Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Z fotela Maciejewskiego: OGRZEJ MNIE

KONCERT Z OKAZJI… MIĘDZYNARODOWEGO DNIA ODPOCZYNKU OD ŚWIĘTOWANIA, reż. Adam Sajnuk, Teatr WARSawy:

Tego się nie da się zapomnieć. Zresztą niby po co zapominać. Wrocław, Festiwal Piosenki Aktorskiej – słuchało się tego z wypiekami, słuchało i oglądało. Zachwyty i rozczarowania, jak na Opolu, w Kołobrzegu, ale jednak trochę inaczej. Aktorzy, nie piosenkarze, tekst, nie tylko melodia.

Coś niecoś z tamtych ekstaz ocalało, przynajmniej na „You Tube’ie”. Godzinami mogę szukać pereł z tamtych lat. Z czasem obrazki znikają, pojawiają się nowe. Trudno w to uwierzyć, ale na liście laureatów pierwszych pięciu edycji PPA znalazły się nazwiska takie jak Dorota Pomykała, Elżbieta Adamiak, Lech Łotocki, Dorota Stalińska, Artur Barciś i Edyta Geppert.

Występy zawsze wyglądały mniej więcej podobne. Najważniejsza była osobowość wykonawcy i tekst. Cała reszta (głos, dykcja, warstwa muzyczna, chociaż bardzo ważne, nie miały aż takiego znaczenia, chociaż – casus Geppert chociażby – zdarzały się wyjątki). Piszę o tym wszystkim dlatego, że tak zwana piosenka aktorska, często postponowana, wyszydzana, albo po prostu ignorowana, znalazła w Warszawie godną przystań. W Teatrze WARSawy ruszyła zainicjowana przez niezawodnego Adama Sajnuka „Scena piosenki aktorskiej”. W późnogrudniowy wieczór, tuż przed świętami, wziąłem udział w drugiej edycji tego projektu zatytułowanego frywolnie „Koncert z okazji …Międzynarodowego dnia odpoczynku od świętowania”.

Odpocząłem – słuchając. I, owszem, tak – to było dla mnie święto.

***

Na początek słówko o idei: „Scena piosenki aktorskiej” ma zagościć w Teatrze WARSawy na dłużej. Pierwsza edycja odbyła się w październiku, kolejne są w przygotowaniu. Chodzi o powrót do idei teatru piosenki, gatunku sytuującego się na pograniczu teatru i koncertu. Takiego miejsca w Warszawie nie było, a sądząc z frekwencji i entuzjastycznej reakcji widowni, widzowie bardzo tego rodzaju rozrywki (na wysokim poziomie) potrzebują.

Lubię Teatr WARSawy za brak pretensji. Twórcy związani z tym miejscem niczego nie udają, nie krygują się, wspólnie tworzą miejsce, które daje się lubić, ponieważ nie czuje się w nim kalkulacji, jedynie radość tworzenia. Podobnie było na grudniowym „Koncercie…”. Okazuje się, że wystarczy – bagatela – ciekawy dobór piosenek, tekstów, zaproszenie do współpracy wspaniałych osobowości aktorskich i zarazem wokalnych, oraz powierzenie strony muzycznej znakomitemu Michałowi Lamży i zaproszonym przezeń muzykom, żeby poczuć się trochę w innym świecie. Chodzi o uczestnictwo w niezobowiązującej przygodzie, w której partycypujemy na poziomie najprostszym, najbardziej oczywistym – widza/entuzjasty.

W trakcie spektaklu przypominałem sobie teksty piosenek i klasyczne wykonania, ale program został ułożony w ten sposób, że wiele z utworów było dla mnie odkryciem. Z jednej strony, klasyczny Hemar, Młynarski, Kaczmarski i Osiecka, z drugiej – Tiger Leeds, Nick Cave czy Włodzimierz Wysocki. Aktorzy są obok Adama Sajnuka w tym przypadku współtwórcami wizji. To nie tylko wykonawcy, wspólnie tworzą teatr piosenki, często stawiając w cudzysłów przestarzałe przesłanie (fenomenalne wykonanie ballady „Kto tak ładnie kradnie, jak on” Osieckiej z filmu „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy” w wykonaniu Agnieszki Bogdan), albo swoją wrażliwością i talentem podnoszą rangę tekstu o kilka klas wyżej niż oryginał (przejmujące wykonanie ballady Sary Brylewskiej „Wojny gwiezdne” śpiewane przez Kamillę Baar-Kochańską). Poza wymienionymi, najmocniejsze momenty wieczoru to genialna interpretacja „Baronowej”, wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, znana z wersji Kultu, w wykonaniu Kingi Ilgner; evergreen Wojciecha Młynarskiego „Ogrzej mnie” (znowu Kamilla Baar-Kochańska) czy trawestacja słynnego włoskiego popowego hitu „Felicita” w wykonaniu Moniki Mariotti, która w finale porwała do wspólnego tańca widzów WARSawy. Świetnie wypadli również dowcipna Aneta Todorczuk-Perchuś, brawurowy Mariusz Drężek czy wybitnie utalentowany Marcin Przybylski.

***

Dzięki „Koncertowi z okazji Międzynarodowego dnia odpoczynku od świętowania” w reżyserii Adama Sajnuka poczułem się jak gdyby trochę lepiej. Od dawna nie miałem poczucia, że nie chce mi się od razu po spektaklu wracać do domu. Bo: zmęczenie, sen, zakupy, impreza, bo jutro… Nie myślałam o jutrze, wolałem, żeby „dzisiaj” potrwało jeszcze trochę dłużej. Nie ja jeden. W teatrze pozostała mniej więcej połowa widowni. Z winem, albo bez wina, z rozmową o spektaklu, o aktorach, piosenkach. I nikt dziwnym trafem nie mówił tam o złej polityce, złej Polsce i kiepskich prognozach. Jakoś nie wypadało. Bo było nam ze sobą zbyt dobrze, czysto, bezinteresownie. Cenne, bo rzadkie.

Łukasz Maciejewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.