W gruncie rzeczy byłoby zupełnie nieźle, gdyby Trybunał Konstytucyjny i jego sędziowie okazywali niezależność. Rząd czegoś chce (czy inna władza), a oni i tak robią swoje. Tak to miało wyglądać w idealnym obrazku. Ale w rzeczywistości mrożącą korektę przynosi kontekst.
Ojcowie i Matki Konstytucji nie przewidzieli, że kierujacy tym szacownym gremium okaże się zawodowym przeciwnikiem prawa, demonstrującym niezależność od przepisów. Codziennie je łamie i nic. W żart obraca niezaleźność sędziowską, bimba sobie na obowiązujące prawo.
Paradoksalnie, w świetle miłościwie panującego prawa właściwie pozostaje nietykalny. Tak miało być, ale nikomu nie przyszło do głowy, że Trybunałem Konstytucyjnym sterować będzie przeciwnik jej przestrzegania.
Tomasz Miłkowski
