Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

30 Festiwal Szekspirowski przeszedł do historii: Hamlet zwyciężył i przekonał widzów

Czy „reszta jest milczeniem”? Otóż nie! Festiwal szekspirowski realizowany w Gdańsku po raz trzydziesty udowodnił, że w dziełach Szekspira ciągle są wartości i sensy, które zaskakują nowymi realizacjami scenicznymi i zyskują uznanie widzów.

Nie jest to żadne oryginalne odkrycie, tylko stwierdzenie faktów, których liczba po tegorocznym szekspirowskim maratonie jest naprawdę imponująca. Spektakle teatralne w kilku miejscach w Gdańsku, widowiska uliczne – okolicznościowe zapraszające widzów na festiwal, imprezy towarzyszące, od wystawy fotografii Dawida Linkowskiego „Emocje zza kulis” przez szekspirowskie kulinarne spotkanie po wernisaż muralu w podziemnym gdańskim przejściu ulicznym – dzieło ukraińskiej ilustratorki Olgi Yatsechko od kilku lat mieszkającej w Trójmieście po silent disco. Były oczywiście ważne wydarzenia krytyczne, spotkania z widzami po spektaklach, nocne spacery po Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, projekcje filmowe, promocja wznowienia ostatniej książki prof. Limona „Siedem grzechów głównych (z zarazą w tle)” – tak opowieść o przemijaniu w sztuce i niekończące się dyskusje kuluarowe często pełne emocjonujących sporów.

To wszystko budowało nastrój i klimaty tego festiwalu. Wolontariusze i stała ekipa festiwalowa od pięciu lat pod wodzą dyrektor Agaty Grendy, a od zarania festiwalu przy czynnym i twórczym udziale Joanny Śnieżko-Misterek wspomaganej nieustannie przez Annę Szynkaruk-Zgierską oraz fachowy zespół koordynujący dołożyły wszelkich starań, by ten jubileusz był rzeczywiście poświęcony i dedykowany prof. Jerzemu Limonowi. Był on inicjatorem i współtwórcą tego festiwalu, ale przede wszystkim pełnym wiary i szaleństwa pomysłodawcą budowy teatru szekspirowskiego w Gdańsku. Hasło tegorocznego festiwalu „pochwała szaleństwa” zrealizowane zostało w pełni i to w wielu wymiarach. Wszak to w 1993 roku Fundacja Theatrum Gedanense, na której czele stał prof. Jerzy Limon, zorganizowała pierwsze Gdańskie Dni Szekspirowskie, które w roku 1996 przekształcone zostały w Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski.

Konkurs o nagrodę Złotego Yoricka, najważniejszy na tym festiwalu, do którego najciekawsze realizacje szekspirowskie polskich teatrów typuje od lat selekcjoner spektakli Łukasz Drewniak, inspirowały widzów. Natomiast zdecydowanie mniej krytyków, bo wszystkie zaprezentowane realizacje „Hamletów” były głośne już wcześniej i oglądane, niektóre po wielokroć, tak jak choćby „Hamlet” Kamila Białaszka z Teatru Powszechnego w Warszawie. I tu słowo. Drażni mnie w tym spektaklu ta kapitalistyczna nadinterpretacja Białaszka i wcześniejsze zachwyty nad tym widowiskowym show. Brzmiały bowiem czasami tak, jakby nie było wcześniejszych różnorodnych interpretacji „Hamleta”. Opowieść o odpowiedzialności i o zemście zamieniona w rodzaj happeningowego show z sedesami na środku sceny (i żeby było jasne nie gorszą mnie pisuary na scenie, które nawet będą formą grobów w słynnej scenie na cmentarzu, ani rozwydrzony Hamlet, który gra swą rolę z przejęciem), ale po prostu intelektualny infantylizm tego przedstawienia. Śmieszne może być pisanie za Szekspira w rapowej piosence, ale nieznośne (dla mnie) w tragedii pełnej wątpliwości co do racji bohatera i świadomie szaleńczych zachowań Hamleta. Tania publicystyka w drugiej części spektaklu, w dopisanych przez Kamila Białaszka dialogach, szczególnie tych włożonych w usta Gertrudy, to niemal wczesny Demirski. Oczywiście literaturą i teatrem można się bawić, ale przydałoby się pamiętać, że w tradycji już zapisano łamanie konwencji i stereotypów, a rewolucja interpretacyjna domaga się głębszych sensów, żeby przejść do historii.

Natomiast tegoroczne jury (Dorota Buchwald, Ronan Paterson i Jay Wegman) jednogłośnie przyznało nagrodę Złotego Yoricka Teatrowi Zagłębia w Sosnowcu za spektakl „Hamlet” w reż. Jacka Jabrzyka. Pisałam o tym spektaklu w poprzednim tekście o festiwalu i zdecydowanie zgadzam się z wyborem jurorów. To rzeczywiste współczesne wyzwanie dla realizatorów takiego myślenia Szekspirem i dla widzów. I cieszę się, że doceniona została ranga zespołu aktorskiego z Sosnowca w werdykcie jurorskim, bo ogromny i mądry to wysiłek twórczy. Ten „Hamlet” to opowieść o współczesności, o zagubieniu i poszukiwaniu siebie w świecie przemocy, to uniwersalna artystyczna propozycja i opowieść o tożsamości, którą tytułowy bohater chce odnaleźć w relacji ze współczesną naszemu światu sztuczną inteligencją. Bardzo się cieszę, że nagrodzono właśnie ten spektakl.

A dziennikarze nagrodą specjalną uhonorowali za interpretację najsłynniejszego szekspirowskiego monologu Wojciecha Leśniaka także z tej realizacji „Hamleta” za mistrzowskie i poruszające wykonanie słynnego „być albo nie być”. Swoją nagrodę główną dziennikarze przyznali spektaklowi „Juliusz Cezar” w reżyserii Jakuba Zubrzyckiego, który w ramach konkursu Nowy Yorick, czyli idei Work in Progress tego festiwalu, przygotowany został w Teatrze Nowym im. Izabelli Cywińskiej w Poznaniu, za klarowną interpretację dramatu Szekspira i za przejmującą wizję ciężaru władzy stworzoną w kreacji tytułowej przez Antoninę Choroszy. Poruszył mnie ten spektakl konsekwencją artystycznej interpretacji i jasnością przekazu. Studio telewizyjne, w którym młody reżyser ulokował akcję dramatu Szekspira, okazało się dobrą przestrzenią do aktualnego odczytania namiętności Juliusza Cezara. Precyzja aktorska w prowadzeniu takiej interpretacji dramatu szekspirowskiego poruszała i intrygowała. To na pewno spektakl wart dostrzeżenia w konkursie Nowego Yoricka. Jury festiwalu natomiast nagrodziło Anielę Płudowską za spektakl „Hej Hamlet” przygotowany w Teatrze Współczesnym w Szczecinie. Na mnie ten spektakl nie wywarł specjalnego wrażenia, choć był osadzony w świecie sztucznej inteligencji i swoistej cyfrowej psychozy. Ten Hamlet choć stara się rozmawiać z AI, to z tej niby nawiązanej relacji jeszcze niewiele wynika. Być może tym razem Hamlet miał za mało argumentów.

Wzruszającym natomiast i artystycznie ważnym scenicznym wydarzeniem był pokaz spektaklu „Hamlet. Książę Danii” w reżyserii Jacka Głomba i Krzysztofa Kopka, spektaklu, który powstał ponad ćwierć wieku temu i zagrany został na tegorocznym festiwalu po raz ostatni w klubie muzycznym B90 na terenach dawnej stoczni gdańskiej. Wzruszające pożegnanie z tytułem połączono z uhonorowaniem Jacka Głomba Grand Yorickiem za całokształt pracy artystycznej i odwagę twórczą. W laudacji podkreślano, że spektakle Jacka Głomba „prowadziły do miejsc naznaczonych historią i pamięcią, odkrywając ich teatralny potencjał” i udowadniały, że „teatr może wyrastać z miasta i prowadzić z nim dialog, a Szekspir może zabrzmieć równie mocno poza murami teatru, w przestrzeniach prawdziwego życia.” Historyczny „Hamlet” przyjęty został entuzjastycznie przez publiczność.

Spektakle zagraniczne prezentowane na gdańskim festiwalu zapraszane są przez organizatorów. Profesorowi Limonowi udało się gościć w Gdańsku przedstawienia najwybitniejszych twórców, m.in.: Petera Brooka, Luka Percevala, Eimuntasa Nekrosiusa, Oskarasa Korsunovasa. W tym roku wydarzeniem miał być „Król Lear” w reżyserii Silviu Purcărete z Teatru Narodowego im. Marina Sorescu w Krajowej (Rumunia) i był. To totalnie przejmujący spektakl o rodzinie, o władzy i upadku wszelkich wartości, kiedy walkę podejmują z gruntu źli i okrutni ludzie. Główni bohaterowie – dwaj młodzieńcy: Edmund i Edward, Hrabia Gloucaster, dwie córki, Goneryla i jej mąż oraz Regana z mężem księciem Kornwalii oraz odsunięta i bliska zarazem Kordelia realizują sceniczne zamierzenia w wielkiej inscenizacji sugestywnych elementów świetlnych i muzycznych. To widowisko, które wciąga, wręcz wsysa widza w wir zdarzeń.

Początkowa i końcowa scena spektaklu wydają się pozornie takie same – przy wielkim, suto zastawionym stole spotykają się na początku i na końcu najważniejsze osoby dramatu, bo wielki Silviu Purcărete buduje siłę tej inscenizacji ze świadomością, że w teatrze można z wielką różnorodnością wspomagać tekst oryginału, choćby o osobę sugestywnej i magnetycznej inspicjentki, wpisując ją znaczeniowo w szekspirowski dramat. Różnorodność teatralnych wcieleń i wypunktowany król Lear – już bez władzy, opuszczony, zagubiony, szalony i upokorzony, który nie ogarnia stworzonej właściwie przez siebie rzeczywistości. To tragedia nieprzewidywalnych asocjacji i przemian. Siła skojarzeń poraża widza.

Hitem tego festiwalu była też kanadyjska taneczna wersja „Hamleta” w reżyserii Roberta Lepage’a, fenomenalnego ucznia Alaina Knappa, oklaskiwana przez kilkanaście minut na scenie Teatru Wybrzeże. To widowisko połączyło imponująco balet klasyczny ze współczesnym teatrem tańca. Lepage to reżyser teatralny, scenograf, scenarzysta, aktor, który te wszystkie artystyczne umiejętności świetnie wykorzystuje w swoich spektaklach. Nie po raz pierwszy na szekspirowskim festiwalu gości spektakl interpretujący choreograficznie działo Szekspira. Ale u Lepage’a urzeka perfekcja ruchowa i niebywała dramaturgiczna sprawność zespołu połączona ze świetną muzyką i światłem dodającym inscenizacji spektakularnego efektu. Rozpisane ruchem i gestem postaci budowały oryginalną i piękną opowieść w duchu Szekspira. Świadome ograniczenie niektórych wątków fabularnych „Hamleta” nie zaszkodziło tej interpretacji. Wszystko było jasne i precyzyjne, dopowiadane okazjonalnie wyświetlanymi napisami. Natomiast najważniejsza była staranność, drobiazgowość, precyzja i perfekcja wykonawcza. Wielki popis taneczny przyjmowany przez widzów w absolutnej, dzwoniącej ciszy. To był sceniczna uczta w perfekcyjnej formie.

Drugim istotnym konkursem szekspirowskiego festiwalu w Gdańsku od 2010 roku są zmagania o nagrodę SzekspirOFF.Ta w tym roku trafiła do zespołu „Inwazja” za spektakl „Lady staje się Makbetem”. Reżyserka Olesia Nieżywa zastosowała różne stylistyki, co podkreślił werdykt jurorów i świadomie bawiła się konwencjami w tej pełnej humoru i inteligentnego dowcipu historyjce o niedocenianej przez Szekspira Lady Makbet. Zabawne i ironiczne zarazem nawiązania do współczesności to walory tego spektaklu. Opowieść o zaproszeniu do studia telewizyjnego na Ladies Night Show Lady Makbet, Lady Wirginia Woolf i Lady Szekspir jest prowadzona z feministyczną werwą. Żona Makbeta wie, że władzę mają tylko mężczyźni, choć ich zasługi są mniejsze. Postanawia więc ten fakt zmienić i rozpoczyna walkę o prawa kobiet. Zespół „Inwazja” to wspólne międzynarodowe działanie zespołów artystycznych polskich i ukraińskich.

Nagroda Specjalna Konkursu SzekspirOFF 2026 słusznie trafiła do Roberta Talarczyka za spektakl „Cały świat jest sceną”. To ciekawy pomysł na edukacyjną wspólną zabawę z widzami nie pozbawiony walorów artystycznych. Talarczyk zadbał, by małe grupki widzów zanurzyć w swoje przedsięwzięci, by chcieli być uczestnikami gry, dzięki której poznają lub odgadną fabułę utworów Szekspira. W escape roomie zniknęli wykonawcy spektakli, ale pozostawili porozrzucane w półmroku dziwne eksponaty, które charakteryzują granych przez nich bohaterów. Warto więc zastanowić się, do kogo należały poszczególne przedmioty. Ta zabawa budziła niepokój i zaciekawienie. Zagadki udawało się wspólnie rozwiązywać. Spektakl grany był kilkanaście razy.

Publiczność 30. Międzynarodowego Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku nagrodziła Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego za spektakl Tragedyjo Hamleta, ksiyncia Dynymarku” w reżyserii Roberta Talarczyka. I to był wybór pełen sympatii wobec śląskich artystów, którzy tym spektaklem naprawdę wywołali szczere emocje i aplauz.

Działo się zapewne dużo więcej na tym jubileuszowym festiwalu, bo dochodziły do mnie dobre komentarze, ale przy tak bogatym programie trudno było uczestniczyć we wszystkim. Jubileusz ku czci prof. Jerzego Limona na pewno był udany.

Ale jest jeszcze jeden, lokalny drażliwy problem związany z Gdańskim Teatrem Szekspirowskim współprowadzonym przez władze samorządowe miasta i województwa pomorskiego. Wyraźnie mimo apeli środowiskowych widać brak chęci nadania teatrowi imienia profesora Jerzego Limona. Petycję w tej sprawie podpisało oficjalnie 800 osób m.in. Krystyna Janda, Jolanta Kwaśniewska, Andrzej Seweryn. W trakcie tegorocznego festiwalu odsłonięto na frontowej ścianie budynku GTS pamiątkową tablicę, od czterech lat istnieje w teatrze biblioteka imienia Jerzego Limona, ale oczekiwania są wyraźnie większe. Czy się spełnią? W tym roku wiosną minęło pięć lat od śmierci Profesora. Tempus fugit.

Alina Kietrys

[Na zdj: scena z „Hamleta” w reż. Jacka Jabrzyka, fot. Jeremi Ataszow/ Teatr Zagłębia]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.