Fedra, czyli zaproszenie na egzekucję

Barbara Hirsz pisze o „Fedrze” z Teatru Wybrzeże, spektaklu inauguracyjnym 40. WST

Wraz z Fedrą wchodzimy do świata, w którym nie ma łaski. Kameralne przedstawienie Teatru Wybrzeże porusza głębinowe problemy. Wyciąga ze źródeł kultury europejskiej utwór Racine’a, w jego formie i magii dostrzega tajemnice ukryte od założenia świata, których obecność ciągle odczuwamy w sobie.

U Racine’a spektakl życia odbywa się z udziałem osób powołanych do ról z góry wyznaczonych przez Fatum. Za tą myślą idzie scenograf Irek Kaczmarek. Nastrój wnętrza jest rytualny. Aktorzy będą zmagać się ze skutkami obecności na scenie, gdzie wytyczono krąg ofiarny i wiszą rytualne noże. Wszystko tu poraża klimatem miejsca bez wyjścia, przesiąkniętego przemocą.

Bohaterowie są więźniami mitu. Są rozpięci między Przeznaczeniem a ułudą Wolności, toczącymi we wnętrzu człowieka niekończący się spór, którego nie potrafiąc rozwiązać, osuwają się – z woli bogów – w szaleństwo i śmierć.

Grzegorz Wiśniewski wykorzystuje dynamikę teatru jako miejsca gry z kulturą, z historią teatru. Ewokowania zbiorowych wyobrażeń. Widz odbywa drogę między czasem mitu, czasem pisania dramatu, a naszym czasem. Reżyser zamiast Enony, piastunki Fedry, wprowadza Enona, wszak w antyku role kobiece grali mężczyźni. Jak przystało na tragedię, rzecz na koturnie, aktorzy grają w podwyższonych butach, noszą koturny i szpilki na koturnie. Bosy i półnagi jest Hippolit. Jakub Nosiadek pokazuje Hippolita jako młodzieńca o silnej, atletycznej budowie, mówiącej o zręczności w walce, co podkreśla nosząc łuk. Godny syn Tezeusza i królowej Amazonek. Jego miłość do Arycji jest czysta. Zginie – niewinny – w nierównej walce z Posejdonem.

Czy czysta i niewinna jest Arycja? Katarzyna Dałek właśnie wkłada szpilki, skórzany kaftan, spódnicę. Ubieranie to przygotowanie do życiowej roli. Ofiara i więzień Tezeusza, chce przechwycić zmienną chwilę na swoją korzyść. Krąży po rytualnej sali śpiewając ekscentryczną arię, drapieżna, z włosami niczym bogini zemsty, chce zająć miejsce po Fedrze.

Gdzieś na podłodze leży niewielka figurka. Jak objaśnił po transmisji reżyser, to figurka paleolitycznej Wenus, zamiast osadzenia w miejscu wskazanym przez scenografa, celowo w trakcie pracy nad spektaklem porzucona. Tak jest lepiej. Tak jest ciekawiej.

W tym przedstawieniu ta zapomniana archaiczna Wenus przemawia głosem Fedry, której Katarzyna Figura dała swój chropawy tembr. Jej Fedra od pierwszej chwili na scenie jest we władaniu Fatum. Aktorka rysuje postać przede wszystkim głosem. Matowym brzmieniem, gestami powściągliwymi, sposobem deklamacji niespiesznym, maluje płomień niepohamowanej namiętności, cierpi wszystkie szały żądzy, upokorzenia, zazdrości, rozpaczy.

Wraz z Nią cały artystyczny ensamble tłumaczy Racine’a na osobisty język duchowy. Każdy dobija się w swej roli do prawdy ludzkiego cierpienia, ukrytego pod literackim gorsetem. Przy tym chodzi o to, żeby iść wbrew czasowi – ku archetypom.

Egzystencjalny pesymizm Grzegorza Wiśniewskiego szuka u Racine’a argumentów, by nakreślić wizję ludzkiej marionetki, wrzuconej we wrogi świat, oczekującej wybawienia. Tak jakby autor Fedry przewidział rozpacz nowoczesnego człowieka w Czekając na Godota. Takie tajemnice napotykamy u klasycznego poety, wraz z tłumaczem Antonim Liberą i artystami Teatru Wybrzeże, my, urodzeni w cieniu Becketta.

Barbara Hirsz

Fedra, Jean Baptiste Racine, przekład Antoni Libera, reżyseria Grzegorz Wiśniewski, Teatr Wybrzeże w Gdańsku premiera 06 kwietnia 2019.

Leave a Reply