Wrocławski Teatr Tańca alternatywą dla wrażliwych…

Grzegorz Ćwiertniewicz pisze o Wyniosłej we Wrocławskim Teatrze Tańca:

Wrocławski Teatr Tańca funkcjonuje w artystycznej przestrzeni od trzech lat. Powstał z inicjatywy między innymi Bożeny Klimczak, doktora sztuki w dyscyplinie rytmika i taniec, tancerki, choreografa i kierownika baletu Opery Wrocławskiej. Ambicje założycielki są bardzo wysokie. Zależy jej na tworzeniu teatru, który będzie aktywnie uczestniczył w ogólnopolskich i europejskich wydarzeniach kulturalnych, teatru, który będzie miał w swoim repertuarze odważne spektakle, który będzie zabierał głos w sprawach społecznych, teatru, który będzie integrował środowisko artystyczne poprzez łączenie wielu dziedzin sztuki, teatru, w którym aktorzy i profesjonalni tancerze będą dla siebie partnerami, a język tańca i język teatru dramatycznego będą się wzajemnie przenikać, uzupełniać, dopełniać. W repertuarze Wrocławskiego Tańca znajdują się obecnie trzy przedstawienia: „Klatka z łez” (spektakl w 2017 roku w 2017 roku przyniósł Nagrodę Dyrektora Festiwalu Zderzenia Teatrów w Kłodzku), „Wyniosła” i „Poradnik młodości”. Miałem okazję obejrzeć tylko jedno – „Wyniosłą”. Zafascynował mnie do tego stopnia, że postanowiłem napisać o nim kilka słów.

Mam świadomość, że jeden spektakl to za mało, by móc merytorycznie wypowiedzieć się o estetyce teatru, by umiejscowić go pod względem poziomu artystycznego na jakimś szczeblu. Jeden spektakl wystarczy jednak, by wyrazić aprobatę lub dezaprobatę dla kierunku, w którym scena zmierza. „Wyniosła” każe sądzić, że droga obrana przez Klimczak jest słuszna. Jej teatr może zacząć za chwilę stanowić alternatywę dla teatru naszpikowanego brutalnością, wulgarnością, epatującego nieuzasadnioną nagością, realizującego jedynie reżyserskie kaprysy. Wyobrażam sobie, że już wkrótce na widowni będą zasiadali widzowie wrażliwi, przychodzący po piękno, wzruszenie i głęboki namysł nad problemami tego świata. Ale też i po ocenę rzeczywistości. Odważną ocenę, której odwaga wcale nie wyraża się w liczbie przekleństw czy w roznegliżowanych aktorkach czy aktorach, ale w słowie, geście. Tę odwagę czuć w powietrzu. Tak właśnie dzieje się w „Wyniosłej”, w której Klimczak podniosła kwestię pragnień, marzeń, położenia, uogólniając – sytuacji, nie tylko polskich kobiet. W blisko godzinnej teatralnej opowieści nie tylko zdefiniowała pojęcie kobiecej tożsamości, wskazując na zmienność kobiety, jej delikatność, potrzebę bycia kochaną i akceptowaną, ale zamanifestowała również przeciwko przedmiotowemu traktowaniu kobiet. Dała do zrozumienia, że nie zgadza się, by kobiety oceniane były przez pryzmat swojej zewnętrzności i cielesności, ale przez pryzmat duszy czy, jak kto woli – osobowości.

Sceniczną opowieść snuły cztery artystki – Paulina Chapko i Anita Balcerzak – aktorki – oraz Paulina Woś i Karolina Szymańska – tancerki. Pustą scenę, w zasadzie pustą, bo jedynym przedmiotem, jaki się na niej znajdował, było czarne pianino (udekorowane czymś na kształt lampek choinkowych, z których należałoby zrezygnować), wypełniły swoją kobiecością. Ubrane w długie różowe suknie kreśliły przed widzami portrety kobiet, stających często przed dylematami i stale poszukujących swojego miejsca. Spektakl, rzecz jasna, oparty został na tańcu. Stał się on głównym sposobem na wyrażenie emocji. Był w wykonaniu każdej artystki niezwykle intymny, zmysłowy, tajemniczy, przez co bardzo intrygujący. Sprzyjała temu muzyka Michała Ziółkowskiego. Taniec dopełniało słowo – fragmenty poezji Janiny Wójcickiej, Haliny Poświatowskiej, Anny Świrszczyńskiej, Juliana Tuwima i Wisławy Szymborskiej. Tak reżyserka wypełniła jedno z założeń prowadzonego przez siebie teatru. Stworzyła strukturę, która od początku do końca trzyma widza w napięciu, ale także która pozwala mu balansować między jawą a czymś na kształt marzeń sennych. Wszystkie artystki ciężko pracowały na powodzenie przedstawienia. Prym na scenie wiodła jednak Paulina Chapko. I to nie dlatego, że egoistycznie walczyła o to, by przyćmić pozostałe partnerki. Wręcz przeciwnie – zachwycała skromnością, skromnością, za którą tak naprawdę stoi wielki teatralny talent. Bezwzględnie mistrzyni poetyckiej mowy. Tak rzadko można dziś usłyszeć aktorkę, zwłaszcza w młodym pokoleniu, tak pięknie celebrującą słowo. Do tego – kwintesencja kobiecości i scenicznej gracji.

Niedługo wszyscy, a na pewno większość z nas, zatęsknimy za teatrem czułym, prostym w formie, ale przyjaznym, przyjemnym, troszczącym się o nasze emocje, za teatrem szanującym naszą inteligencję i doceniającym nasz gust. Zmęczeni dosłownością zaczniemy szukać teatru, w którym nie wszystko zostanie wyłożone bezpośrednio, teatru, z którego będziemy mogli wyjść mądrzejsi i lepsi, a już na pewno nakłonieni do refleksji. Obym nie zapeszył, ale wydaje mi się, że przed Wrocławskim Teatrem Tańca pojawia się szansa na porwanie takich widzów, których męczy już teatralne barbarzyństwo i którzy mają już dosyć i reżyserskiej drapieżności, i reżyserskiej napastliwości. Pozostaje więc czekać na rozwój wydarzeń.

Grzegorz Ćwiertniewicz – doktor nauk humanistycznych (historia filmu i teatru polskiego po 1945 roku), polonista, wykładowca akademicki, autor biografii Krystyny Sienkiewicz – „Krystyna Sienkiewicz. Różowe zjawisko” (2015) oraz książki „Amantka z pieprzem” – wywiadu-rzeki z Grażyną Barszczewską (2019); należy do Polskiej Sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT /IATC); jego teksty można przeczytać m.in. w „Teatrze”, „Śląsku” i „Polonistyce”; współpracował jako recenzent z Nową Siłą Krytyczną Instytutu Teatralnego im. Z. Raszewskiego w Warszawie (e-teatr.pl), wortalem „Dziennik Teatralny” i wortalem „Teatr dla Was”; obecnie związany z internetowym przeglądem teatralno-literackim „Yorick” Polskiej Sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych.

Leave a Reply