Lubelska Noc Kultury oczami, uszami i zmysłami „miejsko – teatralnej Włóczy-kijki” Anny Rzepa – Wertmann. Czyli czerwcowy wieczór, jedno nietypowe miejsce, dwie aktorki, tyluż reżyserów, i…
Powiedzmy szczerze i otwarcie – Noc Kultury nigdy nie była, nie jest i raczej nie będzie moją ukochaną porą roku. Owszem, bogactwo imprez (teatralnych, filmowych, prezentujących mozaikę kulturową Lublina) może nawet całkowitego laika i abnegata doprowadzić do konsternacji (co dopiero mówić o Wertmannównie, bycie w pełni ściśle uscenicznionym i uteatralnionym…?!)! Hałas, ilość decybeli i ogólne zamieszanie odstręcza Mola Teatralnego od opuszczania domowej biblioteki na czas tego popołudnia, wieczoru i nocy. Jednakże istnieje sposób, by ten stan rzeczy skutecznie zmienić. Otóż należy odebrać telefon zapraszający na dyplom sceniczny wychowanki jednego z przyjaciół aktorów. Potem, po szczegółowym przestudiowaniu programu lubelskiej Nocy Kultury, skonstatować, iż polecany występ poprzedzi najnowsza inscenizacja reżyserska drugiego z przyjaciół. Na takie dictum skapitulowała nawet moja astma, a z tą damą negocjacje raczej nie wychodzą!
Dowiedz się więcej »Szukaj Teatru tam, gdzie nigdy byś nie myślała, że go znajdziesz…