ROMANS Natalii Sakowicz oczami uczestniczek warsztatów lalkarskich

10 Międzynarodowemu Festiwalowi Szkół Lalkarskich w Białymstoku towarzyszyły pierwsze w historii międzynarodowe warsztaty krytyki teatru lalek zorganizowane z inicjatywy Klubu Krytyki Teatralnej/polskiej sekcji AICT – ich pomysłodawcą i dyrektorem był Konrad Szczebiot, wiceprzewodniczący Zarządu KKT.

W warsztatach brały udział dwie grupy – polskojęzyczna i anglojęzyczna. Opiekunką polskiej grypy była wybitna krytyczka teatru lalek w Polsce, redaktorka naczelna czasopisma „Teatr Lalek” Lucyna Kozień.

Przedstawiamy rezultaty pracy uczestniczek polskiej grupy – na początek „obowiązkową” recenzję ROMANSU Natalii Sakowicz w pięciu wersjach: Zuzanny Kluszczyńskiej, Ewy Kot, Adrianny Łakomiak, Pauliny Skiby i Marii Sławińskiej.

Zuzanna Kluszczyńska

Duet

Ciepłe światło wpada przez szybę i oświetla dwie wtulone w siebie kobiety. Jedna z nich, naga, ma skórę w kolorze betonu. Pragnie wyjechać, najlepiej bliżej jej rodzinnych stron. Druga, ubrana w ciemnozielony komplet, odrzuca jej pomysł, po czym gwałtownie wkłada rękę w jej trzewia, pozbawiając ją jakiejkolwiek siły samostanowienia. Wkraczamy w świat toksycznych relacji – z innymi ludźmi, tak, jak i z własnym ciałem.

Oglądając Romans łatwo zapomnieć, że kobieta z betonu jest lalką z gąbki naturalnej wielkości, prowadzoną przez Natalię Sakowicz, która jest pomysłodawczynią, jak i wykonawczynią spektaklu. Widzowie wchodzący do sali obserwowani są przez stojącą na scenie performerkę i jej partnerkę. Nie znając opisu przedstawienia, można nie zauważyć, że jedna z kobiet jest lalką animowaną przez drugą. Kobiety są wręcz identyczne. Scena to biały pokój, z boku stoi kilkanaście napełnionych kieliszków. Pierwsze sceny przeprowadzane są w ciszy. Słychać tylko oddechy widzów i jęki krzeseł. Kobiety zaintrygowane sobą badają nawzajem swoje ciała, szukając różnic i podobieństw. Miękka pierś aktorki kontrastuje ze sztywnością członków jej partnerki. Próba odnalezienia wspólnych gestów zamienia się w taniec dwóch kochanek. Cała sekwencja zachwyca precyzyjnością ruchu oraz iluzją, która sprawia, że na scenie widzimy nie jedno, a dwa oddychające ciała. Jednak dość szybko czułość i delikatność zawarta w dotyku staję się walką o dominację.

Natalia Sakowicz te walkę ją wygrywa. Partnerka dostosowuje się do jej poleceń. Dopiero teraz staje się rzeczywiście lalką, momentami brutalnie targaną, rzucaną i ściskaną. Jesteśmy świadkami rozwoju toksycznego związku, w którym tylko jedna ze stron ma prawo głosu. Ważne wydaje mi się, to, że opresja nie objawia się w przemocy fizycznej i krzyku, a wykalkulowanej manipulacji drugą osobą. Takie zabiegi są ważne. Dzięki ukazywaniu często nieoczywistych form przemocy i nazywaniu ich po imieniu zwiększa się świadomość tego, jak ona może wyglądać. Co więcej, przemoc domowa zwykle ukazywana jest w heteroseksualnych związkach, gdzie agresorem jest mężczyzna. W Romansie to kobieta krzywdzi drugą kobietę. Dobrze jest widzieć w teatrze kolejne spojrzenie odchodzące od tradycyjnych przedstawień i otwierające nowe perspektywy. W jednej z sekwencji ruchowych zarówno performerka, jak i jej partnerka równocześnie, wielokrotnie upadają na różne sposoby. W tej relacji kat krzywdzi siebie tak samo jak ofiarę.

Romans nie jest tylko o tym. Sakowicz porzuca swoją partnerkę – dosłownie. Lalka jest podrzucana wielokrotnie w powietrze i upada w pozach wycieńczenia, rozpaczy i bezradności. Wreszcie performerka dokonuje drastycznego zgniatania lalki w bezkształtną masę. W spektaklu pojawia się nowy wątek. Lalka staje się alter ego performerki, jej oddzielonym ciałem. Czuje, że traktuje je tak, jak teraz lalkę – zmusza do wysiłku, diety i dostosowanie się do jej życia, nie dając nic w zamian. Opowieść o opresyjnej relacji dwóch osób staje się opowieścią o przemocy wobec samej siebie. Aktorka podczas monologu o relacji z ciałem dokonuje samozniszczenia. Jej ciało/lalka zostaje rozczłonkowana i porzucona z boku sceny.

Nie da się jednak wygrać z własną materią. Natalia Sakowicz zaczyna w mechaniczny sposób poruszać się po scenie. Wygląda to tak, jakby jej ciało przejęło nad nią kontrolę. Aktorka coraz szybszymi ruchami miota się, każda z jej kończyn próbuje pociągnąć ją w inną stronę. Na koniec, zmęczona i zrezygnowana, powraca do rozczłonkowanej lalki, odsłania jedną z piersi i wkłada ją do ust sobowtórki. Ciało, wcześniej odrzucone i niedocenione, zostaje nakarmione, zadbane i w opiekuńczym geście przyjęte z powrotem. Innego wyjścia nie ma.

Pustej scenie towarzyszą kieliszki z wodą, z której Natalia Sakowicz wydobywa dźwięki obecne w przedstawieniu. Muzyka Macieja Cempury spójne towarzyszy ruchom performerki. Światło nienachalnie sugeruje pory dnia i atmosferę niektórych scen.

Trudność sprawia mi ilość tekstu, stworzonego przez Zuzannę Bojdę. Monolog Natalii Sakowicz jest momentami zbyt narracyjny. Ruch i relacja z lalką są na tyle spójne, że czytelnie przedstawiają większość wątków poruszanych niepotrzebnie następnie w tekście. Większe niedopowiedzenie zadziałałoby zdecydowanie na korzyść tego przedstawienia.

Spektakl jest również dość nierówny dramaturgiczne. Świetnie poprowadzona z początku opowieść sypie się pod koniec. Ostatnie sceny były niepotrzebne, każda z nich mogłaby być osobnym zakończeniem spektaklu. Kilkukrotnie chciałam zacząć klaskać i wydaje mi się, że nie był to świadomy zabieg.

Natalia Sakowicz i jej praca z lalką jest zachwycająca. Nawet w bardzo brutalnych scenach obecny jest pewien rodzaj czułości do materii i wrażliwości na to, jak lalka odpowiada na dotyk. Dlatego też trudno mówić o tym spektaklu jako o monodramie – na scenie stoją dwie performerki i każda z nich opowiada inną historię.

Ewa Kot

To nie my toniemy

Nie ma wątpliwości, że spektakl zwraca uwagę na szeroko rozumiany problem uzależnień, mimo że nie pada ani jedno słowo w tym kontekście. To mistrzowskie zagranie, bowiem doskonale oddaje naturę tej rzeczy. Zanurzane w lampkach wina palce Natalii Sakowicz wywołują realne dźwięki rozkoszy, dodatkowo podsycane monologiem i powtarzającym się pytaniem „jak wielka jest rozkosz, którą sobie wyobrażasz?”.

Spektakl w oszczędności środków na wielu płaszczyznach porusza ważne i trudne zagadnienia. Scenografia to kilka pełnych kieliszków wina, w których oprócz płynu znajdują się człekokształtne, figurki. Natalia Sakowicz gra nie tylko szarą, wykonaną z materiału i gąbki lalką, lecz i nawiązuje dialog z przestrzenią – pustą przestrzenią, która doskonale spełnia się w roli najważniejszej bohaterki spektaklu. Minimalizm scenografii hipnotyzuje uwagę na relacji aktorka-lalka, skupiając myśli wokół poruszanej problematyki.

Przybierając role kolejnych postaci, aktorka ilustruje proces, którego myślą przewodnią jest poszukiwanie miejsca, źródła, z którego wypływa pustka. Rozczłonkowane części ciała ukazują się jako śmieci do pozbierania, ciężki bagaż do dźwigania, jednak porzucenie ciała nie uwalnia od poczucia pustki. Natalia Sakowicz w solowym, mechanicznym tańcu daje do zrozumienia, że dusza bez ciała może tylko tkwić w określonym stanie emocjonalnym, bez wyjścia. „Romans” okraszony jest muzyką electro-techno, która wywołując nieokrzesaną atmosferę chłodu, podkreśla zagubienie w instynktownym podejmowaniu działań w nadziei na wypełnienie nienamacalnego, nieuchwytnego braku.

Natalia Sakowicz znakomicie rozegrała wybrany temat. Delikatna materia esencji została uchwycona niebanalnie, a wielowarstwowo i spójnie. Genialna animacja daje szansę na uświadomienie, że w starciu z pustką, w strachu przed opuszczeniem strefy komfortu, często poddajemy się najróżniej rozumianemu brakowi, stając się zabawką w rękach wewnętrznych nieporozumień, a poszukując rozwiązania na zewnątrz stopniowo sami się uprzedmiotawiamy.

Adrianna Łakomiak

Romans z…

Natalia Sakowicz jest reżyserką i performerką spektaklu „Romans”. To monodram, w którym pracuje z lalką wykonaną przez Olgę Ryl-Krystianowską. Lalka jest więcej niż animantką, wprawianą w życie z ogromną uważnością i precyzją. Jest pełnoprawną sceniczną partnerką, naturalnej wielkości nagą kobietą, animowaną jak muppet.

Natalia Sakowicz romansuje z nią. Z nią, ze swoim ciałem i z historiami. Czy romans jest jedynie pełen szczęścia i szacunku? Czy może być również przemocowy i opresyjny?

Natalia Sakowicz pokazuje oba oblicza relacji. Zaczyna od pięknych obrazów tańca z animantką, czułości wobec niej. Sensualność i zmysłowość są nie tylko w ruchu scenicznym i relacji między kobietami, ale również w wypowiadanym przez artystkę tekście o przyjemności oraz dźwiękach. Natalia Sakowicz wytwarza je z kieliszków ustawionych w jednym z rogów sceny. Są w nich utopione małe figurki ludzi. Performerka w kolejnej scenie rozstawia je wzdłuż przedniego boku białego prostokąta, który jest wydzieloną przestrzenią do gry.

Z biegiem gry zmienia się zarówno wydźwięk tekstu, jak i stosunek do animantki. Początkowy tekst o przyjemności subtelnej i głębokiej nie ma nic wspólnego z późniejszą przemocą – słowną, namacalną, brutalną. Natalia Sakowicz mówi o braku akceptacji i opresji wobec własnego ciała. Które przecież ową przyjemność, o której był początek spektaklu, daje i dostaje. Czasem w jednorazowym seksie po imprezie, czasem w długim romansie z osobą w związku. Artystka mówi o tym w sposób oceniający, stygmatyzujący, próbując w zakończeniu umoralniać, pokazując, które drogi i działania były dla tego ciała złe. Performerka manipuluje lalką, która jest jej partnerką. Omawiają szczegóły przeprowadzki, gdzie narzuca jej swoje zdanie. Porównuje do swojej byłej, karmi komplementami, które wcale nimi nie są. Kontroluje, osacza, nie chce wypuścić ze swoich rąk, które choć trzymają ją czule, to mocno.

Przemoc słowna prowadzi do przemocy fizycznej. Wtedy też animantka zmienia swoje znaczenie. Nie jest już osobnym bytem, partnerką, ale ucieleśnieniem ciała performerki. Jest szarpana, gwałcona, a ostatecznie rozczłonkowana, wyrywana jest z niej kończyna po kończynie. W końcu staje się bezkształtną masą porzuconą na środku sceny. Niechcianą, nieakceptowaną. Natalia Sakowicz wyciąga z niej tors z głową i przykłada do swojej nagiej piersi. Korpus jest karmiony mlekiem słów o szacunku. Do swojego ciała. Do siebie.

Natalia Sakowicz gra emocjami widowni nie tylko za pomocą pracy z lalką, ruchu scenicznego i tekstu, ale również muzyki i światła. Precyzyjnie dobrane do poszczególnych scen, podkreślają nastrój i pogłębiają atmosferę.

Spektakl jest trudny w odbiorze. Relacja ja-ciało-lalka jest trudna. Całkowicie prosta forma, bez zbędnych dodatków, dwa ciała i kilka kieliszków na białym prostokącie. Słowa wypowiedziane w prosty i szczery sposób rażą. I ranią. To spektakl i piękny, i brutalny. Nie da się wyjść z niego nieporuszoną.

Paulina Skiba

Romans – Natalia Sakowicz

Spektakl Natalii Sakowicz Romans już na wstępie podpowiada widzom, co będzie głównym wątkiem widowiska. Kiedy lampy gasną, a artystka zaprasza nas do wykreowanego przez siebie fragmentu rzeczywistości, naszym oczom ukazuje się para kobiet – aktorki oraz lalki. Przestrzeń świata, w którym się znajdują, ogranicza się do białego kwadratu sceny, pośrodku którego stoją. Scenerię dopełniają kieliszki, wypełnione płynami oraz małymi postaciami, które zdają się dryfować w nich niczym w wodach płodowych. Po pewnym czasie naczynia okazują się niezwykłymi instrumentami. Przestrzeń sceny wydaje się zimna i pusta, jednak wraz z rozwojem wydarzeń pustka zanika. Chociaż nie pojawia się więcej postaci, zaczyna się na niej robić dziwnie tłoczno, a atmosfera zaczyna gęstnieć. Mimo to, początkowy chłód i pewnego rodzaju obcość pozostają.

Aktorka pokazuje nam dwie osoby i ich relację, posiadającą wiele różnych oblicz. Pomiędzy kim a kim rodzi się romans? Związek dwóch kobiet, ich pragnienia, manipulacje i pomysły to jedynie punkt wyjścia dla rozwoju dalszych wydarzeń. Lalka w spektaklu pojawia się jako istota równa aktorce – człowiekowi. Pomimo rozmiarów lalki aktorka opanowuje każdy jej ruch. Kontrola nad nią wychodzi poza zwyczajowe ożywianie przedmiotu przez artystę, a wkracza w przestrzeń „kontroli i manipulacji całkowitej”, którą człowiek używa najczęściej przeciwko innemu człowiekowi. Relacja wykreowana w tym przypadku pomiędzy aktorem a lalką, pełni funkcję symboliki władzy i zniewolenia. Kolejnym pytaniem, które możemy sobie postawić po obejrzeniu spektaklu, jest to: „kto jest kim?”. Która z postaci jest ofiarą, a która oprawcą? Można się również zastanowić, skąd swoje źródło bierze nastrój grozy i niepewności, którym przesączona jest aura widowiska.

Spektakl dopełnia muzyka – wręcz lepka, sensualna, wydobywająca się z najgłębszych zakamarków ciała. To ona staje się głównym tłem tańca zarówno aktorki, jak i lalki. Splątanie obu ciał, pulsujących w rytm melodii, nasuwa skojarzenie obrzędu bądź rytuału. Rytuały są natomiast powtarzalną czynnością, dzięki której zaklinamy rzeczywistość. Co ciekawe, muzyka bierze swój początek w kieliszkach, wypełnionych płynem i tutaj dochodzimy do jednego z niewielu, stałych elementów całego widowiska. Mimo zmiennych nastrojów i zachowań bohaterek oraz niejednorodnego charakteru ich związku niezmiennym fragmentem tej wykreowanej rzeczywistości są kieliszki. To one towarzyszą rozpoczęciu opowiadania historii oraz jego rozwiązaniu. Można je potraktować jako punkt odniesienia dla pozostałych elementów świata przedstawionego. To do nich, a raczej ich zawartości odnosi się symbolika władzy i zniewolenia. Automatycznie nasuwa się skojarzenie, związane z uzależnieniami, wewnętrzną pustką oraz relacją z samym sobą. Być może lalka i aktorka to jedna i ta sama postać, a spektakl miał za zadanie zobrazować degradację wewnętrznej relacji z samym sobą, która dokonuje się poprzez nałóg i pogoń za wypełnieniem pustki wewnątrz siebie. Jest to obraz uzależnienia, wzbudzający konflikt iluzji władzy i mocy sprawczej oraz iluzji całkowitego zniewolenia przez własne żądze.

Powróciwszy do początkowego pytania o charakter tytułowego romansu, zaczynamy rozważać wiele innych możliwości istoty relacji: „romansu z uzależnieniem”, „romansu z samym sobą”, „romansu z pragnieniami”, „romansu ze swoimi słabościami” czy „romansu z oczekiwaniami”. Rozważanie problematyki, dotykającej tak intymnych sfer życia człowieka, jest trudne, ale też niezmiernie ważne. Pomimo posuwającej się popularyzacji tematów, związanych ze stanami duchowymi i emocjonalnymi, destrukcyjny stan wewnętrznego konfliktu oraz jego skutki nie są w pełni rozumiane. Teatr powinien zapewniać komfortową przestrzeń artystom, unaoczniającym odbiorcom zagadnienia, które mogą sprawić, że poczują się oni niekomfortowo. Romans Natalii Sakowicz jestwięc swego rodzaju eksperymentem, przeprowadzonym w sterylnej przestrzeni laboratoryjnej, który miał na celu wprowadzić nas w mroczne meandry ludzkiej osobowości. Wszystko po to, byśmy mogli na moment stanąć, spojrzeć i zastanowić się nad złożonością procesów, zachodzących wewnątrz nas samych.

Maria Sławińska

Romans z samym sobą

Jesteś ty i twoje wyobrażenie. Każdy człowiek posiada swoje „drugie ja”, czyli wersję siebie, jaką myśli, że jest. Mamy zdolność wymagania od swojego wyobrażenia doskonałości. W naszym mniemaniu musimy być idealni pod każdym względem – wyglądu, przekonań i emocji. Nie podoba nam się, kiedy mamy okazję zweryfikować postrzeganie samych siebie z rzeczywistością. Jesteśmy niezadowoleni, kiedy okazuje się, że nie wyglądamy tak, jak oczekiwaliśmy, czy nie okazujemy takich uczuć, jak myśleliśmy, że bylibyśmy w stanie wyrazić. Zawsze znajdziemy w nas coś, co nam się nie podoba. Aktorka Natalia Sakowicz spektaklem „Romance” próbuje przekonać widzów, że takie myślenie jest stratą cennego życiowego czasu. Nie warto doszukiwać się niedoskonałości w swojej osobie, bo zawsze jesteśmy piękni. Zawsze, kiedy stać nas na miłość do samych siebie.

Aktorka występuje w parze z ożywioną formą – człekokształtną lalką. Animant jest wysokości aktorki, ma ciało kobiety i wykonany jest z lekkiej gąbki. Elastyczność materiału ułatwia poruszanie lalką oraz daje wrażenie, iż artystka i lalka to nierozłączne istoty. Jedna nie potrafiłaby funkcjonować bez drugiej. Performerka kreuje ścisłą, momentami intymną relację z lalką, którą nazywa Martą. Przestrzeń, po jakiej porusza się aktorka z lalką to biały prostokąt. Scenografia ogranicza się do potrzebnych w rozwoju akcji rekwizytów.

Oś fabularna ukazuje zmienną funkcję lalki. Na początku aktora animując lalkę, wykonując te same ruchy, niczym w odbiciu lustrzanym. Celem tego działania jest ukazanie, że postaci – aktorka żywego planu i lalka są jedną całością. W lalce magicznie zostaje uruchomione życie. Widz z zainteresowaniem, obserwuje jak „dziewczyny” tanecznym ruchem zaprojektowanym przez Izę Szostak, płyną w przestrzeni. Wśród publiczności panuje napięcie, gdyż nikt nie śmie przeszkodzić jakimkolwiek szelestem w powstawaniu tej intymnej relacji.

W kolejnym etapie lalka utożsamia „stare ja” – dawne wcielenie postaci, granej przez Natalię Sakowicz. Bohaterki są w partnerskiej relacji. W tej scenie istotny jest tekst sceniczny, który napisała Zuzanna Bojda. Animant uosabia naiwną dziewczynę, łasą na ogrom komplementów. Jest osobą, którą łatwo da się manipulować. Partnerka –aktorka żywego planu jest tego świadoma i z łatwością degraduje pomysły i chęci do zmian życiowych Marty. Znalazła na Dziewczynę sposób, wystarczy, że powie jej kilka miłych rzeczy, a Marta już myśli jak ona. Wynika to z braku wiary Marty w samą siebie, z braku własnej akceptacji.

Kolejnym etapem – zwrotem dramaturgicznym jest dekonstrukcja lalki. Aktorka rozczłonkowuje swoją sceniczną partnerkę i rozrzuca elementy składowe. Jest to znak zrewidowania swojego drugiego ja – wyobrażenia o samym sobie. Oznacza to przepracowanie pewnych bolączek, które pozwoli zbudować się na nowo. Nowe ja będzie inne, lepsze a to zapewni lepszy komfort życia w sferze emocjonalnej, a co za tym idzie każdej innej życiowej strefie. Chociaż ponowne budowanie siebie nie jest pokazane na scenie, to w kontekście działań scenicznych jesteśmy pewni, że do tego dąży bohaterka.

W tym przekonaniu upewnia nas scena ekstatycznego tańca bohaterki. Zmiana światła z jasnego statycznego na przygaszone światło ciepło żółte powoduje, iż atmosfera staje się bardziej tajemnicza. Za reżyserie świateł odpowiada Maciej Iwańczyk. Drastyczna zmiana nastroju odsyła do rytualnych doświadczeń. Może, aby rozprawić się ze swoim starym ja i zbudować nowe wyobrażenie o sobie, bohaterka musi przejść proces rytualny?

W ostatniej scenie aktorka układa korpus lalki przy swojej piersi – staje się matką animantu. Tę scenę można czytać dwojako: postać zagrana przez Natalię Sakowicz dopieszcza swoje nowe ja, zdobyte w procesie przejścia rytuału. Scena może również pokazywać, że z bohaterki rodzi się kolejny osobnik, który nosi jej cechy i o którego z pewnością będzie trzeba zadbać, aby nigdy nie musiał rozprawiać się ze swoimi bolączkami.

Artystka w trakcie przedstawienia korzysta z instrumentu, jakim są kieliszki z wodą, tworząc delikatne dźwięki, przy których słownie wprowadza wątek rozumienia animantu jako swego wyobrażenia. W scenie rytualnego przejścia wybrzmiewa energetyczna muzyka. Za taką aranżację muzyczną odpowiada Maciej Cempura.

Doświadczenie teatralne, jakim jest ogląd „Romansu”, zmusza do wielu przemyśleń dotyczących własnego funkcjonowania. Przedstawienie jest też przykładem tworzenia z formą dwuznacznej napiętej relacji emocjonalnej. Lalka zaprojektowana i wykonana przez Olgę Ryl-Krystianowską nabiera cech ludzkich dzięki dotykowi aktorki – temu technicznemu, w procesie animacji i temu czułemu, kiedy aktorka głaszcze twarz czy ciało lalki.

Wątpliwe jest jednak znaczenie tytułu. Słowo romans zakłada coś intensywnego, lecz krótkotrwałego. Jest przeciwieństwem dozgonnej miłości, a przecież chyba takim uczuciem powinniśmy darzyć sami siebie.

[fot. Bartek Warzech/ mat. teatru]

Leave a Reply