Przed wręczeniem Nagrody im. Karoliny Beylin Remigiuszowi Grzeli 17 czerwca w Domu Dziennikarza – laudację poświęconą Laureatowi wygłosił Tomasz Miłkowski. „Yorick” udostępnia tekst tej laudacji bez skrótów:
Zarząd Oddziału Warszawskiego przyznał w tym roku Nagrodę im. Karoliny Beylin Remigiuszowi Grzeli – jest on piątym z kolei zdobywcą tej najmłodszej nagrody SDRP, ustanowionej z myślą o wyróżnianiu wybitnych dziennikarek i dziennikarzy z Warszawy i Mazowsza, szczególnie silnie związanych z regionem miejscem pracy i aktywności. To nie znaczy, że jest to nagroda dla dziennikarzy prasy lokalnej – kiedy jako pierwsza otrzymała ten laur Krystyna GUCEWICZ, ktoś powiedział, jaka ona warszawska, ona jest OGÓLNOPOLSKA, EUROPEJSKA. A tak, oczywiście, że ogólnopolska, odpowiedziałem, ale to tylko dodatkowy atut, że nie tylko lokalna. Wszystkie kolejne osoby wyróżnione Nagrodą Beylin: Teresa Drozda, Ewa Kielak-Ciemniewska i Mariusz Szczygieł to także twórcy na skalę ogólnopolską i europejską. Kto wyróżnia się w Warszawie, widać go w Ustrzykach i Zgorzelcu. Tak też jest z tegorocznym laureatem Remigiuszem Grzelą, urodzonym w Starogardzie Gdańskim, autorem wielu książek i utworów m.in. o Orianie Fallaci czy Franzu Kafce.
A jednak Remigiusz Grzela, tak jak poprzednie laureatki i laureat, z Warszawą związany jest w sposób szczególny, nie tylko miejscem zamieszkania. W nagrodzie im. Karoliny Beylin chodzi nie tyle o varsavianistów, cierpliwych archiwistów zatopionych w historii Warszawy, ile dziennikarzy/rki, twórców słowa związanych z tym miastem, regionem, tutaj tworzących i zasilającym płuca kulturalne i społeczne Warszawy.
To kryterium aż z naddatkiem spełnia tegoroczny Laureat, tak silnie obecny w Warszawie choćby swoją pracą w teatrach najpierw w Teatrze na Woli a od lat w Teatrze Żydowskim jako kierownik literacki, czy jako współtwórca kolejnych edycji arcy warszawskiego festiwalu Warszawa Singera, jako autor książek o wybitnych osobowościach stolicy, prowadzący niepoliczone spotkania z ludźmi kultury stolicy, wreszcie od 16 lat autor poczytnych wywiadów w każdym numerze Zwierciadła, w których podejmuje tematy społeczne – zdrowia psychicznego, uzależnień, wojny w Ukrainie, sytuacji Romów w Polsce, praw zwierząt, praw kobiet, praw dzieci, a także naszej przyszłości. Od września ubiegłego roku w Jedynce radiowej prowadzący swoją audycję i podcast wideo „Wywiad rzeka”, gdzie porusza ważne tematy, ostatnio gościli w nim m.in. Andrzej Poczobut, miesiąc po wyjściu na wolność, czy Daniel Olbrychski, aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More, który nie trzyma się za język.
A do tego Grzela poeta, Grzela prozaik, Grzela scenarzysta i tłumacz, a nawet aktor. Nielicha skala, obezwładnia swoją rozległością. A i dorobek, gdyby się pokusić o policzenie, niebywały, starczyłby na kilka życiorysów.
Zatrzymajmy się jeszcze chwilę przy dorobku „warszawskim” Remigiusza Grzeli.
Dość wspomnieć o bestsellerowej książce „Z kim tak ci będzie źle jak ze mną?” (2020)
To nie tylko historia Kaliny Jędrusik i Stanisława Dygata. To także opowieść o najważniejszym salonie literacko-towarzyskim PRL-owskiej Warszawy. O piekle i niebie bohemy pod ich władaniem.
Czyta się ją nieledwie jak kryminał, mimo że to literatura faktu, reportaż literacki powstały po lekturze i żmudnej selekcji setek stron wspomnień, listów, książek, po dziesiątkach rozmów i przewertowanych rocznikach czasopism. Tak powstał fascynujący fresk o przemożnym wpływie, jaki wywierali Jędrusik i Dygat na siebie nawzajem i na tzw. środowisko. On jako mentor i przewodnik duchowy, Ona jako wyrocznia emocjonalna i szafarka smaku. On, uznany pisarz, ona debiutantka, stawiająca pierwsze kroki. Oboje połączeni gorącym uczuciem na zawsze.
To był związek otwarty, choć żądający wyłączności, w którym przygodni, krótkodystansowi i długodystansowi przyjaciele i przelotne przyjaciółki ich obojga odgrywali ważne role, ale najważniejsi pozostawali dla siebie oni sami. Oboje uwodzili świat i pragnęli być uwodzonymi.
W książce Remigiusza Grzeli rojno od smakowitych anegdot, choć autor nie jest ich kolekcjonerem ani też bezkrytycznym apologetą. W opowieści nie brak epizodów zasmucających, zdarzeń, o których lepiej byłoby nie pamiętać. Czuje się w niej „zapach czasu”. Autor nie ucieka od spraw trudnych ani zawikłanych, w tym od zawiłych porachunków rodzinnych i uzależnień politycznych, ale uchyla się od jakichkolwiek ocen. To istotny rys jego twórczości. Nie stawia się w roli sędziego, wymierzającego sprawiedliwość opisywanemu światu i ludziom. Nie dlatego, że nie ma poglądów – dość pobieżnie prześledzić jego wpisy w mediach społecznościowych, a znika najmniejsze podejrzenie, że unika ujawniania swego stanowiska.
Ale też świadomie oddaje się pisarstwu z punktu widzenia „czułego narratora”, jak to lapidarnie ujęła w swoim wykładzie Noblowskim Olga Tokarczuk. Po prostu daje świadectwo prawdzie, z dyskretną sympatią dla swych bohaterów. Przy czym dba o mocną konstrukcję opowieści – Historia Kaliny Jędrusik i Stanisława Dygata zaczyna się do „Aktu drugiego”, czyli środkowej fazy związku Jędrusik-Dygat, potem następuje „Akt(łac. actus = czyn) część dramatu, będąca względnie s... More pierwszy”, czyli retrospekcja i wędrówka przez dzieje rodzin bohaterów i ich samych nim stali się parą, a na koniec następuje „Akt trzeci”, czyli zmierzch uczuć i życia. Bardzo misternie to jest zbudowane, z wielkim szacunkiem dla faktów i dbałością o piękno wywodu. Kto zechce, może tę opowieść czytać linearnie, czyli wedle numeracji aktów, od pierwszego do trzeciego.
Dotknięcie czasu, który minął, ale nadal w nas tkwi albo budzi ciekawość, przynoszą też inne książki Remigiusza Grzeli, wśród nich „Krafftówna w krainie czarów” (2016). Na okładce widnieje stylizowana fotografia autorstwa Zofii Nasierowskiej. Na fotografii Barbara Krafftówna taka, jak wyglądała w głośnym filmie Wojciecha Hasa Jak być kochaną (1962). To właśnie po tym filmie znalazła się na szczycie popularności.
Książka Grzeli nie jest typowym, a modnym ostatnimi czasy wywiadem-rzeką „z ciekawym człowiekiem”, choć jej główny korpus to właśnie rozmowa autora z Barbarą Krafftówną, jej wspomnienia, barwne anegdoty, refleksje o o ludziach, z którymi się spotkała i pracowała, jej, nie waham się tego powiedzieć, etos pracy. Obok rozmowy znaleźć tu można jednak fragmenty wypowiedzi przyjaciół i partnerów artystycznych aktorki, obszerne fragmenty wnikliwych recenzji z filmów i przedstawień, wreszcie uwagi, czasem bardzo osobiste, Remigiusza Grzeli, a nawet fragmenty dramatów, które specjalnie dla niej napisał. Bo od tego właściwie wzięła się ich znajomość, od telefonu od aktorki, która „zarządziła” napisanie dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More na jubileusz. Co więcej, zamówiony monodram od razu miał wyznaczoną datę i miejsce swego wystawienia, żeby nie było wątpliwości. Tak naprawdę, Krafftówna wówczas nie miała jeszcze żadnej rezerwacji ani zapewnienia, że to miejsca na nią czeka, ale skoro słowo się rzekło…
Po książce przyszedł czas na film pod tym samym tytułem Macieja Kowalewskiego i Piotra Konstantinowa (2021), przy którym podjął się nasz Laureat obowiązków scenarzysty, aby potem partnerować w spotkaniach artystki z czytelnikami i miłośnikami jej talentu, a wreszcie na koniec zaskoczył swoim czułym monologiem-monodramem („Barbara Krafftówna w krainie czarów”, 2023) o wielkiej przyjaźni z artystką, ich wspólnej pracy, śladach w pamięci i znaczeniu, jakie ma pamięć dla przetrwania legendy, który zaprezentował na 37. Toruńskich Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora.. Grzela objawił się przez pryzmat tego monologu nie tylko jako autor książki o artystce, autor scenariusza filmu jej poświęconego i towarzysz niepoliczonych spotkań, ale strażnik pamięci, ożywiający blask bohaterki filmu Wojciecha Hasa.
W świecie monodramu ma nasz laureat wiele zasług, by wspomnieć tylko o wybitnym monodramie napisanym dla Małgorzaty Rożniatowskiej „Uwaga złe psy”, której bohaterką uczynił żonę Jerzego Szaniawskiego. Monodram zasłużenie zyskał wielką sławę i nagrody, a Grzela i tym razem odważył się na opowieść-monolog o tym już niegranym od lat monodramie, którą prezentował na festiwalu „Thespis” w Kilonii na zaproszenie Jolanty Sutowicz (2024). Kto nie zetknął się do tej pory z monodramami Laureata może jeszcze zobaczyć spektakl „ORIANA FALLACI. Chwila, w której umarłam” w mistrzowskim wykonaniu Ewy Błaszczyk w warszawskim Teatrze Studio, od ponad dziewięciu lat na afiszu tego teatru (premiera 24 listopada 2017 roku).
Teatrowi służy od dawna, jak już wspomniałem, także jako scenarzysta i tłumacz, do bogatej kolekcji swoich prac dodał niedawno wyśmienity scenariusz „Dziedzictwo”, wspólne dzieło z reżyserem Robertem Talarczykiem, oparte na dyptyku powieściowym Icchoka Singera „Dwór”-”Dziedzictwo”, wystawione przez Teatr Żydowski.
Prawdziwym królestwem Remigiusza Grzeli jest jednak literatura faktu: wywiad i reportaż literacki. Reportażem w powieść przetworzonym okazała się jego opowieść o Wierze/ Verze Gran „Bądź moim Bogiem” (2007). Nikt nie odbierze mu zasługi przypomnienia tej wybitnej artystki obdarzonej bosko aksamitnym głosem, na której występy zbiegała się elita artystyczna Warszawy jeszcze przed wojną, a także w czasie okupacji. Grzela przetarł szlak, znalazł szczelinę w murze, który wybudowała wokół siebie obolała artystka, fałszywie oskarżana o kolaborację z Niemcami w getcie, walcząca z pomówieniami całe lata, aby osunąć się w ciemność psychicznej zapaści.
Kto wie jednak, czy koroną pisarskiego dorobku Laureata nie są wywiady – latami publikowane m.in. w „Zwierciadle”, ale i na innych łamach i mediach – które udostępniane w wydaniach książkowych okazywały się „klasyką gatunku”, dziełami o wielkiej sile emocjonalnej, wartościach poznawczych, a jednocześnie zdolności przetrwania – nie były to bowiem z reguły rozmowy okolicznościowe, doraźne, ale wychylone w stronę tematów uniwersalnych, ponadczasowych, tego, co najważniejsza, jak brzmi tytuł jednej z jego książek (w której połączył rozmowy z Ireną Jun i Stanisławem Brudnym, portretując oboje wybitnych aktorów Teatru Studio).
Wiele można by wskazywać takich tekstów, w których objawia się mistrzostwo autora w wydobywaniu ważnych przemyśleń i doświadczeń swych bohaterów, w szczególności wyjątkowych kobiet, które bardzo często bywają bohaterkami jego rozmów. Z takich właśnie rozmów złożył Remigiusz Grzela kilka ważnych książek, które można określić perłami polskiej sztuki wywiadu.
Niejako wbrew temu, co w niedawno wystawionej w Teatrze Polonia sztuce Jarosława Mikołajewskiego „Sztuka wywiadu” (z Janem Peszkiem w roli głównej, 2024), której bohater deklaruje swoją niechęć do wywiadu jako gatunku, przypisując mu fałsz służący zaciemnianiu, a nie objaśnianiu świata i siebie, Remigiusz Grzela uważa, że jest, a przynajmniej bywa wręcz przeciwnie.
W wywiadzie (nomen omen), który przeprowadził z nim przed kilkoma laty Wiesław Łuka, tak nasz Laureat wypowiada się o wywiadzie jako wyjątkowo przez siebie cenionym gatunku:
„To najintymniejsze, co może być w naszym zawodzie – spotkanie i prawdziwa rozmowa. Spotykasz się z kimś, kogo zazwyczaj nie znasz, i możesz zapytać o bardzo wiele, prawie o wszystko. To wielki przywilej dowiadywania się o ludziach, a przez nich też o świecie”.
Jego rozmówczynie (ale i rozmówcy też, warto tu wspomnieć o wywiadzie rzece z Marianem Kociniakiem, który unikał dziennikarzy jak ognia), tak więc jego bohaterki i bohaterowie otwierają się; są nad wyraz szczere i szczerzy i co więcej ich słowa zapadają w pamięć. Mówią o sprawach ważnych – o śmierci, a więc o życiu, o miłości, o przyjaźni, o lojalności. Przypomnijcie sobie głęboką rozmowę z Krystyną Cierniak-Morgenstern, w której padają – bez patosu – słowa najważniejsze wśród ważnych, z której bije siła bliskości z tym, który odszedł, i z tymi, którzy zostali blisko. Wywiad ukazał się w tomie „Obecność” (2015), a otwiera go rozmowa z Krystyną Jandą. Każdy z tych wywiadów budzi wzruszenie, ale nie łzawo-sentymentalne, tylko polegające na porozumieniu, bliskości, empatii.
W pewnym sensie przełomowym tomem rozmów Remigiusza Grzeli był zbiór „Wolne” (2012) – to o tym tomie pisał nasz poprzedni laureat Mariusz Szczygieł (któremu ta książka zawdzięcza tytuł):
„Od lat obserwuję pewną słabość Remigiusza Grzeli. Jest to słabość do silnych i dojrzałych kobiet. Wykorzystuje ją, przeprowadzając z nimi wywiady. Jego rozmówczynie to kobiety wolne. Nie w sensie matrymonialnym, ale na pewnym etapie życia są już wolne od lęku przed krytyką. Wolne od ciśnienia wzorców, wolne od oczekiwań otoczenia. Nie byłoby ich szczerości bez wolności”.
Idąc tym tropem, przypuszczam, że mianownikiem twórczości Remigiusza Grzeli, swoistym lepiszczem wielu jego zatrudnień i poszukiwań są idee wolności i obecności. To go napędza i otwiera na wciąż nowe, frapujące spotkania. A nam – czytelnikom niesie satysfakcję.
Tomasz Miłkowski
