Już po szalonych egzaminach na nasz Wydział Aktorski w Szkole Filmowej w Łodzi.
Pięćdziesięcioro kandydatów na jedno miejsce.
Ale mamy już finał, teraz przerwa wakacyjna.
To nie jest czas beztroski.
Koncepcje na rok przyszły, tematy, goście.
Magazyn Związku Artystów Scen Polskich zaintrygowany charakterem mojego przedmiotu na Wydziale Aktorskim, zaproponował mi napisanie artykułu o tym, jak uczę, i o tym, czego uczę studentów.
Dziękuję za to wyróżnienie.
Piszę w najnowszym numerze „Scen Polskich”….
ŁM
***
NAJWAŻNIEJSZE SĄ SPOTKANIA
Pedagogika aktora – temat rzeka, najeżony wątpliwościami, strachem i pasją. Nie można bowiem być wykładowcą na Wydziale Aktorskim Szkoły Teatralnej bez pasji właśnie. Trzeba lubić studentów, ale ich nie przeceniać, a na pewno nie podlizywać się im, traktować z szacunkiem, po partnersku, ale wymagać. Lista tego rodzaju obligacji jest o wiele dłuższa, wymieniam tylko kwestie podstawowe.
Moja pedagogiczna przygoda ze Szkołą Filmową w Łodzi rozpoczęła się w 2013 roku, dwanaście lat temu. Wówczas, jako krytyk teatralny, zostałem zaproszony do jury Festiwalu Szkół Teatralnych. Cudowny, niezapomniany czas. Nasz skład był wspaniały: Anna Augustynowicz, Piotr Kruszczyński, Violetta Laszczka, Piotr Głowacki i ja. Razem z Piotrem stanowiliśmy swego rodzaju element juniorski w tym składzie. Pamiętam, że po wyczerpujących spektaklach, ciągle było nam mało i spotykaliśmy się późnymi wieczorami z Anną Augustynowicz raz jeszcze, żeby po prostu posłuchać jej wspaniałych opowieści o Lupie, księdzu Tischnerze, o postawie wobec sztuki i wobec świata. To była ważna lekcja, zarówno dla Piotra, jak i dla mnie. Lekcja życia.
W ramach festiwalu odbyło się także sympozjum poświęcone twórczości Grotowskiego. Byłem jednym z panelistów. Przygotowałem się solidnie, zawsze się tak przygotowuję, nie odpuszczam. I to, jak widać, opłaciło mi się. Po wystąpieniu zobaczyłem entuzjazm w oczach pani profesor Zofii Uzelac, ówczesnej dziekan Wydziału Aktorskiego. Pogratulowała mi wylewnie.
Miesiąc po festiwalu, zadzwonił telefon. Otrzymałem zaproszenie od Pani dziekan, do jej gabinetu. Podejrzewałem, że porozmawiamy o pojedynczym spotkaniu ze studentami, tymczasem chodziło o coś o wiele ważniejszego, co w pewnym stopniu zmieniło moje zawodowe życie. Otrzymałem propozycję stałych zajęć ze studentami. Usłyszałem, że jestem jedynym w Polsce krytykiem łączącym w swojej pracy aktywnie obie sfery: krytykę teatralną oraz krytykę filmową, i że to bardzo się przyda na uczelni. Byłem zaskoczony tą propozycją. Wyparowałem: „Ależ ja nie mam programu”. Od pani Uzelac usłyszałem: „Pana programem będzie brak programu”. Zamurowało mnie jeszcze bardziej. W ten sposób rozpoczęła się dla mnie długa, trwająca już dwunasty rok przygoda etatowa.
Nazwę przedmiotu odziedziczyłem po nieodżałowanej Marii Kornatowskiej: „Formy filmowe i teatralne w aktorstwie współczesnym”, co w gruncie rzeczy znaczy tyle co wszystko i nic. Zamarzyłem sobie zatem stworzyć coś własnego na pedagogicznym poletku i to się chyba udało. Każdego roku wypuszczamy kolejne roczniki studentów, śledzę ich drogi, szczerze kibicuję, celowo nie wymienię żadnych nazwisk, ponieważ wszyscy są dla mnie ważni jednakowo, zarówno ci, którzy przebiją się do mainstreamu, jak i ci, pracujący rzetelnie w teatrach poza głównymi ośrodkami. Cieszę się z każdej premiery teatralnej, filmowej czy telewizyjnej moich dawnych i obecnych studentów.
Program moich zajęć ukonstytuował się w miarę szybko. Trzon stanowiły spotkania z praktykami. Przede wszystkim z aktorami i reżyserami, ale także ze scenarzystami, producentami, agentami aktorskimi. To oczywiście nie wszystko. Z czwartym rokiem omawiam „Mapę teatralną Polski”, czyli działalność wszystkich teatrów instytucjonalnych i części teatrów prywatnych. Opowiadam studentom, gdzie warto składać papiery, albo do których teatrów chętniej przyjmowani są absolwenci „Filmówki”. Wspólnie oglądamy także filmy, a studenci piszą na ich podstawie prace. Nie recenzje, tylko zadania na temat. Po seansie „Pożegnania jesieni” Trelińskiego temat pracy brzmiał: „Czy Witkacy wciąż jest interesujący?”, po „Kobiecie pod presją” Cassavetesa – analiza aktorstwa Geny Rawlands, po „Grobowcu świetlików” – praca na temat, czy kino może opowiadać o wojnie? Często te prace są zaskakujące, wspaniałe. Z moimi studentami przeprowadzam ich przez coś w rodzaju „who is who” w najnowszym polskim kinie i w polskim teatrze, radzę jak pisać podania do teatru, jak zachować się podczas rozmów kwalifikacyjnych. Sporo jest jeszcze poruszanych przeze mnie wątków i tematów, ale najważniejsze są wciąż spotkania z praktykami.
Od 2013 roku odbyło się w sumie kilkadziesiąt spotkań, masterclassów, intymnych warsztatów z udziałem artystów wszystkich pokoleń (w tekście skupiam się oczywiście na aktorach).
Formuła jest zawsze podobna. Gościom pozostawiam pełną swobodę i wolność wyboru. Najczęściej polega to na tym, że rozmawiamy. Studenci trzeciego i czwartego roku zarzucają bohatera pytaniami, i są to kwestie najróżniejsze, od wyboru agencji, po decyzję o tym, czy warto inwestować w teatr, czy od razu stawiać raczej na kino, na telewizję. Wszystkie spotkania są wyjątkowe, bo też nie ma jednej odpowiedzi.
Warto podkreślić, myślę że to ważne, iż goście przyjeżdżają na te zajęcia bezinteresownie, nie pobierają honorarium, robią to wyłącznie dla młodszych koleżanek i kolegów, dla studentów, z potrzeby serca. Bardzo to doceniam.
Dla startujących w zawodzie młodych ludzi te aktorskie warsztaty działają mobilizująco – dodają im wiary w siebie, odwagi. Agata Kulesza, gościła na moich zajęciach aż trzykrotnie, opowiadała o swojej drodze, trudnej i wyboistej, mówiła także o tym, że późny sukces, tak było w jej przypadku, nie musi oznaczać niczego złego. Ma się wtedy za sobą liczne doświadczenia, kryzysy, ale i pewność swoich racji. Furorę zrobił Borys Szyc (był w Łodzi dwukrotnie), przestrzegający z kolei przed niebezpieczeństwem sukcesu zbyt szybkiego.
Na spotkania ze studentami zapraszałem wybitnych aktorów teatralnych – jak Krzysztof Zawadzki z Narodowego Starego Teatru w Krakowie, ale i aktorów nieprzeniknionych, kanciastych, kroczących własną ścieżką, jak Jacek Braciak.
Dwukrotnie gościł na naszych zajęciach Robert Więckiewicz. Jeden z najlepszych polskich aktorów opowiadający przejmująco o tym, jak wyglądały jego pierwsze zawodowe lata, jak było mu ciężko i źle, przede wszystkim biednie – to zrobiło to na studentach wielkie wrażenie.
Myślę bowiem, że ważna jest temperatura tych spotkań. Kameralna, chciałoby się napisać intymna. Wielkie gwiazdy kina, teatru i telewizji są wyłącznie dla tych młodych ludzi, nikogo nie udają, nie zakładają medialnych masek. Mówią, co ich boli, dzielą się własnymi doświadczeniami. I młodzi aktorzy potrafią to docenić.
Warsztaty w „Filmówce” łączą pokolenia. Z jednej strony, Bartek Topa i Tomasz Schuchardt, z drugiej – Kuba Gierszał i Eliza Rycembel.
Pamiętam emocje, jakie wywołało wśród uczestników warsztatów spotkanie z Danutą Stenką, albo łzy po rozmowie z Krystyną Jandą w oczach ówczesnej studentki, dzisiaj wspaniałej aktorki, Marii Dębskiej.
Kilka razy gościł na moich zajęciach Łukasz Simlat, przyjechał Piotr Trojan, bardzo ciekawe zajęcia przygotował Piotr Głowacki. Ostatnio, w listopadzie, fascynujące spotkanie, przede wszystkim o pracy za granicą, odbyła ze studentami Karolina Gruszka.
Jestem dumny i szczęśliwy, że dzięki poparciu uczelni, udało mi się stworzyć dla studentów przestrzeń wolności i swobody. Mogą pytać o wszystko, razem oglądamy filmy z otwartą głową, a na jednych z ostatnich zajęć, na czwartym roku już, z perspektywy praktyka, podpowiadam niemal byłym już studentom, jak radzić sobie z mediami, jak udzielać wywiadów, albo jak najlepiej prezentować się podczas castingów.
Nie mam jednak wątpliwości, że najważniejsze są spotkania. Zostaną z nimi na zawsze.
Łukasz Maciejewski
