Przejdź do treści

Prapremiera „Geniusza” w reżyserii Jerzego Stuhra w Teatrze Polonia

Stalin traktuje Stanisławskiego z przyjaźnią, uprzejmie. Docenia jego dorobek – tylko swoje wyegzekwuje – powiedział PAP Jerzy Stuhr, reżyser dramatu „Geniusz” Tadeusza Słobodzianka. Prapremiera w Teatrze Polonia w Warszawie – odbyła się 22 lutego 2024.

Akcja sztuki Tadeusza Słobodzianka rozgrywa się 20 grudnia 1937 r., dwa dni po 59. urodzinach Józefa Wissarionowicza Stalina (choć w oficjalnej biografii dyktator odmłodził się o rok). To był czas tzw. wielkiego terroru, którego śmiertelnymi ofiarami padło ponad milion ludzi, a blisko dziesięć milionów zesłano do łagrów. Stalin osobiście podpisywał listy osób przeznaczonych do rozstrzelania, które dostarczał wyjątkowo gorliwy wykonawca czystek, ludowy komisarz bezpieczeństwa publicznego Nikołaj Jeżow, zwany +krwawym karłem+” – napisał w programie do spektaklu krytyk teatralny Wojciech Majcherek.

W gabinecie Stalina na Kremlu dochodzi do fikcyjnego spotkania, które opisał Tadeusz Słobodzianek. Biorą w nim udział: aktor, reżyser, współzałożyciel MChAT-u oraz twórca koncepcji aktorstwa, której podstawą było „przeżywanie” (tzw. „system działań fizycznych”) Konstantin Siergiejewicz Stanisławski, Aleksandr Nikołajewicz Poskriobyszew, który robił karierę w partii bolszewickiej od 1917 r., a w latach 30. dochrapał się stanowiska szefa sekretariatu Stalina i był jedną z jego nielicznych zaufanych osób, oraz Płaton Michajłowicz Kierżencew, który związał się z bolszewikami w 1904 r. i dzięki zagranicznym podróżom poznał dość dobrze światowy teatr, a w styczniu 1936 r. został powołany na stanowisko przewodniczącego Komitetu ds. Sztuk przy Radzie Komisarzy Ludowych i odgrywał rolę oddanego władzy cenzora.

„Stalin traktuje Stanisławskiego z przyjaźnią, uprzejmie. Docenia jego dorobek – tylko swoje wyegzekwuje” – powiedział PAP Jerzy Stuhr.

Pytany, dlaczego podjął się wystawienia tego dramatu, Stuhr powiedział: „bo to jest dramat o Stanisławskim, czyli moje życie”. „To jest całe moje życie. Wszystko. Głównie pedagogika, którą najbardziej kochałem. Bardziej niż aktorstwo” – wyjaśnił. „Ja ten spektakl traktuję jako podsumowanie mojej aktorskiej oraz pedagogicznej drogi” – zaznaczył aktor.

„To przedstawienie traktuję jako mały hołd składany całemu mojemu zawodowemu życiu. Już chyba nie wyjdę na scenę tak w pełni” – zapowiedział Jerzy Stuhr, dodając, że „jeszcze ciągle ma ciągotki filmowe”.

„Teatr już się kończy dla mnie. No, bo co jeszcze w teatrze mógłbym zagrać? Może Króla Leara?” – zastanawiał się artysta.

Jak zaznaczył Wojciech Majcherek, 17 grudnia 1937 r., czyli tuż przed opisanym w sztuce Słobodzianka spotkaniem Stalina ze Stanisławskim, nastąpiła kulminacja ataku na wybitnego ucznia Stanisławskiego, aktora i reżysera, twórcę „biomechaniki” Wsiewołoda Emilewicza Meyerholda. „W dzienniku +Prawda+ ukazał się paszkwil Kierżencewa pod znamiennym tytułem +Obcy teatr+. Padły w nim zarzuty, że reżyser odstąpił od ideałów rewolucji. Tekst kończył się złowrogim pytaniem: +Czy taki teatr jest potrzebny radzieckiej sztuce i radzieckim widzom?+” – czytamy w programie do przedstawienia.

Wyjaśniono, że „to właśnie z powodu tego artykułu Stanisławski wstawił się za Meyerholdem podczas spotkania na Kremlu”. „Upomniał się także jeszcze o dwóch prześladowanych pisarzy – Michaiła Afanasjewicza Bułhakowa i Nikołaja Robertowicza Erdmana” – czytamy w informacji.

„Ten dramat nie jest nawet o terrorze, ani o różnych przewagach. On jest o czystej władzy. Na scenie jako Stanisławski muszę się przed Stalinem upokorzyć, a nie chciałbym. Jestem wielkim artystą, jestem wolnym artystą, ale za chwilę muszę się wstawić za moimi kolegami” – tłumaczył Jerzy Stuhr. Dodał, że „bardzo lubi postaci, które wiedzą, że się upokarzają w imię czegoś”. „Pan Słobodzianek, którego znam lata całe, bardzo dobrze to opisał” – ocenił reżyser i odtwórca roli Stanisławskiego.

Pytany, jak Stalin traktuje Stanisławskiego podczas spotkania, kreujący postać sowieckiego dyktatora Jacek Braciak powiedział: „z ogromną estymą, szacunkiem”. „Stalin bardzo ceni Stanisławskiego, chociażby z tego powodu, że Stanisławski jako jeden z niewielu ma odwagę być sobą. Pozwala sobie na otwartość wobec Stalina, co jest zaskakujące, ale zjednuje Stalina” – wyjaśnił w rozmowie z PAP aktor.

„Stalin wykazuje się zadziwiającą znajomością teatru, płynącą z tego, że chodził na przedstawienia i do MChAT-u i do Teatru Wielkiego. Oglądał filmy, a jego ulubionym był film radziecki pt. +Świat się śmieje+. Uwielbiał też westerny i w ogóle filmy gangsterskie” – powiedział. „Myślę, że to był ślad jego wczesnych losów, kiedy jako młody rewolucjonista tak naprawdę był gangsterem. Był rabusiem, który obrabiał furgony pocztowe” – ocenił Braciak.

„Zdaje się, że pamiętam nawet wynik jego najlepszego skoku w ówczesnym Tyflisie, gdzie ukradł z kolegami na dzisiejsze pieniądze 6 mln euro. Wszystko dla dobra rewolucji, chociaż ile sam +zajumał+ – nikt nie wie” – powiedział aktor.

Jacek Braciak zwrócił uwagę, że Stalin był człowiekiem niezwykle inteligentnym. „Nie używał tylko terroru. Chciał ludzi zjednywać, oszukiwał ich, w jakimś sensie uwodził. Cechowało go pomieszania wielu natur, jak to u socjopatów” – ocenił.

Pytany, jak się gra z Jerzym Stuhrem, Jacek Braciak powiedział: „wspaniale, bo się nie gra”. „I to jest najwspanialsze” – podkreślił. „Rzecz polega na tym, że z panem Jerzym się nie gra – z panem Jerzym się rozmawia. On jest obok i wszystko samo wychodzi” – wyjaśnił.

„Ja się bałem trochę pana Jerzego, bo to rektor, profesor, mistrz, wielki aktor polski, wykładowca itd. Myślałem, co to będzie? Nic podobnego – strachy na Lachy. Cudowny człowiek” – ocenił aktor kreujący Stalina.

„Widzowie spotykają Stalina w 1937 r., w momencie, kiedy już od wielu lat wszystko może. I to jest atrakcyjne, ale bardzo zwodnicze – w tym sensie, że można by chcieć zagrać jakąś figur, jakąś parodię kabaretową, straszyć nim” – mówił. „Jednak my się staraliśmy – za namową pana Jerzego Stuhra i ku mojej skwapliwej zgodzie – pokazać go jako człowieka” – podkreślił Jacek Braciak.

W zapowiedzi spektaklu podkreślono, że widzowie zobaczą na scenie „dramatyczne zderzenie dwóch postaci niezwykłego kalibru: Józefa Stalina i Konstantina Stanisławskiego”. „Pierwszy to tyran i jeden z największych zbrodniarzy w historii, ale też teatralny koneser i gorliwy widz. Drugi – bodaj największy kreator teatralny współczesności, ojciec nowoczesnego teatru, twórca systemu reguł gry aktorskiej, po dziś dzień (choć w różnych odmianach) uważanego za kanoniczny” – napisano.

„Stalin miał zamiłowanie do teatru, chodził do MChAT-u (w teatrze Meyerholda się nie pojawił rzekomo dlatego, że nie było w nim stosownej loży). Ale szczególnie upodobał sobie operę. Skorzystała z tego Wiera Aleksandrowna Dawidowa – urodziwa i utalentowana śpiewaczka, która wpadła w oko Stalinowi w roli Carmen i w sylwestra 1934 r. została jego kochanką” – przypomniał w programie spektaklu Wojciech Majcherek.

Jest to polska prapremiera najnowszego dramatu Tadeusza Słobodzianka, autora tak głośnych sztuk, jak m.in. „Obywatel Pekosiewicz”, „Prorok Ilja”, „Sen pluskwy” czy „Nasza klasa”.

Reżyseria – Jerzy Stuhr. Scenografię zaprojektowała Natalia Kitamikado, a kostiumy – Małgorzata Domańska. Za reżyserię światła odpowiada Waldemar Zatorski, a za realizację dźwięku – Tatiana Czabańska-La Naia.

Występują: Jerzy Stuhr (Stanisławski, artysta), Jacek Braciak (Stalin, dyktator), Łukasz Garlicki (Kierżawcew, krytyk) i Paweł Ciołkosz (Poskriobyszew, sekretarz).

Premiera – 22 lutego o godz. 19.30 na Dużej Scenie Teatru Polonia w Warszawie. Kolejne przedstawienia – 23-27 lutego.(PAP)

Grzegorz Janikowski

Leave a Reply