AKTORKI NA BIELANACH: ANNA SMOŁOWIK

Biblioteka na Bielanach w Warszawie, ul. Duracza 19, zaprasza 24 VI 2019 o godz. 17.00 na film JULIUSZ w reżyserii Aleksandra Pietrzaka. Po projekcji spotkanie z ANNĄ SMOŁOWIK poprowadzi Łukasz Maciejewski, pomysłodawca cyklu pod patronatem polskiej sekcji AICT.

ANNA SMOŁOWIK

Anna Smołowik – urodzona w Radomiu aktorka filmowa i teatralna. W klasie maturalnej otrzymała Grand Prix w ogólnopolskim konkursie monodramów w Suwałkach. Anna Smołowik jest absolwentką Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, którą ukończyła w 2008 roku. W teatrze zadebiutowała jeszcze na studiach – w 2007 roku wystąpiła w spektaklu „Lokatorzy”. W tym samym roku została laureatką trzech nagród w X konkursie „Pamiętajmy o Osieckiej”. Za rolę Lubow Raniewskiej w sztuce A. Czechowa „Wiśniowy sad” (2008), otrzymała wyróżnienie na XXVI Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi. Kolejne wyróżnienia przyszły w latach 2010 („Feliks Warszawski” za najlepszy debiut), 2011 (nagroda dziennikarzy za wielopostaciowość kreacji aktorskiej w spektaklu „Kompleks Portnoya” na 46. Przeglądzie Małych Form Teatralnych „Kontrapunkt” w Szczecinie) oraz w 2013 (główna nagroda aktorska za rolę w przedstawieniu „Wichrowe wzgórza” na 53. Kaliskich Spotkaniach Teatralnych). Współpracuje z Teatrem Ludowym w Krakowie oraz z Laboratorium Dramatu. Pojawiła się w kilku filmach fabularnych, m.in. „Chemia”, „Demon” oraz „Prosta historia o morderstwie”.

JULIUSZ

Niespodzianka. Wydawało się przecież, że wszystko w polskim kinie jest mniej więcej przewidywalne, a karty dawno temu zostały rozdane. Mamy zatem świetnie funkcjonujące kino autorskie, na czele z liderami w osobach Pawła Pawlikowskiego, Małgorzaty Szumowskiej czy Agnieszki Smoczyńskiej, oraz mniej szanowane, cieszące się za to wielką popularnością kino komercyjne, gatunkowe. Na tym tle pojawianie się „Juliusza”, reżyserskiego debiutu Aleksandra Pietrzaka, autora znakomicie przyjętych krótkich form fabularnych, jawi się niemalże jako eksperyment.

To bowiem pierwszy tak dobrze „sformatowany” tytuł, nawiązujący wprost do szalenie popularnego w USA, ale lubianego także i u nas kina spod znaku komedii rodzajowej, często na granicy dobrego smaku, którego koryfeuszami są twórcy w rodzaju Judda Apatowa, czy aktorzy w rodzaju Bena Stillera. Celowo wymieniam krańcowe nawiązania inspiracyjne, bo też „Juliusz” nie jest dziełem typowym. Na pewno nie chodzi tutaj tylko o grubymi nićmi szytą komedię, której stałymi komponentami są fizjologia czy seks. Ambicje twórców „Juliusza” były zdecydowanie większe niż, powiedzmy, w przypadku kanonicznego „American Pie”. Pietrzak i jego ekipa, poza nieskłamanym zachwytem produkcjami amerykańskimi, również stand-upami, czy seriami telewizyjnymi, odrobili sumienną lekcję z historii polskiego kina. Grany – świetnie! – przez Wojciecha Mecwaldowskiego tytułowy Juliusz jest wszak postacią, która wywodzi się wprost z intelektulanego, lingwistycznego kina Marka Koterskiego. Neuroza, kompleksy, nieprzystosowanie, a zarazem poczucie humoru, vis comica i siła witalna. Oto Juliusz, powinowaty Miauczyńskiego.

Fabuła w przypadku tego rodzaju produkcji ma mniejsze znaczenie. Wędrujemy od gagu do gagu, a narracyjne spoiwa w rodzaju trochę nadpisanej relacji Juliusza z jego ojcem, fantastycznie zresztą granym przez Jana Peszka, czy nietypowa romansowa opowieść z panią weterynarz, graną przez gwiazdę „Pożaru w Burdelu” – Annę Smołowik, są zbyt pretekstowe żeby podtrzymać całościową dramaturgię. Ciężar odpowiedzialności spoczywa zatem na dialogach (tylko do pewnego stopnia udanych), talencie aktorów oraz inscenizacyjnych umiejętnościach debiutanta.

Ambicje na pewno były spore, efekt okazał się tylko połowicznie satysfakcjonujący, ale „Juliusz” na pewno jest tytułem, który warto poznać. Jaskółka zmian w polskiej komedii. Puste gniazdko czeka na kolejne.

Łukasz Maciejewski

NCK.PL – KULTURA DOSTĘPNA W KINACH

Leave a Reply