Przejdź do treści

Loża


Autorski przegląd teatralny, nieoficjalny dodatek Yoricka.
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Tomasz Miłkowski alarmuje: w stolicy trwa dobijanie jednego z najciekawszych teatrów niezależnych.

Wszystko wskazuje na to, że 31 grudnia Teatr WARSawy zakończy działalność. Na warszawskim rynku Nowego Miasta w dawnym kinie WARS znowu zapanuje błogi spokój.

A kilka lat temu wydawało się, że może być inaczej. Ratusz najwyraźniej sprzyjał pomysłowi restytucji zdewastowanego kina WARS jako przestrzeni kultury, a energia twórców i przyjaciół Teatru Konsekwentnego pod wodzą Adama Sajnuka rodziła nadzieję, że powstanie tutaj wartościowy teatr.

Tak się zresztą stało. Własnymi siłami, z własnych środków doprowadzili budynek do stanu używalności, nie szczędząc ani sil, ani czasu. Kiedy tutaj się pojawili, zastali obraz nędzy i rozpaczy: martwe szczury leżały na korytarzu, zewsząd odstręczał grzyb, jakaś nieprawdopodobna graciarnia, smród, a na zapleczu koczujący bezdomni. Łatwo sobie wyobrazić, że toalety były wtedy tutaj wszędzie. Tak czy owak, strasznie to wyglądało i trzeba było mieć sporo wyobraźni, a przede wszystkim zapału i wiary w sens tej roboty, aby zdecydować się na mozolną reanimację dawnego kina WARS. Kiedy już tak się stało, kiedy widzowie zaakceptowali to miejsce, okazuje się, że teatr znalazł się w sytuacji intruza. Gdyby nie życzliwość obecnego właściciela, teatr już by nie istniał, ale prawdę mówiąc, niepisany wyrok likwidacji wcielany jest w życie z żelazną logiką, choć nikt się nie przyznaje do autorstwa.

Przez ponad trzy lata (od maja 2013 roku) Teatr WARSawy dał tutaj ponad 20 premier i 500 przedstawień, które obejrzało ponad 50 tysięcy widzów. Na afisz trafiły między innymi sztuki Hanocha Levina („Dziwka z Ohio”, „Ceremonie pogrzebowe”), adaptacja powieści noblisty, Saula Bellowa, „Ofiara” z Grzegorzem Małeckim [na zdjęciu Kasi Chmury] czy „Good Night Cowboy” Julii Holewińskiej i Kuby Kowalskiego, spektakl zrealizowany w koprodukcji z teatrem dramatycznym w Wałbrzychu z błyskotliwą rolą główną Juliana Świeżewskiego. Wszystkie te przedstawienia budziły rezonans wśród publiczności i recenzentów. Teatr stawał się nawet beniaminkiem krytyki. W podsumowaniu sezonu 2013-2014 pisałem: „Królem sezonu wśród warszawskich scen niepublicznych stał się Teatr WARSawy. Przebojem pierwszego sezonu na Starówce okazała się „Dziwka z Ohio” Hanocha Levina w reżyserii Adama Sajnuka”.

Dyrekcja teatru nie poprzestawała na przedstawianiach, próbując stworzyć wokół sceny na Nowym Mieście aurę teatralnej bohemy. Zorganizowała wiele koncertów, w tym hipnotyzujące spektakle śpiewane Leny Piękniewskiej, przeprowadziła z sukcesem kilka festiwali, w tym festiwal monodramu współczesnego – na nowomiejskiej scenie miały miejsce premiery ciekawych spektakli jednoosobowych, zwłaszcza Agnieszki Przepiórskiej („Tato nie wraca”, „Wojna to tylko kwiat”), Adama Patera („Jestem swoją własną żoną”) i Jacka Poniedziałka („Wraki”). Udzielała też gościny kabaretowi Pożar w Burdelu i innym teatrom z wolnego zaciągu, ostatnio wiążąc się bliżej z odporną na pokusy posiadania własnej siedziby Montowni. Słowem, wszystko wskazywało na to, że Teatr Konsekwentny, wyrosły z ruchu amatorskiego, ale już od lat w pełni profesjonalny, znalazł nową i trwałą przystań. I że stało się coś dobrego dla miasta, które nie podejmowało specjalnych starań, aby ożywić kulturalnie ospałe Stare Miasto, traktując je, jak trafnie ocenia Sajnuk, jako „bufet dla turystów”. Zaakceptowali ich także sąsiedzi, zadowoleni, że nie powstał tu kolejny supermarket czy oddział banku albo jeszcze jedna knajpa na Starówce, ale właśnie teatr. Niewiele tu bowiem przybytków kultury.

Teraz jest tu jakaś pustynia kulturalna – mówił półtora roku w rozmowie ze mną Adam Sajnuk – to Nowe Miasto. Stare Miasto też nie tętni kulturą, można wymienić ze trzy instytucje: Stołeczne Centrum Edukacji Kulturalnej, to jest placówka edukacyjna, tam jest teatr małego widza, bardzo fajny, ale to wszystko. Jest Stara Prochownia, którą myśmy przez lata zarządzali, a teraz nic się nie dzieje. Serce mi się ściska, bo dziewięć lat pracy włożyłem, żeby oswoić teatralnie tę Prochownię, a teraz to jest muzeum, wyremontowane za fundusze norweskie, monitorowane, ale w środku się nie dzieje praktycznie nic. Można tam przyjść i podreptać sobie w towarzystwie ochroniarza. Oczywiście są na Starówce muzea, ale brakuje miejsc żywego działania, takich jak kiedyś”.

To się zaczęło za sprawą Teatru WARSawy zmieniać. Miasto obiecywało, że porozumie się z właścicielem nieruchomości, spółką Serenus, w sprawie zamiany działki na inną, położoną przy ul. Długiej 25. Negocjacje ciągnęły się kilka lat i właściwie zakończyły się pełnym sukcesem, brakowało jedynie zgody radnych miejskich. Ale radni zgody na to porozumienie nie dali, a jedynie zezwolili władzom miasta na zakup działki na Rynku Nowego Miasta. Negocjacje zostały w ten sposób zniweczone i teraz — przy obojętności radnych i rozkładaniu rąk w bezradnym geście ze strony administracji samorządowej — tak obiecująco rozwijający się teatr zostanie zaorany.

Rozmaite zabiegi ze strony twórców Teatru pozostawały bez odpowiedzi tak jak listy i apele ze strony widzów i artystów. Ratusz ogarnęła głuchota i niemoc. W tej sytuacji dyrektor artystyczny teatru Adam Sajnuk wraz ze swymi współpracownikami podjął inicjatywę ostatniej szansy. Na stronie internetowej teatru ukazało się ogłoszenie następującej treści:

Szanowni Widzowie,
w najbliższy wtorek (4 października o godz. 14:30) organizujemy w siedzibie naszego Teatru protest (w połączeniu z konferencją prasową) dotyczący ratowania Teatru WARSawy przed likwidacją oraz ostateczną utratą wpływów na losy budynku przez władze miasta, które od dłuższego czasu skutecznie ignorują nasze apele oraz próby skomunikowania się w powyższej sprawie. A problem siedziby Teatru najwyraźniej uznają za niedostatecznie istotny, aby się nim zająć i podjąć próbę uratowania tego pełnego najlepszych tradycji miejsca na potrzeby kulturalne stolicy.

Prosimy Was o wsparcie. Sytuacja Teatru jest krytyczna i jeśli nie uda się wpłynąć na miejskich urzędników i zmusić ich do działania w tej sprawie, z dniem 31 grudnia tego roku nasz Teatr przestanie istnieć, a do jego obecnej siedziby będzie można przyjść co najwyżej po spożywcze zakupy. Jest dramatycznie.

Zapraszamy wszystkich, którym los Teatru WARSawy nie jest obojętny.

Zespół Teatru WARSawy”.

Konferencja się odbyła, choć ze stosunkowo symbolicznym udziałem widzów i dziennikarzy. Ze strony ratusza przybył dyrektor Biura Kultury, ale głosu nie zabrał, jakby nie poczuwając się do żadnej odpowiedzialności. W końcu – zgodnie z nomenklaturą – Teatr WARSawy nie jest instytucją miejską i można umyć ręce. Na to, niestety, się zanosi. Energia artystów, ich entuzjazm i praca zostaną zmarnowane. „Kultura dla warszawskich radnych jest na końcu przewodu pokarmowego” – z pewną wyszukaną elegancją mówi Adam Sajnuk. Nie jest optymistą. Przeciwnie. Z goryczą obserwuje, jak praca jego życia obraca się wniwecz.

To zresztą nie pierwszy przypadek „wygnania” Teatru Konsekwentnego. Poprzednio został wyproszony ze Starej Prochowni, która oswoił i ożywił po okresie „bezkrólewia”, kiedy Prochownię odebrano Wojciechowi Siemionowi. Wtedy chodziło ratuszowi o odzyskanie terenu na działania edukacyjne… Teraz Konsekwentny przywrócił życie dawnemu kinu Wars. I, jak się okazuje, pora na wycug. Komu zależy na unicestwieniu tego teatru? A może warszawscy radni chcą mieć święty spokój, żeby im jakiś teatr gitary nie zawracał. W końcu tacy artyści, nigdy nie wiadomo, co zmalują.

Tomasz Miłkowski

Tekst opublikowany w „Dzienniku Trybuna” 7 października 2016

Gorąco w stolicy kultury

  • Loża

Gorąco w stolicy kultury

Prawdziwie tropikalny upal panował w ostatni weekend we Wrocławiu. W europejskiej stolicy kultury jest na to sposób – pisze Tomasz Miłkowski w Dzienniku Trybuna.

Wystarczy zanurzyć się w Afrykarium wrocławskiego ZOO, a zwłaszcza w jego części zwanej „dżunglą”, gdzie nieruchomo polegują krokodyle i leniwie przetaczają się z boku na bok hipopotamy, aby po wyjściu na zewnątrz mimo trzydziestostopniowego upału odczuć przyjemny chłód. Nie jest to jednak takie proste. Afrykarium jest oblegane i trzeba o wizycie pomyśleć zawczasu. Dowiedz się więcej »Gorąco w stolicy kultury

Trzecia część tryptyku w Teatrze Lubuskim

 

2 września 2016 r. o godz. 19.00, na Dużej Scenie Lubuskiego Teatru premiera spektaklu Czasami księżyc świeci od spodu autorstwa i w reżyserii Pawła Wolaka i Katarzyny Dworak (PiK)

Czasami księżyc świeci od spodu to ostatnia już część tryptyku „opowieści wiejskich”, zrealizowanych na scenach teatrów w Legnicy i Zielonej Górze przez twórczy tandem PiK. Chociaż każda z części jest odrębnym, samodzielnym bytem dramatyczno-teatralnym, łączy je wiele zabiegów tematycznych i formalnych. Przede wszystkim miejsce zdarzeń – wieś: mała, odległa geograficznie i mentalnie od współczesnego świata, będąca sama dla siebie kosmosem, w którym, jak w soczewce, ogniskują się i powiększają ważne zagadnienia ludzkiej egzystencji, tragiczne dylematy wyborów moralnych, w którym natężenie emocji sięga klasycznych greckich tragedii. Dowiedz się więcej »Trzecia część tryptyku w Teatrze Lubuskim

Cierpienia Chamleta

O CHAMLECIE w Och-teatrze, czyli potędze monologu:

Michał Zieliński przez godzinę bawi publiczność z ogromnym talentem wcielając się w dziesiątki postaci, ujawniając ich śmiesznostki, charakterystyczne sposoby argumentacji, miny, gesty i przyzwyczajenia. Są wśród tych przez Zielińskiego podglądanych i parodiowanych artyści (Fronczewski, Olbrychski), politycy (Tusk, Kaczyński), dziennikarze (Terentiew) i bohaterowie z you-tube i ludzie przypadkiem napotkani. Zieliński po prostu, jak wyznaje, nie potrafi się powstrzymać, i niemal natychmiast ulega pokusie, aby innych naśladować (nawet drób zagrodowy). Ma ogromny dar podpatrywania innych, ich parodiowanie stało się jego drugim zawodem, dzięki któremu za pośrednictwem TVN-owskiemu „Szymon Majewski show” dał się poznać milionom widzów.

Dowiedz się więcej »Cierpienia Chamleta

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: DOBRA ZMIANA

MADAME DE SADE w reżyserii Macieja Prusa na Scenie Studio Teatru Narodowego.

W skomponowanym przez Philipa Glassa kwartecie smyczkowym Mishima dźwięki układają się w kakofoniczne pasaże. Słuchanie tej kompozycji sprawia osobliwy ból. Przyjazna melodia skomplikowanej muzycznej struktury wyłaniająca się mniej więcej w połowie utworu jest zaskoczeniem. Nagrodą za cierpliwość. Glass oddający hołd japońskiemu artyście trafił w sedno. Na tym przecież polega wielkość prozy Mishimy. Okrucieństwo nie do przyjęcia, perwersja, niefrasobliwe poglądy, a wewnątrz tego świata tunel ze światłem. Z nadzieją i zgodą na los. Od harakiri do kabuki.

Yukio Mishima wciąż fascynuje. Czterdzieści powieści, większość nieprzetłumaczonych na język polski, wiersze, eseje, manifesty, również dramaty z Madame de Sade na czele.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: DOBRA ZMIANA

DEMON

6 czerwca tego roku Bogusław Schaeffer obchodził 87. urodziny. Kompozytor, muzyk, grafik, wykładowca akademicki, pisarz, dramaturg. Wigoru mogą mu zazdrościć zastępy o wiele młodszych. Talentu – wszyscy. Geniusz? Na to pytanie niech odpowiedzą ci, którzy poznają całą twórczość Jubilata.

Kilka dni później, 11 czerwca, stołeczny Teatr Ateneum wystawił prapremierę sztuki Demon teatru, czyli mniejsza o to pióra Jubilata. Przyjemny upominek. Także dla publiczności, która bez wątpienia będzie się dobrze bawić na tym spektaklu.

Dowiedz się więcej »DEMON

Anty-Sienkiewicz albo wróg publiczny

Prawdziwa literatura, nazywana też literaturą wysoką, stroni od popularności, a więc i czytelników. Popularny może być kryminał albo romans. Ale powieść o wyższych aspiracjach?

Przegnano precz ku zadowoleniu subtelnych znawców fabułę, wszechwiedzącego narratora, przyczynowo-skutkowe następstwo akcji i wiele innych atrybutów powieści realistycznej, zastępując to zabawami formalnymi, zachwytem nad własnym prestidigitatorstwem literackim. Oczywiście, takie gry i zabawy literackie mają swoich zwolenników i czytelników. Ale nielicznych. Takich, którym smakuje ucieczka od opowieści i krwistych postaci.

Dowiedz się więcej »Anty-Sienkiewicz albo wróg publiczny

Długi cień DDR

Przed premierą monodramu „DDR” podczas festiwalu Teatr w Remizie w Helu Grażyna Marzec zastrzegała się, że to będzie tylko czytanie. Nic bardziej mylnego.

Nawet w wydrukowanym programie nad datą 13 lipca zostało napisane: „Monolog czyta Grażyna Marzec”. To mi przypomina notkę w programie „Wieży malowanej”, legendarnego spektaklu warszawskiego STS-u (1959), który inaugurował współczesne dzieje teatru jednego aktora w Polsce: „recytuje Wojciech Siemion”. Wtedy także twórcy unikali deklaracji, że to jest pełen spektakl. A jednak był. Teraz także to był pełen spektakl, a fakt, że prawie cały tekst monologu był przez aktorkę naprawdę czytany – wyjąwszy ostatnie parę zdań – idealne wpisywał się w fakturę tego monologu, skonstruowanego z listów, pisanych przez bohaterkę i potajemnie przekazywanych ukochanemu.

Dowiedz się więcej »Długi cień DDR

Dwie lekcje niemieckiego

Mocnym akordem zakończył się sezon w warszawskim Teatrze Powszechnym. Spektakle zaproszonego do Warszawy berlińskiego Maxim Gorki Theater ukazały gorący problem konfliktów kulturowych i politycznych, tak silnie widocznych w czasach wezbranej fali uchodźców.

Pod prąd oficjalnie lansowanej tezie o zagrożeniu, jakie niosą Europie uchodźcy i różnice kulturowe dzielące rdzennych mieszkańców i przybyszów, artyści z Berlina odważnie podejmują palące pytanie: jak żyć wspólnie, jak układać wzajemne relacje, jak uchronić się przed następstwami głębokich podziałów religijnych, obyczajowych, kulturowych. Nie podają gotowych recept, bo nikt ich nie zna, ale podpowiadają, jaki obrać kierunek. Upatrują go w niezłomnej próbie wzajemnego zrozumienia. Czynią to z uwagą i powagą, ale również poczuciem humoru. Ich polityczne spektakle nie przypominają nudnych wstępniaków, ale składają się z sytuacji i scenek o rozmaitej wadzie i nastroju.

Dowiedz się więcej »Dwie lekcje niemieckiego

SAMOTNY BIAŁY ŻAGIEL. Wspomnienie Marcina Kuźmińskiego

„Twój ojciec leży w głębi mórz / Gdzie oczy były – perły już”. Ten cytat z „Burzy” Szekspira od kilku dni kojarzy mi się wyłącznie z Marcinem Kuźmińskim. Gdzie te perły?

Okres wakacyjny, wiadomo, prawie wszyscy gdzieś się porozjeżdżali. Akurat byłem w Sopocie, na festiwalu filmowym, kiedy od obecnej na festiwalu Magdy Łazarkiewicz usłyszałem tę tragiczną wiadomość. A przecież dopiero co się widzieliśmy, wysłałem Marcinowi entuzjastycznego esemesa po zobaczeniu świetnych „Dziejów upadków” w Małopolskim Ogrodzie Sztuki z jego udziałem. Odpisał mi: „Do zobaczenia”. Do zobaczenia na zawsze. Był Marcin, nie ma Marcina.

Dowiedz się więcej »SAMOTNY BIAŁY ŻAGIEL. Wspomnienie Marcina Kuźmińskiego

Ta sama procedura

Zamek w Szkocji. Milady (Jadwiga Jankowska-Cieślak) sposobi się do przyjęcia, nad którego przebiegiem ma czuwać Kamerdyner (Jan Peszek). Milady i jej goście (doktor, pastor i notariusz) zasiądą przy długim stole, pod którym spoczywają pamiątki po zmarłym panu domu: jakieś wypchane zwierzęta, przedziwne przedmioty, bibeloty i porcelanowe figury w nie najlepszym guście. Po obu stronach stołu stoją porzucone miednice, o które potykać się będzie usługujący wszystkim Kamerdyner. Wszystkim? Prawdę mówiąc, tylko Milady i sobie, bo goście od dawna już ucztują w zaświatach, a ich obecność przy stole symuluje Kamerdyner, wcielając się w nich z brawurową charakterystycznością.

Dowiedz się więcej »Ta sama procedura

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.