Urodziny Tadeusza Łomnickiego

18 lipca mija 94 rocznica urodzin Tadeusza Łomnickiego, wybitnego aktora, pedagoga, reżysera, pisarza. Z tej okazji przypominamy felieton Tomasza Miłkowskiego z początku lat 90. z „Życia Naszego Codziennego”, poświęcony związkom artysty z rolą Leara. Felieton powstał na specjalne zamówienie Jerzego Kawalerowicza, zachwyconego kreacją Łomnickiego w spektaklu telewizyjnym „Stalin” Gastona Salvatore w reżyserii Kazimierza Kutza:

Lear, czyli otucha

Stary żydowski aktor Sager, bohater „Stalina” Gastona Salvatore, powiada, że każdy starzejący się artysta teatru marzy o zagraniu Leara. Traktuje spotkanie z tą postacią jako test możliwości i podsumowanie drogi twórczej. Tadeusz Łomnicki, który wypowiadał tę kwestię Sagera w telewizyjnej inscenizacji „Stalina”, bronił się przed określaniem roli Leara, nad którą pracował w Teatrze Nowym w Poznaniu, jako „sumy” artystycznej. Miał to być raczej kolejny krok na drodze artysty, któremu dane było stworzyć tyle niezwykłych postaci.

Z Learem spotkał się Łomnicki wcześniej. Ściślej rzecz biorąc z „Lirem” Bonda, jedną z głośnych przeróbek Szekspirowskich, być może powstałym na fali mody, pod przemożnym wpływem Brechta i teatru absurdu. Łomnicki w tym spektaklu nie był, jak u Szekspira, okpionym przez los władcą, ale tyranem, któremu władza wymyka się z rąk i dopiero wówczas zaczyna postrzegać nędzę tego świata. Paradoksalnie, Lir ze sztuki Bonda to postać ulepiona tak, jak zrobiłby to uważny widz „Stalina”. Jednak Lear Szekspirowski nie czytał tej sztuki, a interpretowany wyłącznie jako dramat władzy wiele traci. Przede wszystkim traci swoje przerażenie rozpadem świata. Tak interpretował Leara przed laty Jan Kott: „Tematem Króla Leara jest rozkład i upadek świata”. Tak rozumiał tę postać Łomnicki. I tak przetłumaczył tę tragedię Stanisław Barańczak.

Ponowna fascynacja Łomnickiego postacią legendarnego króla, który miał wstąpić na tron na pół wieku przed założeniem Rzymu, zrodziła się pod wpływem lektury przekładu Barańczaka. Przekładu bardzo zmysłowego, plastycznego, sugestywnego. Nie tylko odpowiadającego duchowi współczesnej polszczyzny, z jej lakonizmem i wyrazistością. Dość porównać początek ostatniego monologu Leara. U Paszkowskiego brzmi tak:

Jęcz, jęcz, jęcz, świecie! O, wy wszyscy z głazu!

Gdybym miał wasze oczy, wasze usta,

Wstrząsnąłbym niebiosa mym jękiem.

U Barańczaka tak:

Wyć, wyć, wyć! Ludzie, jesteście z kamienia.

Gdybym miał wasze oczy i języki,

Mój szloch rozłupałby sklepienie nieba.

Prawie to samo, a zupełnie inaczej. Tłumaczenie Paszkowskiego wyrasta z ducha Szekspira XIX-wiecznego, romantycznego. Czuje się w nim operę, nastrojowość, grozę. U Barańczaka mówi człowiek, który przemyślał Becketta. To nie jest dopisywanie Szekspirowi nie istniejących w jego tekście znaczeń, choć każdy wielki tekst „puchnie”, historia dodaje do niego sążnisty komentarz. To raczej nadawanie intensywności tragicznemu błazeństwu świata.

Nie wiemy, niestety, jaki byłby ostatecznie Lear Łomnickiego. Na pewno nie rodem z opery. Ale chyba też nie rodem z Bonda, gdzie najpierw był katem, potem ofiarą, a wreszcie buntownikiem. Może byłby najbliższy Learowi, jakiego gra Sager w sztuce Salvatore. Learowi, który cierpi i poprzez cierpienie dociera do swego człowieczeństwa. To bez wątpienia interpretacja rodem z Becketta, ale Łomnicki po swojej wielkiej przygodzie z Beckettem nie mógł przecież „Króla Leara” czytać jak melodramatu o starym ojcu wzgardzonym przez niedobre córki. W upadku, poniewierce, skargach i śmierci Leara może odnalazłby odrobinę otuchy. Tak jak w telewizyjnym „Stalinie”. Grał rolę aktora grającego z konieczności błazna tyrana, który posługuje się tekstem Szekspira, aby wyrazić swój bunt i niezgodę na świat. W tym potrójnym teatrze nadzieję przynosił poniżony Lear. Lear błaznem podszyty.

Tomasz Miłkowski

Leave a Reply