Czytając Szekspira – lektury między akcją a metaforą

Ta książka była skazana na spektakularną porażkę. Tymczasem okazała się autentycznym, bardzo zresztą zasłużonym, zwycięstwem. Idźmy więc po kolei. Jan Kott stwierdził, iż zbiór „niebanalnych” esejów „da sobie radę”. Komplement, prawdę powiedziawszy złożony, ociera się o krytyczne ryzykanctwo autora.

Co to wszystko w istocie znaczy? Groźba spektakularnej porażki, szaleńcza odwaga w imię dawania sobie rady – z jednej strony i przenikliwe światło analizy – z drugiej. Nomen omen Szekspirowskie materii pomieszanie. Główny trop opisu sięgał najbardziej widocznej struktury dramatu, czyli następstwa faktów. Tyle że biegnąc takim szlakiem Andrzej Żurowski ani przez moment nie ulega powierzchownemu streszczeniu. Przeciwnie. Faktograficzny trop służy bowiem niezwykle osobistej wędrówce wzdłuż, wszerz i wgłąb Szekspirowskiego świata. Wędrówce ukierunkowanej przez smak, erudycję oraz wciąż żywą radość subiektywnej lektury. Wnikliwy badacz okazuje się oprowadzaczem – entuzjastą, który znając na wskroś Ardeński Las, dostrzega urodę pojedynczego drzewa. Każdy kolejny etap podróży uruchamia i bogate krytyczno-literaturoznawcze instrumentarium i spontaniczny, bardzo własny odbiór.

Wspaniała to dla czytelnika wyprawa. Wspaniała, choć wcale nie łatwa. Zwłaszcza że w prologu umieścił Żurowski epilog. Analiza zaczyna się bowiem od Burzy, dramatu – testamentu, w którym schorowany Szekspir dotknął jądra mądrej rezygnacji, wyraziwszy zgodę na ułomny człowieczy los. Odwróciwszy zatem porządek biografii, krytyk rozpoczyna swoją Szekspiriadę wedle porządku lustrzanych odbić. Miesza się tam hic et nunc z semper et ubique, magia sztuki obraca się wokół osi życia, widz przegląda się w zbliżeniu bohatera.

Prospero zamknął teatr, zakończył kreację i równocześnie z wolna… zamyka swe życie. Granica kreacji artystycznej i egzystencjalnej kreacji człowieczej – życia – staje się tą samą linią. Prospero dokonał, ile było do dokonania, ile jest dokonywalne, i w życiu, i w sztuce – w obydwu jednocześnie planach istnienia, których – być może – rozdzielić niepodobna.

Zauważmy jak plastycznie obraz „po Burzy” przemyca refleksję: być może. Żurowski nazwał książkę próbą tematyzacji. I słusznie. Ale na linii zdarzeń oraz tematów pojawiają się zatrzymane w kadrze lustra odbicia czasu akcji i czasu widowni, z off-u zaś dobiega głos komentarza, który niczego nie rozstrzyga, lecz otwiera pytania, sygnalizuje wątpliwości. Cała opowieść toczy się w trybach subiektywizmu, którym krytyk mądrze i pięknie zarządza.

Bądźmy więc subiektywni. Idąc tą drogą, chciałabym przywołać sekrety mojej ulubionej Szekspirowskiej Nocy, gdy letnia spiekota sięgnęła baśniowo – komediowych horyzontów. Co prawda, wkroczywszy tam, Żurowski dość bezceremonialnie odebrał stery intrygi Oberonowi, przekazując je na ręce Puka. Sprawiedliwy wyrok! Wszak to czorcik – bystrzaka rozkręcił pogrążony w cudownym śnie galimatias. Pojawia się tylko problem, czemu nam wszystkim tak blisko do Pukowych brewerii?

Puk jest jak los, i jak… nasza własna kondycja, w którą wpisane jest wewnętrzne rozszczepienie, niezależna od woli dwoistość naszych marzeń (…), czyli… nasza własna wyobraźnia, wewnętrznie sprzeczne pokłady naszych dziennych i nocnych tęsknot, które płatają nam żarty w niekończącej się naszej wędrówce ku wyimaginowanej pełni spełnienia. Puk to ja. Puk to każdy z nas – na naszą własną miarę.

No cóż. Klarowna diagnoza i precyzyjna terapia: pogoń za Pukiem. Proszę państwa, spróbujmy pójść dalej, ordynując każdemu dawkę puka – niby do głowy i serca. Nikogo to nie zbawi, ale wszyscy zyskamy życiodajny impuls fantazji.

Skoro już wędrujemy ścieżką wyzwolonej wyobraźni, warto się zatrzymać przy kluczowych dla książki momentach przejścia między literaturą, tekstem teatru i tekstem kultury. Właśnie na takim rozdrożu umieścił autor szkic o Hamlecie: Mit.

Tajemnicą Hamleta jest nasza tajemnica. Jeśli jej nie odkryjemy – nie będzie to z winy Hamleta – będzie to wyłącznie naszą winą. Bowiem w istocie: w Hamlecie nie ma żadnej tajemnicy. Wielkość Hamleta zasadza się na jego jawności. Na równoczesnym odsłanianiu tym tekstem tylu warstw porządku i nieporządków świata, że każda interpretacja – mimo że jest słuszna i mimo że jest w niej racja – nie ma racji do końca.

Mówiąc wprost akurat Hamlet dość często trafia na ulicę i błąka się histerią gnany, co zyskało potoczną przezwę hamletyzowania. Natomiast Żurowski – wytknąwszy bohaterowi, iż w jego monologach drzemie niebezpieczna wieloznaczność – jednocześnie dotknął w micie Hamleta bardzo cennego tworzywa. Mitu aktorstwa, które się zapala i gaśnie w konkretnym przedstawieniu, a trwa w oczekiwaniu, w nie artykułowanej kwestii, w projekcie kształtującym różnobarwny sceniczny byt postaci. Stąd obecność Hamleta Konrada Swinarskiego. Portret, który nie zdążył się rozpalić w aktorskim wcieleniu. Portret zaginiony wraz z reżyserem w lotniczej katastrofie. Szkic bez twarzy wykonawcy, który pozostał w aktorskim niespełnieniu. Wizerunek zbliżony więc do istoty niepowtarzalnego scenicznego statusu roli. Zapowiedź, która trwa i odpowiedź, która się spala. Jako klamra Hamletowsko-Aktorskiej mitologii pojawia się kwestia: być albo nie być?

Za każdym bowiem razem odpowie dopiero aktor. On ukaże, czym jest istota tego pytania nałożonego na jego ludzką, psychofizyczną niepowtarzalność – czym ona jest ten tylko jedyny raz.

W Szekspiriadzie Andrzeja Żurowskiego nie ma pustych miejsc. Są natomiast ściśle wyliczone słoneczne i mroczne trasy, m.in.: Kosa, kamień i… ocet – Poskromienie Złośnicy; Czy ja to ja naprawdę? – Komedia omyłek; Trzecia strona zamszowej rękawiczki – Wieczór Trzech Króli; Pułapki Demokracji – Koriolan; Logika zagłady – Makbet; Jęk w ciemności – Król Lear. Tematyczno-tytularny porządek nie zamyka wszystkich kierunków, ponieważ często migają adresy, o których się ani scenie, ani widowni nie śniło…

Wiem, Żur, że spotkałeś tam na górze Mistrza Williama i że prowadzicie razem Szekspiriadę wszech czasów. Dlatego powiem krótko. Dziękuję Przyjacielu za nasycony cennymi dygresjami, intelektualnym żarem oraz wrażliwością kawał znakomitej krytyczno-teatrologicznej roboty.

Jagoda Opalińska

Andrzej Żurowski, „Czytając Szekspira”, 1996

Leave a Reply