Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.
W Teatrze Studio nieustanny ruch. W ostatnią niedzielę, 29 września, przybyła nowa scena – Teatr Słowa Irena Jun, bo to Ona właśnie raz w miesiącu będzie gospodynią święta słowa, przede wszystkim poetyckiego.
To przestrzeń nowa i nienowa. Nie nowa, bo już za dyrekcji Jerzego Grzegorzewskiego bywała wykorzystywana teatralnie, a potem sama Irena Jun zapraszała tu na swoje spektakle. Nowa jednak, bo inaczej przestrzennie wykorzystana niż we wcześniejszych, poprzednich wcieleniach.
„Tato nie wraca” w reż. Piotra Ratajczaka Teatru Konsekwentnego na XI Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.
Agnieszka jest perfekcyjną pracownicą bankowości. Zajmuje się udzielaniem kredytów, ukończyła międzynarodowe kursy, zna swój fach, pnie się po szczeblach kariery, wychowuje syna. Wszystko robi wrażenie doskonale pozapinanego. Ale takie nie jest. Jej życie przypomina niezabliźnioną ranę po odrzuceniu przez ojca, który nie chciał nawet jej poznać i pozostał człowiekiem obcym, utraconym, boleśnie nieobecnym. Kiedy więc pojawia się przypominający go klient (może to on, a może nie), trauma wraca z całą siłą, wszystkie hamowane urazy i emocjonalne zwichnięcia znajdują ujście. Dowiedz się więcej »Nieuleczalna obecność
Najbardziej cenię te książki o artystach, z których tchnie życie, w których są obecni nie tylko jako twórcy, ale i jako ludzie. Jak można być bardziej obecnym niż w listach? Listach szczególnych, z których wyłania się wyjątkowy artysta i opromieniony miłością człowiek. Czy miłość ta została „skonsumowana” czy też nie? Takie zakłady robią między sobą koleżanki p. Wiesławy Domańskiej, która owe listy wydała własnym nakładem w ilości 302 numerowanych egzemplarzy. Brak odpowiedzi, nawet sugestii, w tym względzie to dodatkowa zaleta tej książki. Jednoznaczność nigdy nie jest tak ciekawa jak wieloznaczność. Poza tym… Dopowiedzenie pewnych spraw zawsze je zubaża. Tu owa miłość do Marii Teresy Antoniny i do teatru (a może odwrotnie? Do teatru i Marii itd.?) mieni się bogactwem barw i odcieni. Jest w tych listach i artysta, wyjątkowy w świecie teatru, i człowiek – chyba równie wyjątkowy.
Na afiszu rządzić będą Rosjanie i Anglosasi. Nowych polskich sztuk niewiele, m.in. Macieja Wojtyszki „Dowód na istnienie drugiego” w Teatrze Narodowym – i to dopiero w marcu przyszłego roku – pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.
Szekspira jak na lekarstwo. Ale premier zatrzęsienie. Czy znowu padnie rekord ich liczby, nie wiadomo. Właśnie ukazał się kolejny tom nieocenionej serii Instytutu Teatralnego „Teatr w Polsce”, będący dokumentacją sezonu 2011/2012. Opasła księga pod redakcją Doroty Buchwald daje wyobrażenie o polskim życiu teatralnym, przede wszystkim o jego bujności, przy wszystkich dąsach, uwagach krytycznych i zastrzeżeniach, jakie można by wyrażać. Spadła wprawdzie – do 408 – liczba festiwali teatralnych, których w sezonie wcześniejszym odnotowano aż 535, ale to nadal imponujący wynik. Wzrosła natomiast liczba teatrów – z 629 do 677, i liczba premier – z 1274 do 1362 (statystycznie niemal cztery premiery dziennie). Przybyło także widzów – z mniej więcej 5,5 mln do prawie 6 mln, a zagrano ok. 31 tys. przedstawień.
Widziałam ich dwóch. Obaj przetrawili tę rolę w sposób szczególny. Niezwykli, osobni, warsztatowo perfekcyjni.
Tadeusz Łomnicki sięgnął do Ostatniej Taśmy Krappa jakby na przekór własnym problemom kardiologicznym. Krążąc szlakiem Beckettowskiej wiwisekcji kumulował oddech, zagęszczał gest. Służyła temu każda wyciągnięta sylaba, każdy centymetr lokalizowanej przestrzeni, każde uchwycone drgnienie ciała. Nie było narkozy. Była operacja na żywym organizmie pamięci prowadzona wzdłuż i wszerz fizjologii. Fruwały bebechy, szalał skalpel, wibrowała omotana rechotem bolesna świadomość nieuchronnego epilogu. Dowiedz się więcej »Romana Kłosowskiego przymierze z Krappem
Co by było, gdyby rzeczywistość istniała w wielu wariantach równoległych, które różniłyby się pozornie niewieloma szczegółami, ale tak istotnymi, że losy bohaterów potoczyłyby się zupełnie inaczej. Pokusa takich przymiarek istniała, odkąd istnieje literatura, ale nikt bodaj nie próbował portretować rzeczywistości na wzór teorii wielu światów. Teoria przeniesiona z fizyki kwantowej do świata relacji międzyludzkich, jak […]
Dzisiaj, 5 września, i jutro w Teatrze WarSawy na Rynku Nowego Miasta na afiszu GRUZY, „czarna komedia” Dennisa Kelly’ego. Równie dobrze można by określić ten utwór mianem thrillera urbanistycznego (jak inną znaną i graną w Warszawie sztukę Kelly’ego – „Sieroty”) albo tragikomedii ze sfer marginesu społecznego.
Niewiele brakowało, a ten festiwal w ogóle by się nie odbył, potwierdzając tym samym regułę pechowej trzynastki. Ale, na szczęście, za sprawą entuzjastów (z szefem festiwalu na czele), determinacji teatru i ministerialnej dotacji festiwal odbył się, jak co roku, gromadząc wierną publiczność, a na finałowej odsłonie także i tych, którzy słyszeli już opowieści o legendarnym duecie Bodecker&Neander.
Wieczór współczesnej pantomimy to stały punkt programu warszawskich festiwali, świetna okazja do prezentacji rozmaitych warsztatów, pomysłów, przeglądu artystycznej kondycji pantomimy, a także sprawdzian dla uczestników warsztatów. Publiczność zawsze czeka na te wieczory, znajdując upodobanie w tym, co już zna, ale tez trafnie rozpoznając oznaki nowości.
12 najlepszych przedstawień, 12 najlepszych ról kobiecych, 12 najlepszych ról męskich wg recenzenta tygodnika „Przegląd” Tomasz Miłkowskiego: Dowiedz się więcej »3 razy NAJ
Tomasz Miłkowski ocenia mioniony sezon teatralny w tygodniku „Przegląd”:
Teatr ma się (finansowo) gorzej – jak wszyscy. A to oznacza, że przestawia tory poszukiwań repertuarowych na małe formy: monodramy, spektakle kameralne, które wymagają mniejszego nakładu kosztów. W spektaklach jednoosobowych pojawiło się sporo „debiutantów”: Barbara Wysocka, Marian Opania, Jacek Poniedziałek albo rzadkich gości jak Katarzyna Figura. Sezon otworzyła potęga w świecie monodramu, czyli Krystyna Janda, Danutą W., spektaklem przyjętym z należnym uszanowaniem, które nie zawsze sztuce służy. Podobno na premierze w Gdańsku artystka z wrażenia zaniemówiła.
Nietrudno odnaleźć źródło inspiracji nowego spektaklu Warszawskiego Centrum Pantomimy – to bez wątpienia Pachnidło Petera Süskinda, z tym że akcja sceniczna nie toczy się jak w powieści w średniowieczu, ale w pierwszej połowie XIX wieku. Potwierdzają to początkowe żywe obrazy-stop klatki, utrzymane w stylu rycin dołączanych do ówczesnych powieści Dickensa.
Potrafią wszystko. Ich technika jest zachwycająca. Czeski duet, Miřenka Čechová i Radim Vizváry, tworzący Teatr Tantehorse, budzi zachwyt profesjonalistów i szacunek profanów. Artyści dowodzą, że możliwości formowania ciała nie mają granic.
Festiwal na warszawskiej Scenie na Woli rozpoczął się od deseru. Wrocławski Teatr Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego przyjechał z wysmakowanym spektaklem Szatnia, opartym na choreografiach sławnych przedstawień patrona. Dla młodych widzów, którzy nie zetknęli się z teatrem prowadzonym przez Tomaszewskiego i jego dziełami była to okazja do spotkania ze stylistyką Mistrza, z jednej strony głęboko związaną z literaturą i motywami mitycznemu, z drugiej ze studiowaniem samej natury ruchu. Widzom starszego pokolenia wrocławscy artyści stworzyli niezwykła okazję ponownego spotkania z legendarnymi spektakli, których duch – w nowej oprawie fabularnej, inteligentnie wiążącej fragmenty wielu spektakli – ożył z prawdziwa siłą .
Niezawodny Szymon Majewski rozesłał wczoraj materiały z okazji zbliżającej się 10 rocznicy narodzin Laboratorium Dramatu. Cóż to za imponujące zestawienie, kilkadziesiąt premier od Koronacji Modzelewskiego z Robertem Więckiewiczem począwszy [na zdjęciu], drugie tyle „czytań” dramatów, kilka cykli wykładów (m.in. Toksyczna rodzina antyczna) i dyskusji, seminaria wyjazdowe dla wstępujących dramaturgów, wreszcie studium dramatu – doprawdy jest […]
„Kalina” w reż. Małgorzaty Głuchowskiej w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie:
Przed nami One dwie: Kalina Jędrusik i Katarzyna Figura, choć tak naprawdę na scenie jest tylko Figura, przywołująca legendę Jędrusik. Trudno jednak uwolnić się od tej podwójności widzenia – losy Kaliny Jędrusik i Katarzyny Figury w przedziwny sposób rymują się i odbijają od siebie. Obie kochane i przeklęte, obie uznane za symbol seksu, uwielbiane i potępiane. I choć w monodramie „Kalina” wszystkie fakty i… zmyślenia odnoszą się do Kaliny Jędrusik, czasów przede wszystkim Gomułkowskiego Peerelu o specyficznych cechach, nie sposób uwolnić się od myśli, że Figura opowiada nie tylko o Kalinie, ale i o sobie. Może właśnie w tej zbieżności losów i osobowości tkwi tajemnica sukcesu monodramu. Scena (i kamera) kocha Katarzynę Figurę, tak jak kochała Kalinę. Toteż od pierwszej chwili aktorka trzyma na uwięzi uwagę widzów – nawet kiedy jest tylko chińskim cieniem prezentującym na rozpiętym ekranie rozmaite modele pierwszych telewizorów. Dowiedz się więcej »Ta Kalina
Houria Aichi z Algierii, fot. Sławek PrzerwaBrave Festival zakończył się magicznym koncertem Hourii Aïchï z Algierii, podczas którego rozbrzmiały współczesne interpretacje prastarych pieśni ludu Berberów. Przed nim popis swojego talentu, w pełnym radości spektaklu Brave Kids, przedstawiła blisko setka dzieci z różnych stron świata. Tegoroczna, pod wieloma względami wyjątkowa edycja festiwalu pod hasłem „Zaginiony rytm”, przechodzi właśnie do historii.
Przez cały tydzień (7-12 lipca)w wielu miejscach Wrocławia można było poznać unikatowe tradycje muzyczne z różnych stron świata, m. in. z Korei, Burundi, Indii, Maroka, RPA i Gambii, które dzięki izolacji od globalnej cywilizacji przetrwały do dziś. Podczas sześciu festiwalowych dni na wrocławskich scenach wystąpiło ponad 180 artystów z dwudziestu krajów, w tym blisko setka dzieci biorących udział w edukacyjnym programie Brave Kids. Na większości spektakli sale po brzegi wypełnione były widzami.
Tomasz Milkowski o prapremierze Karnawału Sławomira Mrożka w warszawskim Teatrze Polskim pisze w tygodniku „Przegląd”:
Sławomir Mrożek w swojej nowej sztuce przenosi karnawał z sezonu zimowego n a czerwiec – impreza zaczyna się 22 czerwca, kończy 24, a więc w dzień św. Jana. Czy przypadkowo akurat w noc świętojańską goście z rajskiego ogrodu rozjeżdżają się w swoje strony? Trudno powiedzieć. Mrożek nie trzyma się tu żadnych zasad, na karnawałowe szaleństwo przybywa wszak stary Goethe z młodą kochanką, Adam (Kamil Maćkowiak po raz pierwszy w Teatrze Polskim) i Ewa, Prometeusz (jako roztrzepany miłośnik ludzkości również „debiutant” w Polskim – Rafał Królikowski), Biskup, Szatan, a na dobitkę Lilith, upiorzyca, apokryficzna pierwsza żona Adama i dawna kochanka Szatana z drugiej strony jeziora.
Osobliwa to książka: niby pierwsze, a właściwie od razu drugie jej wydanie. Pierwsze, a ściślej pierwsza wersja książki, nigdy nie ujrzało światła dziennego, mimo że wydawnictwo przyjęło publikację z wdzięcznością do druku, mimo że nim się ukazała, zebrała pozytywne recenzje i nic nie wskazywało na to, że można zablokować druk tomu poświęconego teatralnemu życiu dramaturgii Tadeusza Różewicza, przygotowanego przez jednego z najbardziej kompetentnych w tej mierze autorów. O książce Kazimierza Brauna ” Mój teatr Różewicza” pisze Tomasz Miłkowski w Magazynie Literackim Książki Dowiedz się więcej »Drugie życie książki o Różewiczu