JAK W (KRZYWYM) ZWIERCIADLE. ROZMOWA Z BIBI ANDERSSON

14 kwietnia odeszła Bibi Andersson (1935-2010), szwedzka aktorka filmów i teatralna. Sławę przyniosły jej role w filmach Ingmara Bergmana.

Przypominamy przeprowadzoną przed laty rozmowę Łukasza Maciejewskiego z aktorką, publikowaną w „Przekroju”:

Nie ma Pani dosyć wywiadów na temat Bergmana?

Rzeczywiście, to trochę nudne, bo od dziesięcioleci muszę ciągle odpowiadać na jedno, sakramentalne pytanie: „Jak pracowało się z Bergmanem?”. Pan miał ochotę je zadać?

Miałem.

To już pan nie zada. Mam nadzieję.

Ale w końcu od lat to głównie aktorzy są kimś w rodzaju artystycznych emisariuszy Bergmana, skoro główny bohater milczy.

Coraz częściej milczy. Trochę zwariował. Ma długą siwą brodę, mieszka na tej swojej pięknej wyspie Fårö i wydaje mu się, że pod koniec życia został prorokiem. Ale jemu już naprawdę wolno wszystko. Nawet być prorokiem.

W Polsce w zasadzie nie pisze się o Bergmanie inaczej niż jako o mistrzu, geniuszu, wielkim wirtuozie kina.

Polacy, w ogóle Słowianie, mają nadmierną skłonność do egzaltacji.

A Szwedzi?

Przeciwnie. Oszczędnie dawkują emocje i komplementy.

Kiedy w trakcie wiosennego przeglądu „W zwierciadle Bergmana”, próbowałem w Krakowie kupić bilet na „Personę” musiałem najpierw stanąć w bardzo długim ogonku, jak na największy hollywoodzki hit. A w kolejce sami młodzi ludzie.

Kraków zawsze był sympatycznym miastem. W Szwecji taki przegląd nie miałby powodzenia.

Dlaczego?

Bo Szwedzi są raczej głupi. Nie wszyscy, ale większość. Nie interesuje ich Bergman, bo niewiele rzeczy ich interesuje. Jednak ta długa, komunistyczna dieta sprawiła, że w Polakach jest więcej ciekawości, kulturowego obycia, zainteresowania innością, tymczasem w tzw. państwach dobrobytu myśli się przede wszystkim o dobrobycie. Jedzeniu, wakacjach, seksie.

To też całkiem przyjemne myśli.

Ale Bergman wpisywał się ewentualnie tylko w tę ostatnią kategorię.

Była Pani jedną z gwiazd, które przyjechały w tym roku do Wrocławia, na festiwal „Era Nowe Horyzonty”.

To filmowe święto wspaniałych, ciekawych młodych ludzi. Przyjechałam do Wrocławia na życzenie mojej przyjaciółki, zakochanej w Polsce i w Polakach, Mikki Larsson (Radca ds. Kultury i Prasy w Ambasadzie Szwecji w Warszawie – przyp. ŁM), która zachwycała się tym festiwalem. Ale rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Szwedzi mogą Wam „Horyzontów” tylko pozazdrościć.

To nie była Pani pierwsza wizyta w Polsce.

Nie, skąd. Kilka razy przyjeżdżałam do Polski zawodowo – ze spektaklami, ale i prywatnie. Pamiętam, że w połowie lat sześćdziesiątych w szkole teatralnej podejmował nas wtedy Zelnik. Bardzo przystojny. Jeszcze sympatyczniej wspominam szalone wakacje w Zakopanem, które spędzałam incognito z Liv Ullmann. Nie bardzo zresztą incognito, bo ciągle ktoś do nas wtedy przyjeżdżał. Między innymi był tam taki młody dziennikarz filmowy w pięknym futrze. Zapamiętałam go dobrze, bo był jeszcze przystojniejszy od Zelnika. I bardziej otwarty. Zna go pan?

Przykro mi, ale w ogóle nie znam przystojnych dziennikarzy filmowych. Cały czas nie jestem też pewien, czy my rozmawiamy serio. Skąd w Pani tyle dystansu?

Mam dystans także do siebie. Większości swoich ról nie lubię. Część filmów, w których zagrałam, uważam za bardzo przechwalone. A Bergman? Powtarzałam setki razy, że był zawsze doskonale przygotowany, zdyscyplinowany i uporządkowany. Że od początku wszystko widział, wszystko słyszał. Nawet z zamkniętymi oczami. Ale przecież nie tylko Bergman zrobił na mnie takie wrażenie. Dlatego dzisiaj wolę mówić, że Bergman był wielki dlatego, że nigdy nie zasypiał na planie. W tym stwierdzeniu mieści się więcej treści. Każdy może je interpretować tak, jak mu się podoba.

Owszem, ale ja naprawdę chciałbym dowiedzieć się od Pani, czy na planie Waszych wspólnych filmów rzeczywiście panowała jakaś niezwykła atmosfera. Hipnoza, trans?

Bzdury pan opowiada. Na hipnozę przede wszystkim sama musiałbym się zgodzić. A byłam wychowana w duchu feministycznym i nigdy nie wyobrażałam sobie sytuacji, żeby reżyser, nawet największy, ingerował w moją prywatność. W moje tajemnice.

A alchemia?

Ale pan jest uparty. Zawracanie głowy. Bergman miał talent, był wielkim artystą i trudnym, ale ciekawym człowiekiem. Potrafił otworzyć aktorów, wydobyć z nich to, co najlepsze i najciekawsze. Za pośrednictwem intelektu, a nie żadnych czarów. Prawie nigdy się nie mylił. Przez wiele lat uważałam, że moja rola w „Dotyku” była kompletną katastrofą. Dopiero po ponad trzydziestu latach zrozumiałam, że Bergman, obsadzając mnie w roli domatorki, znał mnie lepiej, niż ja sama. On się nie pomylił.

Wielokrotnie grała Pani w filmach Bergmana, ale dla większości widzów Pani twarz na zawsze kojarzyć się będzie przede wszystkim z Almą z „Persony” – filmu, który ponownie wchodzi na polskie ekrany.

Będzie znowu w kinach? To sympatyczne. Ale jeżeli pan uważa, że zacznę teraz snuć sentymentalne historie o tym, jak wspaniale nam się wtedy pracowało, to jest pan w błędzie. Przy „Personie” było jak zwykle, może tylko trochę bardziej nerwowo, bo Bergman w tym czasie ciężko się rozchorował. Przeszedł skomplikowaną operację i w sztokoholmskim szpitalu Sophiahemmet napisał scenariusz. Praca nie była łatwa i dużo musiałyśmy z Liv (Liv Ullmann – przyp. ŁM) kombinować samodzielnie. Ingmar w tym czasie myślał głównie o swoim zdrowiu. Bardzo się użalał.

W bólach urodziło się jednak arcydzieło. Czy, także Pani zdaniem, „Persona” jest najważniejszą częścią Waszej artystycznej współpracy?

Zawsze odpowiadałam twierdząco, bo wszyscy tego ode mnie oczekiwali. Pan także. Ale jestem już stara i naprawdę nie chce mi się przed nikim krygować, dlatego z ręką na sercu odpowiem, że najwięcej zawodowej satysfakcji dała mi reklama mydła w jego reżyserii. Ingmar nie lubi się do tego przyznawać, a ja wprost przeciwnie. Byłam wtedy studentką aktorstwa. Grałam księżniczkę całującą się z pastuchem. Na tle świń. W ten sposób poznałam Bergmana. Taki był nasz początek. Najważniejszy.

Rozmawiał:

Łukasz Maciejewski

[Fot. Harry Pot / Anefo, Copyright: http://proxy.handle.net/10648/a9d79c8e-d0b4-102d-bcf8-003048976d84 ]

Leave a Reply