Makbet albo w stronę ciemności

Tomasz Miłkowski pisze na swoim blogu: http://takinawyk.dziennikarzerp.org.pl/

Czy w każdym z nas drzemie skryty Makbet? Czy mroczne demony tylko czekają sposobności, aby ujawnić swoją destrukcyjną siłę? Takie pytania postawił sobie chiński reżyser Tang Shu-wing, twórca studia teatralnego w Honkongu.

Szekspirowski „Makbet” w inscenizacji hongkońskiego Studia Teatralnego Tang Shu-winga jest wyprawą do „jądra ciemności” – współcześni bohaterowie poprzez medium dramatycznej opowieści mierzą się z własnym demonami, które przebudzone mogą okazać się bardzo niebezpieczne. W ten sposób reżyser omija pułapkę historii szkockiej, jak nazywano często „Makbeta”, aby uniknąć wiszącej nad tytułem „Makbet” klątwy, wedle której żadna inscenizacja tego dramatu nie mogła się udać, a jej realizatorom zagrażała bolesnymi konsekwencjami. Tang Shu-wing odważnie stawia na afiszu tytuł, ale losy Makbeta bierze poniekąd w nawias, bo sprowadza do snu pary bohaterów, lokujących w dodatku wydarzenia dramatu w scenerii chińskiej tradycji, baśni i historii. Stąd chińskie stroje dworskie, czerwone lampiony, maski i rekwizyty nawiązujące do tradycji teatralnej i malowidła przywołujące stare rysunki. Postępuje więc zupełnie inaczej niż przed laty Akiro Kurosawa, który w swoim porywającym, niedoścignionym filmie opartym na „Makbecie”, „Tron we krwi” (1957), dokonał radykalnego przekładu szkockich realiów na japońskie, przy czym jednocześnie „przepisał” emocje, które w wersji japońskiej graniczyły bez mała z szaleństwem.

W przedstawieniu Tang Shu-winga jednak oprawa pozostaje nader powściągliwa, wręcz minimalistyczna. Ważniejsza jest forma aktorskiej ekspresji najwyraźniej nawiązująca do tradycji teatralnych Wschodu, także w gestyce i ruchu z celowo zmienionym punktem ciężkości ciała, eksponowanym kontr-ruchem, symbolizacją zamiast dosłowności działania. Wszystko to tworzy sugestywną fakturę spektaklu, który idzie w stronę uniwersalizacji przekazu, mimo chińskiej rodzajowości. Idzie bowiem nie o to, aby przełożyć „Makbeta” na kantoński, ale by w kantońskiej wersji dramatu odkryć wciąż aktualny, niepokojący sens tragedii Szekspira.

W najnowszej wersji tego mistrzowskiego przedstawienia (sama technika wejść i zejść z pola gry mogłaby być przedmiotem odrębnego studium), któremu hipnotyczny rytm nadaje muzyka na żywo (Billy Leong Wai Ngok) pojawia się jeszcze jeden ważny eksperyment interpretacyjny. W drugiej części przedstawienia, po przerwie, następuje zmiana ról: Makbet (Ng Wai Shek) teraz gra rolę Lady Makbet, a Lady Makbet (Lai Luk Ching) rolę Makbeta. Ta zaskakująca wymienność ról zdaje się podważać panującą całe wieki niewzruszoną zasadę podziału ról na męskie i żeńskie – płeć nabiera tu sensu wyłącznie kulturowego, jest wyborem postawy i wartości. Reżyser ukazuje, że sens niegdyś pewnych podziałów mocno nadkruszył się, a może w ogóle stracił rację bytu we współczesnym świecie. Tak czy owak, okazuje się, że zbrodnia, bezwzględność, wyrachowanie, odwaga, już nie są atrybutami przynależnymi płci, ale jednostce.

Tomasz Miłkowski

MAKBET Williama Szekspira, adaptacja i reżyseria Tang Shu-wing, tłum. Na język chiński Rupert Chan, Tang Shu-wing, scenografia Ricky Chan Chi Kuen, reżyseria światła Leon Cheung Kwok Wing, kostiumy Mandy Tam Ka Yee, muzyka i akompaniament na żywo Billy Leong Wai Ngok, Studio Teatralne Tand Shu-winga, Hongkong, spektakl gościnny w TR Warszawa 29 czerwca 2017

Leave a Reply