Andrzej Żurowski w podróży

Spotykaliśmy się właściwie po drodze, w kraju i za granicą. Andrzej przyjeżdżał na spektakle, festiwale, czasem jakieś posiedzenia zarządu, seminaria czy kolokwia, po czym znikał i znowu wyłaniał się, a to w Seulu, a to we Wrocławiu, a to w Toronto. Kiedyś, ale gdzie to było, nie pamiętam, po całym dniu pełnym teatralnych mądrości (referaty, debaty, spektakle), już przy pokrzepiającej szklaneczce jął się Andrzej Żurowski zastanawiać, gdzie to w swoim życiu nie bywał. Trudno mu było zliczyć, ale doliczył się ponad 80 krajów na wszystkich kontynentach. Poruszony tym wynikiem zasugerowałem, że mógłby wzorem Holly Golightly, bohaterki noweli Trumana Capote’a „Śniadanie u Tiffany’ego” obstalować sobie wizytówkę z napisem „Andrzej Żurowski w podróży” w kilku wersjach językowych. Pomysł mu się spodobał, ale pozostał w sferze projektów nigdy niezrealizowanych.

Co tak go gnało po świecie? Co sprawiało, że gotów był podróżować setki, a nawet tysiące kilometrów, bez względu na porę roku i nawał obowiązków. Przede wszystkim głód świata, ale i głód teatru, przekonanie, że trzeba przypatrywać się innym, porównywać, aby nie popaść w pyszałkowatość albo w kompleksy. Z tych porównań i ciągłych podróży zrodziła się między innym książka „Latający fotel” (1987). To we wstępie do tego zbioru napisał: „Od lat obracam się oczywiście przede wszystkim w kręgu teatru polskiego. W miarę możliwości staram się wszakże śledzić jego szerszy kontekst. Czynię to wiedziony przekonaniem, że oglądać samego siebie – własne krajowe lustro teatralne i władające nim prawidła – można, choćby odrobinę obiektywnie, dopiero po próbie otarcia się o innych, po próbie dostrzeżenia ich i nieśmiałego, przynajmniej cząstkowego zrozumienia. Nie sposób dojrzeć siebie samego na pustyni”.

Z czasem podróże Andrzeja Żurowskiego, choć nadal intensywne, stały się bardziej ukierunkowane. Już nie wędrował, aby się nałykać teatru, ale pooddychać Szekspirem. Zafascynowany dziełem Szekspira, obecnością jego dramatów na polskiej scenie od czasów najdawniejszych po współczesność zajął się na serio – sprzyjała temu bliska zażyłość z Janem Kottem i wrażenie, jakie wywarły na młodym krytyku jego szkice o Szekspirze. Z tej fascynacji narodziła się prawdziwa pasja badacza, historyka i krytyka, która zaowocowała całą serią udokumentowanych ksiąg, barwną opowieścią o polskim Szekspirze. Nie zabrakło w niej pięknej ballady o jednej roli, o tytułowym Ryszardzie III, nad którego obecnością w polskim teatrze pochylił się ze szczególną czułością, oddając hołd najwybitniejszemu wykonawcy tej roli, Jackowi Woszczerowiczowi. Ale zaczęło się od „Szekspiriad polskich” (1976), czyli rzeczy o najdawniejszych przeróbkach Szekspira na polskie realia (przepisywanie klasyków to nie jest ostatni krzyk mody) i polską wrażliwość, jeszcze niegotowej, aby przyjąć Szekspira takim, jakim był. Potem przyszła książka „Myślenie Szekspirem” (1983). Być może najbardziej osobista, której tytuł traktował Andrzej jako swoje credo krytyka i badacza teatru. Chciał myśleć i myślał Szekspirem. Z tego myślenia wyrosła księga najważniejsza w jego dorobku, jeszcze nie w pełni doceniona, choć ceniona przez studentów i miłośników Szekspira, „Czytając Szekspira” (1996). To w tym zbiorze szkiców dokonał Żurowski rozbioru dzieł wszystkich Szekspira, po kolei, jak powstawały, ale z niechronologicznie na początku postawioną Burzą, uważaną za rozstanie Szekspira z teatrem. Jest to więc rozbiór niejako „od końca”, ze świadomością skończonego dzieła.

Żurowski wybrał jedyne możliwe podejście, takiego, jak sam wyznaje, „bezczelnego” odczytania, jak gdyby nikt wcześniej o Szekspirze nie pisał. Tylko w taki sposób podejmując się stworzenia pełnego opisu dorobku Szekspira, można wyminąć czeluść przypisów, która niechybnie zepchnęłaby książkę w stronę filologicznego archiwum. Nie było to wyrazem pychy, ale raczej pokory, szacunku dla tekstu, dla formy, dla treści. Zastosował Żurowski metodę Władysława Tatarkiewicza, który pisząc swoją sławną „Historię filozofii”, omawiał myśl poszczególnych filozofów jak ich pierwszy czytelnik. Dzięki tej metodzie powstała książka niezwykła, będąca nie tylko świadectwem bardzo osobistego czytania i myślenia Szekspirem, ale także bogata w podpowiedzi inspiracja do własnej lektury, książka żywa, pełna odniesień do rzeczywistości, osadzona w swoim czasie, a zarazem otwarta ku przyszłości.

Zainteresowania krytyczne i badawcze Andrzeja Żurowskiego w ostatniej dekadzie zwróciły się w stronę teatru jednego aktora. Nic tego nie zapowiadało, przez lata raczej zachowywał dystans wobec tego gatunku teatru, choć od czasu do czasu ulegał fascynacji samotniczymi osiągnięciami aktorów, jak choćby genialnymi koncertami Tadeusza Łomnickiego wedle „Ostatniej taśmy Krappa” Samuela Becketta. Głębsze zainteresowanie monodramem wyrosło z jego pasji Szekspirowskich. Wszak jednym z największych sukcesów artystycznych Heleny Modrzejewskiej okazał się jej koncert Szekspirowski, a zwłaszcza monologi Lady Makbet. Zainspirowany przez Wiesława Gerasa, aby podczas tradycyjnych wrocławskich sesji, towarzyszących WROSTJA, przedstawić historię scenariuszy szekspirowskich w teatrze jednoosobowym, podjął studia nad tym fenomenem i w rezultacie zamiast krótkiego wystąpienia powstał obszerny szkic, bez mała historia monodramów Szekspirowskich „Sam z Szekspirem na scenie”. Szkic ten podarował WROSTJA. Dało to początek serii wydawniczej Czarna Książeczka z Hamletem, będącej dokumentacją i teoretyczną refleksją, związaną nie tylko z wrocławskimi festiwalami, ale zjawiskiem teatru jednego aktora w ogóle.

Andrzej Żurowski, wchodząc w romans z monodramem, nie poprzestał na roli historyka czy teoretyka. Podjął się praktycznych zadań jako scenarzysta, budując propozycje spektakli wieloosobowych i jednoosobowych, zazwyczaj inspirowany do zajęcia się tym przez artystów. Były to bowiem montaże, przeznaczone dla konkretnych wykonawców, dla Krzysztofa Gordona, Wiesława Komasy, Piotra Kondrata, a ostatnio dla Anny Skubik. Ale i to nie koniec. Badacz i krytyk zaczął bywać na festiwalach teatru jednego aktora, objął funkcję życzliwego doradcy, brał udział w pracach jury, wreszcie artystycznie patronował festiwalowi monodramów i festiwalowi Szekspirowskiemu w odległej Armenii. Przynosiło mu to wiele satysfakcji, a korzystał na tym ruch teatrów jednego aktora, wzbogacany o doświadczenie i gust artystyczny Andrzeja.

W ostatnich latach, kiedy Andrzej Żurowski zmagał się z nieuleczalną chorobą, obok Szekspira i monodramów musiała pojawiać się Helena Modrzejewska, największa polska gwiazda szekspirowska. Poświęcił jej kilka ważnych szkiców i monografię MODrzeJEwSKA. ShakespeareStar (2010), skupiona na szekspirowskich kreacjach artystki i jej amerykańskiej karierze. Planował następne szkice, kolejny wyjazd do USA, gdzie w zaciszu bibliotecznych archiwów obiecywał sobie trafić na wciąż nieznane materiały dotyczące jej bujnego teatralnego życia.

Po raz ostatni wystąpił publicznie (nie licząc jego zajęć ze studentami w Akademii Pomorskiej) podczas Kongresu Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyki Teatralnej (AICT) w Warszawie (marzec 2012). Andrzej był honorowym wiceprzewodniczącym stowarzyszenia. Jako krytyk senior witał kolegów z całego świata tymi słowy:

„W ostatnim dwudziestoleciu teatr europejski – a w nim w znacznym stopniu teatr polski – odzwierciedlił wielki obrót świata po upadku berlińskiego muru, a co za tym idzie: przemiany mentalności i jej artystyczną ekspresję. W tym tygodniu w Warszawie będziemy wspólnie myśleć o teatrze dzisiejszym, który w lustrze sceny odbija kształty i sensy tego świata, który należy już przede wszystkim do najmłodszych z nas. Będziemy zastanawiać się nad siłami i środkami teatru poza teatrem. I słusznie – bo teatr istnieje wszak także poza teatrem. Teatr, czyli świat, cudownie trwały dzięki swej nieustannej zmienności. I niechaj tak nadal wszystko się zmienia”.

Tak wypadło, że słowa te stały się jego testamentem. 5 stycznia 2013 roku Andrzej Żurowski wyruszył w swoją ostatnią podróż. Profesor Georges Banu. Honorowy Prezes AICT napisał w swoim pożegnaniu z Andrzejem: „Urodziliśmy się w tym samym roku i w tym samym czasie zostaliśmy wybrani honorowymi prezesami AICT – znak, że przychodzi czas zejścia na margines – i dzisiaj piszę te słowa o nim ze smutkiem nieodłącznym z każdym kresem życia. Ale on wiedział jak żyć!”.

Podróż Andrzeja jeszcze nie dobiegła kresu. Świadczy o tym o ten zbiór Jego scenariuszy szekspirowskich, świadczy „Szekspiromania”, księga tekstów dedykowanych Andrzejowi, które pod redakcją Anny Cetery przygotowały Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego – miała się ukazać z okazji 70 rocznicy jego urodzin, los zdecydował inaczej. W dalekiej Armenii w kwietniu 2013 roku odbył się festiwal szekspirowski Jemu zadedykowany, podczas którego Piotr Kondrat przedstawił Shylocka wg scenariusza Andrzeja. Polska sekcja AICT ustanowiła wraz z Prezydentem miasta Gdyni, której Andrzej był mieszkańcem, Nagrodę dla młodych krytyków teatralnych, która nosi Jego imię. Pojawią się zapewne jeszcze inne projekty i publikacje, a dopóki jego książek nie pokryje kurz bibliotek, przecież będzie wśród nas, choć nadal trudno sobie wyobrazić, że już nie spotkamy się gdzieś po drodze.

Tomasz Miłkowski

[Nowa redakcja tekstu, opublikowanego po raz pierwszy w książce Andrzeja Żurowskiego „Scenariusze szekspirowskie”, wydanej już po śmierci autora (Wrocław, 2013); recenzja tej książki pióra Katarzyny Michalik-Jaworskiej znalazła się w tym wydaniu „Yoricka”]

Na zdjęciu: Andrzej Żurowski i Tomasz Miłkowski w kanadyjskim Stratfordzie podczas Festiwalu Szekspirowskiego, 2008

Leave a Reply