Skandalista, uwodziciel, buntownik czy artysta uwikłany w sprzeczności własnej epoki? W książce „Klimt. Nie tylko Pocałunek” Marta Motyl odsłania mniej oczywiste oblicze twórcy, którego złota ornamentyka skrywała niepokój, konflikty i pytania o granice sztuki. Czy ta barwna biografia dorównuje dramaturgii życia malarza? – pisze Wiesław Kowalski
Życie Gustava Klimta miało w sobie wszystko, co przyciąga uwagę widza teatralnego: skandale, erotyczne fascynacje, towarzyskie intrygi, artystyczne manifesty i konflikt z instytucjami, które chciały narzucić sztuce własne reguły. Był w nim również kostium – złoty, ornamentalny, uwodzicielski – za którym krył się artysta nie tak łatwy do jednoznacznego zaszufladkowania, jak mogłoby się wydawać. W książce „Klimt. Nie tylko Pocałunek” Marta Motyl próbuje zajrzeć za tę dekorację. Rezultat jest interesujący przede wszystkim tam, gdzie malarstwo spotyka się z obyczajem, a biografia zaczyna przypominać dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More rozgrywający się na kilku scenach jednocześnie.
Kompozycja książki opiera się na trzech pytaniach: czy Klimt był skandalistą, feministą, czy może konserwatystą? Ten podział porządkuje opowieść, ale ma też swoją cenę. Artysta zostaje postawiony przed czytelnikiem niczym bohater procesu, w którym każda kolejna część przynosi nowe argumenty, a ostateczny wyrok pozostaje zawieszony. To rozwiązanie dobrze współgra z niejednoznacznością samego Klimta, choć nie zawsze przekłada się na dramaturgię narracji. Nie wszystkie wątki rozwijają się z równą energią, nie każda dygresja prowadzi do kolejnego znaczącego odkrycia.
Najciekawiej wypadają te fragmenty, w których Motyl pokazuje artystę uwikłanego w konflikty własnej epoki. Historia „Medycyny”, zamówionej do dekoracji uniwersyteckiej auli, odsłania zasadnicze napięcie między oczekiwaniami publicznej instytucji a wizją malarza. Zamiast pochwały nauki i jej zbawiennej mocy Klimt zaproponował obraz, w którym życie i śmierć pozostają nierozdzielne, a postęp nie daje człowiekowi obietnicy ocalenia. Spór o dzieło staje się czymś więcej niż epizodem z historii sztuki: to starcie dwóch porządków, dwóch sposobów rozumienia świata i dwóch wyobrażeń o tym, co wolno pokazać publiczności.
Ta historia dostarcza materiału na znakomity spektakl. Po jednej stronie – reprezentacyjna przestrzeń cesarskiego Wiednia, przywiązana do autorytetu i oficjalnych symboli. Po drugiej – malarz, który zamiast wygładzać rzeczywistość, odsłania jej biologiczny i egzystencjalny niepokój. Do tego publiczne oburzenie, artystyczna niezależność i dzieło, które przestaje być dekoracją, a staje się przedmiotem ideologicznego sporu. Motyl potrafi wydobyć z takich sytuacji ich konfliktowy potencjał. Dzięki temu Klimt nie jest jedynie twórcą efektownych płócien, ale uczestnikiem przedstawienia, w którym stawką okazuje się prawo do własnej wizji świata.
Teatralność jego życia nie ogranicza się jednak do konfliktów z establishmentem. Jest obecna także w sposobie budowania artystycznego wizerunku. Klimt rozumiał siłę obrazu, gestu i kostiumu. Jego złota faza, ornamentalne kompozycje i wyidealizowane, a zarazem niepokojące kobiece postacie tworzą świat, w którym piękno uwodzi, lecz nie pozwala zapomnieć o przemijaniu. To teatr spojrzeń i póz, władzy i pożądania, fascynacji i zagrożenia. Kobieta może być tu boginią, obiektem kultu, uwodzicielką, ale również figurą tajemnicy, której nie da się sprowadzić do jednej interpretacji. W takim ujęciu „Pocałunek” przestaje być wyłącznie dekoracyjnym symbolem miłości, a staje się obrazem, w którym bliskość graniczy z pochłonięciem drugiej osoby.
Autorka słusznie wykracza poza najbardziej rozpoznawalne dzieła i próbuje pokazać, że Klimt nie mieści się w prostym podziale na buntownika i przedstawiciela świata, przeciwko któremu występował. Podobnie jest z pytaniem o jego stosunek do kobiet. Fascynacja kobiecą cielesnością, siłą i seksualnością nie wystarcza, by uznać go za rzecznika emancypacji. Warto przyjrzeć się temu, kto w jego obrazach patrzy, kto jest oglądany i komu przypada władza nad przedstawieniem. To pytania ważne także dzisiaj, kiedy dzieła Klimta funkcjonują jednocześnie jako przedmiot estetycznego podziwu, element kultury popularnej i towar. Motyl otwiera przestrzeń do takiej refleksji, choć nie zawsze rozwija ją na tyle konsekwentnie, by napięcia te wybrzmiały z pełną siłą.
Na uwagę zasługują również wątki dotyczące wiedeńskiego środowiska intelektualnego. Kontakty z lekarzami, naukowcami i uczestnikami salonów artystycznych pozwalają zobaczyć, że wyobraźnia Klimta nie rozwijała się w izolacji. Zainteresowanie anatomią i procesami biologicznymi, obecność nowych koncepcji psychologicznych oraz atmosfera schyłku monarchii tworzyły kontekst dla sztuki, która niepokój nowoczesności przekładała na ornament, alegorię i cielesność. W tych partiach książka zbliża się do tego, co w biografii artysty najciekawsze: pokazuje, jak indywidualna wyobraźnia przetwarza idee krążące w całej epoce.
Nie wszystkie rozwiązania narracyjne okazują się jednak równie przekonujące. Język Motyl bywa żywy i efektowny, ale chwilami sprawia wrażenie, jakby autorka chciała utrzymać czytelnika w nieustannym stanie pobudzenia. Potoczne sformułowania, współczesne skojarzenia, żartobliwe określenia i nagłe zmiany rejestru stylistycznego nadają opowieści dynamikę, lecz nie zawsze służą jej przedmiotowi. Przy opisie dzieł o tak złożonej symbolice skrót myślowy może osłabić interpretację, a językowy popis przesłonić to, co w obrazie najbardziej niejednoznaczne. Zamiast stopniowo budować napięcie, narracja niekiedy zbyt szybko podsuwa gotowy efekt.
W tym miejscu warto przywołać „Boznańską. Nie tylko Dziewczynkę”, również autorstwa Motyl. Tam opowieść o malarce sprawiała wrażenie bardziej organicznej, podporządkowanej rytmowi jej życia i przemianom twórczości. Kraków, Monachium i Paryż układały się w kolejne przestrzenie doświadczenia, a sposób opisywania malarstwa pozwalał śledzić emocje i wybory artystki bez nadmiernego objaśniania ich czytelnikowi. Szczegóły warsztatu stawały się częścią narracji, nie zaś jedynie pretekstem do efektownego komentarza. W przypadku Klimta podobna równowaga między erudycją a literacką swobodą pojawia się rzadziej. Więcej tu językowej demonstracyjności, a mniej ciszy potrzebnej, by przyjrzeć się obrazowi i samodzielnie odczytać jego znaczenia.
Różnica jest istotna również z perspektywy teatralnej. Biografia Boznańskiej przypominała kameralny spektakl, którego dramaturgia(gr. dramatourgia), 1. twórczość dramatyczna, ogół utworów d... More wynikała z wewnętrznych przemian bohaterki. Opowieść o Klimcie ma potencjał widowiska pełnego kontrastów, lecz nie zawsze potrafi zdecydować, kiedy należy rozświetlić scenę, a kiedy pozostawić ją w półmroku. Życie malarza dostarcza przecież wystarczająco wielu dramatycznych sytuacji, by nie trzeba było stale wzmacniać ich językowym efektem. Czasami wystarczyłoby pozwolić przemówić samym dziełom, ich historii i konfliktom, które wywoływały.
Wartością książki pozostaje także przypomnienie, że obrazy nie kończą swojego życia w chwili opuszczenia pracowni. Szczególnie wymowna jest historia portretu Adele Bloch-Bauer, którego losy splatają się z przemocą historii, utratą i walką o pamięć. Płótno staje się tu nie tylko świadectwem artystycznej wyobraźni, lecz również przedmiotem sporów o własność i prawo do odzyskania tego, co zostało odebrane. Złota powierzchnia nie chroni przed historią. Przeciwnie, może skrywać dramat, którego nie widać przy pierwszym spojrzeniu.
„Klimt. Nie tylko Pocałunek” to książka, która poszerza spojrzenie na artystę, wyprowadzając go poza bezpieczny obszar reprodukowanych na niezliczonych przedmiotach arcydzieł. Najwięcej zyskuje wtedy, gdy pokazuje sprzeczności Klimta, jego konflikty z instytucjami i napięcia między zmysłowością sztuki a niepokojem, który się pod nią kryje. Słabiej wypada tam, gdzie narracja próbuje zbyt szybko zamienić wiedzę w atrakcyjny efekt, a język zaczyna konkurować z opisywanym malarstwem.
Z punktu widzenia człowieka teatru pozostaje niedosyt. Klimt był bohaterem, którego życie i twórczość aż proszą się o opowieść z precyzyjnie rozłożonymi akcentami, wyczuciem pauzy i umiejętnością budowania napięcia bez nieustannego podkreślania go komentarzem. W „Boznańskiej. Nie tylko Dziewczynce” Motyl udało się osiągnąć większą harmonię między przedmiotem a sposobem pisania. W książce o Klimcie widowisko jest bogatsze, bardziej zmysłowe i pełne sprzeczności, lecz sama narracja nie zawsze dorównuje dramaturgii życia artysty. Kurtyna opada, ale nie wszystkie sceny pozostają w pamięci z taką wyrazistością, na jaką zasługują.
