Axer – autoportret

Tomasz Miłkowski pisze o dwóch wyborach tekstów Erwina Axera:

Ten autoportret nigdy nie powstał. Pozostały przymiarki. Całkiem poważne i nieco zwodnicze, utrzymane w tonie lekkiego felietonu.

Felieton należał do jego ulubionych form wypowiedzi. Mniej zobowiązujący niż esej czy szkic, dawał możliwości popisu stylistycznego, choć czasem wiązał treści głębokie z lekką formą. Właściwie całe życie pisał felietony, choć jak wiadomo dla tego wybitnego inscenizatora i wieloletniego dyrektora teatru było to zajęcie uboczne.

Pisywał je również w czasach, które dzisiaj uchodzą za nieprzyjazne pisaniu, kiedy cenzor i kontroler polityczny mógł zaglądać przez ramię. Czyli wtedy, kiedy – jaka mawia polski premier – „Polski nie było”. W ogóle od razu dodać trzeba, że Erwin Axer uosabia czas teatru PRL-u w jego najbardziej eleganckim wydaniu, wyjściowym, że tak powiem. Wprawdzie dość tradycyjnym, nieeksperymentalnym (nadmiernie), ale blisko związanym z pulsem życia teatralnego ówczesnej Europy.

Otwieram mocno sfatygowany tomik „Listów z teatru, Seria druga” Erwina Axera, wydany nakładem „Czytelnika” w roku 1957, a więc tuż po odwilży październikowej. Zaglądam (który to już raz?) do pierwszego z brzegu tekstu, jaki się tam znalazł (a felietony Axera, zamieszczone w tym tomiku pochodzą z lat 1948-1956) i znajduję taki oto fenomenalny kawałek:

„Reżyser i dyrektor teatru Goethe znał się na wdzięku i niemało cenił tę zaletę u artystów weimarskiej sceny. Poeta Goethe dojrzał w aktorce, jej gracji, urodzie, szlachetności, we wszystkim, co składa się na istotę jej wdzięku, wspaniały egzemplarz człowieka, ukoronowanie rodzaju ludzkiego”.

Zaciekawia? No, właśnie, Felieton został zatytułowany „Wdzięk osobisty” i pasuje jak ulał do Axerowego pisania. Otóż pisał z wdziękiem. W każdych okolicznościach. Te kawałki sprzed 60 lat można czytać bez przerwy, smakując frazy, ale i delektując się trafnością spostrzeżeń. Ot, choćby taka uwaga: „Pouczano mnie z dawien dawna, że w teatrze należy się strzec wołających o sprawiedliwość: tych, którzy żądają czegokolwiek dla siebie, lub, co gorsza, dla innych – w imię sprawiedliwości”. Dosyć, tu urywam lekturę, bo możemy utonąć w wypisach. A tymczasem chciałem zwrócić uwagę na dwie książki, które ukazały się całkiem niedawno, które pozwoliłem sobie nazwać „przymiarką do autobiografii”. Jak już wspomniałem, nigdy taka autobiografia nie powstała, ale zachowały się kek początki albo szkice, próby.

Pierwsza z tych ksiąg, wydana nakładem Teatru Narodowego, którego Axer był przelotnym dyrektorem, zatytułowana została zgodnie z zawartością tomu: „Rozmowy z Erwinem Axerem”. Na ten niemal trzechset stronicowy zbiór składa się kilka części. Część pierwsza to niedokończony wywiad-rzeka, nigdy wcześniej niepublikowany, przygotowany przez znakomitą znawczynię teatru i recenzentkę, Elżbietę Wysińską. W założeniu miała to być szeroka opowieść artysty o czasach minionych, o poszczególnych etapach jego życia, począwszy od dzieciństwa i młodości spędzonej głównie we Lwowie i studiach w warszawskim Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej (PIST) pod czujnym okiem Leona Schillera. Jednak na okresie socrealizmu rozmowa się urywa, najwyraźniej albo ochota do dalszych spotkań autorom przeszła, albo inne okoliczności sprawiły, że całość opowieści nigdy nie powstała. Zamiast tego autorzy wyboru, Paweł Płoski i Michał Smolis zamieścili w tym tomie osiem innych rozmów, w których uczestniczyli także inni ważni ludzie teatru, by wymienić Petera Steina (którego Axer bardzo cenił), Konrada Swinarskiego, Georgija Towstonogowa i Macieja Englerta, którego Axer namaścił na swego następcę w Teatrze Współczesnym.

Książkę uzupełniają noty o niektórych przedstawieniach, wcześniej publikowane (bez podania nazwiska autora) w jubileuszowym wydawnictwie Teatru Współczesnego, a także nader zwięzłe „Kalendarium życia i twórczości” Erwina Axera. Tak skomponowany tom daje wzgląd w teatralne pasje, poglądy, a także sympatie artysty (jak choćby nieposkromiona miłość do talentu aktorskiego Józefa Węgrzyna). Pozwala rozeznać się w świecie jego wyobraźni i poszukiwań.

Druga z książek, którą polecam wszystkim tym, którzy chcieliby wrócić do Axera i jego teatru to „Notatki z pracy”. Otwiera ją „Szkic do autobiografii” w pewnym stopniu komplementarny do wywiadu Wysińskiej, choć o wiele krótszy i w typowo felietonowym nastroju napisany. W „Rozmowach z Erwinem Axerem” możemy dowiedzieć się, że ojciec artysty, ceniony adwokat, był doradcą prawnym Wilama Horzycy we lwowskim teatrze. W „Notatkach z pracy” wiadomość ta została nasycona konkretem – otóż ojciec sprawował tę pieczę nad teatrem w zamian za dwa miejsca w loży teatralnej…

Axer nie wnika nazbyt głęboko w detale, ale przedstawia się jako dziecko szczęścia teatru, o bujnej młodości, które umiało radzić sobie w każdej sytuacji. Przyznaje się także do pewnego rodzaju oportunizmu, umiejętności przystosowania, która pozwoliła mu teatr prowadzić w trudnych okolicznościach i to z wielkim powodzeniem. W tej książce również pojawiły się te same noty o przedstawieniach, które możemy znaleźć W „Rozmowach z Erwinem Axerem”. Od przybytku głowa nie boli, ale nie byłoby zapewne nic złego, gdyby redaktorzy obu książek ze sobą współpracowali – ta druga książka ukazała się nakładem Instytutu Teatralnego pod redakcją Agnieszki Rabińskiej. Bez trudu czytelnik znajdzie w tym tomie wiele ciekawych podpowiedzi, jak czytać dramaty albo jak sobie wyobrażać Teatr Narodowy.

Tom zamyka orędzie Erwina Axera na Międzynarodowy Dzień Teatru, przygotowane dwadzieścia lat temu (1997). Hasło tamtego święta brzmiało: „Wspólnota sceny i widowni”. Pod sam koniec orędzia Axer napisał:

„Nic nie jest w teatrze nowe i wszystko jest w teatrze najnowsze, bo dzieje się z chwili na chwilę. Nic nie jest konserwą, jak film, płyta, spektakl telewizyjny, choćby najwyborniejszy, Wszystko może się stać i wszystko się staje na naszych oczach. Właśnie dlatego teatr trwa i przetrwa”.

Święte słowa. Axer umiał z niezwykłą celnością trafiać w samo sedno. Największą jednak jego zasługą pozostanie stworzenie warszawskiego Teatru Współczesnego. To było jego ukochane dziecko i przesłanie. Udało mi się przed laty na kilku stronach opisać fenomen tego teatru, kiedy przygotowywałem „Atlas teatralny stolicy” (nadal dostępny w internecie, www.aict.art.pl). Chyba opisałem ten fenomen nieźle, skoro Teatr Współczesny zdecydował się zamieścić ten tekst na swojej oficjalnej stronie internetowej. Z tej krótkiej charakterystyki przytoczę tylko maleńki wypis:

„Jeden z najbardziej stabilnych programowo i personalnie teatrów polskich. Powstał w roku 1949 po przeniesieniu do Warszawy łódzkiego Teatru Kameralnego Domu Żołnierza, od samego początku pod artystycznym kierownictwem Erwina Axera (do roku 1981), który od roku 1956 łączył te obowiązki z funkcją dyrektora naczelnego. Od roku 1981 teatrem kieruje nieprzerwanie Maciej Englert. Teatr mieści się w byłej sali parafialnej kościoła Zbawiciela przy ulicy Mokotowskiej 13 (…) Zgodnie z nazwą teatr przez te wszystkie lata szczególnie wrażliwy był na nową dramaturgię europejską, czego znakiem rozpoznawczym była słynna premiera „Czekając na Godota” Samuela Becketta (1957) w reżyserii Jerzego Kreczmara. Orientacja na nową dramaturgię dotyczy również rodzimej twórczości, stąd tak wiele w ponad 60-letniej historii teatru premier Sławomira Mrożka, w tym „Tanga” (1965) w reżyserii Erwina Axera. Teatr nie zaniedbywał też klasyki, która była swego rodzaju ćwiczeniem wyobraźni dla zespołu aktorskiego, m.in. „Wieczór Trzech Króli” Szekspira, komedie Goldoniego czy Moliera. Pamiętał też o polskiej klasyce.

Współczesny nieraz bywał miejscem wielkich triumfów aktorskich, m.in. Tadeusza Łomnickiego, który stworzył tu wiele niezapomnianych ról, wśród nich w „Dożywociu” Aleksandra Fredry, „Karierze Artura Ui” Bertolta Brechta (1962) czy „Komediancie” Thomasa Bernharda (1989). (…). Choć nigdy Teatr Współczesny nie aspirował do roli trybuny politycznej, to jednak jego sternicy potrafili wyrazić w metaforycznej formie komentarz do aktualnych napięć, konfliktów, problemów skupiających społeczną uwagę. Dzięki tej umiejętności zawsze produkcje Współczesnego budziły żywe echo i komentarze”.

Jak udało się zbudować taki profesjonalny teatr, który bywał niekiedy samotną wyspą, tego można się dowiedzieć z książek wprowadzających w świat teatru Axera. Powstały z okazji obchodzonego w roku ubiegłym stulecia jego urodzin. A więc niechaj błogosławione będą jubileusze.

Tomasz Miłkowski

„Rozmowy z Erwinem Axerem”, Teatr Narodowy, Warszawa 2017; Erwin Axer, „Notatki z pracy”, Instytut Teatralny, Warszawa 2017

[Recenzja publikowna w „Dzienniku Trybuna”, 10 marca 2018]

Leave a Reply