Teatr zdziera maski – tematem dominującym polskiego teatru jest demaskacja, docieranie do jądra sprawy i prawdziwego oblicza bohaterów strojących się cudze piórka.
Tak jest w dramatach klasycznych na nowo interpretowanych, ale i najnowszych, jak choćby w „Pacyfistach” Marka Modzelewskiego w reżyserii Jacka Braciaka (Teatr Współczesny), „Eksie” Mariusa von Mayenburga w reżyserii Artura Tyszkiewicza (Ateneum) czy „Żarze” Sándora Maraia w reżyserii Jana Englerta (Polonia). Wszędzie chodzi o to samo: o prawdę, czyli przywrócenie równowagi w przyrodzie społecznej.
W tym sezonie rządził Hamlet. Nie tylko na Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku, gdzie pojawiło się różnych wersji Hamleta aż siedem z Polski i zagranicy, ale na scenach polskich. Aż trzy, z Teatru Śląskiego w reżyserii Roberta Talarczyka grany po śląsku, z Zabrza w reżyserii Jacka Jabrzyka i z Warszawy w reżyserii Kamila Białaszka rywalizowały o palmę pierwszeństwa na wspomnianym festiwalu – ostatecznie jury wyróżniło Yorickiem „Hamleta” z Zabrza.
Ale przecież były jeszcze inne Hamlety, a nawet para-hamlety jak „Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLET” Pawła Demirskiego ze Starego Teatru, czy też Hamlet z przymieszką sztucznej inteligencji „Hej, Hamlet” w reżyserii Anieli Płudowskiej ze Szczecina. Do tego festiwal gdański poprzedził prolog, a w nim głośny „Hamlet” Jana Englerta, żegnający się tym spektaklem z dyrekcją Teatru Narodowego (notabene w całym sezonie zagrano ten spektakl w Narodowym 40 razy) z budzącym wielkie nadzieje debiutem Hugo Tarresa w roli tytułowej, zresztą w tym sezonie także głównym bohaterem spektaklu Kamila Białaszka „Niewyczerpany żart”, co podkreśla hamletyczny rodowód tej postaci.
Adaptacja(łac. adaptare = przystosowywać), przystosowanie utworu li... More powieści Davida Fostera Wallace’a pełnymi garściami korzysta z szekspirowskich inspiracji – młody Incandenza Tarresa wygląda na współczesne wcielenie Hamleta, chłopaka bez wielkich ambicji, wygodnego, z dobrej rodziny, ale odczuwającego pewną niewygodę swego położenia, Przypomina – nie przypadkiem reżyser połączył ich w jeden ciąg postaci – wyraźnie bezwolnego Hamleta Antka Sztaby ze spektaklu Białaszka w Teatrze Powszechnym.
To Hamlet stojący na rozdrożu, niezdolny do działania. Sztaba gra tego Hamleta-słabeusza z talentem, maskując chwilowym ożywieniem swoją niemrawość i obojętność. Białaszek dokonał tu niezłej wolty, wyciągając z „Hamleta” wątek karlejącego dziedziczenia, które prowadzi do katastrofy. To opowieść o autodestrukcji. Na tle pozbawionego energii dworu wyróżniają się postacie kobiece, Gertruda i Ofelia. Zwłaszcza Królowa Gertruda (Anna Ilczuk), która okazuje się jedyną bohaterką panującą nad swoim losem i trzymająca władzę nad tym rozchwierutanym światem. To ona w brawurowym monologu wyrzuca Hamletowi wygodnictwo. Młodzi mężczyźni w tym świecie są do niczego. Białaszek za pomocą „Hamleta” demaskuje pokolenie Z.
Rzecz ciekawa, ale Kamil Mrożek jako Zbyszko Dulski z „Moralności pani Dulskiej” wydaje się zainfekowany wygodnickim Hamletem. Także i on po pozornym buncie ustaje w swoich demonstracjach i wraca potulnie na rodziny łono. Zapolska i Szekspir, a cóż to za dziwaczne połączenie? A jednak! W repertuarze Teatru Narodowego „Hamlet” sąsiaduje z „Moralnością pani Dulskiej”, najnowszą premierą Teatru w reżyserii Anny Augustynowicz.
Przed 80 laty, tuż po wojnie, zaniepokojony Kazimierz Wyka, krytyk i badacz literatury pytał: „Renesans Zapolskiej czy omdlenie teatru?” („Twórczość” nr 3, na przełomie 1945 i 1946 roku). Wyka zareagował na masowy powrót teatru do Zapolskiej, traktując to zjawisko jako objaw słabości teatru niezdolnego do interpretacji świata i jego nowych wyzwań.
Zapolska przetrwała ten krytyczny zagon i coraz częściej wraca na pierwszy plan. W tym sezonie pojawiło się aż pięć premier jej dramatów w teatrach żywego planu (w tym dwie w teatrach offowych) i premiera w teatrze telewizji, nie licząc spektakli dogrywanych. W Narodowym wspomniana „Moralność”, w lubelskim Osterwie pod koniec sezonu żegnano „Ich czworo” po pięciu latach obecności w repertuarze, a w warszawskiej Komedii premierę tej „komedii ludzi głupich”, jak pisała Zapolska, przygotował Marek Kalita. W Słupsku na afiszu pojawił się spektakl o Zapolskiej „Zapolska Superstar”, w paru teatrach grano też i wystawiano „Żabusię”.
Tak więc Szekspir i Zapolska podali sobie ręce jako koryfeusze repertuaru, co więcej Zapolska doczekała się specjalnego wydania miesięcznika „Raptularz”, w całości poświęconego jej obecności w teatrze.
Jak widać, Gabriela Zapolska odzyskała wigor, a dwie – odmienne, choć warsztatowo znakomite – realizacje „Moralności pani Dulskiej” w Teatrze TVP (w reżyserii Agnieszki Glińskiej i Franciszka Przybylskiego ze specjalnie skomponowanymi kupletami) i w Teatrze Narodowym potwierdzają jej autentyczny renesans i znacznie głębsze pokłady myślowe niż kiedyś mogło wydawać.
Dowiodła tego w szczególności premiera „Moralności” na Scenie przy Wierzbowej Teatru Narodowego Anny Augustynowicz. Reżyserka ma wyraźny charakter(gr. charakter = wizerunek), postać literacka o wyraźnie i... More pisma: dominacja czarno-białej kolorystyki w scenografii, szukanie sensów pod tekstem, potężne skróty, aby dojść do istoty przekazu, zastępowanie gadulstwa metaforą, upodobanie do mroku i wilgoci – często u niej pada deszcz, czasem grzmi, wieje, przelatuje ptactwo, nie wiadomo skąd nagle wychynie jakaś tajemnica. To teatr poetycki, który opowiada o życiu, o relacjach, o ludziach pełnych emocji, poddawanym niełatwym próbom. Tak też jest w salonie państwa Dulskich.
Na początek panuje w nim bezruch. Bohaterki/owie dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More siedzą jak zaklęci na swoich siedziskach, co tam kto ma: na fotelach, krzesłach, szezlongach, na schodach albo kryją się za cienkimi ściankami z przezroczystej czarnej materii, na której wyświetlane są ogromne krople deszczu. Gdzieś z tyłu majaczy postać Felicjana Dulskiego, z lewego boku za przepierzeniem tkwi lokatorka (ta, co się truła), z przodu sceny pol lewej stronie niczym upozowana infantka z obrazu Diega Velasqueza króluje Juliasiewiczowa, a z prawej strony tkwi rozwalony i wściekły Zbyszko. W centrum, ale za przepierzeniem, na podwyższeniu siedzi Dulska za stołem, a u jej stóp niedaleko córki. Wszyscy nieruchomi, jak zaczarowani. „Wesele” na opak, od końca?
Robi się jeszcze dziwniej, gdy popłynie tekst Zapolskiej – wypowiadany w bezruchu jazgot Dulskiej uruchamiającej poranny rytm rodzinnej machiny. Dulska krzyczy, ale nikt się nie rusza, jakby uszło z wszystkich powietrze.
Ale to tylko pozór. Ekspozycja(łac. expositio = wyłożenie), wprowadzenie w tematykę ut... More – prezentacja marionetek Gabrieli Zapolskiej w Teatrze Anny Augustynowicz. Zatrzymany mechanizm zacznie się powoli, najpierw z zacięciami, a potem coraz płynniej poruszać. Na początek zaskoczy jeszcze Lokatorka (Anna Grycewicz). Przywykliśmy ją oglądać jako kobietę znękaną, na proszalnym chlebie, z rozpaczą w oczach. Tymczasem Lokatorka w tym spektaklu jest wysłanniczką z krainy modernizmu, krewniaczką Racheli. Porusza się ostentacyjnie bokiem eksponując swoją kibić. Samobójstwo lekceważy i nie tyle prosi Dulską o wyrozumiałość, ile czyni jej wyrzuty i oskarża za występki całego świata. To zapowiedź nowych porządków, kiedy wysprząta się saloniki Dulskich.
Zapolska na pierwszy rzut oka nie pasuje do teatru Anny Augustynowicz z jej skłonnością do naturalistycznej dosłowności, hałaśliwością, nadmiarem słów i upodobaniem do obyczajowego detalu. Może dlatego spotkanie tych odległych poetyk, poetyki nadmiaru i poetyki powściągliwości, dało tak świetne rezultaty, wyostrzając rysunek konfliktów, które trzęsą „kryjówką”, jak sugeruje Augustynowicz, a może „pułapką” spokojnego domu: „U mnie dom spokojny”, jak powiada Dulska pod koniec sztuki. Dulska Małgorzaty Kożuchowskiej rozkręca się powoli, ale wyłazi z niej domowy potwór, tyran, trzymający władzę w garści, niezdolna do kompromisu, chyba że pod presją niebotycznego skandalu, kiedy na dom może spaść niebywały skandal. Ale kiedy niebezpieczeństwo minie, wraca bez szwanku do siebie.
Niejednoznaczny rysunek próbuje nadać Juliasiewiczowej Gabriela Muskała – w jej ujęciu krewniaczka Dulskich, choć obdarzona bystrym spojrzeniem i umiejętnością wypatrzenia dla siebie korzyści, potępiając zakłamanie Dulskich, sama jest jej gorliwą wyznawczynią, z zaciekłością broniąc dobrego imienia gniazda obłudy, które budzi w niej – wydawałoby się – pewien niesmak. Kto wie, czy to nie ona nie jest groźniejsza od samej Dulskiej, bo rozsiewa jej zarazę z bezwzględnością kata.To ona wymusi na Zbyszku (Kamil Mrożek), buntującym się przeciw regułom domu Dulskich, powrót na łono rodziny i znajduje sposób poskromienia apetytów zhańbionej Hanki (Hanna Wójtóśczyn) i jej matki chrzestnej (Beata Fudalej).
W kryjówce Dulskiej krążą jak nerwowe ćmy córki, rwąca się do świata Mela (Michalina Łabacz) i naiwnie sentymentalna (Paulina Szostak), dwie strony tego samego medalu, nieodrodne córeczki mamusi. A ponad nimi wszystkimi pełen wyniosłej ironii zdystansowany sprytny gracz, który zawsze wyjdzie na swoje – Felicjan Arkadiusza Janiczka, milczący notariusz hipokryzji.
Niejako w opozycji do tej wyrafinowanej interpretacji „Moralności” staje telewizyjne widowisko, pełne wigoru, zabawne, ze świetnymi przyśpiewkami i porywającą rolą Kingi Preis jako pani Dulskiej. To dowód, że ten sam tekst może prowadzić odmiennymi ścieżkami do moralnego wstrząsu.
Alians Szekspira i Zapolskiej nie przesłania obfitości spektakli aktorskich w minionym sezonie, których siłą okazały się dojrzałe kreacje, zasługujących na dłuższą niż sezonowa pamięć. Na ich czele sytuuje się oblegany „Żar” z Polonii, na który niepodobieństwem jest zdobyć bilety. Wszystkie spektakle chodzą przy nadkompletach. Fenomen.
Ale dziwić się nie ma powodu. Wiadomo, dlaczego nie ma co się dziwić.
Po pierwsze, tekst. Oczywiście, Márai wie, o czym pisze, ale na scenę przysposobił to Christopher Hampton, majster od dramaturgicznej roboty. Prawie pozbył się dialogu. Lwią część tekstu zajmuje sążnisty monolog gospodarza (Jan Englert), czasem tylko przerywany monosylabami gościa (Daniel Olbrychski). Ale ten monolog jest dialogiem. I to jeszcze jakim.
Podkreśla to reżyser (też Jan Englert) środkami w teatrze znanymi od wieków jako środki szekspirowskie, dozując szum wiatru, szmer deszczu, błyskawice i trzaski piorunów. We właściwych momentach.
Ale po drugie, o sukcesie tego monologu-dialogu decydują aktorzy. Jan Englert umie sugestywnie mówić, a Daniel Olbrychski magnetycznie słuchać. Może się to nawet wydawać zaskakujące dla znających temperament Daniela Olbrychskiego, aż rwącego się do pojedynku. Tymczasem w tym spektaklu trzyma nerwy na wodzy. Tylko przebieranie palcami dowodzi, że nie tylko słucha, ale przejmuje się niebywale tym wszystkim, co ma do powiedzenia gospodarz.
Monolog toczy się nieprzerwanie, ale do wyjaśnienia zagadki nie dojdzie. Może wcale nie o wyjaśnienie tajemnicy tutaj szło, ale o pożegnanie z życiem, które już minęło, zmieniając na zawsze losy obu przyjaciół. Nie na tyle jednak, aby wypalił się w nich tytułowy żar, płomień, który rozniecił intensywność ich życia.
Takich kameralnych, skupionych na aktorskiej precyzji i słowie spektakli było w tym sezonie wiele. Obok już wymienionych wspomnieć trzeba o „Zapętlonej” Matthew Lombardo w reżyserii i z rolą tytułową Krystyny Jandy w Polonii, „Przebłyskach” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz w Teatrze Gudejki z Anną Romantowską i Danielem Olbrychskim, „Chamowie” wg Białoszewskiego(1922-83), polski poeta, prozaik, a także tłumacz i autor ... More w Ateneum w reżyserii Mikołaja Grabowskiego z Łukaszem Lewandowskim w roli poety, „Prowadź swój pług przez kości umarłych” na podstawie książki Olgi Tokarczuk w reżyserii Ewy Platt z Dominiką Kluźniak w roli głównej (Teatr Narodowy), „Niewidzialne baśnie” Icchoka Singera w reżyserii Pawła Paszty w Teatrze Żydowskim z Moniką Chrząstowską i Jerzym Walczakiem i całej serii monodramów w Studio (Dominiki Ostałowskiej, Eweliny Żak, Cezarego Tomaszewskiego), a także spektakli jednoosobowych „Złotowłosy” Jakuba Snochowskiego (Teatr Druga Strefa) i „Pan Tadeusz” Mateusza Nowaka.
Na osobne odnotowanie zasługuje brawurowy debiut(fr. début), pierwszy występ na scenie, estradzie bądź w... More w teatrze dramatycznym Oskara Winiarskiego, który na małej scenie Teatru Współczesnego dał „Braci Lehman” Stefana Massiniego. Spektakl łączył tradycje teatru plebejskiego z komedią dell’arte, będąc jednocześnie popisem zachwycającej sprawności warsztatowej trzech młodych aktorów: Mateusza Króla, Szymona Roszaka i Przemysława Kowalskiego, którzy dwoją się i troją, aby zagrać braci Lehman i ich następców oraz kilkanaście pobocznych postaci, albo i więcej, w tym małoletnie dzieci i ponętne dziewczęta.
Na przeciwnym biegunie sytuują się spektakle imponujące niemal operową wystawą, wybujałą scenografią, z zapierającymi dech efektami, których także nie brakowało. Kiedy łączyła się one harmonijnie z wysokim poziomem aktorskim i niebłahą tematyką powstawały spektakle porywające publiczność w świat magicznej wyobraźni. Tak było z inscenizacją „Rękopisu znalezionego w Saragossie” wg Jana Potockiego w stołecznym Teatrze Polskim w reżyserii Grzegorza Jarzyny, któremu udało się połączyć olśniewające widowisko z zastosowaniem nowoczesnych środków wideo i środków charakterystycznych dla dawnego teatru (efekt deus ex machina(łac. = bóg z machiny), 1. urządzenie „mechane”, stos... More) z wartką narracją i komentarzem filozoficznym. W tym samym teatrze zdumiewał „Horacjusz” Pierre’a Corneille’a w przekładzie Jerzego Radziwiłowicza, w reżyserii Andrzeja Seweryna, ze scenografią, kostiumami i światłem Justyny Łagowskiej i muzyką Wacława Zimpla – prapremiera tej tragedii zaprezentowana została na polskiej scenie po 386 latach po prapremierze francuskiej. Reżyser wykorzystał metodę charakterystyczną dla francuskiej szkoły wystawiania klasyki, kładąc akcent na tekście i sposobie gry do publiczności (a nie do partnera). Andrzej Seweryn idzie za tekstem i myślą Corneille’a, wybierając odmienny klucz scenicznej interpretacji od wielu reżyserów szukających w klasyce tylko pretekstu do ukazywania własnych fantazji. Tymczasem Seweryn nie usiłuje naśladować życia, stroni od naturalizmu, powołuje do istnienia sztuczne i wyraziste środki sceniczne, które życie demaskują.
Spektakli z rozmachem inscenizacyjnym, a zarazem skupionych na przekazie ważkich treści można wskazać wiele, a wśród nich prezentowane na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych: „Tkocze” Mai Kleczewskiej (Teatr Śląski), „Sprawia Dawida Frankfurtera” Marcina Wierzchowskiego (Teatr Wybrzeże), „Piramida zwierząt” Marcina Borczucha (Stary Teatr), „Wszyscy jesteśmy Belen” Katarzyny Minkowskiej (Teatr Jaracza w Olsztynie), a także Teatr Obywatelski Łaźni Nowej w Krakowie z „Procesem Eligiusza Niewiadomskiego” Bartosza Szydłowskiego czy warszawsko-krakowski „Requiem dla snu” Jakuba Skrzywanka ze scenografią Grzegorza Layera wystawiany w Starym Teatrze i Teatrze Studio, „Sublokatorka” wg Hanny Krall w reżyserii Mai Kleczewskiej ze scenografią Fabiena Lédé (Teatr Powszechny), „Anioł zagłady” inspirowany filmem Luisa Buňuela w reż. Daty Tavadze ze scenografią Agata Skwarczyńskiej i kostiumami Gosi Baczyńskiej (Teatr Dramatyczny w Warszawie), „Pulverkopf” Edwarda Pasewicza w reżyserii Katarzyny Kalwat ze scenografią Aleksandry Wasilkowskiej w Nowym Teatrze. Na czoło tych widowisk wysuwają się „Termopile polskie” Tadeusza Micińskiego w reżyserii Jana Klaty, który tym spektaklem inaugurował dyrekcję Teatru Narodowego. Premierze towarzyszył KRAJ(OBRAZ) WOJNY – wystawa Bartłomieja Kiełbowicza w murach Teatru Narodowego, interwencja artystyczna z czytelnymi hasłami odnoszącymi się do trwającej wojny w Ukrainie. A i plakat spektaklu nawiązujący do plakatu Yoko Ono i Johna Lennona „War Is Over”, na którym „over” zastąpiono słówkiem „on”, jest dostatecznie wymowny. Znowu jesteśmy na zakręcie czasu. Tak jak Książę Józef ginący w Elsterze, kiedy Polska znikała z mapy Europy. Tak jak król Stanisław August przysięgający na Konstytucję Trzeciego Maja w poczuciu historycznego sukcesu, wkrótce przeżywający swoją największą klęskę. Spektakl lśnił kreacjami aktorskimi, by tylko wspomnieć o Danucie Stence, Oskarze Hamerskim czy Janie Fryczu.
Sporo było w tym sezonie inauguracji, zwykle bardzo obiecujących. W Warszawie drugi sezon zakończył Wojciech Faruga w Teatrze Dramatycznym i powoli teatr wraca do równowagi, udanie też przebiega dyrekcja Wojciecha Malajkata we Współczesnym, a pierwszy sezon Klaty w Narodowym i Kleczewskiej w Powszechnym przyniósł wiele satysfakcji widzom. Zgrzytem na tym tle był przeciągający się miesiącami konflikt między władzami samorządowymi województwa świętokrzyskiego a zespołem i ministerstwem w sprawie nominacji dyrektora Teatru im. Stefan Żeromskiego w Kielcach. Ostatecznie spór się zakończył nominacją Jacka Jabrzyka, który wygrał konkurs i od nowego sezonu obejmuje dyrekcję.
Tomasz Miłkowski
[Na zdj.: Jan Frycz jako Stanisław August w „Termopilach polskich” Tadeusza Micińskiego w Teatrze Narodowym, fot. Karolina Jóźwiak/ Teatr Narodowy]
