Prima facie
Jestem wciąż – półtora tygodnia po przedstawieniu – pod wrażeniem monodramu pt. „Na pierwszy rzut oka („Prima facie”), napisanego przez Suzie Miller w 2025 r., a przełożonego przez Klaudynę Rozhin.
Spektakl obejrzałem w sobotę, tj. 19 lipca 2026 r. w głównej siedzibie Teatru Polonia na ul. Marszałkowskiej, sąsiadującej z jego wakacyjną i bezpłatną – dostępną wszystkim – „Sceną plenerową”, usytuowaną na Placu Konstytucji: poniekąd posiłkowo, bo w pobliżu, tj. między restauracjami „Orzo” oraz „Manekin”, zachęcających od lat m.in. do pobudzającego aperitifu, a potem strzemiennego … po występie.
Niezbyt krótka dygresja
Tego typu sąsiedztwo kultywowane jest też starannie i odwiecznie – tak w XX, jak XXI wieku – przez ZASP, w którego budynku znajduje się atrakcyjna restauracja z małą teatralno-estradową scenką, użyczaną odpłatnie – skromnym liczebnie (dotyczy to aktorów) – ale doborowym pod względem obsadowym – choć z założenia ascetycznym, nasyconych celowym turpizmem (brzydotą) – zaspowskim prezentacjom teatralnym.
Dotyczy to m.in. zerowego nakładu na wydatki: na scenografię i kostiumy, a w szczególności – niedopuszczalnej na innych scenach – sedentoryjnej i zarazem nieruchomej prezentacji, tj. odczytywanych z nieco pochyloną głową: umieszczonych rozmaicie na aktorskich kolanach – przekładanych naocznie, szeleszczących kartek – fragmentów skopiowanych ról dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More: przy pełnej widowni.
Nawiasem mówiąc, poświęciłem tym unikatowym i niezbyt atrakcyjnym widowiskowo – ale specyficznym, estetycznie zniesmaczonym, dyskretnym jak dotąd, rarytasom scenicznym – parę, czyli dwa teksty w „Yoricku” (patrz: przypis 1).
Wskazałem w nich, że mamy, moim zdaniem, do czynienia w tych zaspowskich spektaklach z powstaniem unikatowego (zapewne się nie rozpowszechni) rozwiązania genologicznego, niemalże przypadkowego samorodka, usytuowanego oddzielnie, czyli osobno, jakby samoistnie, wśród istniejących gatunków, rodzajów przedstawień teatralnych, dopieszczanego w szczegółach przez kolejnych reżyserów.
Szkoda, że pismo;„Sceny Polskie” – mimo iż ufundowane i „dofinansowane ze środków funduszy, SKE ZASP” – nie poświęciło dotąd większej, należnej im uwagi. Co innego „Yorick”.
Notabene, te właśnie – wzmiankowane przeze mnie – zaspowskie prezentacje sceniczne rozpoczną niebawem czwarty – zapewne ambitny, złożony wyłącznie z przedstawień premierowych (bez powtórek) – sezon bieżącego rok po roku: unikatowego cyklu. Stworzyły one – moim zdaniem – oryginalne pod względem genologicznym zjawisko, wykreowały poniekąd specyficzny gatunek teatralny, w formie – znów podkreślam – zawsze premierowego i zarazem ostatniego spektaklu. Każdy z nich to istotny wyjątkowy fenomen – zaskakujący współczesne dionizyjskie postscriptum. Szkoda, że nie zapisano, nie upamiętniono tych przedstawień w formie ekranowego dokumentu. Zawierają bowiem przykłady – unikatowych, pozornie prowincjonalnych, pozateatralnych, jakby świetlicowych i nieudolnych amatorskich rozwiązań, nasyconych niby przypadkową nieporadnością i poniekąd nadmierną, ale pozornie zniechęcającą brzydotą.
Na pierwszy rzut oka
A propos, nawiązując – po pięcioakapitowej, niezbyt krótkiej, ale teatralnej dygresji – do polonijnego (marszałkowskiego), spektaklu, można podkreślić, iż wzmiankowana wyżej scena plenerowa Teatru Polonia, nie odegrała w nim jednak żadnej roli, ponieważ stricte kameralny, dwugodzinny monodram, w aktorskiej interpretacji Marii Seweryn (w roli Tessy), przedstawiony był wewnątrz budynku, z dala – i słusznie w tym szczególnym wypadku – od miejskiego: samochodowego oraz tramwajowo-autobusowego anturażu. Przeszkadzałby on zapewne w recepcji założeń, związanych z adwokackim warsztatem, skoncentrowanym na skutecznej, drobiazgowej, częstokroć ekwilibrystycznej robocie (2), opartej na nieznanych, na ogół – detalicznych wymogach i konsekwencjach prawa. Jak wiadomo – w sporze sądowym, prowadzonym przez prawników, przegrywa zazwyczaj (czyli nie zawsze) jedna ze stron.
Maria Seweryn – grająca panią mecenas – wypadła znakomicie. Nieustannie skupiała na sobie uwagę podczas tego świetnie wyreżyserowanego przez Adama Sajnuka dwugodzinnego spektaklu.
Widzowie – wiem to z autopsji – nie odczuli z powodu braku przerwy żadnego dyskomfortu. Przyczyniła się do tego także Suzie Miller – autorka omawianej sztuki, nb. prawnik z wykształcenia.
Monodram był misternie skomponowany, na wskroś sceniczny, ogniskujący uwagę publiczności spragnionej od początku ciągu dalszego, wyraźnie zauroczonej znakomitą grą Marii Seweryn, bohaterki wieczoru. Uosabiała ona w pierwszej części przedstawienia wprawdzie początkującą, ale dobrze rokującą, pewną siebie, adwokacką profesjonalistkę, prowadzącą sprawnie – skomplikowane zazwyczaj – sprawy rozwodowe. Wprowadzała fragmentarycznie, ale interesująco w ich zawiłe, prawnicze meandry i kulisy.
W drugiej zaś monodramatycznej części, Maria Seweryn (wciąż obecna na scenie, ani razu nie schroniła się za kulisami) fenomenalnie zagrała przedstawicielkę słabej płci, zagubioną we własnej już rozwodowej procedurze sądowej, w której mimo to że małżonek był winny rozkładu małżeństwa, to ona jako osoba pokrzywdzona, nie mogła we własnej sprawie, posłużyć się skutecznie – umiejętnie i z dystansem – ściśle pragmatycznym prawniczym etosem, zdominowanym w jej rozpaczliwej sytuacji, przez nękające i zniewalające ją przed i w trakcie sądowego przewodu: postępowanie i kłamstwa bezwzględnego, egoistycznego małżonka.
Mieliśmy podczas spektaklu do czynienia wpierw z kobietą sukcesu, następnie zaś wyłącznie z jej osobistą małżeńską klęską, pogłębioną głębokim zawodowym kryzysem, który wprawiał widzów w zdumienie i jednocześnie w zachwyt nad grą aktorską, dotyczącą zmienności zawodowego oblicza perfekcyjnej prawniczki w skrajnie nieudolną – w sensie procesowym – panią mecenas broniącą rozpaczliwie siebie we własnej sprawie.
Zazwyczaj nie zdradzam fabuły nieznanego dotąd – jak mniemam – przyszłym widzom scenicznego dramatu. Tym razem liczy się przede wszystkim znakomita, dopracowana – w każdym werbalnym oraz behawioralnym i mimicznym szczególe – kreacja aktorska Marii Seweryn. Z tego względu zwróciłem uwagę na – istotne w tej monologicznej narracji – jej sceniczne przeobrażenie.
Zachwyciła zmienna intonacja, barwa głosu oraz precyzyjna gestykulacja, tudzież stale przemienna, zazwyczaj wyrazista i ekspresyjna, ale także umiejętnie stonowana precyzyjna mimika. Dotyczy to nie tylko dyskretnych, subtelnych i spokojnych fragmentów monologu, ale także tych niezbędnie przerysowanych, pełnych zmiennego wigoru, głośnych, krzykliwych wypowiedzi oraz wypełniającego przestrzeń – koniecznego, często dynamicznego ruchu scenicznego.
Było to głównie zasługą trójcy świetnej: tj. Marii Seweryn, reżysera Adama Sajnuka oraz autorki Suzie Miller.
Niech będzie także pochwalony za donośne, dwugodzinne perkusyjne solowe popisy, występujący w spektaklu artysta, grający na przemian z kolegą, tzn. oddzielnie: albo Marcin Jahra, albo Grzegorz Poliszak (nie wiem, który z nich wtedy tak perfekcyjnie i rozgłośnie bębnił).
Mogliby też obaj perkusiści, zaszczycić naprzemiennie swym talentem widzów i słuchaczy na Placu Konstytucji. Nikt i nic ich nie zagłuszyłoby tam ich solowych wirtuozowskich – np. jednogodzinnych – koncertów.
Jerzy Kosiewicz
Przypisy
- Dotyczący mych 2 tekstów
- Tadeusz Kotarbiński
Autorka: Suzie Miller
Przekład: Klaudyna Rozhin
Reżyseria: Adam Sajnuk
Obsada: .Tessa: Maria Seweryn, która wystąpiła po raz pierwszy w monodramie (po prostu:arcydebiut)
Jeden z dwóch perkusistów: albo Marcin Jahr, albo Grzegorz Poliszak
Scenografia: Katarzyna Adamczyk
Kostiumy: Tomasz Ossoliński
Muzyka: Michał Lamża
Asystentka ds. scenografii: Małgorzata Domańska
Projekcje wideo: Paweł Nowicki
Realizacja światła: Adam Szadkowski
Realizacja dźwięku: Michał Cacko
Producent wykonawczy: Rafał Rossa
Asystentka producenta wykonawczego: Karolina Potok
Inspicjent: Rafał Rossa
Czas trwania: 120 minut (bez przerwy)
Kategoria: standard
Data premiery: 01 października 2023 r.
Spektakl obejrzał tydzień temu: 19 lipca 2026 r.
Jerzy Kosiewicz
PS.
O monodramie Suzie Miller „Na pierwszy rzut oka” w mistrzowskim wykonaniu Marii Seweryn pisał wcześniej w „Yoricku” Tomasz Miłkowski:
- 16 października 2023 Aktualności teatralne, Polonia, Yorick nr 102 (październik 2023)
