obejrzeliśmy, to jedynie sen-majak-przywidzenie-wspomnienie Gospodarza. A jak to ze wspomnieniami bywa, pamięć może zawodzić, toteż zamiast 35 postaci w tym Weselu pojawi się 11, choć niektóre ważne kwestie skreślonych postaci ocaleją, bo postaci będą lepione czasem z kilku. Nie pojawi się jednak Chochoł, tu Chochoła, czyli upiora przeszłości każdy ma w sobie, przybierającego kształt Widma, Wernyhory, Stańczyka, a reprezentowanych na scenie m.in. za pośrednictwem obrazów Matejki (przed laty takie rozwiązanie zastosował Józef Gruda w swojej pierwszej szczecińskiej inscenizacji Wesela, 1963). Ten zabieg uczytelnia intencje Wyspiańskiego, który pokazywał, „co się w duszy komu gra”.

Dowiedz się więcej »WESELE: Sen Gospodarza

116 fotografii

O spektaklu ALBUM KARLA HOECKERA pisze Grażyna Korzeniowska:

Karl Hoecker lubił fotografie. Zbierał je. Są czarno-białe. Czy sam je robił? Raczej nie. Bo widać go na większości. Na tej – ze starannie zaczesanymi włosami. Poważny. Na tej – radośnie bawi się z psem, młodym wilczurem. Na tej – pozuje z przełożonymi, dojrzałymi mężczyznami. A na tej – na wycieczce, w otoczeniu młodych kobiet…

Kim był Karl Hoecker? Oficerem SS, adiutantem Richarda Baera, jednego z dowódców obozu koncentracyjnego Auschwitz.

Album ze zdjęciami wykonywanymi w czasie pracy Hoeckera w obozie liczy 116 zdjęć.

Na ścianie, pierwsze zdjęcie z tego albumu, wielokrotnie powiększone przez oko rzutnika.

Dowiedz się więcej »116 fotografii

Magdalena Smalara jako Kobieta do zjedzenia

„Mam na imię Magda i jem od 36 lat” – zaczyna swój monolog Magdalena Smalara w recitalu Kobieta do zjedzenia. Opowiada o największej namiętności świata, jaką jest jedzenie. Wspomnienia smaków dzieciństwa, żarty dotyczące diet i nieustannej walki z pokusami przeplatają się z refleksjami o próbach sprostania współczesnym kanonom piękna czy o głodzie na świecie. Jest zabawnie i lirycznie.

Magdalena Smalara ma w swoim artystycznym CV dobre role. Kilka nawet bardzo dobrych. Wystarczy wspomnieć niedawną rolę Arseny w Mizantropie czy Mirandy w Burzy. Już dwa lata po zakończeniu studiów otrzymała nagrodę im. Tadeusza Łomnickiego za wybitne osiągnięcia aktorskie. Z piosenką to także nie jest jej pierwsze spotkanie. Za interpretację piosenek Agnieszki Osieckiej w konkursie Fundacji Okularnicy w 2001 roku otrzymała najważniejsze nagrody: Grand Prix, Nagrodę Publiczności oraz Nagrodę Dziennikarzy. Nic więc dziwnego, że z połączenia obu warsztatów rodzi się naprawdę smaczny spektakl.

Dowiedz się więcej »Magdalena Smalara jako Kobieta do zjedzenia

DZIEŁO PLASTUSIOWEJ MAMY W WARSZAWSKIM „BAJU”

Dnia 6 grudnia 2014 roku na Świętego Mikołaja Teatr „Baj” w Warszawie sprezentował swoim najmłodszym widzom premierę przedstawienia Pamiętnik Plastusia Marii Kownackiej w reżyserii Lecha Chojnackiego, korzystającego z pomocy autorki ruchu scenicznego Eweliny Ciszewskiej, scenografa Dariusza Panasa i autora muzyki Jarosława Kordaczuka.

Przypomniał najbardziej popularną autorkę „Baja” i polskiego teatru lalek. Autorkę znaną dzieciom i rodzicom kilku już pokoleń. Znaną nie tylko z dziecięcego teatru lalek I Kolonii Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej na Żoliborzu, z którym współpracowała od 1928 roku, dając tam pierwszą swoją premierę O Kasi, co gąski zgubiła (1928), a potem następną, Bajowe bajeczki…, przynoszącą nazwę teatrowi („Baj”) i do dziś bijącą wszelkie rekordy popularności (frekwencji i premier).

Dowiedz się więcej »DZIEŁO PLASTUSIOWEJ MAMY W WARSZAWSKIM „BAJU”

A to Polska właśnie

– Polska potrzebuje wielu błaznów, wielu komediantów. Może i ja w tym poszukiwaniu porozumienia mogę coś zrobić jako komediant? – mówi OLGIERD ŁUKASZEWICZ, aktor Teatru Polskiego w Warszawie oraz prezes Związku Artystów Scen Polskich, z którym rozmawia Tomasz Miłkowski

Ubiegłoroczne, 29. już spotkania teatrów jednego aktora w Toruniu zainaugurował pan swoim monodramem „A kaz tyz ta Polska, kaz”, skomponowanym z tekstów Stanisława Wyspiańskiego. Monodram miał oficjalną premierę w roku 2000 i od 15 lat za panem chodzi. Wciąż aktualny?

– Wciąż.

Długo pan nad nim pracował?

– Nad scenariuszem? Dwa dni.

I od tego czasu nie robi pan zmian? Rzeczywistość drepcze w miejscu?

– To nie tak. Wiele się zmienia, ale pewne nasze przywary – kłótliwość, gdzie nie trzeba, i nadmierna układność, kiedy nie trzeba, niewiara w siebie i przecenianie się – trzymają się nieźle.

Dowiedz się więcej »A to Polska właśnie

NIEUCHRONNA KARA ZA LUDZKĄ PYCHĘ

Najnowsze przedstawienie Białostockiego Teatru Lalek Czy pan istnieje Mr Johnes? wg Stanisława Lema w reżyserii Krzysztofa Raua jest poświęcone zdobyczom i klęskom ludzkiego rozumu. Spośród wielu tekstów Stanisława Lema adaptowanych dla radia, filmu, telewizji i teatru (tak dramatycznego, jak lalkowego) nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, adaptacja opowiadania Czy pan istnieje Mr Johnes? z tomu Opowieści gwiazdowych (1951) była jedną z najwcześniejszych, zagrana w Paryżu w Theatre du Tertre (1961) i w TVP (1973, w adaptacji Dzieduszyckiego).

Opowiadanie to wziął do realizacji w Białostockim Teatrze Lalek reżyser Krzysztof Rau, były dyrektor tego teatru i inscenizator kilku co najmniej głośnych jego przedstawień, artysta przy tym zasłużony dla kultury Białegostoku jako inicjator wybudowania siedziby teatru i organizator białostockiego Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. I kazał się młodzieży i widzom dorosłym zastanawiać nad osiągnięciami Człowieka na Ziemi, zdobyczami jego nauki, ludzką pychą i ludzkimi klęskami.

Dowiedz się więcej »NIEUCHRONNA KARA ZA LUDZKĄ PYCHĘ

Śmierć nadchodzi bezszelestnie

Tomasz Miłkowski o monodramie Danuty Stenki KONCERT ŻYCZEŃ:

Wymagało nie lada odwagi, aby wziąć na warsztat ten osobliwy tekst bez tekstu, bo bohaterka monodramu nie wypowiada w spektaklu ani jednego słowa, licząc na empatię publiczności. Nie tylko dlatego, że przedstawienie bez tekstu, jeśli nie jest baletem czy pantomimą, budzi zdumienie, ale także dlatego, że odwołuje się do niezdrowego podglądactwa. Bezwstydnie obserwujemy Danutę Stenkę, która jako bohaterka przedstawienia wykonuje całą sekwencję banalnych czynności, rutynowych, powtarzalnych do znudzenia każdego dnia, kiedy wraca z pracy z zakupami i powoli, ale systematycznie sposobi się do snu. Przypomina to jako żywo jakąś wersję Big Brothera, choć Franz Xaver Kroetz napisał ten antymonodram ponad 40 lat temu (1972), kiedy o tego typu telewizyjnym show nikt jeszcze nie słyszał.

Koncert życzeń ukazał się w majowym numerze „Dialogu” w roku 1974, rok wcześniej trafił na sceny niemieckie, a dwa lat później do polskiej telewizji (grała Zofia Kucówna). I na tym koniec, starano się zapomnieć o tym utworze jak o przykrym incydencie. Kroetz bowiem, zaniepokojony falą niespodziewanych samobójstw, pytał, jak to się dzieje, że odchodzą ludzie z pozoru uporządkowani, niewyróżniający się niczym szczególnym, o uregulowanym trybie życia, choć samotni i pozbawieni nadziei pewnego dnia, nie zaniedbując codziennych rytuałów, decydują się na odejście.

Dowiedz się więcej »Śmierć nadchodzi bezszelestnie

Gracz

O „Szalbierzu” w reż. Gábora Máté w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Tomasz Miłkowski

Aż dziw bierze, że żaden z polskich autorów nie pokusił się o dramat, powieść czy scenariusz filmowy o Wojciechu Bogusławskim. Przeżył pięciu władców, żywot miał barwny, a dokonania potężne, byłoby więc o czym pisać. Polskich autorów wyręczył György Spiró jako autor panoramicznej powieści Iksowie i sztuki Szalbierz, która w nowym tłumaczeniu Jolanty Jarmołowicz pojawiła się na afiszu Dramatycznego. Czas po temu jest szczególny, w tym roku świętujemy 250 lat Teatru Narodowego, a Bogusławski, jak wiadomo, z narodzinami Narodowego jest szczególnie silnie związany.

Autor sztuki nie dba jednak przesadnie o zgodność tego, co na scenie, z tym, jak to było naprawdę. W rzeczywistości Bogusławski podczas występów gościnnych w Wilnie nigdy nie grał Tartuffe’a, nie tłumaczył też Świętoszka, choć w Warszawie w roli tytułowej w sławnej komedii Moliera występował, ale w sztuce powiada się, że rzekomo nie dopuszczała do tego cenzura. Takich i innych detali niezgodnych z faktami można by wymieniać więcej za skrupulatnym Zbigniewem Wilskim, który uczynił to przed laty na łamach „Dialogu” (1987 nr 7), ale nie ma to większego znaczenia. Bo choć Bogusławski z całą pewnością nie był prekursorem Stanisławskiego czy Freuda, co mogłoby wynikać z jego uwag kierowanych do aktorów, to przerastał umiejętnościami i szerokością spojrzenia swoich współczesnych, a jego pobyt w Wilnie rzeczywiście przyczynił się do przebudzenia tego wówczas bardzo prowincjonalnego teatru. Tak więc Spiró ofiarował nam legendę Bogusławskiego prawdziwszą niż życie i winniśmy mu za to wdzięczność.

Dowiedz się więcej »Gracz

Duch się w każdym poniewiera

Przed lwowską premierą „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego, która odbyła się zaledwie dwa miesiące po prapremierze krakowskiej (16 marca 1901 r.), Gabriela Zapolska pisała w uniesieniu: „To nie będzie sceniczne widowisko, to będzie obrachunek sumienia nas i naszych przodków, to będzie wielka krwawa spowiedź wśród deszczu” – o inscenizacjach „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego pisze Tomasz Miłkowski w „Przeglądzie”.

Nawet jeśli weźmiemy poprawkę na młodopolską egzaltację, dramat Wyspiańskiego wywarł na pisarce wrażenie potężne. Nic dziwnego, bo prapremiera, choć zaprawiona sensacją (część publiczności czekała na aluzje do znanych w Krakowie osób), okazała się triumfem poety. Nagrodzono go wieńcami i długą owacją, w której uczestniczyli także aktorzy. Wieńców nie zabrakło i we Lwowie. Do rana trwał premierowy bankiet, podczas którego improwizowano, nawiązując do tekstu dramatu:

W dniach rozbicia i boleści/ U rozstajnych polskich dróg/ Gdzieś nam przepadł, znikł bez wieści/ Złoty róg…

Czy znajdzie się w Teatrze Polskim im. Arnolda Szyfmana, gdzie w 102. rocznicę założenia tej sceny odbędzie się bodaj 221. polska premiera arcydramatu Wyspiańskiego, zobaczymy.

Na afisz Polskiego dramat trafia po raz piąty. Przed premierą w roku 1922 w reżyserii Aleksandra Zelwerowicza głośny odczyt „Plotka o Weselu” wygłosił Tadeusz Boy-Żeleński. Nie uratowało to spektaklu, który szedł zaledwie dziewięć razy, schlastany przez recenzentów – zirytowany Antoni Słonimski protestował, że „z pięknej legendy robi się płaską kasową plotkę”.

Dowiedz się więcej »Duch się w każdym poniewiera

Będziecie jednak musieli nam o tym opowiedzieć

O przedstawieniu „Ruchele wychodzi za mąż” Savyon Liebrecht w reżyserii Jacka Papisa w Teatrze Żydowskim w Warszawie pisze Marzena Dobosz

Ostatnia premiera w Teatrze Żydowskim zwiastuje zmiany repertuarowe i wizerunkowe zapowiadane przez Gołdę Tencer, a wyczekiwane przez dużą część krytyków i teatromanów. Ruchele wychodzi za mąż to historia o tym, że idzie nowe i że nie ma na to rady. Że pochylając się nad przeszłością, nie możemy odwracać się od teraźniejszości…

Akcja dramatu Savyon Liebrecht rozgrywa się w Izraelu. Szlojme, Żyd ocalały z Zagłady, dowiaduje się, że jego starsza córka, mieszkająca i pracująca w Ameryce, przyjeżdża do kraju, żeby przedstawić rodzinie narzeczonego. Ojcowską radość zakłóca jednak pojawienie się przyszłego zięcia. Chłopak przypomina ojcu kogoś, kto budzi najgorsze wspomnienia. Zaraz zresztą okazuje się, że faktycznie jest on potomkiem znienawidzonego kata i mordercy z Auschwitz…

Dowiedz się więcej »Będziecie jednak musieli nam o tym opowiedzieć

Kongres i nie tylko

W 41. numerze Yoricka (styczeń 2015) spory blok materiałów związanych z ostatnim Kongresem IATC/AICT w Pekinie (15-19 października 2014). Katarzyna Michalik-Jaworska relacjonuje pokrótce przebieg Kongresu i dzieli swoimi spostrzeżeniami. Szczególne miejsce w tej relacji zajmuje Thalia Pride i osoba laureata, Eugenia Barby tak silnie związanego swoją biografią z Polską – publikujemy zapis rozmowy z Barbą, która odbyła się w Instytucie Grotowskiego we Wrocławiu podczas Tygodnia Odin Teatret (wrzesień 2014) i laudację Tomasza Miłkowskiego (w wersji oryginalnej, po angielsku, i po polsku), a także gratulacje Emila Boroghiny w imieniu Festiwalu Szekspirowskiego w Kraiovej, fundatora insygniów nagrody.

Wracamy w tym wydaniu magazynu do naszego cyklu Alfabet Krytyków Teatralnych: portrety Tadeusza Kudlińskiego i Henryka Izydora Rogackiego kreślą Kacper Gugała i Ksenia Lebiedzińska, oboje studenci Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Oboje też debiutują na naszych łamach.

Dowiedz się więcej »Kongres i nie tylko

Czekając na Wielką Reformę

Ze Sławomirą Łozińską rozmawia Tomasz Miłkowski

Upały mieliśmy latem, ale gorąco także w teatrze. Sezon gorący zaczął się, kiedy było jeszcze całkiem zimno, awanturą na widowni Starego Teatru, a pod koniec czerwca teatr wyszedł na ulice, aby po zdjęciu z afisza Golgota Picnic zamanifestować sprzeciw wobec próby odrodzenia cenzury. Na warszawskim Placu Defilad solidarnie z innymi kolegami wzięła pani udział w głośnym czytaniu Picniku. Co się właściwie stało, że teatr przeniósł się na ulicę?

To nic nadzwyczajnego. Teatr uliczny istniał od zawsze, od chwili swoich narodzin. Dopiero po wiekach zamknął się w budynkach i pudełkach sceny. Teatr na placu, na ulicy także i dzisiaj jest zjawiskiem dosyć znanym, by nie powiedzieć pospolitym. Chociaż dość rzadko tę uliczną formę wykorzystuje teatr instytucjonalny, repertuarowy.

Powód był jednak szczególny, choć forma już nie. Rzecz w tym, że wokół teatru wybuchają konflikty natury ideologicznej, politycznej, religijnej.

To też nie jest nowość, burzliwie jest w teatrach i wokół teatrów od lat. Nie zawsze to, co proponuje teatr, jest przez widownię dobrze odbierane. W szczególnej sytuacji znajdują się dyrektorzy teatrów w małych ośrodkach, gdzie działa jeden czy dwa teatry instytucjonalne. Kiedy obejmuje się taki teatr i kreśli plany repertuarowe, trzeba myśleć o tym, czy te propozycje widza zainteresują.

Dowiedz się więcej »Czekając na Wielką Reformę

EMIL BOROGHINA. Congratulation

We would like to thank the International Association of Theatre Critics once again for the trust they granted to our Craiova Shakespeare Foundation by designating us to produce the Thalia Prize Trophy designed by the Romanian designer Dragos Buhagiar.

We are happy that, besides organizing the Craiova International Shakespeare Festival in Romania, our foundation has been given this honorable responsibility.

We would also like to thank the Executive Committee, the Honorary Presidents, the Vice-Presidents, the General Secretary and all the members of the International Association of Theatre Critics for their support in organizing, since 2008, the Conferences on Shakespeare within our Craiova Shakespeare Festival – this has contributed a lot to the prestige and interest in our festival’s conferences.

Dowiedz się więcej »EMIL BOROGHINA. Congratulation

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.